Dieta.. wyznania osoby uzależnionej od słodyczy.

Skoro można być alkoholikiem, seksoholikiem, zakupoholikiem to można być też cukroholikiem prawda? A skoro tak to:

Witajcie! Oto ja cukroholik pierwsza klasa!






Jestem uzależniona od cukru OD ZAWSZE! Odkąd sięgam pamięcią towarzyszyły mi najpierw wypieki mamusine, potem moje własne, ciasta ciasteczka, wafelki, bułeczki itp. i  nade wszystko pokarm bogów: CZE KO LA DA! Nigdy nie doprowadziło mnie to do otyłości, choć zawsze miałam lekką nadwagę (teraz się bardziej pilnuję, więc te nadprogramowe kilogramy znikły HIP HIP HIP HURA!), ale specjalnie mi to nie przeszkadzało. Byłam gibka, zawsze porozciągana.. szpagat? żaden problem! (no dobra teraz to może już problem cóż.. starość nie radość). Pewnie aktywność fizyczna i wieczne bieganie z zajęć na zajęcia uniemożliwiało mi nagromadzenie gigantycznych zapasów tłuszczowych w organizmie. Dziś w erze "siedzę całymi godzinami przy komputerze" pewnie wyglądałabym jak słoń (nie obrażając słoni, bo to piękne i mądre zwierzęta).

Teraz muszę się pilnować i co?



Czuję się, jakbym była na jakimś cholernym odwyku (wybaczcie sformułowanie, ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy). Tort czekoladowy śni mi się po nocach, a mamina szarlotka prześladuje mój biedny mózg w dzień. W domu nie mam żadnych słodyczy, bo wiem, że jakby były, to bym je zjadła. O tak tak.. witamy w świecie dorosłej kobiety, która zachowuje się jak małe dziecko.
Na nic stosy owoców.. czuję się chora. Mówię wam.. ODWYK to straszna rzecz! Nigdy nie paliłam, ale teraz rozumiem, co czują rzucający palenie, kiedy widzą papierosa, ja mam tak samo ze słodyczami. Ślinotok i jeden wielki krzyk w mózgu "ja też chcę".
Ratuję się czekoladą gorzką.. ale to nie to samo, choć jest przewspaniała szczególnie z chili. Ciasto z buraków, albo marchewki.. fujj podróba i oszustwo!

Mówię wam, gdyby nie silna motywacja i środki zaradcze w postaci TOTALNEGO wyeliminowania pokusy z zasięgu wzroku, to nie dałabym rady. Jestem słaba cóż..

Powiecie stosuj zamienniki.. ale to nie o to chodzi, słodkie pozostaje słodkim. To trochę tak jak nałóg papierosowy leczony plasterkami z nikotyną. Albo zakupoholizm leczony małymi zakupami. Od zawsze wyznaję zasadę jednego ostrego cięcia! Jest ból, a potem już tylko ulga. Moim celem jest oduczenie się od słodkiego.




Trzymajcie kciuki bo cierpię!

A może macie jakieś swoje sposoby "na słodkie"?
Możecie żyć bez czekolady, czy wręcz przeciwnie?
A może wręcz nie lubicie słodyczy?
Jakieś sposoby na syndrom odstawienia?

2 komentarze:

  1. Ja uwielbiam czekoladę i kiedyś jadłam jej bardzo dużo. Potrafiłam otworzyć tabliczkę i za jednym razem pochłonąć całą (jednak nigdy nie odbiło się to na mojej wadze).
    Teraz zaczęłam trochę stronić od słodyczy i gdy je widzę i myślę o tym by zjeść to robi mi się odrobinę niedobrze...
    Nastąpiło to dopiero po tym, gdy zauważyłam, że po czekoladzie boli mnie głowa. Trochę sobie wmówiłam, że od tego mam taką migrenę.
    Czasami się pokuszę i jem słodkie, ale już nie tak często jak kiedyś ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę!!
      Mnie boli wszystko na samą myśl o zdrowym jedzeniu. Z resztą pisałam to u Ciebie na blogu! Ale walczę ostro.. może kiedyś mi się uda i będzie normalnie, zdrowo.. i tylko czasem słodko
      Pozdrawiam!

      Usuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **