Nie zgub kolejnych notek! KLIK KLIK

Serum Bionigree .. czyli obiecana recenzja!

            Pisanie recenzji przychodziło i przychodzi mi z trudem. Zawsze podziwiałam osoby, które potrafią to robić. Może jestem zbyt...

recenzja kosmetyczna
     

      Pisanie recenzji przychodziło i przychodzi mi z trudem. Zawsze podziwiałam osoby, które potrafią to robić. Może jestem zbyt konkretna? Pewnie tak...Nie umiem odczuć ubierać w morze słów. Więc i ta recenzja będzie stosunkowo krótka... A może nie? Serum Bionigree .. bo o tym gagatku mowa. Zachwyciło mnie? Rozczarowało? Jakie są jego plusy? Jakie minusy? Cóż, jestem pewnie gdzieś po środku między zachwytem a nazwaniem produktu średniakiem. Jeśli chcecie przeczytać coś więcej... zapraszam!

      Zacznę od tego, że z racji perypetii zdrowotnych i niezdrowotnych też, moje włosy i skóra głowy były w stanie opłakanym. Łupież, swędzenie, wypadanie, przesuszone końcówki... pisać dalej czy wystarczy? Przez długi czas praktycznie nic nie robiłam w temacie pielęgnacji.. ot umyłam zwykłym szamponem, nałożyłam odżywkę i szłam spać. Nie miałam ani siły, ani motywacji by to zmienić. Na włosach miałam regularną strzechę, którą ukrywałam wiążąc włosy w koki... wreszcie czara się przelała. Po kolejnym ataku histerii na widok ilości włosów które mi wypadły po myciu, postanowiłam coś zrobić! Głównie dzięki temu wzięłam udział w konkursie i trafiło do mnie serum Bionigree od Mariki.

      Ponieważ nie jestem zwolenniczką opcji kopiuj-wklej, tych którzy chcą poczytać, co pisze producent i jaki jest skład, zapraszam tu: KLIK. Dalej znajdziecie już tylko moją subiektywną ocenę produktu.


Zacznę od minusów, bo tak jest zdecydowanie ciekawiej!


      Nie będzie tego wiele, ale jednak do czegoś się przyczepić muszę prawda? Przecież nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła. HA!
      Pierwsza i właściwie jedyna sprawa. Jestem mega wrażliwa na zapachy. Można powiedzieć, że aż do przesady. Zbyt mocne (nawet najpiękniejsze) perfumy powodują u mnie duszności i łzawienie oczu, niemyte ciało odruchy wymiotne. W przypadku Serum mentolowy opar, który unosi się znad mojej głowy powoduje u mnie łzawienie oczu. Za pierwszym razem musiałam wyjść na powietrze SERIO! Łzy ciekły mi ciurkiem... a jak łzy to i z nosa kapało, jak nie przymierzając kaczce z dzioba. Jestem pewna, że gdyby produkt trafił do mnie zimą, nie byłabym go wstanie używać. Kolejne aplikacje, nie były już tak kłopotliwe. Wiedziałam już co się dzieje i nakładałam produkt przy otwartym oknie. Zapach (opar?) nie jest nieprzyjemny tylko drażniący.. ale jak napisałam jestem wybitnie wrażliwa jeśli chodzi o ten aspekt.


źródło: Draqilka



A plusy??


