Syndrom oszusta .. czyli dlaczego tak mało wierzyłam w siebie.

     

      Dlaczego jesteśmy w stosunku do siebie tak bardzo krytyczni? Dlaczego surowiej oceniamy siebie niż innych? Czy to efekt naszych wygórowanych ambicji? A może bardziej niezrozumienia zachodzących wokół nas zjawisk? Mało tego.. czasem osiągamy sukcesy, ale czujemy się przy tym jak oszuści, mamy przeświadczenie, że zwyczajnie nie zasługujemy na laury. Dziś opiszę Wam "syndrom oszusta"
      Uzyskałeś ostatnio awans? Udało Ci się przyklepać satysfakcjonującą współpracę znaczącej firmy z Twoim blogiem? Twój referat w szkole okazał się najlepszy! Zespół wybrał Cię na Liderkę? A Ty czujesz, ze na to nie zasłużyłaś, że zwyczajnie Ci się pofarciło.. że tak naprawdę nie masz żadnych kwalifikacji, boisz się, ze Twoja niewiedza zostanie publicznie obnażona.. Niemal na pewno padłaś/padłeś ofiarą syndromu oszusta.

      Badania dowodzą, że im większe osiągamy sukcesy, tym większe prawdopodobieństwo wystąpienie syndromu oszusta. Co ciekawe, statystycznie częściej jego ofiarą padają kobiety. Ale wynika to prawdopodobnie z tego, że na wyższych stanowiskach jest nas mniej. Syndrom oszusta nie znajduje się o oficjalnych spisach zaburzeń, ale uznaje się, jego negatywny wpływ na nasze poczucie własnej wartości, na nasz komfort psychiczny. Często występuje w parze w depresją.. jeszcze częściej z perfekcjonizmem.. jesteśmy do bólu perfekcyjni ze strachu przez zdemaskowaniem naszej niewiedzy.



A Ty padłaś ofiarą syndromu oszusta?

      Ja po raz pierwszy padłam ofiarą syndromu oszusta na studiach. Kiedy to z racji dobrych wyników przyznano mi stypendium naukowe. Dziwiłam się sama przed sobą, ze jak to? Niby nic nie robię, a i tak mam dobre oceny. Czułam się jak oszust. Porównywałam się do koleżanek, które harowały od świtu do nocy i nie miały takich wyników. więc jakim cudem ja miałam je mieć? To było zwykłe oszustwo.. ktoś musiał się pomylić. Nieważne było to, ze połowa roku korzystała z moich notatek, że byłam na każdych zajęciach, że nas referatami spędzałam długie godziny przerzucając tony książek (tak książek.. w domu nie było internetu i całej wiedzy w zasięgu reki). Czułam się jak oszustka i kropka. 
      Niepewność towarzyszyła mi niemal przez całe studia, każdy nawet najmniejszy sukces przyjmowałam ze zdziwieniem i zażenowaniem. Bo jak to? Ktoś kto tak mało wie, tak mało robi jest publicznie chwalony? Czy ten świat naprawdę zwariował?
      Potem była pierwsza poważna praca w banku.. siedziałam jak mysz pod miotłą, sumiennie wykonując swoje obowiązki, robiłam wszystko by się nie wychylać. By nie wyjść na oszustkę. Bo oczywiście uznałam, że dostałam pracę przypadkiem, w wyniku jakiegoś szczęśliwego zbiegu okoliczności, albo przejściowego zaćmienia mózgu u osób mnie zatrudniających.

      Jeśli to czytasz i łapiesz się za głowę, bo rozpoznajesz u siebie te same mechanizmy, to mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą i złą. Ta zła jest taka.. że niewielu udaje się całkowicie pozbyć syndromu oszusta. Ta dobra brzmi: można łagodzić skutki, pracować nad podniesieniem poczucia własnej wartości i łagodzić objawy. Jeśli wypracujesz w sobie mechanizm, który będzie szybko rozpoznawał objawy.. będziesz mogła przeciwdziałać prawda?


     


No to co ja mam zrobić? Jak zwalczać syndrom oszusta? 

