Nie zgub kolejnych notek! KLIK KLIK

Pokolenie lat 80 -tych .. czyli co było, a co jest.

            Jakiś czas temu napisała do mnie Sylwia z TAK PO PROSTU (swoją drogą przemiła osóbka!) z prośbą bym napisała kilka zdań...

     


      Jakiś czas temu napisała do mnie Sylwia z TAK PO PROSTU (swoją drogą przemiła osóbka!) z prośbą bym napisała kilka zdań o moim dzieciństwie i porównała je z dzisiejszymi czasami. Zgodziłam się, bo dlaczego niby nie? Dla mnie to chwila, a pomogę koleżance po fachu. Ale… Jak zaczęłam pisać, to mi wyszedł cały elaborat! Możecie się śmiać, ale ja ostatnio nie potrafię pisać krótko! Znaczy potrafię, ale jak mi się fajny temat trafi to katastrofa! Akurat temat, który podrzuciła Sylwia jest boski! A ponieważ jestem dzieckiem lat 80-tych, mam co porównać prawda?
      Jakie było moje dzieciństwo? Jeśli miałabym określić je jednym słowem, to powiem że idylliczne. W domu się nie przelewało, mama pracowała w restauracji, a tata w jednej z warszawskich fabryk. Nie było „na bogato”, nie było dewiz i zakupów w Pewexach, ale niczego nie brakowało. A nade wszystko miłości. To dla dziecka jest najważniejsze prawda? Z czym kojarzy mi się dzieciństwo? Z wiecznym przebywaniem na powietrzu, z wczesnym wstawaniem do przedszkola i zabawą. Jednak najmilej wspominam wiejskie wakacje u cioci Marysi. Zaczęłam do niej jeździć jak miałam może 5 lat? Odważne dziecko ze mnie było, więc bardzo za rodzicami nie rozpaczałam, tym bardziej, że na weekendy przyjeżdżali.


     

      Te wakacje to sielanka.. nie było telefonów, tabletów i laptopów. Nie było dostępu do szerokopasmowego internetu. A człowiek szalał całe dnie. Podchody, zabawa w sklep, w dom, w chowanego i setki innych gier, które miały jak najbardziej wydumane zasady. Jak dziś pamiętam grę kto pierwszy pomyli się i nadepnie na kamień inny niż w odcieniu czerwieni lub brązu (nie muszę dodawać, że takich kamieni było żałośnie mało). Jak sobie przypomniałam to aż mnie kolano zabolało. Z reszta takich rodzinnych historyjek jest więcej.


Historia o dziewczynce z miasta i stadzie gęsi.

Nie.. nie będzie jak w bajce. Miałam może 5 lat, pierwsza samodzielna wizyta u cioci. Mama na odjezdne przykazała, żebym była grzeczna i pojechała. A mała Draqilka ani myślała być spokojnym grzecznym dzieckiem, wstała rano razem z kurami i poszła sama zaprzyjaźniać się ze zwierzętami. Traf chciał, ze pierwsze napatoczyły się gęsi.. te jak się domyślacie nie były zbyt przyjazne. Niestety dziewczynka musiała się ratować ucieczką, bo wkurzone ptaki sycząc zaczęły ją podszczypywać. Ciocia akurat doiła krowy, kiedy usłyszała mój krzyk. Opowiadała potem mamie, ze nie myślała, że dzieci potrafią tak szybko nóżkami przebierać
.

      Czy wyciągnęłam nauczkę by nie podchodzić do zwierząt? A SKĄD! Moja miłość do nich nie miała końca! Choć do gęsi teraz podchodzę ostrożnie...

Historia pięcioletniej amazonki, co to ujeżdżała krowę.
Nie wiem czemu, ale w latach mej szczenięcej młodości, bardzo fascynowały mnie krowy. Tak jak moje siostry nienawidziły wyprowadzania zwierząt na pastwisko, potem popołudniowego marszu by je przepalować i wieczornego, by przyprowadzić do obory, tak ja to uwielbiałam (to wtedy trzeba było iść po czerwonych i brązowych kamieniach, kto spadł przegrywał). Pewnie to był urok nowości, bo co innego? W każdym razie zawsze chętnie i raźno maszerowałam za krowami! Aż pewnego dnia postanowiłam pójść sama. Nikomu nic nie mówiąc wybrałam się do krów! Trafiłam a jakże! Tylko nie wiem, co mi strzeliło do głowy.. postanowiłam pojeździć na ulubionej krowie (tak miałam ulubioną!). Jakimś cudem zwabiłam ją do ogrodzenia, na które potem się wdrapałam i z iście dziecięcym wdziękiem umościłam się na grzbiecie zwierza (czy krowy mają grzbiet czy coś innego?). Krowa zachęcana moimi okrzykami ani myślała galopować, ale jednak nieco się przemieściła. Myślicie, ze wpadłam w panikę? A skąd! W panikę to wpadła ciocia jak mnie na tej krowie zobaczyła! Jakaś sąsiadka widziała jak maszerowałam na pastwisko, więc ciocia szybko wiedziała gdzie poszłam.


      Przygoda skończyła się bez obrażeń, bo zostałam szybko ewakuowana, ale od tamtej pory mocniej mnie pilnowali. Nie upilnowali mnie jednak, kiedy wypuściłam świnie z chlewa (no bo one były smutne i chciały pobiegać po podwórku). Czy kiedy postanowiłam iść się wykąpać do strumienia (woda zimna jak sam czort do dziś w nim jest, ale czy małe dziecko myśli o takich rzeczach?). Takich i podobnych historii jest mnóstwo. Choćby o tym jak zapakowałam mojego kilkumiesięcznego brata do wózka i udałam się na spacer (oczywiście nic mamie nie powiedziałam)… miałam wtedy może z 7 lat.
      Dziwicie się? Nie było internetu, nie było dziesiątek interaktywnych zabawek. Za to była rozbuchana wyobraźnia (wspominałam o podchodach na budowie?). Musieliśmy sobie z przyjaciółmi sami wymyślać zabawy. W domu było nudno.. a świat stał otworem. Łąka, trzepak, las.. kto tam słyszał o kleszczach (Pół dzieciństwa spędziłam w lesie i kleszcza na oczy nie widziałam. A dziś? Lepiej nie mówić. Rozpleniło się toto wszędzie.. ale cóż.. kiedyś lasy były pryskane, dziś.. nie są, a jak są to woda.. a specyfik idzie na rynek nieoficjalny. Ale nie o tym jest ten post!)! Biegało się po całym mieście i rodzice się nie bali… jadło się ziemię albo dżdżownicę (bo zakład przegrany) i nie było chorób. Nie było alergii.. bo się odporności nabierało w brudnym środowisku. Boże dziękuję Ci za moje „brudne” dzieciństwo.



A jak jest dziś?

      Dzieci „rodzą się” z telefonami w rękach. Rodzice dają im sprzęt do zabawy.. żeby się zabawiły. Pograły.. jakie są tego skutki? Dzieciaki siedzą z nosami w ekranach i nie wiedzą co to podwórko. Kilka dni temu czytałam, że złodziej napadł dziesięciolatkę, ukradł jej 10 zł i najnowszy model smartfona. Sytuacja dramatyczna nie przeczę, tego złodzieja to postawiłabym pod pręgierzem i dała 50 batów. Inną sprawą jest: PO CO dziecku telefon wart kilka tysięcy? Żeby się pochwaliło w klasie? Poczuło się lepsze od rówieśników? Nie wystarczyłby zwykły telefon? W ogóle po co dzieciom telefony w szkole? Bez nich się nie da? W szkole to chyba lepiej pogadać z rówieśnikami, a nie siedzieć z nosem w ekranie. Może jestem konserwa.. ale mnie to może nie tyle oburza, co smuci. Tak ja wiem, że to nie jest wina dzieci.. że to rodzice odpowiadają za to jakie dzieciństwo mają ich dzieci. Ja każdego dnia dziękuję za moich, ze nie wychowali mnie na nakręconego na wszelkie nowości „ świra”. Powiecie.. teraz są inne czasy. Inne czyli jakie? Dzieci są inne? Dzieci są takie same, głodne świata i wiedzy. Jeśli od małego wtłoczy się je w określone schematy, to zabije w nich całą kreatywność. Bo czym są interaktywne zabawki? One wymuszają określone zachowania. Czym są gry, jak nie określonymi schematami? A szkoła? No tu już króluje myślenie według klucza. Dlaczego o tym piszę? Mam na co dzień do czynienia z takimi „gotowymi produktami” .. są świetnie wyszkolone w wyszukiwaniu informacji, ale kiedy przychodzi do interpretowania, myślenia abstrakcyjnego .. zaczynają się schody. Niewielu potrafi.
      Jakoś mi tak smutna konkluzja wyszła.. ale kurde! Mam w moim chórze którym się opiekuję dziewczyny z gimnazjum i liceum.. zapytałam ich ostatnio: „co zrobicie, jak wyłączą prąd?” przecież to możliwe, nad Polską wisi blackout, albo nastąpi wybuch na słońcu, który zakończy żywot sieci. Jedna z nich powiedziała, że chyba sobie w łeb strzeli, bo nie będzie miała kontaktu z koleżankami. Ale jak to? - pytam, one nie umrą przecież. Na co ona: ale przecież nie będę miała z nimi kontaktu… eeee OKEJ. I ja jej wierzę, wierzę, że w przypadku jakiejś sieciowej katastrofy miała by gigantyczne problemy ze sobą .. osoba, która ma przyklejony do reki telefon jest jak narkoman. Jak kończy się bateria to następuje gwałtowne szukanie gniazdka. Czasem w salce nie ma gdzie włączyć pianina, bo wszystkie gniazdka pozajmowane.. to jest chore!

      Pesymistyczny tekst mi wyszedł nie ma co. I tak się teraz zastanawiam, czy przypadkiem nie wyłażą ze mnie różnice pokoleniowe, czy może jednak to co opisuję, to istotne niebezpieczeństwo? Oczywiście nie chcę generalizować. Ale…


     

Jakie było wasze dzieciństwo?

Czy wasze wspomnienia to zabawy przy trzepaku, czy może jednak sterylne domowe pielesze?

Zabawy w lesie czy tablet?

Jedliście ziemię? Piliście wodę z kałuży?




Zapraszam do podróży w przeszłość!







Inne notki? Poczytaj, może coś Ci się spodoba.

33 komentarze

  1. ja swe dziecinne wakacje wspominam jako wycieczki do lasu, na łąkę, na zabawę wspólną na łonie natury. nikt nie widziałam co to tel komórkowy... to były czasy piękne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja też. Umawiało się ze znajomymi i się szło. Ehh... ;)

      Usuń
    2. do lasu hen daleko za górą za rzeką:D

      Usuń
  2. Ja pamiętam te czasy... Człowiek umawiał się pod trzepakiem, nie trzeba było telefonu, zagarka, zabawy w ganianego, chowanego, podchody, skakanie przez gumę ;) ajjj jakie to było beztroskie. Człowiek się cieszył z paczki słodyczy na święta a teraz? Pfff dzieciaki dostają tablety, kłady itp i jeszcze im źle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, ze rośnie pokolenie bardzo roszczeniowe. Nastawione na konsumpcję, najlepiej jakby im dac wszystko na tacy. Oczywiście nie generalizuję. Ale z moich obserwacji wyciągam smutne wnioski.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jedno w drugim ma wiele wspólnego. Jak się dzieciaki nie ruszają i jedzą śmieci to nie dziwne.

      Usuń
  4. Czy ja wiem czy taki pesymistyczny tekst? Pouczający i zmuszający do refleksji. To wina rodziców, że dają dzieciom ten telefon do ręki, chcą je szybko odstawić i zająć czymś, jak jakąś zabawkę. Ale to są dzieci, ich się nie da od tak wyłączyć, one potrzebują uwagi.
    Swoją drogą, ja na krowie nie jeździłam, co najwyżej na koniu, ale za to też uciekałam przed gęsiami... Jeszcze bardzo dobrze pamiętam moje rozczarowanie, że nie są one takie jak w bajkach i nie można się z nimi pobawić, pogłaskać ich itp. Hahaha :D No może trochę śmieszne. Jestem rocznikiem 95, moje dzieciństwo jest na przełomie XX i XXI wieku, dopiero do wchodziły jakieś telefony-cegły, ale moje dzieciństwo kojarzy mi się z obdartymi kolanami, od rana do nocy bawiłam się na dworze ze znajomymi, skakaliśmy w klasy, też mieliśmy zabawę, żeby nie nadepnąć linii na chodniku, była UKOCHANA przez wszystkich zabawa w chowanego, podchody, no oczywiście plac zabaw to było królestwo, tam nauczyłam się robić gwiazdy i inne akrobacje (szkoda, że teraz niektórych już nie potrafię..), ale mam 21 lat i PAMIĘTAM jak było kiedyś i widzę jak jest teraz. Napisałaś, że nie jesteś tyle co oburzona a jest Ci smutno. A ja mam odwrotnie. Jestem wkurzona na każdego rodzica, który daje swojemu malutkiemu dziecku telefon do ręki. Historia z życia wzięta: jechałam autobusem, wraz ze mną młoda matka (29lat) z dwójką dzieci (jedno na oko3 latka,drugie nie całe 2). To młodsze zaczęło płakać na cały autobus, a co mamusia zrobiła? Smoczek nie zadziałał, maskotka też, to mądra mama dała dziecku smarftona z tekstem "masz zobacz pobaw się". Wiecie co? Dziecko ucichło.... Dla mnie to już jazda po bandzie. I nie jest mi smutno w takiej sytuacji, ale jestem zła i zażenowana. Nie będę się tutaj dalej rozwodzić, bo mi też elaborat wyjdzie. :D
    Dzięki kochana za pomoc w eseju, jesteś najlepsza. Dobrze, że jeszcze jest parę takich osób, co chcą bezinteresownie pomóc :)
    Pozdrawiam cieplutko;) Tak Po Prostu BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam komentarz wyżej, nie sądziłam, że tego jest aż tyle! :D

      Usuń
    2. A widzisz. Ja miała ten sam problem jak pisałam dla Ciebie! Zobacz co mi z tego wyszło. :D Mi jest smutno. Szkoda mi tych wspaniałych dzieciaków.. co to rosną ta takie, za które będzie myślał komputer i ci co będą ten komputer kontrolować. Smutne.

      Usuń
  5. Moja córka ma często do mnie pretensje, ze koleżanki mogą wszystko a ja w domu mam nawet Internet blokowany niestety wiem jak to działa jak już usiądzie to siła muszę odcisnąć a po co ...jak można zablokować i cieszyć się sobą i czasem spędzonym razem na zabawie swoją drogą się na słucham ale mam to w nosie jeszcze kiedyś mi po dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie się ostro buntuje, im będzie starsza tym większy bunt. Pewnie podziękuje.. dzieci zawsze dziękują w końcu rodzicom.

      Usuń
  6. Czas leci nieubłaganie i wszystko się zmienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie czy na lepsze, czy na gorsze. :)

      Usuń
  7. ja za bardzo nie pamiętam tych czasów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie młodziutka jesteś i nie liznęłaś ery przez... ;)

      Usuń
    2. ja wiem czy taka młodziutka ;)

      Usuń
    3. Jak nie pamiętasz to młodziutka. :P

      Usuń
  8. Kiedyś było lepiej! Ja całe dnie spędzałam na dworze z koleżankami bawiąc się w podchody, chowanego. A teraz dzieci tylko z komórkami albo przed komputerem co to za dzieciństwo?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komputerowe. ;) Komputery za dzieci myślą, komputery dzieci wychowują.. komputery zapewniają towarzystwo.

      Usuń
  9. Tęsknie za tymi czasami, kiedy nie było komórek, internetu, itd. Żeby zawołać mamę, to po prostu się krzyczało na całe osiedle ;), klucz się miało na szyi, na tasiemce. Nie było biegania za pokemonami, tylko zabawy na budowach np. w Kapitana Planetę :D Była baza, w niej skrytka, do której chowaliśmy wypisane na kartce zadania. Kreatywne zabawy, to robienie witrażyków z kwiatów, kamieni i przykrywanie ich wybitym z butelki denkiem ;) Wymyślaliśmy sobie zabawy i tak naprawdę nigdy nie było nudy. Pięknie wspominam szkolne wycieczki, dyskoteki, pierwsze miłości ;) kiedy to trzeba było podejść do kogoś i najzwyczajniej w świecie zagadać, a nie słać "lubię to" na fb. Urocze kartki pocztowe z kolonii, czy chodzenie do budek telefonicznych by zadzwonić do rodziców. Zamiast mp3 - duży walkman i ołówek, na którym się przewijało kasety. To były czasy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie! Piekne beztroskie czasy, kiedy człowiek żył wolny, nieograniczany przez nikogo. Pamiętam jak się darłam do mamy, ze jestem głodna.. to mi podawała kanapki przez oknop, bo szkoda było czasu na wchodzenie. Były ciekawsze rzeczy do robienia. :D

      Usuń
  10. Ja byłam takim małym dziwolągiem. W towarzystwie dzieci byłam zgodna, miła, chętnie pomagałam, ale tak naprawdę miałam swój własny świat, do którego rzadko innych wpuszczałam. Kochałam siedzieć nad stawem w ogrodzie, podziwiałam tłuste, żółciutkie kaczeńce, niezapominajki. Łapałam żabki, które nosiłam w kieszeniach, patrzyłam na rybki w wodzie. Mogłam tak godzinami. Zaszywałam się w malinach i jadłam do oporu takie brudne, prosto w krzaczków. Uwielbiałam kwaśny agrest i niedojrzałe porzeczki . Na łące gadałam z polnymi bratkami, miały takie śliczne oczka / tak je widziałam /. Robiłam dalekie wycieczki w pole, aby wejść w łan zboża i buszować wśród maków, chabrów i kąkoli. Kiedy była pora chrabąszczy, przed wieczorem brałam słoiczek i wyruszałam na polowanie. To była prawdziwa zabawa. Fascynowały mnie pająki, więc łapałam muchy i wrzucałam na duże pajęczyny, czekałam aż pająk wyskoczy, złapie muchę i czmychnie do swojej pajęczej norki. Na wzgórzach koło lasu łaziły takie bardzo kolorowe liszki, których się bałam, ale nie mogłam się oprzeć, aby na nie popatrzeć. Bardzo lubiłam chodzić na spacery z moim tatą, grać z nim w warcaby, kamyczki, bierki. Takie było moje wczesne dzieciństwo. Wieczorami zamykałam się w pokoju, włączałam adapter, nastawiałam płyty i słuchałam. Uwielbiałam piosenkę, której słowa do dziś pamiętam " A zegar bije wciąż i nie wie o tym wcale, że komuś krzywda stała się pewnego dnia. I niesie chwile, urocze cudne, a każda z nich, tak krótko trwa ". Mieliśmy radio SABA i słuchałam audycje teatru radiowego , a w przed południem " Plastusiowy pamiętnik ", który czytała Irena Kwiatkowska. Cudnie było , tak bajkowo, kolorowo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idylliczne dzieciństwo. Ale pająków i żab nie łapałam.. pająków nie znoszę. Może nie jest to arachnofobia ale brrrr :D

      Usuń
  11. Ja się czasami boję do czego ten świat zmierza. Jestem z lat 90 i jak byłam dzieckiem, to powoli komputery zaczynały stawać się coraz popularne. Nie zmienia to faktu, że i tak wszyscy umawialiśmy się na granie w piłkę, na zabawę na drodze i inne takie dziecięce wypady. Na komputerze zdarzało się grać, ale to tylko, gdy mama pozwoliła pół godziny, góra godzinę. Przez wakacje pilnowałam dzieci i niestety mój "wychowanek" jest uzależniony od tableta i telefonu. Ja mu grać nie pozwalałam, ale było mu to na rękę. Powiedział, że mama ciągle mu daje telefon, zamiast się z nim bawić. Często dorośli, żeby mieć spokój od dziecka, to dają mu telefon. A co tam, tak dla wygody i spokoju.

    Ostatnio rozkmninialiśmy z chłopakiem, że kiedyś się dzieci wypuszczało na zewnątrz i same sobą się zajmowały, a teraz rodzice też zrobili się jacyś bardziej ostrożni i niby odpowiedzialni.

    Może nie piło się wody z kałuży, ale próbowało kociej karmy xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotknęłaś trudnego problemu. Kiedyś biegaliśmy samopas na podwórku i rodzice mieli spokój. Teraz rodzice dają do ręki tablet też mają spokój, ale i dziecko na oku. ;)

      Usuń
  12. Pamiętam te czasy...i prawdę mówiąc tęsknie za nimi. Trzepaka nie zapomnę do dziś, naukę na wrotkach, smak gazowanego Ptysia. Mój syn się dziwi i pyta "ale jak to była jedna bajka" no tak i to było najmniej ważne. Gra w gumę, podchody. Ach rozmarzyłam się...
    Pozdrawiam rocznik 81'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem rocznik 81' !! Pozdrawiam serdecznie! :d

      Usuń
  13. Choć moje dzieciństwo to lata 90-te, wyglądało bardzo podobnie. Całe dnie na dworze, obtarte kolana, masa koleżanek i wybujała wyobraźnia. Te czasy już nie wrócą, wszystko idzie na przód, a dzieciaków na podwórkach coraz mniej :(

    OdpowiedzUsuń
  14. I znowu mnie coś w Twoim tekście ubodło. Moi rodzice nie wychowali mnie na uzależnionego od nowości świra, ale to mnie dosyć dobrze opisuje. A wychowywałam się w małym mieście, biedzie, rodzinie patologicznej, uwielbiałam wakacje na wsi u babci, gdzie siedziałam ponad 2 miesiące, a od moich przygód włos się na głowie jeży, nadal. W dużym stopniu funkcjonowałam wszędzie samopas, od zawsze byłam samodzielna i odpowiedzialna, aż do przesady. Internet mieiśmy jako ostatni w bloku, komórkę dostałam tuż przed 18, jak już wszyscy je od dawna mieli, od początku liceum. Uwielbiam nowości, a z facebooka nie korzystam od lat. Mam nadzieję, że bardzo długo nie powiem, że kiedyś było lepiej, a teraz jest strasznie. Jest inaczej, ale nie posunęłabym się zbyt w daleko w ocenie obecnego pokolenia na podstawie paru przypadków. Ja mam szczęście trafiać, na wielu młodszych, którzy znacznie przerastają moje pokolenie, a co dopiero moich rodziców. Czy wszyscy tacy są? Jasne, że nie ...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja moje dzieciństwo kojarzę w głównej mierzę z trzepakiem :D Ileż się człowiek na nim osiedział i ile zabaw z nim związanych ;) Pamiętam też podróże, których dzięki rodzicom było na prawdę sporo :)

    OdpowiedzUsuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **

Metki

wyluzuj inspiracja rozwój lifestyle kobiety motywacja relacje międzyludzkie muzyka kultura kobieta książki pasja słabość radość blogowanie siła ludzie relaks ulubieńcy cierpliwość działanie lęk film kreatywność stres spontaniczność strach wytrwałość kontrowersje emocje perełki szczęście kobieco miłość odwaga pod prąd ślub ciasto komercja komunikacja owczy pęd praca dzieci kuchnia marka osobista podróże przyjaźń slow life złote myśli cierpienie hejt na szybko na słodko na słodko przygotowania recenzje w kuchni związek BuJo On aktywność fizyczna analiza SWOT bez internetu ból czekolada dieta język kino konsumpcjonizm krytykanctwo literatura marka mowa nienawiści natura niesamowite odkrycia nutella ogród planowanie podniecenie podział społeczny przeczytane rozczarowanie rozrywka rozwiązywanie problemów sielskie klimaty walka wpis gościnny wspomnienia współpraca zderzenie z rzeczywistością złodziej czasu światopogląd 10 faktów 2016 FOG Gwiazdka Sokrates Słowianie aborcja akcje społeczne atak audyt bez czekolady buble bullet journal buulet journal choroba w rodzinie chrzań dietę dekalog detoks dobre wibracje drinki dzieciństwo dziki szał e-prezenty efekt wyniku fantazy filmy fotografia inteligencja jesień jutro klątwa wiedzy konie konsumpcja kontrowersyjnie kreatywnosć kryzysy książka lata 80-te liebster a(wk)ward metoda Disneya metoda LATTE networking odległość ojczyzna-polszczyzna optymizm owerview effect personal branding poradnik praca nad sobą profesjonalizm promocje przeczytane/obejrzane przeczytane2016 przeczytane2017 przygoda psychologia pytania radio rock rocznica rogaliki rower serce czy rozum seriale stereotypy syndrom oszusta szczerość słodycze teksty motywacyjne trolle urlop urodziny veera w zdrowym ciele zdrowy duch walentynki wieczni malkontenci wieś wojna klasowa wokal wokalistki wskaźnik mglistości wysiłek z czekoladą zabawa Święta śliwki