      Największym według mnie plusem Serum Bionigree jest to, że robi to, co obiecuje producent (bardzo nie lubię, jak producenci koloryzują) czyli oczyszcza skalp! Już przy pierwszym użyciu poczułam niesamowitą świeżość, a kolejne aplikacje potęgowały efekt.. Produkt nie miał łatwego zadania, ale poradził sobie. Tuż po aplikacji czułam lekkie mrowienie i przyjemny chłód.. niemal czułam jak serum oczyszczało mi głowę. Za pierwszym razem trzymałam standardowo 30 minut i umyłam głowę tak jak to robię zawsze. po czym nakłożyłam mój ukochany żel aloesowy od Holika Holika.  Powiem tak... kocham peeling kawowy, nie przeszkadza mi, że muszę potem zużyć nieco więcej wody, żeby wypłukać fusy. Ale Serum sprawdza się porównywalnie z lekką tendencją na plus... a i dla środowiska (i mojego portfela) jest bardziej przyjazne. Wszak oszczędzanie wody to rzecz bardzo ważna! Później nieco eksperymentowałam z czasem, ale jednak 30 minut to dla mnie optymalna opcja. Czytałam u Aneczki , że serum można przetrzymać na noc... u mnie ten wariant kompletnie się nie sprawdził. Wstałam z podrażnionym skalpem. Cóż... widać co za dużo to nie zdrowo.
      Jeśli chodzi o nakładanie produktu. Przy moich długich kręconych włosach musiałam się nieco pomęczyć, ale nie przeszkadzało mi to specjalnie, więc się nie czepiam. Lubię aplikację pipetą, jest higieniczna i bardzo precyzyjna, a to cenię sobie bardzo. Więc w tym punkcie dla produktu i dla producenta wielki plus!
      Kolejnym i właściwie ostatnim plusem dla mnie jest stosunek jakości do ceny.. ja co prawda wygrałam serum w konkursie. Ale 96 zł za 100 mililitrów tak wydajnego i działającego produktu, to nie jest wygórowana cena. Gdybym miała kupić produkt ponownie (a rozważam to bardzo), zdecyduję się jednak na mniejszą pojemność. Przy mojej częstotliwości stosowania 50 mililitrów (za 59 zł) na 4 miesiące to aż nadto. Ale to ja... nie znam wielu osób, które myją włosy tak rzadko.


źródło: Draqilka

Podsumowując.


      Kiedy kupuję produkt zawsze oceniam go pod kątem czterech rzeczy: zapach, skład, działanie i stosunek jakości do ceny. Przy czym kolejność jest nieprzypadkowa. Niestety, jeśli produkt mi śmierdzi, podrażnia mi śluzówki, wywołuje kichanie. To choćby nie wiem jak był wspaniały, nie jestem wstanie go używać. Nie mam mentalności męczenniczki, która dla urody wszystko przetrzyma. A ponieważ wrażliwość na zapach mam wysoką to... sami się domyślcie! W przypadku Serum Bionigree zapach nie był aż tak wielkim problemem bo mogłam otworzyć okno, a pozostałe składowe oceny zrównoważyły protesty mojego nosa. Mało tego, jestem wstanie lekko się nim zachwycić bo zwyczajnie działa! Kombinacja Serum Bionigree i Aloesowego Żelu Holika Holika okazała się strzałem w dziesiątkę! Czy polecam produkt? Tak. Działa i robi to co robić powinien. Nie podrażnia, nie zapycha. Nie jest tez przesadnie kosztowny. Pamiętajcie tylko o jego specyficznym mentolowo-porzeczkowym zapachu. Jeśli na mój będący w fatalnym stanie skalp podziałało, to podziała i u Was. Spróbujcie!


źródło: Draqilka



Niespodzianka ....


      Na koniec napiszę jeszcze kilka słów o niespodziance, która dodatkowo przesłała mi Marika. Jak wiecie (albo nie), Marika produkuje własne naturalne kosmetyki. Niedługo będzie je można kupić. W paczce z Serum Bionigree dostałam od niej peeling. O MATKO I CÓRKO I WSZYSCY ŚWIĘCI... jak toto pięknie pachniało! Jak wsadziłam nos do pudełka, to znalazłam się z olfaktorycznym niebie! Słodki, owocowy... cudowny peeling cukrowy. Zużyłam go na dwa razy (Pan M pomagał ;) ), ale i porwana przez zmysły nie oszczędzałam! Skóra po nim była oczyszczona i przyjemnie miękka. Powiem tak... będę jedną z pierwszych klientek Mariki, kiedy już ruszy ze sprzedażą. Ostatnio na pytanie czy będzie peeling odpisała mi: tak! Więc czekam z niecierpliwością!





Inne notki? Poczytaj, może coś Ci się spodoba.

44 komentarze

  1. Mam te same kryteria przy wyborze kosmetyków. Zapachy stawiam na pierwszym miejscu bo jestem na nie bardzo wrażliwa. Niektóre mnie duszą. Tego serum nie znam i narazie nie potrzebuję. Mariki nie znam również, ale skoro mówisz, że ten peeling taki dobry to jak zacznie sprzedawać chętnie bym się rozejrzała po jej ofercie, jeśli jakiś link dostanę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana polecam Ci bloga Mariki. U mnie w poście jest do niej link! Wspaniała osóbka, z oceanem dobrej energii!!

      Usuń
  2. Właśnie już dużo czytałam o tym serum na innych blogach i zamierzam zakup. Aktualnie używam olejku Alma i daję radę, bo ostatnio jeden szampon spieprzył mi skórę głowy i mam łupież, a nigdy nie miałam. JUż nie mogę się doczekać jak będe w PL i go użyję :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na łupież polecam tez żel aloesowy .. generalnie aloes. Oczyścić skalp, umyć i nałożyć zel aloesowy.. u mnie to zdziałało cuda!

      Usuń
  3. Ostatnio ta marka zachwyca wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam też recenzje neutralne i krytyczne też się trafiają. Jak to z kosmetykami.. nigdy nie jest tak, ze jednakowo pasują wszystkim. :)

      Usuń
  4. A właśnie jestem w trakcie pisania recenzji i nie wiem jak się za nią zabrać i wbiłam do Ciebie. Patrzę, a tu recenzja (choć wiem, że nie masz w zwyczaju ich pisać). Ciekawie się czytało, a Twoje dopiski dodają całości smaczku ;)
    Ciekawe serum, ale szkoda, że tak jego zapach źle na Ciebie działa, ale ważne, że to jakoś obeszłaś, możesz je stosować i widać efekty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zapachami mam tak często niestety.. tu z racji pory to obeszłam. Ale wiem, ze zimę tegio akurat gagatka używać bym nie mogła.

      Usuń
  5. Czytałam już o nim i nie jestem pewna czy zdecyduję się na zakup. Nie czytałam złych recenzji - drobne minusy, ale każdy produkt takie ma. Ja nie mam pewności czy tego cuda potrzebuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masz jakichś wielkich problemów ze skórą głowy to nie ma potrzeby. Choć jednak polecam od czasu do czasu robić peeling skalpu.. ;)

      Usuń
  6. ja też czekam jak będzie można kupić produkty Mariki :D trzymam mocno kciuki za jej sukces!
    Jeśli chodzi o serum i stosowanie na noc to mogło ci podrażnić skalp ale o tym też jest informacja na ulotce że jeśli jest zbyt intensywne należy je rozcieńczyć. My mamy zupełnie inne włosy, widzisz ja normalnie gdyby nie serum to musiałabym myć włosy codziennie :( co mnie dość irytowało a na rynku jest tylko garstka szamponów które pozwala mi na mycie włosów co 2 dni. Szczerze mówiąc myślałam że będziesz bardziej krytyczna, ale super że u ciebie się sprawdziło. Co do zapachu mi on jak najbardziej odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PO pierwzszym użyciu myślałam, że będzie kubeł pomyj na produkt. Bo mi podrażnił śluzówki dośc mocno. Ale dałam mu szanse i zdanie zmieniłam. W połączeniu z żelem aloesowym zdziałał bardzo fajnie, więc nie mogłam go przesadnie skrytykować. ;)

      Usuń
  7. Ja akurat lubię konkretne i w miarę krótkie recenzje. Z takich można więcej się dowiedzieć niż z recenzji z milionem słów. O tym produkcie nie słyszałam, ale super, że u ciebie się sprawdza :) W najbliższej przyszłości tego produktu nie kupię, ale kiedyś kto wie. Ja mam podobne kryteria co do kupowania kosmetyków, tylko stawiam je w innej kolejności. Zawsze najbardziej uwagę przykuwam do działania i stosunku jakości do ceny. Skład czasem zwracam uwagę na niego, a czasem nie. Zapach dla mnie jest tylko dodatkiem ^^ Jeszcze nie spotkałam się z kosmetykiem, który by mnie strasznie drażnił. Chyba, że domowej roboty to tak. Kiedyś spróbowałam coś zrobić samej, ale działania nie było a zapach był paskudny. Od tego czasu postawiłam tylko na kupne kosmetyki. Gdyby kosmetyk miał straszny zapach, taki żebym nie mogła tego wytrzymać na pewno po raz drugi bym nie kupiła.
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niestety zapach odgrywa rolę kluczową. Później jest skład. Jeśli coś ma kiepski skład... to naogół u mnie kończy się to wysypem niechcianych gości, uczuleniami itepe... no niestety. Starośc nie radość. ;)

      Serdeczności!

      Usuń
  8. Nigdy nie używałam serum do włosów, ale ostatnio borykam sie z wypadaniem włosów. Może akurat czas na zakup? :D
    Świetna i konkretna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co.. ja nie wiem, czy to w jakiś sposób podziałało na wypadanie... Akurat na to polecam Galacet Plus. Agnieszka Kosmetyczny Fronesis pisała recenzję tego produktu. Skusiłąm się pierwszy raz w życiu i nie żałuję ani jednej z 60 złotówek które na niego wydałam.

      Usuń
  9. zastanawiam sie jakbyś po aplikacji serum zawijała w ręcznik? Mi serum krzywdy nie zrobiło ale jakoś nie jestem przekonana do nakładania na noc na włosy masek wcierek czy czego tam jeszcze.
    Widzę że blogerki i wlogerki zaczynają oferować swoje produkty:) zaskoczyło mnie że Właśnie Tobie zapach sie spodobał fajnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aloes możesz nakładać spokojnie i nie trzeba myc włosów rano... działa jak maska lub krem na noc. A co do serum.. wiesz ręcznik w jakiś sposób ukryłby zapach już po nałożeniu... tylko ze produkt trzeba nałożyć i to wtedy problem jest największy, a niestety nakładanie w moim przypadku chwilę trwa... :( tylko otwarte okno i przeciąg mnie ratowały. :D

      Usuń
  10. Ciekawa jestem jak sprawdziłoby się u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem bardzo ciekawa tego serum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszt nie jest jakiś wielki.. warto spróbować!

      Usuń
  12. Serum takiego typu na szczęście nie potrzebuje :) recenzja świetna - ja osobiście nie lubię czytać długich wywodów na temat produktu, oraz wszelkich opisów i składów od producenta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też nie lubię, choć lubię jak mam dostęp do składu! Dlatego wybrałam opcję: "jak chcesz doczytać to tu jest link".

      Usuń
  13. Wow dobra teraz rozumiem co miałaś na myśli z tą wrażliwością na zapachy :P Też mam to serum, pełnowymiarowe, ale u mnie aż tak drastycznej reakcji na nie nie widać :P Mega mi się ta recenzja podobała :D Liczę na więcej :P A swoją drogą, jak ja Ci zazdroszczę tego spotkania z peelingiem Mariki, już czekam na otwarcie sklepu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, ja miałam skórę głowy w stanie strasznym. Może dlatego i działanie serum było mocno zauważalne. CHoć ręki nie dam.. ze to wynik jednak działań kompleksowych czyli serum + mycie metodą O-S-O + żel aloesowy... a i Galacet działa.

      Usuń
  14. Myślę, że mocno mentolowy zapach nałożony na dużą powierzchnię jaką są włosy u każdego wywoła łzawienie oczu, nie jesteś więc odosobnionym przypadkiem. Kiedyś miałam szampon ziołowy z mentolem i tez mi od niego oczy łzawiły.

    OdpowiedzUsuń
  15. uwielbiam takie recenzje! :D NA TEMAT :D
    a co do serum - mam to samo do mocnych zapachów co Ty!
    http://czynnikipierwsze.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. O tym produkcie dużo czytałam ale jeszcze nie miałam okazji używać.
    A recenzja super :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo polubiłam to serum. Wreszcie udało mi się uporać z natarczywym świądem skóry głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja mam odżywkę, lubię ją stosować ale tylko od czasu do czasu. Serum dostałam na spotkaniu blogerek ale raczej się za niego nie wezmę. Nie chcę męczyć już włosów tym bardziej że muszę uważać na to co nakładam na skórę głowy. Jeden błąd i włosy lecą jak chcą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.. próbowałaś aloes? U mnie działa cuda.

      Usuń
  19. też tak mam z niektórymi zapachami, że ledwie daję radę je wytrzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Łoooo, co to się stało z tą konsystencją w tym pudełku O.o :D Kompletnie inaczej to wyglądało jak Ci wysyłałam.. :D Ale dobrze wiedzieć.. nie będę już eksperymentować w tą stronę :D
    Co do recenzji: ❤❤❤ :D Nawet eksperymentowałaś! :D I jednak nie jesteś tak niezdecydowana jak mogłoby wynikać ze wstępu. Cieszę się, że spełnił swoją rolę, że coś tam nawet chyba trochę Ci pomógł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki dostałam.. zdjęcia zrobiłam po otwarciu paczki.:) Ale i tak jestem zachwycona!

      Usuń
    2. Ja Cię absolutnie nie obwiniam o jego wygląd, haha :D ❤ To tylko i wyłącznie moje niedopaczenie. A raczej niewiedza co się potrafi przydarzyć konsystencji w tranporcie :D Bo ładny miał być nooo! :(

      Usuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **

Metki

wyluzuj inspiracja rozwój lifestyle kobiety motywacja relacje międzyludzkie muzyka książki kultura blogowanie kobieta pasja słabość radość siła ludzie kreatywność ulubieńcy relaks cierpliwość działanie lęk stres film spontaniczność strach wytrwałość kobieco kontrowersje emocje perełki szczęście miłość odwaga pod prąd ślub ciasto komercja komunikacja owczy pęd praca dzieci kuchnia marka osobista podróże przyjaźń slow life złote myśli cierpienie hejt na szybko na słodko na słodko przeczytane przygotowania recenzje w kuchni związek BuJo On aktywność fizyczna analiza SWOT bez internetu ból czekolada dieta język kino konsumpcjonizm krytykanctwo literatura marka mowa nienawiści natura niesamowite odkrycia nutella ogród planowanie podniecenie podział społeczny rozczarowanie rozrywka rozwiązywanie problemów sielskie klimaty urodziny walka wpis gościnny wspomnienia współpraca zderzenie z rzeczywistością złodziej czasu światopogląd 10 faktów 2016 FOG Gwiazdka Sokrates Słowianie aborcja akcje społeczne atak audyt bez czekolady buble bullet journal buulet journal choroba w rodzinie chrzań dietę czytambolubię dekalog detoks dobre wibracje drinki dzieciństwo dziki szał e-prezenty efekt wyniku fantazy filmy fotografia inteligencja jesień jutro klątwa wiedzy konie konsumpcja kontrowersyjnie kreatywnosć kryzysy książka lata 80-te liebster a(wk)ward metoda Disneya metoda LATTE networking odległość ojczyzna-polszczyzna optymizm owerview effect personal branding poradnik praca nad sobą profesjonalizm promocje przeczytane/obejrzane przeczytane2016 przeczytane2017 przygoda psychologia pytania radio rock rocznica rogaliki rower serce czy rozum seriale stereotypy syndrom oszusta szczerość słodycze teksty motywacyjne trolle urlop veera w zdrowym ciele zdrowy duch walentynki wieczni malkontenci wieś wojna klasowa wokal wokalistki wskaźnik mglistości wysiłek z czekoladą zabawa Święta śliwki