Kulturalni ulubieńcy ODC. 25 - SIERPIEŃ 2018

Kulturalni ulubieńcy ODC. 25 - SIERPIEŃ 2018



      Cześć! Witajcie!

      Sierpień... sierpień był ciężki. Miałam potworny spadek nastroju, ale też i zawiodłam się na paru osobach. Do tego dochodzę zgrzyty rodzinne więc wiecie... Różowe chmurki, różowe okulary, optymizm i te sprawy to się pochowały gdzieś głęboko, a na scenę wkroczył brutalny realizm. Jedyną właściwie ucieczką i odskocznią były książki.. choć początek miesiąca tego nie zapowiadał.. to jednak sporo przeczytałam. W tydzień pochłonęłam cykl o Percym Jacksonie Monia, już mnie nie musisz kłóć tymi książkami w oczy. Co do pozostałych ulubieńców... Zapraszam do czytania!


1. Piosenka miesiąca.


      Sierpień był dla mnie miesiącem muzyki spokojnej, wyciszającej. Może to nietypowo, jeśli chodzi o porę roku.. wiecie środek lata, więc powinny u mnie królować gorące rytmy. Ale z drugiej strony... przy wiecznym stresie, życiu w napięciu, człowiek szuka wyciszenia i relaksu.. dlatego przeprosiłam się z RMF Classic i z muzyką filmową. Czy mam Wam coś konkretnego do polecenia? W sumie to nie.. za dużo się tego przez moje uszy przewinęło... Piraci z Karaibów, Ostatni Mohikanin, Gladiator, Lista Schindlera, Gwiezdne Wojny, Król Lew czy wreszcie Whiplash, Incepcja czy muzyka z Władcy Pierścieni i Hobbita.. Uczta dla uszu, relaks dla umysłu.. Wam polecę coś, co powoduje uśmiech na moich ustach zawsze... La la land i...





2. Książka miesiąca

źródło: empik.com



      Czy Mama z różową torebką czuje się wywołana do tablicy? Bo to Ona swoimi wpisami zmobilizowała mnie do przeczytania serii przygód syna Posejdona Percym Jacksonie! Cóż.. nie będę ukrywać, tego typu literatura należy do moich ulubionych. I malkontenci mogą sobie gadać.. że dziecinada, że bajeczka, że to dla dzieci. Że powinnam czytać Bondę, Mroza, Cobena.. albo kto tam jeszcze modny teraz jest. A ja mówię NIE! Nie szukam w książkach deszczyku grozy, nie szukam w nich łez, nie chcę być po odłożeniu książki rozpieprzona na kawałki. Dramatów to ja mam dość
 w realnym życiu! Chce się uśmiechać, chcę być rozluźniona i nastawiona pozytywnie do życia. Właśnie dlatego omijam "dorosłe" tematy. Wolę fantastykę.. wolę książki pełne magii i fantastycznych sworzeń. Ot... już tak mam i już!

     A Percy?

      Perseusz ma 12 lat kiedy poznajemy go w pierwszym tomie serii. Nie wie, ze jest półbogiem, nie wie, ze jego ojcem jest bóg mórz Posejdon. Kiedy się już o tym dowiaduje, zostaje oskarżony o kradzież pioruna Zeusa. Do tego, jego matkę porywa Hades. Chłopiec wraz z przyjaciółmi rusza na ratunek... dalej jest już tylko lepiej!
      Seria o Percym doskonale wpisuje się w moje gusta. Mam tu wszystko, czego potrzebuję do tego, by okrzyknąć książkę godną polecenia. Bogowie Olimpijscy, fantastyczne stworzenia, zdrada, przyjaźń i.. dobre zakończenie. Książki są napisane lekko, nie ma niepotrzebnych przestojów. Człowiek czyta, a strony same uciekają spod palców. Pięć tomów przeczytałam w tydzień i praktycznie nie zauważyłam upływu czasu. Powiem krótko.. jeśli kończąc książkę jestem wkurzona, że to już.. to to była dobra książka, dobra seria. Jeśli lubisz fantastykę, jeśli lubisz mitologię... to z pewnością książki dla Ciebie!

W mojej prywatnej skali: 7,5/10


3. Film/Serial miesiąca.


      Kolejny miesiąc praktycznie bez włączania telewizora. Zdecydowanie wolałam wolny czas spędzać na świeżym powietrzu. Cieszyć się ciepłymi wieczorami niż psuć oczy wgapiając się w oślepiający blask telewizora. Cóż, 8-10h dziennie przed komputerem w zupełności mi wystarcza! Myślę, że jesień i długie wieczory nieco zmienią to, jak zagospodarowuję czas. Ale sierpień.. sierpień to miesiąc bez telewizji!


4. Cytat miesiąca.



      Taki był mój sierpień.. gorący, pełen stresu i ... cóż, może o tym jeszcze napiszę. Jak się we mnie wszystko uspokoi. Mimo wszystko wspaniałego weekendu Wam życzę!



Samotność.. czym ona jest, i jak się mają do tego sieć i socjal media.

Samotność.. czym ona jest, i jak się mają do tego sieć i socjal media.

czy samotność to znak naszych czasów


      Czym jest samotność? Czy to stan, kiedy jesteśmy sami fizycznie? Czy może jednak stan ducha.. kiedy czujemy, że nie ma obok nas nikogo, baaa nie mamy nikogo, kto by nas wsparł w trudach i cieszył się z nami naszymi sukcesami. Czy można być samotnym w tłumie ludzi? Czy można nie czuć samotności będąc samym? Czym jest samotność? Jak wpływają na nią socjal media? Czy ktoś bliski siedzący 100.. 200.. 1000 km od nas, jest wstanie wypełnić pustkę, jaką jest brak realnej osoby? Tysiące pytań.. i tak mało odpowiedzi...


      Po przeprowadzce na wieś straciłam znaczną część kontaktu z bliskimi mi osobami. Moja ukochana przyjaciółka została w Warszawie. To właśnie jej mi najbardziej brakuje. Nie ma wypadów na winko, pogaduszek, wycia do mikrofonu i zwykłej codziennej obecności. Wiecie, to nie jest tak, ze nasza więź osłabła! Absolutnie nie, mamy telefony, są socjal media. Tylko to już nie jest relacja z cyklu: daj mi chwilę i jestem. Ostatnio jechałam do niej w środku nocy, bo po dwóch zdaniach przez telefon wiedziałam, że mnie potrzebuje.. i byłam tak cholernie wkurzona, że to trwa dwie godziny zamiast 5 minut! HALO mam apel do wszelkiej maści wynalazców.. może tak jakieś teleporty? Ale to ja...

      Jednocześnie mam wrażenie, że część moich znajomych zupełnie zadowalają te kontakty przez sieć. Nie potrzebna im realna osoba. Coraz częściej słyszę: "ja to nie potrzebuję ludzi, wystarczy mi kontakt przez sieć" ... Tiaaa  a jednocześnie na tablicy facebookowej widzę dziesiątki łzawych cytatów o tym, jak to ludzie są źli/nieczuli/bez serca, oraz całkowity ekshibicjonizm: byłam tam/zrobiłam to/wybieram się tam ... Schizofrenia to, czy może wołanie o pomoc? Terry Pratchett napisał w "Maskaradzie": "Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi."  Zgadzasz się z tym stwierdzeniem, czy może jednak je obśmiejesz? Mi się wydaje, że taka postawa to zwykła ucieczka.. pozerstwo. Tacy ludzie udają przed otoczeniem i co gorsza, przed samymi sobą, że nie są samotni. Że samotność ich nie dotyczy, że są "ponad to".

Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi.


      Kilka dni temu czytałam w jednej z gazet ciekawy artykuł odnośnie samotności. Samotności, która dotyka coraz to młodszych ludzi. Młodzi niby mają mnóstwo znajomych wirtualnie i jednocześnie ciężko im choć o jedną osobę, do której można zadzwonić w nocy o północy. A ta osoba odbierze i nie pytając o nic powie: "daj mi chwilę, ubiorę się i już jadę". Sama znam kilkoro nastolatków, którzy mają setki wirtualnych znajomych z całego świata.. ale nie mają nikogo blisko siebie. Całe dnie spędzają jak nie w szkole, to przed komputerem. Ciężko im odłożyć telefon/tablet. Wpadają w panikę na samą myśl o odcięciu od sieci. Ostatnio jedna taka nastolatka zrobiła w mojej obecności awanturę ojcu, bo nie miał w samochodzie kabla do ładowania telefonu. No zamurowało mnie.. w tej dziewczynie było tyle agresji, tyle złości. Na pytanie, co jest takiego ważnego w telefonie wykrzyczała, że nie ma kontaktu z przyjaciółmi z Irlandii. Że poznała na chacie jakiegoś chłopaka i piszą. A przez głupotę ojca on teraz nie wie, co ona robi, a ona nie wie co on robi. Jezu Chryste... zapaliły się we mnie wszystkie sygnały alarmowe. A może po prostu zapomniałam, jak to jest być nabuzowaną hormonami nastolatką? Sama nie wiem. 

      Samotność... co o niej myślicie? Boicie się jej? Czy tak jak ja, postrzegacie ją, jako jedno z większych niebezpieczeństw naszych czasów? Czy samotność może zabić? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi... może Wy pomożecie mi je znaleźć?




5 pytań.. czyli pozwól sobie na chwilę szczerości wobec siebie.

5 pytań.. czyli pozwól sobie na chwilę szczerości wobec siebie.



      Egocentryzm, konsumpcjonizm i postawa roszczeniowa. Niejednokrotnie pisałam już o tych trzech zjawiskach na tym blogu. Ale czy temat wyczerpałam? Czy w ogóle można go wyczerpać? I tak i nie! Dziś przychodzę do Was z czymś, co podpatrzyłam u Natalii Knopek. To pięć pytań.. pięć pytań, które warto sobie zadać. To jak próbujemy?

      Kilka dni temu po raz nie wiem który buszowałam po blogu Natalii Knopek i wpadłam na wpis, który ewidentnie mi umknął. Sama nie wiem jak to się stało, bo generalnie jestem stałą czytelniczką tego bloga. No nic do rzeczy! Wpis traktował o przemijaniu.. ale nie tylko. Natalia postawiła w nim 5 pytań.. 5 pytań, które wymagają bezwzględnej szczerości wobec siebie samego. To takie swoiste podsumowanie życia. Stanięcie przed sobą w prawdzie. Być może dzięki nim, staniemy się lepsi? Będziemy potrafili dostrzec swoje błędy? Zaniedbania? Może zauważymy u siebie niekorzystną wobec innych postawę roszczeniową? Przecież to jedna z większych pułapek!


Zamiast próbować zmieniać innych, zacznij od siebie i swojego kawałka świata.



      Pytania, jakie już pewnie niżej widzicie nie są jakieś wydumane! Są niezwykle proste... ale i niezwykle trudne w swojej prostocie. Dlaczego? Bo trudno nam odpowiedzieć na nie szczerze. Niestety (albo stety), ludzie miewają tendencję do upiększania, zwłaszcza, kiedy przychodzi im być szczerym w stosunku do siebie. To tak jak z barwą głosu... Czy wiecie, że to JAK siebie słyszycie odbiega znacznie od tego jak słyszą Was inni? Nie wierzycie? Nagrajcie się na dyktafon. Tak samo jest z odbiciem w lustrze.. mózg nam ten obraz zniekształca. Dopiero zdjęcia (surowe, niepodrasowane oczywiście) oddają rzeczywistość. To jak? Zaczynamy?

Pytanie 1:  Jak mogę komuś pomóc?


      Nie wiem jak Wy macie.. ale ja staram się pomagać innym. Wysyłam smsy, robię przelewy.. zwłaszcza na zwierzęta. No cóż. od jakiegoś czasu wole czworonogi od ludzi... i wiecie? To taka niesamowita radość, kiedy potem czytam, że pies/kot/koń przeszedł pomyślnie operację, rehabilitację i jest zdrowy.. a jeszcze większą radość sprawia mi, że taka bida znalazła nowy dom! To nie jest kwestia podbudowywania własnej samooceny! To czyste, niczym niezmącone szczęście! Ale to nie wszystko! Chodzi o takie ludzkie odruchy.. przepuścić ciężarną w kolejce, pomóc staruszce zapakować zakupy. Człowiek takimi rzeczami ładuje baterie!

      Dlatego kiedy następnym razem będziesz mieć spadek nastroju, rozejrzyj się może dookoła, może dostrzeżesz kogoś, komu pomoc jest potrzebna. To oderwie Cie od paskudnych myśli.. Dlatego kiedy następnym razem obudzisz się w złym humorze, zastanów się, czy w Twoim otoczeniu nie ma kogoś, komu możesz pomóc..

Pytanie 2: Ile jest warte to co robię?


      Zastanawiałeś się kiedyś, ile robisz dla siebie i innych? Na ile to jest wartościowe, a na ile "odwalasz" byle od siebie? Czy starasz się dorzucić swoją cegiełkę w trybiki machiny, jaka posuwa świat do przodu? Czy może zwyczajnie płyniesz z prądem? Czy to co robisz, robisz z pasją? Czy w ogóle masz jakieś pasje? Czy istnieje coś.. co pochłania Cię bez reszty, co sprawia, że czujesz się spełnionym człowiekiem?

      Kilka dni temu siedząc w krzakach nas Wisłą i obserwując, jak Bell straszy kaczki, zastanawiałam się, na ile to co wychodzi spod moich skrzydeł jest wartościowe. Jaką ma wartość dla mnie. Czy jestem dumna z tego co robię? Czy to co robię sprawia, że ludzie dookoła mnie chcą być lepsi? Ciężki temat.. ale warto się nad nim pochylić. Zastanowić się, czy przypadkiem nie oddajemy w  świat bubla.. czy my sami nie stajemy się bublem.




Pytanie 3: Co mogę zrobić lepiej?


      No własnie... czy chcę coś robić jeszcze lepiej? Czy chcę się rozwijać, chcę wiedzieć więcej? Czy może wystarcza mi to co mam. Czy jestem osobą, która uważa, że nic już wiedzieć nie musi? Która uważa, że pozjadała wszystkie rozumy? Czy może jednak widzę swoje braki?

      Należę do tych osób, które łakną wiedzy. Lubią poznawać nowe rzeczy. Nie zmieniam łatwo zdania, nie jest łatwo do czegoś mnie przekonać. Ale też lubię poznawać różne punkty widzenia. Lubię zwiększać swoje umiejętności. Wychodzę z założenia, ze jak się człowiek nie rozwija, to się tak naprawdę cofa. Więc wciąż poszukuję, czytam, sprawdzam, testuję... Tobie drogi czytelniku polecam to samo.

Pytanie 4: Czy mogłabym być dla kogoś inspiracją?


      Ciężka sprawa! Bo czy ja mam jakieś papiery na to, by inspirować innych? To już pytanie nie do mnie. Ale też chciałabym, żeby moje doświadczenia, moja wiedza pomagały innym. Dlatego powstał ten blog, dlatego wciąż jeszcze piszę. Dlatego czerpię od lepszych ode mnie i przekazuję to co wiem w świat. A gdy ktoś z tego korzysta? Skaczę ze szczęścia jak małe dziecko! Dlatego odpowiadając na to pytanie: Czy mogłabym być inspiracją? Nie wiem, ale bardzo bym chciała nią być!

Pytanie 5: Jaki byłby świat beze mnie?


      To chyba najtrudniejsze pytanie ze wszystkich. Bo jak sobie wyobrazić siebie, że nas nie ma. Że nie istniejemy. Czy świat byłby lepszy? Gorszy? Które rzeczy może by nie powstały? A może w żaden sposób nie wpływam na swoje otoczenie. Nie robię nic szczególnego. Idę tam, gdzie mnie rzuci życie. Bez chwili zastanowienia, bez najmniejszego oporu zgadzam się na wszystko? Jaki świat byłby beze mnie? Mniej problemowy, a może wręcz odwrotnie? Czy są na świecie osoby, którym jestem niezbędna? dziesiątki pytań i tyle samo odpowiedzi... które są szczere, a które podpowiada mi moje własne ego?


      Tylko pięć pytań i aż pięć pytań. Prostych, a jednocześnie trudnych. Czy potrafisz odłożyć na bok miłość własną i szczerze sobie na nie odpowiedzieć?






Czy dziecko może być wymówką dla matki?

Czy dziecko może być wymówką dla matki?




      Kocham dzieci.. i te małe i te większe też. Mam do nich anielską cierpliwość. Znajomi z Warszawy wiedzieli, że mi można pociechę niemal zawsze podrzucić i się nie obrażę! ALE! Tak jak kocham, uwielbiam wręcz dzieci, tak niekoniecznie lubię ich mamy.. a przynajmniej nie wszystkie. Dlaczego? O tym właśnie jest ta notka!

      Pod jedną z moich poprzednich notek jedna z moich ulubionych blogerek Czerwona filiżanka napisała ważną rzecz. I ja się pod tym podpisuję obiema rękami i nogami! Napisała mianowicie cytuję: "Mam wrażenie że wiele kobiet używa dzieci jako wymówki... coś sie nie chce to dziecko to czy tamto.... wierzę, jasne dziecko to olbrzymia odpowiedzialność ok, ale są granice... skoro kobieta nie może pracować bo ma dziecko to niech nie podejmuje sie zobowiązań skoro tym generuje stresy.... wyobrażam sobie i rozumiem że bycie mamą to niełatwa sprawa ale szanujmy się przede wszystkim."  We wspomnianej notce krótko opisałam moją współpracę właśnie z taką mamą, co najpierw wykazuje chęci i deklaruje zaangażowanie, a gdy przychodzi co do czego, to dziecko to, dziecko tamto.


Tak jak kocham dzieci, tak niekoniecznie i niezawsze lubię ich mamy.


      Żeby była jasność, nie neguję, że czasem wypada niespodziewana rzecz i rzeczywiście nie ma mowy o jakiejkolwiek współpracy/jakimkolwiek spotkaniu. Ale jeśli projekt rozkłada się na kilka tygodni, to zwyczajnie nie wierzę, że nie można się wywiązać ze zobowiązań. Zobowiązań.. które się samemu podjęło. No nie wierzę. Dlaczego o tym piszę? Bo nie wierzę, że to zawsze dzieci są przyczyną.






"Jak będziesz miała dziecko to zrozumiesz!"


      Już nie raz na mój zarzut, że po jakie lichu się umawiać na działanie, kiedy się notorycznie zawala, słyszałam: "co ty wiesz o życiu i dzieciach" lub "jak będziesz miała dzieci to zrozumiesz" albo moje ulubione "jesteś bezdzietna więc nigdy nie zrozumiesz, co to znaczy dziecko" ... Tiaaa... a ja się w tym momencie pytam: a gdzie tu szacunek do mnie i do mojego czasu? Jestem gorsza? Mój czas jest mniej cenny? Moje życie się nie liczy? Nie lubię takiego podejścia. Nie lubię, jak się własne błędy, własną niekompetencję/lenistwo usprawiedliwia dziećmi, a jednocześnie przerzuca się część swojej winy na druga osobę. Bo czym innym takie gadki są? Dla mnie to podświadome, a częście zupełnie świadome, przerzucanie winy na tą bezdzietną co ma czas i śmie się czepiać! Mam wrażenie, że te wszystkie mamusie (i tatusiowie też), przyklasnęli by kolejnemu choremu pomysłowi, jaki ogłosił jeden z kretynów, co to mieni się posłem RP.. mianowicie podatkowi od bezdzietności! No jak o tym wczoraj przeczytałam to mnie zmroziło! Komuno wróć? A co z tymi co dzieci nie mogą mieć? Ukażemy ich podwójnie? Ehhh strzela mnie jak sobie pomyślę jak głupi są ludzie. Jak napisałam na jednym z forów co o tym myślę, to odpisał mi jakiś oświecony tatuś: "a z jakiej paki moje dzieci mają pracować na bezdzietnych singli"... no nóż w kieszeni się otwiera. To ja teraz nie pracuję na swoją emeryturę? Nie płacę podatków? Przymusowe badania psychiatryczne dla każdego, kto chce mieć dzieci powinny być chyba wprowadzane. Żeby debil jeden z drugim swoich wadliwych genów nie przekazywał. No uniosłam się! Swoją drogą, co Wy myślicie o powrocie reliktu komuny jakim było bykowe?
A wracając do tematu!

Dziecko.. jego posiadanie tłumaczy ucieczkę od życia.


      Pal sześć jak kobiecie się nie chce.. i swoje lenistwo usprawiedliwia dzieckiem. To można po czasie przewidzieć i zwyczajnie na taką osobę przestaje się liczyć. Osobiście osób leniwych unikam jak ognia, są kompletnie nieinspirujące.. zawsze ciągną w dół. Niemal zawsze znajdują milion wymówek, albo co gorsze, zwalają winę na innych. Gorzej.. kiedy kobieta po urodzeniu dziecka zupełnie wycofuje się z życia. Albo inaczej... kiedy dziecko staje się całym światem dla matki. Kiedy wszystko to co było przed, przestaje się liczyć. Dla mnie to zrozumiałe, kiedy dziecko ma kilka miesięcy, rok.. dwa. Ale co powiedzieć o kobietach, których dzieci mają po kilka lat? Które kończą przedszkole.. idą do szkoły? A te kobiety nadal nie robią nic dla siebie! Żyją życiem dzieci, a swojego nie mają. Co się dzieje z takimi kobietami, kiedy ich dzieci dorosną? Kiedy stają się nastolatkami, idą na studia, wyprowadzają się z domu? Taka kobieta zostaje z pustką... To co jej wypełniało cały czas znika z codzienności. I co wtedy? Sama znam kilka takich kobiet. Dzieci dorosły, pożeniły się, często żyją na emigracji.
      Mam taką znajomą, ona właśnie żyła życiem dzieci. Teraz kiedy ich nie ma, kobieta nie może sobie znaleźć miejsca w domu. Zrobiła się drażliwa i skłonna do kłótni. Mąż jeździ na tirach i nie ma go całymi tygodniami. A ona jest sama... sama ze sobą. Nie ma żadnych pasji, nie spotyka się z ludźmi. Nic... przerażające......
      Dlatego zawsze moim koleżankom powtarzam.. zdrowy egoizm nie jest zły! Każdy.. nawet najbardziej oddana matka musi pamiętać o sobie. To slogan ale: Szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko. Skwaszona, wiecznie umęczona matka męczenniczka, to nieszczęśliwe dziecko.


Ufff... się rozpisałam.
Co Wy co myślicie na ten temat?
Czy dzieci są/bywają wygodną wymówką dla kobiet?
Co myślicie o bykowym?

Jak zawsze ślę serdeczności i wspaniałego weekendu życzę!!





 
Kreatywność... ostatnio mam na nią metodę!

Kreatywność... ostatnio mam na nią metodę!



      Jest 4.30, a ja siedzę i klecę wstęp do tego wpisu. Wczoraj mój mózg odmówił współpracy, więc muszę (chcę?) to zrobić dziś. I tak siedzę... wiatrak mieli powietrze, a ja czytam po raz kolejny moje własne słowa i kombinuję, jaki wstęp napisać. I wiecie? Nie wiem! Więc napisze tylko... Kreatywność.. coś, co mnie nie rozpieszcza ostatnio. Coś.. o co ostatnimi czasy muszę walczyć. Cóż.. zwalam na temperatury.. tak najprościej prawda? Ale to nie do końca tak.. praca kreatywna to przede wszystkim działanie, podejmowanie decyzji i działanie... jak ja to robię w szczególnie trudnych warunkach? O tym jest ten post!

      Tropiki... coś czego serdecznie nienawidzę, coś co mnie zabija.. coś co zabija mój mózg i wszelką kreatywność, jaka w nim zamieszkuje. Mój mózg pracuje mniej więcej 4h dziennie, jak wstanę koło 4 to 6. Potem to mogę się co najwyżej pobawić w korektę moich wypocin, obejrzeć coś inspirującego i poczytać. Zbyt dużego miejsca na prace twórczą nie mam.. wiec co robię, by się jednak ogarnąć? Cóż.. wypracowałam sobie pewien mechanizm, który powielam praktycznie przy każdym projekcie.. i tym mniejszym i tym większym! Dlatego mam plan! Plan prosty.. ale kiedy mi się nie chce, lub kiedy mam problem z pisaniem, to bardzo mi pomaga. Ten plan to 5 kroków.. tylko 5 i aż pięć...



1. Podejmij decyzję, że zaczynasz!

      Nie czekaj na właściwy moment, nie pytaj innych czy to już! Nie zmieniaj jej co chwilę, nie wahaj się! To sprawa kluczowa, gdybać możesz do (za przeproszeniem) usranej śmierci i na gdybaniu się skończy.

2. Kolejnym krokiem jest koncepcja

      To jest ten moment, gdzie musisz zdecydować CO chcesz przekazać, CO chcesz zrobić. Dla mnie ten moment jest kluczowy. Jeśli nie wiem CO chcę zrobić, no to równie dobrze mogę się położyć na hamaku i otworzyć książkę.  Np.. chcę napisać post na blogu. Okej.. o czym? Dziś na tapecie pokolenie milenialsów! Proste? No przecież!

3. Daj sobie CZAS!

      Wielkie (i te mniejsze też) rzeczy nie powstają w godzinę/dzień/tydzień! Zastanów się, ile możesz poświęcić czasu, jak wysoko ten projekt jest na Twojej liście priorytetów (patrz poprzedni post). Obojętnie, czy Twoim projektem jest nowy blog, chcesz schudnąć 10 kg,  czy w pracy musisz napisać gigantyczny wniosek o dofinansowanie budowy kompleksu basenów. Określ czas jaki masz i jak ważna to dla Ciebie sprawa. Pamiętaj.. z dnia na dzień to można sobie popstrykać zdjęcia produktowe, a nie zrealizować większą rzecz. Nawet napisanie notatki na bloga to nie jest kwestia godziny, tylko kilku godzin konkretnej pracy.

4. NARZĘDZIA!

      Zastanów się, co Ci będzie potrzebne.. czy wystarczy komputer i dostęp do sieci.. czy bardziej przydadzą się farby i pędzle! Warto już na początku pracy, na etapie planowania, określić CO będzie potrzebne. By później w trakcie żadne braki nas nie rozpraszały. Za narzędzia osobiście uznaję też wszelki reserch, zbieranie materiałów wszelkich.

5. DZIAŁAJ!

      Zacznij pisać/malować/ćwiczyć! Pojedyncze zdania w końcu ułożą się w większy akapit, a z kilku akapitów powstanie dłuższy tekst. Kolejne nieudane rysunki tylko przybliżą Cię do tego upragnionego. Myślisz że Van Gogh ot tak sobie chwycił pędzel i machnął słynne słoneczniki? Że Chopin zasiadł do fortepianu i od razu napisał wszystkie swoje utwory? Czy może jednak próbowali, ćwiczyli, pisali. Niszczyli to co zrobili i zaczynali od nowa hmm? Dlatego nie wymiguj się brakiem weny! Bo ona sama z siebie do ciebie nie przyjdzie.. Znaczy może przyjść raz! Ale do dłuższej pracy to wiesz.. musisz się jednak bardziej postarać! Dlatego..  Próbuj, twórz! A zobaczysz, że pomysły będą przychodzić same. Praktykuj, a zaczniesz dostrzegać rzeczy, które jeszcze chwilę wcześniej nie przyszłyby do głowy.




I na koniec pamiętaj proszę!

      Pomysły może mieć każdy, ale nie każdy będzie na tyle kreatywny by te pomysły realizować! Praca kreatywna wszystkim kojarzy się z zabawą. Ci wszyscy sławni freelanserzy z jutuba, instagrama czy blogosfery kojarzą się zwykłym ludziom z wieczną zabawą. No cóż.. tak nie jest. To co widzi fan/obserwator/subskrybent to efekt finalny.. efekt wielu godzin pracy. Pamiętaj o tym, kiedy następnym razem dosięgnie cię zwątpienie.




Nie mam na nic czasu! Serio? ... czyli świadome życie w moim wydaniu.

Nie mam na nic czasu! Serio? ... czyli świadome życie w moim wydaniu.



      Czas... jak to się dzieje, że jedni zdają się mieć go mnóstwo i robią siłą rzeczy mnóstwo rzeczy, a inni ślęczą, miotają się, a potem tłumaczą się brakiem czasu. "Nie zdążyłam.. mam tyle do zrobienia. Czy to może poczekać?" Jedna z bardziej wnerwiających mnie wymówek, jakie słyszę. No heloł! Moja doba ma tyle samo godzin co twoja! Też mam obowiązki, też chcę mieć czas na przyjemności! I jak chcę to mam.. wiec gdzie jest miedzy nami różnica? 


      Wszystko zaczęło się od znajomej, z którą organizowałyśmy pewien projekt. Ja miałam się zająć stroną logistyczną dojazd/lokal/hotel/żarełko/ogarnięcie ludzi ... ona miała dograć sprawę merytorycznie. Dogadać prelegentów, ustalić tematy, ułożyć ogólny plan. Muszę pisać, ze tego nie zrobiła? Kiedy minął drugi wyznaczony termin usłyszałam: no sory, nie starcza mi na nic czasu! Zrobię to, nie bój się. Zrobiła a jakże , ale w ostatniej chwili, przysparzając tym samym sobie i mi mnóstwo stresu. Tłumaczyła, ze to dziecka nie ma z kim zostawić, a to teściowa zaniemogła, a to jeszcze coś innego... Rozumiałam.. dopóki nie dowiedziałam się, że teściowa ma się dobrze.. mało tego, w tym czasie była z jej dzieckiem na 3 tygodniowym wyjeździe na Mazurach. Cóż takiego zajmowało moją współpracownicę w tym czasie wie tylko ona. I generalnie mnie to nie interesuje. Więcej się na współpracę z nią nie będę pisać. Ale do czego zmierzam...


Moja doba ma tyle samo godzin co Twoja.


      Nie znoszę, kiedy ludzie wykręcają się brakiem czasu. Po jakie licho decydujesz się na jakąś działalność, jeśli wiesz, ze i tak już jesteś zawalony pod korek? Po jakie licho pchasz się gdzieś, jeśli robisz to z źle pojętego poczucia obowiązku, lub prymitywnej chęci zaistnienia? Może ja jestem jakaś inna, ale nie decyduję się na działania, na które nie znajdę czasu. Na które nie mam ochoty. Szanuję swój czas i czas innych osób.
      Znajomi często pytają mnie co ja robię, ze moja doba jest dłuższa niż ich. Odpowiadam NIC. Moja doba ma tyle samo godzin! Zwyczajnie nauczyłam się gospodarować czasem. Wiem ile go mam i co mam zrobić. Może nie działam według sztywnego planu, ale staram się, by rzeczy nie spadały mi na dzień następny!



Wszystko jest kwestią priorytetów


      Nie oszukujmy się.. są rzeczy, które musimy.. czy też dla własnego zdrowia psychicznego i fizycznego powinniśmy robić: spać, jeść, zarabiać pieniądze. Cała reszta to już kwestia pirorytetów. Dla jednego priorytetem będzie poleżeć po pracy, dla innego zobaczyć/dowiedzieć się czegoś nowego. Dla jednego priorytetem będzie on sam i własny rozwój.. inny swoje życie podporządkuje rodzinie. I wiecie? Tu jest pies pogrzebany.. w naszych priorytetach. Jeden czytanie książek uzna za zbędne.. i wykręci się brakiem czasu, zmęczeniem lub tłumaczeniem, ze jego to nie interesuje, bo on już wszystko co powinien to wie! Dla innego taki stan rzeczy będzie nie do pomyślenia, bo kocha czytać i chłonie słowa jak gąbka. Jeden będzie spędzał godziny na siłowni i wylewał hektolitry potu, by jego ciało osiągnęło pożądany kształt. A inny machnie na to ręką i pójdzie zbierać grzyby, po czym zrobi z nich wysokokaloryczny sos ze śmietana, w dodatku O ZGROZO! zagęszczany mąką i wszamie ze smakiem jako dodatek do klusek śląskich! Priorytety! Priorytety i świadome życie... wiedza, po co żyję i czego chcę od tego mojego życia. Dlatego... nie pcham się tam, gdzie wiem, że będzie mi niewygodnie. Bo wiem, jak to się skończy! Wymówkami, wymigiwaniem się brakiem czasu i odkładaniem czegoś do ostatniej chwili.. Swoją drogą mam tak z wszelkimi urzędowymi sprawami... NIENAWIDZĘ URZĘDÓW!

W razie awarii odkryjesz.. że masz mnóstwo czasu by gasić pożar.

      Żyjąc świadomie warto pamiętać.. że zawsze może się zdarzyć awaria. Coś nieprzewidywalnego, coś na co nie do końca mamy wpływ i co wtedy? Wtedy odkrywamy, że mamy mnóstwo czasu na rzeczy, których normalnie unikamy. Które odkładamy, od których się wymigujemy. I trzeba będzie podwiedzać urzędy, trzeba będzie odwiedzać siłownię, trzeba będzie w każdej wolnej chwili czytać i poszerzać wiedzę. Dlaczego? Bo Twoja hierarchia wartości wywróci się do góry nogami. Bo nagle odkryjesz, że to, co skupiało Twoją uwagę do tej pory przestanie mieć znaczenie, bo uznasz to za błahostki zjadające czas... Swoją drogą ja mam tak ostatnio z blogiem.. pierwszy raz stanęłam w obliczu dylematu pisać dalej czy nie... cóż. Priorytety!





      Bardzo jestem ciekawa Waszej opinii na ten temat! Jak to jest u Was.. żyjecie świadomie. Świadomie podejmujecie decyzje.. czy płyniecie z prądem i czekacie, gdzie Was zaniesie. Wykręcacie się brakiem czasu, jeśli nie chce Wam się czegoś robić? Zdarza Wam się wejść w jakiś projekt by po chwili odkryć, ze to kompletnie nie Wasza bajka? Zżera mnie ciekawość Piszcie!!! A jeśli bylibyście zainteresowani moimi sposobami na zwiększenie ilości czasu to zapraszam do jednego z moich poprzednich postów o Jak zwiększyć ilość wolnego czasu .. znajdziecie tam moje triki. Zapraszam!
      A tym czasem idę się pakować. Jutro bladym świtem jedziemy do mojego azylu. Ahh.. brzoskwinie, gruszki, borówki, śliwki.. wszystko czeka! A nade wszystko czekają konie i moja ukochana Wisła!
Fantastycznego weekendu Wam życzę!





Kulturalni ulubieńcy odc. 24 - Lipiec 2018

Kulturalni ulubieńcy odc. 24 - Lipiec 2018



      No to lipiec za nami! Lato w pełni. Tropiki jak w Afryce, plus wysoka wilgotność mnie osobiście zabijają. Nienawidzę takiej pogody całym swoim jestestwem. W niedzielę jak przyszła do nas burza.. to lało i błyskało grubo ponad dwie godziny.. Czekam z utęsknieniem na wrzesień .. wtedy złapię oddech. Ufff... Kultura! Nie wiem jak u Was, ale ja jak sa upały, to nie mam ochoty na nic... najchętniej leże i robię NIC! Na szczęście coś tam mi się udało znaleźć!


1. Piosenka miesiąca


      W lipcu rządził u mnie Justin Timberlake! Jego najnowsza płyta grała mi w uszach niemal non stop. No lubię gościa! Płyta Man of the woods doskonale trafia w moje gusta. Piosenkę "Say something" już chyba na bloga wrzucałam ale.. co ja poradzę, ze się nią jaram! A teledysk to mistrzostwo świata. Jestem niemal pewna, że był inspiracją do teledysku do tegorocznego singla promującego Męskie Granie... zdecydowanie widzę wielką inspirację!



2. Książka miesiąca


      Nikogo nie zaskoczę, ale książką miesiąca ogłaszam A ja żem jej powiedziała Kaśki Nosowskiej! Na blogu pojawiła się recenzja, więc tylko zostawię LINK .. Zapraszam do czytania!



3. Film/serial miesiąca


      Tiaaa... niemal cały lipiec miałam małych gości! Przyjechały dzieciaki i cóż... na tapecie były: gwiezdne wojny, Transformery i tym podobne sprawy.. Pomijam już fakt, ze od dwóch/trzech miesięcy walczę z Orange o przywrócenie normalnego transferu danych... Jeśli ktoś z nimi wojował to wie.. że ta walka przypomina walenie głową w mur. Zgłaszasz kolejne awarie/reklamacje... oni przyjmują niby robią a zmian nie ma żadnych! Przy takiej prędkości jak mam obecnie oglądanie czegokolwiek w sieci.... cóż, wróciłam do początku tego wieku. Wrrrrr....


4. Cytat miesiąca


      Długo się zastanawiałam CO wrzucić... jakie przemyślenie... jaką może inspirację. I postawię na Kaśkę Nosowską! Na jej słowa o cichych dniach... dniach, które zabijają relację, które jeśli jest ich za dużo, zamieniają się w tygodnie.. miesiące i lata. Warto siedzieć cicho?




      To by było na tyle ode mnie. Jak zwykle zapraszam do komentowania! Może polecicie mi jakieś fajne książki do czytania? Nie czytam kryminałów, horrorów itp. ale inne gatunki dlaczego nie!


Serdeczności!





Wykręty czyli dlaczego wciskamy sobie i innym kity!

Wykręty czyli dlaczego wciskamy sobie i innym kity!



      Znasz ten stan, kiedy wiesz, ze powinieneś coś zrobić, ale Ci się nie chce? Ja znam go doskonale. Szczególnie, jeśli chodzi o aktywność fizyczną wszelaką! Wiadomo, ze dla zdrowia nie powinnam tego robić prawda? No więc właśnie! Dziś przychodzę do Was ze złotą piątką moich wykrętów. I jestem ciekawa.. czy je znacie i czy one pojawiają się w Waszym życiu. To co? Zaczynamy!


1. Nie mam czasu


      Tiaaa... mój ulubiony chyba! Nie mam czasu na sprzątanie. Nie miałam czasu zrobić obiadu. No wiesz, nie bardzo teraz mam czas się z Tobą umówić! A jak przeważnie jest naprawdę? Nie mam czasu posprzątać.. ale mam czas pół godziny bezrefleksyjnie scrolować instagrama. Nie miałam czasu ugotować obiadu.. ale obejrzałam trzy odcinki nowego serialu. Nie mam czasu się z tobą spotkać.. ale tak naprawdę to nie chcę, ale nie mam odwagi ci tego powiedzieć. Brak czasu jest doskonałym wykrętem nie?

2. Już takie mój los


      Nie mogę schudnąć, bo u mnie tusza jest genetyczna/bo mam chorą tarczycę. Znów mi się nie udało.. no taki mój los. Taaakk... zwalanie na los jest idealne! Los się nie odgryzie, los nie powie do mnie: Głupia Babo, zamiast szukać wymówek to zacznij o siebie dbać. Porzuć postawę uciśnionej męczenniczki.. ani to pożyteczne, ani zdrowe! (tak między nami, to powinam od losu coś takiego usłyszeć na pewnym etapie mojego życia).
      Znów wykorzystali w pracy... no taki już mój los! A gówno tam! Jak pozwalam po sobie jeździć i sama siebie nie szanuję.. to dlaczego inni mają mnie szanować? To, że jestem traktowana jak popychadło.. to taki już mój los.. czy może jednak wybór, bo tak łatwiej usprawiedliwiać niepowodzenia?

3. Nie mogę przyjść bo... i tu wpisz co chcesz


      Ile razy zdarzyło mi się nie iść na imprezę, bo wydawało mi się, ze wyglądam jak kupa. To był oczywiście wymysł mojego otumanionego przez kompleksy umysłu.. ale wiecie.. Jak sobie baba coś do głowy wbije (albo nieprzychylni jej wbiją), to nie ma pomiłuj! Nie będzie widziała w lustrze siebie.. tylko jakiś wykrzywiony obraz. Cóż... wiele razy nie mogłam przyjsć.. kiedy mogłam. Dziś tego żałuję! Dlatego nie szukaj wymówek, by gdzieś nie iść. Idź.. smakuj życie.. ono jest za krótkie by wegetować w gąszczu złych myśli.

4. Prościej się nie odzywać


      O taaakkk... to najłatwiejsze. Nie zgadzam się z kimś. uważam, ze zrobił mi krzywdę, ale uparcie milczę. Pytanie.. dlaczego? Bo tak łatwiej? Bo w ten sposób unikam konfrontacji? Pytanie tylko jakim kosztem? Pamiętam kiedyś jechałam autobusem linii 190 do domu. Było w nim dość luźno, ale miejsca były pozajmowane. Jedno było wolne.. Ale jakaś starsza pani postawiła na nim zakupy. Mimo że byłam skonana nie podeszłam i nie poprosiłam, żeby je zdjęła. Nie chciałam konfrontacji. Zakupy jechały na siedzeniu, a ja ledwo na nogach stałam. A potem biernie obserwowałam, jak do tej pani podchodzi mężczyzna i grzecznie prosi, żeby zdjęła zakupy, bo on chce usiąść. Babka zaczęła coś mamrotać o ubrudzeniu torby, ale facet zgasił ją jednym tekstem "czy zakupy zapłaciły za bilet, ze zajmują osobne siedzenie, jeśli nie, to proszę je zabrać". Babka jak niepyszna postawiła siaty na kolanach. Powiecie bezczelny facet? Nie uważam tak.. był bardzo grzeczny, tylko asertywny.


5. Jutro to zacznę, jutro to zrobię


      O tak... mityczne jutro! Mityczna kraina, gdzie znikają wszystkie niewygodne postanowienia. Te małe, jaki i te duże. Te osobiste i te zawodowe. Wszystkie. Wszystko zaczynamy od jutra... Czasem nawet żyć zaczynamy od jutra! Od jutra przestanę jeść czekoladę... Od jutra zacznę biegać.. Od jutra zacznę porządki w szafie. Jutro... ono przyjmie wszystko. Jak my na tym wychodzimy? Ano jak  nie przymierzając Zabłocki na mydle!


      To mój Top 5! Najczęstsze wymówki... usprawiedliwienia, by czegoś nie robić, by gdzieś nie iść! Dziś już tak często ich nie używam.. ale kiedyś? To były wygodne powody by nie wychylać się ze skorupy! By nie wychodzić poza strefę komfortu.. by nie iść tam, gdzie było coś nowego. Znasz ten stan? Używasz wymówek?

Jak zawsze zapraszam do wyrażania myśli!!!




Przyzwyczajenia .. czyli czas zerwać z rutyną!

Przyzwyczajenia .. czyli czas zerwać z rutyną!



      Nie lubię rutyny. Jasne, ona ma swoje dobre strony, wykonywanie pewnych czynności codziennie może nam wiele dać. Ale co.. jeśli dni upodabniają się do siebie tak, że jestem wstanie określić co będę robiła za trzy tygodnie o tej porze? Czy rutyna nie zabija ciekawości świata? Czy rutyna nie zabija kreatywności? Inwencji? Chęci rozwija nia się i poznawania nowych rzeczy? Czy przyzwyczajenia, tak bezpieczne bo przewidywalne, nie sa tak naprawdę kulami, które przykuwają nas do ziemi? Jak to jest?


      Jakiś czas temu pisałam o moich nawykach, nadal uważam, że to co sobie wypracowałam przynosi mi mnóstwo korzyści.. ALE... Nie chciałabym, żeby przyzwyczajenia zaczęły rządzić moim życiem. Dlatego kiedy zauważyłam u siebie niepokojącą skłonność do wypracowywania coraz to nowych nawyków, powiedziałam sobie PRRR STOP! Przecież nie chcę spędzić życia na jakimś cholernym autopilocie! Nie chcę, by życie przemykało gdzieś obok mnie, kiedy sama będę rutynowo wykonywać kolejne rzeczy. No nie o to w tym chodzi prawda? Nie chcę, żeby wypracowane nawyki, które siłą rzeczy zmieniają się w przyzwyczajenie przejęły kontrolę nad moimi wyborami.. czy to jeśli chodzi o modę, styl życia, kuchnię czy nawet czas wolny. No nie tędy droga!

Przyzwyczajenia zabijają ciekawość


      Arystoteles powiedział: "Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka." Nie sposób się z tym nie zgodzić. Przyzwyczajenie jest bezpieczne, przewidywalne.. Ale też w żaden sposób nas nie rozwija. Zabija w nas ciekawość, zabija w nas dziecięca radość i zamienia w bezrozumnego robota. Wbrew temu co podpowiada nam natura (żywo zainteresowana naszym przetrwaniem a nie szczęściem), przyzwyczajenia nie są naszym przeznaczeniem... To że starsza pani kupuje ser zawsze w tym samym sklepie.. bo się przyzwyczaiła, nie oznacza że nie mogłaby wyłamać się z rutyny i iśc gdzie indziej. To, że uparłaś się chodzić tylko w czarnym i przyzwyczaiłaś się do siebie "całej na czarno", nie oznacza, że w czerwieni nie będziesz wyglądać o niebo lepiej. Przyzwyczajenia są naszymi wyborami.. a nie przeznaczeniem. Warto o tym pamiętać.


Rutyna w związku


      Dwoje ludzi ona.. menadżerka projektów.. on urzędnik państwowy wysokiego szczebla.. dzieci brak. Wstają, jedzą śniadanie (albo nie), pędzą do pracy. Po pracy obiad, szybkie sprzątanie i oglądają seriale na Netflixie. Potem prysznic, szybki sex (albo nie) i spać. I tak pięć dni w tygodniu. Urozmaicenia? W poniedziałki i środy on idzie na siłownię a ona na poledance. W piątek ida razem na basen. W weekendy śpią do południa, potem obiad u mamy. Jakieś rutynowe spotkanie ze znajomymi. I to tyle... Rytyna... bezpieczna... przewidywalna.. zabijająca wszelką namiętność. Niby się kochają.. ale kiedy zdarza się okazja.. to i ona i ona robią skok w bok.... Ona i on... Chcesz być taki sam?
      Rutyna .. dla mnie to najgorsze co się może przydarzyć. Czy ona może być w związku czymś dobrym? Czy może jest dla wielu wygodna... nie trzeba się starać, nie trzeba właściwie nic siebie dawać. Wystarczy przestrzegać rytuału... Tylko gdzie w tym miejsce na smakowanie życia... przecież takie życie to nic innego jak wegetacja! Brrrrrrrr

Ciekawość zabija przyzwyczajenia


      No to jak to jest? To ciekawość zabija czy jest zabijana? Ano zależy który aspekt wygra bitwę w naszym umyśle. Jeśli ciekawość.. to przełamiemy się i wyjdziemy poza bezpieczny krąg naszych przyzwyczajeń. Jasne możemy się sparzyć, może nam się coś nie udać.. ale kurde! Nowych doświadczeń nam nikt nie zabierze. W jednej z książek o treningu uważności przeczytałam, że przyzwyczajenia są jak psy pasterskie, które pilnują naszego umysłu. Tylko ciekawość świata i chęć rozwoju może nam pomóc się od nich uwolnić. Dlatego:


  • postanowiłam skrócić czas pracy o pół godziny
  • jem posiłki przy innym stole, albo na innym krześle
  • czasem się zatrzymuję, gapię się w niebo i świadomie oddycham
  • chodzę do innych sklepów
  • zmieniam trasy poruszania się
  • próbuję nowych smaków
  • szukam nowych kontaktów z ludźmi
  • czytam inne książki niż zazwyczaj

      To pierdoły, ja to wiem. Ale te wszystkie małe zmiany pomagają mi żyć uważniej. Przełamywać schematy, które utrudniają mi życie. Wreszcie zwracać uwagę na rzeczy małe.. bo jak wielokrotnie tu pisałam... to w małych rzeczach tkwi istota bycia szczęśliwym!

Jak to jest u Was z rutyną? Zauważacie ją w Waszym życiu?
A może jedziecie na całkowitym spontanie!





Copyright © 2014 Draqilka.. rozwijajmy się razem , Blogger