      Najistotniejszym jest by wyłapać co powoduje, że ów syndrom się w nas uaktywnia. Pochwała wykładowcy, nowa współpraca na blogu, pochlebne komentarze pod ostatnią notką, awans w pracy, podziw współpracowników? Przyczyn może być wiele, znajdź tą, która u Ciebie działa jak "zapalnik".

      Porozmawiaj o swoim problemie.

Syndrom oszusta jest o wiele powszechniejszy niż myślisz. Warto więc wyrzucić z siebie wątpliwości. Może pomoże kolega, może masz mentora, z którym możesz o tym pogadać. Wybierz kogoś komu ufasz, co do którego masz pewność, ze bez względu na wszystko powie Ci prawdę. Kogoś kto Cię zna, kto przypomni Ci w czym jesteś dobra, jakie są Twoje mocne strony.

      Stwórz sobie prywatny zbiór osiągnięć i pochwał.

W chwilach zwątpienia dobrze jest sobie do niego wrócić. Przypomnieć sobie, że Twoi nauczyciele ze szkoły nie byli idiotami, znali się na rzeczy, wykładowcy z uczelni to ludzie na ogół mądrzy i doświadczeni prawda? A Twój szef? Na bank zna Twoje słabe i mocne strony, nie byłby tu gdzie jest, gdyby tego nie potrafił. Ci wszyscy ludzie stawiając na Ciebie musieli mieć jakieś powody prawda? Jak myślisz kto się myli w ocenie oni czy Ty?

      Porównania z innymi są w Twoim przypadku bez sensu

Jeśli cierpisz na syndrom oszusta, zawsze będziesz się czuł gorszy. A w Twoich oczach każdy bardziej niż Ty, będzie zasługiwał na pochwały/nagrody/awanse. Bardzo fajnie obrazuje to diagram, który znalazłam w sieci, jego autorką jest kobieta, która latami zmagała się z syndromem oszusta. Ten diagram przywoływał ją do porządku w chwilach zwątpienia.

źródło: http://innpoland.pl/116879,syndrom-oszusta-gdy-sam-nie-wierzysz-w-swoje-sukcesy



I tak na koniec.. małe (a może wielkie pocieszenie), jeśli cierpisz na syndrom oszusta.. to najprawdopodobniej osiągnąłeś sukces. To przypadłość ludzi, którzy się wybijają ponad przeciętność. Tom Hanks, Emma Watson czy nawet Albert Einstein. To nie wstyd znaleźć się w tak doborowym towarzystwie.





38 komentarzy:

  1. Ja do chwili obecnej nie bardzo mogę dokładnie określić, jakie mnie dopadły syndromy. Jest to związane z moją historią życia, w którym doznałam tyle ludzkiego okrucieństwa, że rozdzielone między pięciu, wszystkich pięciu by złamało, a ja jednak trwam względnie normalnie i nawet potrafię żartować. Za wcześnie poznałam naturę ludzką, jej mnogość oblicz. Bycie lepszą już bardzo wcześnie stało się dla mnie wręcz grożne, więc pilnowałam się już prawie podświadomie, bo to była forma walki o przetrwanie. Teraz to wszystko już nie ma dla mnie szczególnego znaczenia, patrzę na życie jak na spektakl teatralny, który nie ma napisanego zakończenia. Nie znoszę kłamstwa, hipokryzji, udawania i manipulacji wszelkiego rodzaju, w żadnej przestrzeni życia. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj... ale syndrom oszusta odnosi się do nas samych a nie do innych. ;) To my sami siebie oszukujemy, wmawiamy sobie że jesteśmy słabi i nie zasługujemy na dobre rzeczy, które nas spotykają.

      Usuń
    2. Tyle, że wszelkie " syndromy " nie spadają na ludzi jak kasztany na ulicy. Ludzkie zachowania mają najczęściej żródło w poczynaniach innych, w ich stosunku do często swoich bliskich. Biorąc pod uwagę Twoją wypowiedż, mnie syndrom oszustwa nie dopadł. :))

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Wcale nie elitarny. ;) Ale czasem jak ktoś się boryka z takimi problemami to dobrze wiedzieć, że najwięksi też mają takie problemy. Nie jest się najgorszym. ;) Mogłabym tu wpisać też dyrektorów facebooka, szychy z ONZ.. ale także moich znajomych z korpo. ;)

      Usuń
    2. Odnoszę wrażenie, że w korpo. psycholodzy są super aktywni. :))

      Usuń
    3. Heleno praca w korpo, szczególnie na tych niższych szczeblach to koszmar, przynajmniej mi się zawsze będzie z tym kojarzyć. ;) To raj dla psychologów. ;)

      Usuń
  3. Ha ha ha ta końcówka z najprawdopodobniej osiągnąłeś sukces bardzo mi się spodobała :D Miewam coś podobnego, więc może mam szansę na sukces :P Ja lata temu uświadomiłam sobie, że nie umiem reagować prawidłowo na pochwałę. Ktoś mnie chwali, wyróżnia, zauważa pozytywnie, a ja się zaczynam tłumaczyć ... Walczę z tym od lat, próbując po prostu powiedzieć dziękuję, zamiast tłumaczyć się, że to nie moja zasługa, że to przypadek ... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Zamiast podziękować to się człowiek nie wiadomo po co tłumaczy. A w domu jeszcze powtarza, że miał farta. Robi z siebie oszusta. Warto o tym pamiętać następnym razem!
      Aha.. każda pochwała, każda nagroda to sukces! O tym tez warto pamiętać. więc też jesteś kobietą sukcesu! :D

      Usuń
    2. Najgorsze jest to, że jestem tego świadoma, ale ... no właśnie, pracuję nad tym od lat, a ciągle jest to moim problemem :/ A przecież to tylko jeden w wielu :P

      Usuń
  4. Koniec jest najlepszy ;) jakoś nigdy nie pomyślałam że stypendium naukowe i bdb na dyplom to sukces. Raczej efekt mojej pracy przez 5 lat... tak się zastanawiam co mogłoby być sukcesem i sama nie wiem... stawiam sobie cele w życiu i konsekwentnie je realizuję.... jestem strasznie uparta osoba wiec zazwyczaj dopisać swego. Nad pojęciem sukcesu jakoś się nie zastanawiałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czy zrealizowany plan i ciężka praca zakończona dobrym efektem nie jest sukcesem? Może nie umiesz dostrzegać swoich sukcesów? Deprecjonujesz osiągnięcia?
      Dla mnie każdy konsekwentnie zrealizowany plan to sukces. Studia, pochwały od profesora co jest moim idolem, pierwsza praca, awans w pracy, zrealizowany projekt, satysfakcjonująca współpraca czy mój największy sukces, śmiech chorej mamy i największa radość mój Pan M. ;)
      Mój osobisty z którego się cieszę. Te sukcesy pomagają w trudniejszych chwilach.

      Usuń
  5. Uwielbiam Twoje teksty! Zawsze są dla mnie "na czasie" i dają do myślenia. Syndrom oszusta mocno uaktywnił się u mnie w poprzednich latach, ale i stał się czymś w rodzaju samosprawdzającej się przepowiedni. Teraz więc przyszła dodatkowa praca, nad sobą i swoim poczuciem wartości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło.:) Trzymam kciuki, żeby udało się pokonywać słabości. Ale nie zapominaj o swoich mocnych stronach! Jak się zbytnio koncentrujemy na pokonywaniu słabości to czasem zapominamy co jest naszym atutem. ;P

      Usuń
  6. Ostatnio zmieniłam pracę, szybko dostałam podwyżkę i awans, w postaci tego, że radzę sobie sama ze wszystkim i jestem jakby swoja własną szefową w kogoś firmie. Wtedy właśnie pojawiło się u mnie to uczucie, którego teraz nazwę już znam - dzięki Tobie! Kocham Twoje wpisy, zawsze mi takiego szumu narobią w głowie, że żaden psycholog nie pomógłby mi tak, jak Twoje wpisy! Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj.. mam nadzieję, ze to pozytywny szum i przynosi dobre rzeczy. ;) Nie ma za co dziękować! Po to piszę, by podzielić się doświadczeniem i może pomóc. :)

      Serdeczności. :)

      Usuń
    2. Jak najbardziej pozytywny szum! :) Pomagasz bardzo, a przede wszystkim - uświadamiasz, a im więcej o sobie wiemy tym łatwiej w życiu :)

      Usuń
  7. Sama też kilkakrotnie przyłapałam się na syndromie oszusta. I wiem też, jak trudno się go pozbyć. Mimo tego, że teoretycznie znamy swoją wartość i wierzymy w siebie, w sytuacji, kiedy osiągamy sukces mogą wyjść na wierzch głęboko zakorzenione przekonania na swój temat. Pozbycie się ich wymaga sporej pracy nad sobą. Na szczęście pocieszające jest to, że ten syndrom dopada ludzi wybitnych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałam, że pozbycie się syndromu oszusta jest niemożliwe. Ze to jakiś mechanizm w naszej psychice. Ale jak się nauczyłam tego gagatka rozpoznawać, to jest mi łatwiej wytłumaczyć samej sobie, że to tylko mój pokręcony mózg płata mi figle. ;)

      Usuń
  8. Mnie tam się pomóc już nie da :P zbyt wiele skrajności i sprzeczności naraz . Może jednak komuś sposoby łagodzenia pomogą i oby ! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam gadasz! :P Trzeba tylko chcieć. :P Uściski!

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy wpis !
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. skąd Ty bierzesz na to pomysły:D podziwiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to skąd? Z głowy! W kopo dużo takich ciekawostek mówili, większośc to motywacyjny bełkot, ale zdarzały się perełki. :P

      Usuń
    2. u nas w corpo mówią językiem money money money ;p

      Usuń
  11. Na szczęście nie mam takiego syndromu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę przyznać, że choć jestem jeszcze bardzo młoda i mam prawo na błędy, ciągle się zadręczam. Nie potrafię się cieszyć, myślę iż jest to spowodowane właśnie małą wiarą w siebie.
    BLOG | INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dobry tekst. W sumie sam nie wiem jak to ze mna jest. Zdarzalo sie faktycznie, ze myslalem ze nic nie umiem i ze inni sa na wyzszym poziomie, jednak czas szybko to zweryfikowal;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo dobry tekst. W sumie sam nie wiem jak to ze mna jest. Zdarzalo sie faktycznie, ze myslalem ze nic nie umiem i ze inni sa na wyzszym poziomie, jednak czas szybko to zweryfikowal;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo ciekawy wpis:) kiedyś często mnie to dotyczyło, a teraz mam wrażenie, że coraz rzadziej...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja kiedyś uprawiałam sport wyczynowo i to wyrobiło we mnie pewne cechy, które pozwoliły mi uwierzyć, że mój wysiłek i sukcesy to nie przypadek, ale rzeczywiście coś, na co zasłużyłam. Potem w życiu to się przydawało. Nie widzę u siebie tego syndromu może dlatego, że nie porównuję się z innymi bo gdybym tak zaczęła to zawsze znalazłby się ktoś, kto wie więcej i jest w czymś lepszy. Ale jakie to ma znaczenie dla mnie? Żadnego.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja jestem perfekcjonistką. Wszystko muszę robić najlepiej jak potrafię i tak, mam chyba ten syndrom oszusta. Jak czytałam o Twoich studiach to kurczę... jakbym czytała o sobie. Też daję innym swoje notatki, jestem na 98% zajęć, prace typu referaty czy eseje robię z KSIĄŻKAMI a nie "kopiuj-wklej" z Internetu... Ale co ja poradzę, że lubię się uczyć i poznawać nowe rzeczy, a nie brać już gotowe? Do tego jeżeli coś już robię, to daję z siebie wszystko, dlatego zgadzam się z tym, że syndrom oszusta może występować u perfekcjonistów... :)

    Pozdrawiam cieplutko;) Tak Po Prostu BLOG

    OdpowiedzUsuń
  18. Pomysł na post ciekawy i unikatowy :) Do tej pory nie wiedziałam że takie coś istnieje. Ja nie jestem pewna czy mam ten syndrom czy nie, połowa cech, objawów się zgadza a druga połowa nie. Czyli wnioskując jestem wpół oszustką ^^

    OdpowiedzUsuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **