Kwiaty w domu  .. czyli im więcej tym lepiej!

Kwiaty w domu .. czyli im więcej tym lepiej!

      To będzie taki inny wpis. Wpis o moich ukochanych roślinach w doniczkach. Kocham je od dawna. Tą miłość zaszczepiła u mnie jeszcze mama. W moim rodzinnym domu kwiaty był wszędzie! W sypialni rodziców scindapsus rósł na linkach poprzeciąganych po suficie. Juki, fikusy stały w wielkich doniczkach na ziemi, a parapety okupowały aloes, drzewko szczęścia, fiołki alpejskie i mnóstwo innych roślin. Jedynym miejscem gdzie kwiatów nie było była łazienka.. cóż nie było okna. Tradycję zielonego domu przeniosłam i tu, gdzie teraz mieszkam! Na końcu napiszę DLACZEGO mam tyle kwiatów.. więc czytajcie do końca!



      Mój obecny dom jest .. cóż duży! I mam pole do popisu. Na razie koncentruję się na miejscach po remoncie. Czyli samej górze. Salony czekają na swoją kolejkę, więc tam roślinek na razie nie instaluję... choć to nie oznacza, że wcale ich tam nie ma! Ciekawi jakież roślinki zamieszkują mój dom? Zaczynajmy!

Wężownica


1. Sanseweria, popularnie zwana wężownicą.

      Mój najnowszy nabytek. Mam ją w dwóch odmianach. Według mnie to kwiat idealny! Nie wymaga nie wiadomo jakiej pielęgnacji, jedynie źle znosi przelanie. A tak urośnie nawet w fabryce! Lubi słońce, ale w zacienionych miejscach też daje radę! I co najważniejsze oczyszcza powietrze! U mnie stoi na parapecie od zachodu. 

2. Figowiec sprężysty "Robusta"

      Od zawsze w moim domu rodzinnym. Mama sadzonki przywiozła jeszcze ze swojego rodzinnego domu. Czyli w mojej rodzinie jest od kilkudziesięciu (jak nie lepiej) lat! I to w nieprzerwanym ciągu pokoleń! Babcia dostała go jeszcze od prababci! Potem była moja mama i ja mam go też! Kolejny kwiat bezobsługowy! Podlać, od czasu do czasu zasilić, zapewnić jasne miejsce i będzie rósł jak szalony!

Fikusy: Robusta i Beniamina

3. Figowiec Beniamina

      Kolejny kwiat bezobsługowy, o ile się o podlewaniu nie zapomina. Lubi słońce. U mnie rósł na południowym parapecie.. teraz już wylądował na podłodze, bo ciut za duży jest. Muszę moim beniaminkom jakieś kwietniki zmajstrować! Pamiętam, ze zostawiłam jakieś w domu! Fikusy też oczyszczają powietrze!

4. Zamioculcas zamiifolia 'Zenzi'

      Tego gagatka kojarzy każdy! Rośnie dosłownie wszędzie! W biurach, galeriach handlowych, szpitalach, bankach i urzędach. Dlaczego? odpowiedź jest banalnie prosta! Bo jest bezobsługowy! Trzeba się bardzo postarać, żeby go załatwić. Czytaj: za często podlać. Wtedy zgnije. Kwiat idealny dla tych, co to pamiętają żeby kwiaty podlać raz w miesiącu. Lubi cień!

aloes

5. Aloes

      Pojawił się w moim domu w moich czasach szczenięcych! Kiedy to przy "pomocy" lekarzy dermatologów zwanych konowałami bezowocnie zmagałam się z trądzikiem młodzieńczym! Czego ja nie próbowałam.. maści, tabletki.. cuda wianki! Wreszcie poszłyśmy z mamą do baby zielnej! Dała zioła do picia (obrzydliwe) i zaszczepkę aloesu! Czy muszę mówić że trądzik został wyleczony? OD tamtej pory jestem psychofanką aloesu! Miąsz działa na wszystko! Na oparzenia słoneczne, na ukąszenia robali, na wypryski. Jako maseczka nawilżająca! Uhh... to jest MUST HAVE każdej kobiety! I rośnie sam! Bez problemu, trzeba tylko podlać od czasu do czasu! U mnie stoi na południowym parapecie i ma się bardzo dobrze!

Monstera, nowy Robustek i obok Zenzi!

6. Monstera

      Moje marzenie od zawsze! Piękne, majestatyczne ogromne liście. Rośnie piekielnie wolno, ale mi jakoś to nie przeszkadza. Kupiłam młodziutką sadzonkę niemal dwa lata temu. Roślina wciąż wygląda na młodą, ale sporo urosła i jest dla mnie źródłem nieustannej radości. Monstera jest bardzo prosta w uprawie... wymaga tylko podlewania i nawożenia raz na dwa tygodnie. Nie choruje, nie atakują jej robale. czego chcieć więcej?

Dracena

7. Dracena

       To moje drugie podejście do draceny. Poprzednią zalałam. Nie wiem jak to zrobiłam, ale korzenie zaatakowała zgnilizna i.. cóż, pożegnałyśmy się. Zobaczymy jak będzie teraz. W teorii również roślina prosta w uprawie.. Zobaczymy jak sobie z nią poradzę tym razem!

Juka domowa

8. Juka domowa

      Przywieziona z domu rodzinnego. Jak widać rośnie pięknie. Kolejna roślina, która nie wymaga specjalnego traktowania. Ot podlać i zasilić. Odwdzięcza się pięknie jak widać! Kolejny kwiat, który kojarzy mi się z mamą.. ehh sentymenty!

Areca

9. Palma Areca

      Kolejne marzenie! W domu rodzinnym nie mogłam miec, bo za mało miejsca. Teraz miejsca mam dość. W teorii kupiłam ją do łazienki. Ale tam mimo że wyglądała obłędnie, to zaatakował ją grzybek.. nie wiem, za mokro miała czy co? Nadal miejscówka w łazience na nią czeka... na bank zrobimy drugie podejście, bo tak duży kwiat w łazience wygląda bombowo!!!

paproć

10. Paproć

      Ileż podejść do paproci robiłyśmy z mamą to ja nie wiem! No nie chciały rosnąć nam w domu. Kilka dni temu kupiłam małą paprotkę z myślą o łazience. Piękna jest.. zobaczymy czy jej się spodobają warunki! W teorii powinna rosnąć jak szalona.. bo i ciemno i mokro.

Scindapsus

11. Scindapsus złoty

      Kupiony do łazienki. Na razie jest maleńki.. ale dajmy mu trochę czasu i będzie miał piękne pędy. To pnącze w moim domu rodzinnym rosło jak szalone! Cięłyśmy je z mamą, robiłyśmy nowe roślinki a ono rosło i rosło! Kolejny sentyment... cóż, wyłazi ze mnie to czasem nooo.

Kaktus

12. Kaktusy

      Kupione w Biedronce za grosze.. WŁAŚNIE! Mariusz ostatnio mi zagroził, ze będę miała zakaz chodzenia do biedronki, bo co pójdę to jakiegoś chwasta przynoszę. Cóż... Ale on na szczęście tylko tak gada. Co do kaktusów. Kaktus jaki jest każdy widzi. Rosną.. cieszą oko i kują! Ale lubię je!

13. Bluszcz

      I najnowszy nabytek Bluszcz! Docelowo do łazienki! Powinien tam rosnąć jak szalony! Zobaczymy!

Bluszcz


      To by było na tyle, jeśli chodzi o moje roślinki! W domu jest sporo więcej.. ale te są tylko moje moje! Dlaczego je mam? Dlaczego tak się nimi obstawiam? Najprostsza odpowiedź bo lubię.. ale to nie byłaby cała prawda. Prawda jest taka.. że niektóre z tych kwiatów dają mi takie dziwne wrażenie, że mama jest obok! Możecie się śmiać, ale tak jest. Tak jest najbardziej z Robuskiem. Stoi w kącie dumny zielony, patrze na niego i widzę jak sadzimy go z mamą śmiejąc się przy tym do nieprzytomności. I grożąc mu żartobliwie, że jak nie będzie chciał rosnąć, to się go pozbędziemy! Teraz pisząc ten wpis patrzę na niego i .. no i się poryczałam! To ja już skończę pisać, bo się rozkleję zupełnie. Bo widzicie.. dom bez kwiatów, to nie dom!

     Macie kwiaty ?




Jestem zmęczona, czy leniwa?

Jestem zmęczona, czy leniwa?

      Od kilku .. może dwóch trzech .. tygodni, mimo regularnego snu, mimo regularnych posiłków wstaję taka ... rozpieprzona. Sen nie daje mi regeneracji. Śnią mi się dziwne rzeczy, przez co wstaję niewyspana i nic mi się nie chce. Nigdy mi się to nie zdarzało. Ja jestem z tych, co wstają przed budzikiem! Tych, co wskakują w ciuchy i koło 6 biegną bawić się z psem! A tu zonk! Co się ze mną dzieje do jasnej anielki? Zmęczenie.. czy zrobiłam się leniwą bułą?!



Na moim przykładzie.. zmęczenie czy lenistwo?

      Codziennie śpię po 8h. Chodzę spać o stałych porach i wstaję też przeważnie codziennie tak samo. TAK nawet w weekendy! Jak ktoś ma psa, to wie w czym rzecz! W tygodniu jem tak regularnie, że według burczenia w moim brzuchu można zegarki ustawiać! W weekendy w sumie odpoczywam.. znaczy zapieprzam w ogrodzie, ale to taki reset dla mózgu więc niech będzie, że odpoczywam! I CO? I GÓWNO! Idę spać zmęczona i wstaję zmęczona. W dzień jestem zmęczona.. i generalnie to robię tylko to, co muszę i niewiele ponad to! To z kolei powoduje rozdrażnienie, bo czas przez palce przecieka.. bo wkurwia mnie moje własne nicnierobienie! Tymczasem okazuje się że...

Nawet ten, co prowadzi higieniczny tryb życia w pewnym momencie poczuje zmęczenie!

      Okazuje się, że nawet prowadząc higieniczny tryb życia, w pewnym momencie poczujemy zmęczenie! Znów na moim przykładzie: 8h dzień w dzień przed komputerem.. i to nie jest pitu pitu, tylko zapieprz na najwyższych obrotach. Cały czas w najwyższym skupieniu. Każdy deadline to stres. Mimo harmonogramu, mimo szczegółowego planu człowiek się denerwuje, czy wszystko da się spiąć na czas. Czy czynnik ludzki (ja czy współpracownicy) nie da ciała? Czy klient nie odrzuci gotowego projektu, bo mu się coś odwidzi! Przecież takie rzeczy się zdarzają! I tak stres się kumuluje! Nawet u mnie. Na tej mojej wsi.. gdzie można na porannym spacerze pogadać z sarnami, i być okrzyczanym przez polujące jastrzębie. Podobno to znak naszych czasów. Tryliardy bodźców, sekstyliony informacji i Bóg wie co jeszcze, codziennie wpływają na nasz organizm. Myślicie, że można to ignorować? Do pewnego stopnia tak, jeśli się żyje świadomie. Tylko umówmy się.. kto z nas kontroluje się cały czas? No? Reka w górę! NO WIĘC!

Mój organizm zapalił żółte światło i woła o reset!

      Kiedy przeszukiwałam internet w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: czy jestem zmęczona, czy tylko leniwa. W oczy rzuciły mi się dwa symptomy, po których rozpoznaje się zmęczenie:

1. Mimo dobrze przespanej nocy, człowiek wstaje rozpieprzony! 

2. Żołądek mimo higienicznego prowadzenia się.. jest wciąż ciężki i wzdęty! Do tego człowiek nie panuje nad apetytem.. albo się jest mega głodnym, albo nie chce się wcale jeść!

      OCZYWIŚCIE zakładamy, że jesteśmy zdrowi, żeby była jasność! Bo przewlekłe zmęczenie, czy zaburzenia łaknienia, to objawy wielu chorób! Ale umówmy się! NIE JESTEM lekarzem/dietetykiem/psychologiem i piszę O SOBIE .. jednostce ZDROWEJ! Dlatego doszłam do jednego wniosku.. jestem zmęczona! Mój umysł zapalił żółte światło.. moje ciało dołączyło do niego natychmiast. Oboje wołają o wolne. O brak stresu, o brak goniących terminów, o brak telefonów i ciągłego życia w napięciu.  Co ni mniej ni więcej czynię! Idę na urlop! Laptop chowam do szafki, na mejlu ustawiona odpowiednia zwrotka. Współpracownicy wysłani do.. wiecie gdzie. Szef ma dwutygodniowy zakaz klikania w mój numer, a klientom kazałam spadać na drzewo na najbliższe dwa tygodnie. Wszystko może poczekać! IDE NA URLOP!

Nie jestem leniwa! Jestem zwyczajnie przemęczona! Czyli co..?

Tak krótko w punktach!

1. ZERO PRACY

2. ZERO KONTAKTU Z LUDŹMI Z FIRMY

3. WYCIECZKI

4. ZABAWA Z PSEM

5. KSIĄŻKI

6. SEX!

7.  i sen.. dużo snu! Najlepiej na hamaczku!


BAJ!




UCIESZYŁO, ZACHWYCIŁO - CZERWIEC 2019

UCIESZYŁO, ZACHWYCIŁO - CZERWIEC 2019

      Czerwiec... on się już skończył, a ja wciąż jestem w szoku że tak szybko! Ja nie wiem, co się dzieje. Mam wrażenie, ze czas coraz szybciej przecieka mi między palcami. Zaczyna mnie to trochę przerażać.. Nawet wczoraj, jak umierałam z gorąca, to tak sobie pomyślałam.. kurde. Mogłabym coś zrobić, przeczytać, podziałać. Cokolwiek.. coś konstruktywnego, kreatywnego.. może posta na bloga napisać! Tylko mi się nie chce! Myślicie, że pora na psychoterapię?



      Brutalna prawda jest taka, że jestem przemęczona. Tak nawet na wsi, gdzie życie płynie wolniej można się zmęczyć! Można być przemęczonym. Przecież ja normalnie pracuję.. siedzę całymi godzinami z nosem w komputerze. Uhhh... najwyższa pora na urlop i zmianę miejsca pobytu choć na chwilę! Nic.. nie będę marudzić! Pora na te dobre czerwcowe rzeczy!!

ZACHWYCIŁO .. MUZYKA I KSIĄŻKI

      W tym miesiącu coś się ruszyło, jeśli chodzi o książki. Mam ich na kącie 4! Co jest dobrym wynikiem! Jaką chciałam wyróżnić? Ano finał Szklanego tronu Sarah J. Mass! "Królestwo popiołów" to zakończenie całej sagi. Aelin, Dorian, Rowan i reszta sojuszników zmierzają do ostatecznej walki. Czy im się udało.. pfff jasne, jak mogłoby być inaczej. Ale co i jak dokładnie, to musicie sami przeczytać KONIECZNIE!
      A muzycznie? Muzycznie.. a muzycznie króluje w moich uszach pop z lat 90-tych .. wiecie boysbandy, girlsbandy.. i cały ten cukierkowy świat młodości! Tak mi to pasuje do temperatur na zewnątrz! Mam też jedną polecajkę.. jedyną współczesną (no dobra z 2017 r.), która jakoś mi tam zawróciła w uszach to Rota Ora.. lubię ją!



RUSZYŁ REMONT!

      Doczekałam się! Panowie weszli do domku i dzielnie działają. Podłogi zerwane, ścianki porozbierane. Gruz szybko wywieziony. teraz czekamy na miksokreta, co by zrobić równiutką wylewkę! Z rzeczy dobrych! Woda nie podmyła fundamentów, komin też cały. Więc jest BARDZO DOBRZE. Z rzeczy gorszych... brodzik do wymiany, tak jak szafki kuchenne niestety... No trudno! Mogłoby być gorzej prawda? Na 15 lipca szef ekipy zapowiedział finisz prac! Trzymajcie kciuki!

NA BLOGU

      Na blogu znów niewiele sie dzieje, tylko wiecie? Ja już sobie odpuściłam i nie postanowiłam, ze nie będę pisać nic na siłę. To się mija z celem. Niemniej jednak napisałam dwa (według mnie) dobre teksty.

1. Self love .. czyli kochaj siebie i nie bój się zdrowego egoizmu - tekst o tym, że trzeba siebie kochać, bez tego nie ma szczęścia. Zadbaj o siebie, o swoje potrzeba, a to przyniesie Ci siłę by dbac o innych, by się rozwijać i dzielić pasją! Ja tak mam... a Ty?

2. Asertywność.. czyli zachowania stadne i jak się przed nimi bronić - to jest mój najlepszy tekst w tym roku. Powstał z potrzeby serducha... Zachowania stadne.. co może zrobić jednostka, kiedy próbuje o siebie zawalczyć? Jak sobie radzić ze stadem? O tym jest ten tekst!


      Taki to był mój czerwiec. Przelał mi się trochę przez palce.. czy to dobrze,.. czy źle? jeszcze nie wiem! Za chwilę urlop... mam zamiar zminimalizować przebywanie w wirtualnym świecie do niemal zera. Detoks głowy mocno mi się przyda! Dajcie znać jaki był Wasz czerwiec! Szalony, leniwy.. czy tak jakby go nie było?





Asertywność.. czyli zachowania stadne i jak się przed nimi bronić.

Asertywność.. czyli zachowania stadne i jak się przed nimi bronić.

      Jakiś czas temu poznałam w sieci pewną dziewczynę! Nie! Nie dziewczynę! Młodą kobietę! Sporo rozmawiamy. Co tu dużo gadać, widzę w niej siebie sprzed lat! I gdybym miała kiedykolwiek mieć siostrę, to chciałabym, żeby była właśnie taka! Nie to, że bym jej czasem uszu nie natarła, ale serducho wyczuwam dobre. I to najważniejsze. I to właśnie ona zapytała mnie, jak sobie radzić z szarżującym stadem przeciwników. Przeciwników, których do szewskiej pasji doprowadza fakt, że potrafisz się wyłamać. Że potrafisz wybrać coś innego niż oni! Ten wpis jest dla niej. Ale nie tylko, żeby była jasność!

czyli jak sobie radzić z atakującym stadem przeciwników.


Na początek historia!

      "Dzisiaj mamy zakładową integrację i ja na nią nie poszłam w wielu względów. Głównie po prostu nie chciałam. Gdyby to jeszcze było w naszym skromnym gronie z działu to okej, bym poszła. Ale nie chciałam iść gdy wiedziałam, że inni idą tylko żeby popatrzeć i z innych pośmiać.
      Drugim powodem jest to, że ja nie piję. Nie piję alkoholu w sensie. No i wiem, że na pewno byłyby nieprzyjemne dla mnie sytuacje znowu, że jak ja mogę nie pić. I by mi co niektórzy nalewali i siłą zmuszali do paru głębszych, jak to już się zdarzyło.
      Wolałam sobie tego oszczędzić, a sobotę wykorzystać produktywnie, a nie zmęczona znowu być. Musze się uczyć, a nikt tego nie rozumie. Ciągle słyszę że "jak ja byłam w twoim wieku to z imprez o 5 wracałam i jechałam na egzaminy". Okej nic mi do tego, ale ja mam inne priorytety. Tym bardziej, ze ostatnio mi zdrowie szwankuje.
      Np. dziś byłam pobierać badania i nie chcę się przemęczać dodatkowo. I nie rozumiem właśnie, dlaczego każdy mnie musi pytać dlaczego nie idę na integrację i wysłuchiwać czyichś opinii co powinnam a co nie. Tak tez wybrałam bezpieczną dla siebie opcję, tak jak napisałaś. Odmówiłam przybycia tak, żeby nikogo nie urazić. Mimo to prawie wszyscy nie rozumieli, dlaczego nie chce się  z nimi bawić... I weź tu bądź asertywna! Zjedzą Cię! A jak jeszcze zobaczą, że nic sobie z ich tekstów nie robisz to już całkiem będą próbowali podciąć ci skrzydła. 
      Każdy musiał komentować, ze jestem młoda i powinnam iść. Nikt nie rozumie, że nie mam ochoty i mam inne priorytety. Lepiej mi wmawiać, że coś ze mną nie tak."

Zachowanie stada, jak wyczują ofiarę to nie popuszczą, choćby nie wiem co.

      Kiedyś bałam się być poza stadem. Bałam się, że znajomi uznają mnie ta dziwadło. Za indywiduum, z którym nie warto się zadawać. Więc nie wyrażałam własnego zdania i płynęłam z prądem. Czasem mi to wychodziło na dobre, ale zdecydowanie częściej było zupełnie odwrotnie. U mnie moment przebudzenia był brutalny, o czym wiedzą stali czytelnicy bloga. Ale co ma zrobić osoba, która walczy o siebie, a stado atakuje? Odpowiedź w sumie jest prosta, ale jej wdrożenie w życie wymaga... twardego dupska niestety!
      Bo co wynika z opisanej wyżej historii.. jednostka odmawia, próbuje być sobą, wyznacza granice.. a stado atakuje. Stado nie lubi, kiedy jednostka się wyłamuje. Stado walczy, żeby przywrócić ład.

Bo czym tak naprawdę są zachowania stadne?

      Osobiście najlepiej to zjawisko znam od strony ekonomii. Zachodzi wtedy, kiedy konsumenci kupują jakąś rzecz, bo inni mają. Nie patrzą wtedy na ceną, użyteczność.. na nic. Muszą mieć i tyle. Ulegają zbiorowej histerii. Bardzo dobrze widać to na przykładzie dzieci (zbieramy lalki/samochody.. bo koledzy zbierają), czy też... np. wszelkich gadżetomaniaków. Taki głupi owczy pęd, byleby mieć, byleby należeć do określonej grupy. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest wiele.. np.:

  • moda - bo ta paletka od Jefree Star jest taka piękna.. idealnie dopracowana.. i nie jest ważne, że są paletki o podobnej jakości za ułamek ceny.
  • naśladownictwo - bo ta celebrytka używa tylko tej marki, a ona jest taka fajna i chcę być taka jak ona!
  • groźba kary, lub perspektywa nagrody - jak nie będę mieć tej lalki LOL to koleżanki w przedszkolu nie będą się ze mną bawić mamo!! I odwrotnie: Mamusi, jak mi kupisz ten zestaw lalek LOL to będzie super, bo będę miałam najwięcej w przedszkolu"
  • przyjęcie nowego systemu wartości - trzeba być postępowym, trzeba akceptować wszystko, żeby być nowoczesnym!
      Teraz przenieśmy to na grunt społeczny. Czy nie panują na nim takie same mechanizmy? Podążanie za modą, naśladownictwo, chęć bycia w jakiejś grupie.. bo to daje korzyści. Niechęć do pewnych zachowań, bo są ona krytykowane... mechanizm ten sam. Techniki manipulacji (o nich tez napiszę!) podobne. Pytanie: jak się przed tym bronić?

Jak się bronić przed zachowaniami stadnymi? Jak pozostać sobą?

      Na to pytanie nie ma dobrej i jednoznacznej odpowiedzi. Bo tak naprawdę zasad jest kilka:
  • miej swoją wizję i cel - i trzymaj się tego choćby skały srały. Jeśli jesteś pewien, że chcesz to i to osiągnąć to idź do przodu i nie oglądaj się co gadają inni. To ułatwia znoszenie krytyki.. a ta jest nieunikniona niestety.
  • to, że odmawiasz komuś, niemal zawsze otwiera drogę do nowych możliwości! - Nie masz ochoty przebalować połowy wypłaty w knajpie? Super.. te kilka stówek w kieszeni przybliżą Cię do upragnionego wyjazdu na Lazurowe wybrzeże! Taka perspektywa ułatwia znoszenie przytyków prawda?
  • zasady! - jeśli mam kodeks postępowania, to się go trzymam. Cały czas. Każde odstępstwo od reguły to woda na młyn dla stada! Bo ostatnio to jednak z nami piłeś.. a teraz co? Nie pasujemy Ci już? 
  • odmawiaj grzecznie - Nie pójdę z wami do knajpy, bo zbieram na wyjazd do Barcelony. 
  • nie bój się być nielubianym! - będę to powtarzać do znudzenia! Nie jesteś tabliczką czekolady i nie wszyscy muszą Cię lubić! Ci co lubią naprawdę, będą z Tobą. Cała reszta... oni są nieważni. Ludzie nieprzychylni są nieważni... a przynajmniej dla Ciebie tacy powinni być!
  • otaczaj się osobami, które w Ciebie wierzą. Które w razie czego podadzą chusteczkę.. albo kieliszek wina. Przy których możesz się rozsypać, a one wysłuchają, a potem dadzą otrzeźwiającego kopa w tyłek!
  • i ostatnie najważniejsze!! - NIE TŁUMACZ SIĘ i NIE PRZEPRASZAJ ZA BYCIE SOBĄ! - znasz to powiedzenie: tylko winny się tłumaczy? No więc, tu ta zasada jest chyba naczelną! Im więcej tłumaczenia, tym dłuższa dyskusja.. tym więcej nieprzyjemności. Ze stadem się nie dyskutuje, tak jak nie tapla się ze świnią w błocie. 

Nie będę udawać, że walka ze stadem jest łatwa!

      Nie będę udawać, ze walka ze stadem jest łatwa, wiesz dlaczego? Bo to tak naprawdę nie jest walka ze stadem, tylko z samym sobą! Ze swoimi słabościami, strachem. Dlatego niestety nie da się uodpornić z dnia na dzień. Nie będę tu odkrywcza..Od momentu startu, do momentu, kiedy otoczenie przestanie urabiać Cię na swoją modlę, to będzie momentami droga przez mękę. Trzeba mieć skórę prehistorycznego jaszczura i dupsko ze stali. Trzeba się trzymać swoich przekonań i się nie poddawać. Po każdym upadku wstawać, otrzepywać kurz i iść dalej. Cholera brzmię jak jakiś cholerny mówca z dupy.. znaczy motywacyjny. Tylko czy da się inaczej?


Uhh.. napisałam! Mam nadzieję, że coś pomogę. A może Ty drogi czytelniku masz jakieś rady? Jak pozostać sobą w starciu z nieprzyjemnościami? Będę wdzięczna za każdy okruch doświadczeń. Więc do dzieła! Komentujecie!!


Self love .. czyli kochaj siebie i nie bój się zdrowego egoizmu.

Self love .. czyli kochaj siebie i nie bój się zdrowego egoizmu.

      Minimalizm i prostota... ostatnio odkryłam, że powinnam dołączyć do tej dwójki jeszcze jedno hasło. Popularne ostatnio SELF CARE! Tak dokładnie tak! Bo można być minimalistą.. można cenić proste życie, ale robić to ze względu na kogoś lub na coś! Bo to modne, bo partner tak żyje. Bo sytuacja finansowa niejako wymusza zwolnienie, a to trzeba jakoś zgrabnie opakować, żeby nie było siary w środowisku. Ale nie tylko... bo SELF CARE nie musi przecież łączyć się z minimalizmem i prostotą. SELF CARE to przede wszystkim dbanie o siebie. Dobra.. do rzeczy!

nie musisz wciąż więcej, mocniej, wyżej

SELF CARE .. zwolnij, świat się nie zawali, jak odpuścisz.

      Znacie takie osoby, które muszą wszystko same? Które uważają, że jak do czegoś ręki nie przyłożą, to będzie źle? Które pchają się nieproszone z pomocą (czytaj, chcą wszystko zrobić tak jak one uważają), same jednocześnie alergicznie reagują na wszelkie próby pomocy w swoim kierunku. Bo one muszą same? Ja znam. Życie, obcowanie i współpraca z nimi to koszmar dla każdego. To oczywiście skrajny przypadek, są też inne.
      Wiele osób jest tak zafiksowanych na rozwój, na zdobywanie wciąż nowych i nowych umiejętności, że same się zapędzają w kozi róg. Gonią wciąż za nowym, wmawiając sobie, ze tak trzeba. Że robią to dla siebie. Pewnie tak jest... tylko czy te osoby mają czas ucieszyć się z nowych umiejętności? Czy może tylko odhaczają listy "to do". Może pędzą za czymś.. tylko nie wiedzą za czym? Może boją się tu i teraz.. boją sie zatrzymać i dostrzec, że ich życie tak naprawdę nie ma celu?
     Mam dwójkę przyjaciół. Oboje szalenie ambitni. Ot młodzi ludzie na dorobku. Rozwijają własne biznesy. Wiecznie gonią, wiecznie zarobieni. Wiecznie w drodze. Spotkać sie? Oni nie mają czasu porozmawiać przez telefon! Ostatnio zapytałam: co wy macie z tego, ze tak gonicie? Odpowiedź była typowa: pracuję teraz, żeby na starość mieć. Cóż można i tak. Ale mnie taka perspektywa przeraża. Bo życie w ciągłym stresie to droga do trumny, a nie do szczęśliwej starości. Brutalne? Nie. Prawdziwe. Stres to morderca.
     Dlatego... zwolnij! Zadbaj o siebie tu i teraz. Nie odkładaj odpoczynku. Ładuj akumulatory, Ciesz się z małych rzeczy... codziennie. I nie odkładaj szczęścia na potem!

SELF CARE .. pamiętaj o zdrowym egoizmie i nie bój się mówić "nie"

      Zdrowy egoizm nie jest zły! To, że stawiasz swoje potrzeby nad potrzebami innych nie jest złe. Znacie pięć zasad zdrowego egoizmu? Oto one:

1. Naucz się mówić "nie"tak, żeby nie wywoływało to u ciebie wyrzutów sumienia. Nie wszyscy muszą Cię lubić... Ci którzy cię kochają i akceptują zrozumieją. Reszta może się wypchać.
2. Bezwzględna szczerość - uniknięcie dysonansu miedzy tym co się myśli i co się mówi, bardzo poprawia komfort psychiczny.
3. Nie trzeba się tłumaczyć ze wszystkich działań! To że twoje koleżanki nie rozumieją Twojej awersji do świąt, nie znaczy, ze masz im się ze swoich decyzji tłumaczyć.
4. Jesteś ważną i wartościową osobą! Powtarzaj to sobie tak długo, aż uwierzysz! Szacunek do siebie do podstawa zdrowia psychicznego!
5. Presja to zły doradca! Lepiej zrobić krok w tył, spojrzeć na sprawę z dystansu i dopiero podjąć decyzję.

SELF CARE .. zadbaj o siebie, porozpieszczaj siebie

      Az się kusi, żeby znów wrócić do przykładu moich przyjaciół. W ten weekend jade do Warszawy. I zaproponowałam spotkanie. Żeby była jasność.. propozycja wyszła ode mnie jakieś dwa tygodnie temu. Zacytuję informację zwrotną: "Kochana pierwszy wolny weekend mamy we wrześniu. A tak to szkolenia, delegacje. Na budynkach wciąż coś, lokatorzy dzwonią.."  No ja nie mam pytań. Uprzedzając .. odmowa nie jest osobista. Bo tak wygląda sytuacja ze wszystkimi naszymi wspólnymi znajomymi. Czy to pracoholizm? Tak. Czy to zdrowe? Maciek ma problemy z sercem, z resztą Gosia też. Czy się leczą? Nie! Co jakiś czas dostaję tylko rozpaczliwy telefon, że znów arytmia.  A na pytanie czy sie leczysz? Czy byłaś u lekarza? Słyszę jedną odpowiedź. A co ja mogę? Stresu nie wyeliminuję. Ostatnio jak to usłyszałam to nie wytrzymałam i powiedziałam: "Wiesz co? Ja zacznę zbierać pieniądze na piękny wieniec pogrzebowy dla waszej dwójki." Myślicie że przesadziłam? Przecież to logiczny wniosek. Permanentny stres+kłopoty z sercem+brak leczenia=trumna. Czy znajomi coś zmienili? A skąd! Dalej pęd.. bo są na dorobku. Ręce opadają!
      DLATEGO!
      Zadbaj o siebie! Zrób coś dla siebie! Marzysz o pięknej kiecce? Kup ją! Zasłużyłaś! Chciałabyś skoczyć na bungee? Dlaczego nie? A bardziej prozaicznie... marzysz o spokojnym wieczorze z książką? No to już! Wyłącz telefon, odetnij wirtualny świat, zrób sobie pyszną lemoniadę i zanurz się w świat literatury. Niezmyte gary poczekają! I nade wszystko ciesz się z tego co już masz! Co osiągnęłaś/osiągnąłeś! Życie jest za krótkie na to, żeby szczęście odkładać na później.

SELF CARE .. i ja

      Po ostatnich bardzo intensywnych tygodniach odpuściłam nieco. Jasne zdarzają mi się jeszcze dni zapierdzielone pod korek, ale już nie codziennie! Teraz staram się pracować max 6h na dobę. Żeby nie było, to bardzo intensywne pracowanie.. bez SM, gdzie w telefonie mam przeważnie tryb samolotowy. Ale warto.. reszta dnia jest wolna. Ja jestem wolna! A że może mniej pieniędzy? Mam ich wystarczająco, nie potrzebuję więcej. Mam za to czas cieczyś się owocami mojej pracy. Mam czas żeby dopieszczać ogród, mam czas przytulić się do ukochanego mężczyzny i bez pośpiechu wypić lemoniadę. Sielanka co? To jak zadbasz o siebie?





Ucieszyło, Zachwyciło - MAJ 2019

Ucieszyło, Zachwyciło - MAJ 2019

      Maj, miesiąc kiedy wszystko wybucha, zaczyna kwitnąć, a soczysta zieleń aż bije po oczach. To nic, ze czasem pada deszcz. To nic że zaczynają się burze i czasami są przymrozki, które zabijają niektóre kwiaty (baj baj.. hortensjo, już w tym roku nie zakwitniesz). Maj jest miesiącem tak pełnym życia,  że aż trudno się nie uśmiechać. A jaki był mój maj? PRA CO WI TY! Ale po kolei!

kultura, książki i prywata

ZACHWYCIŁO .. MUZYKA I KSIĄŻKI

      Wstyd się przyznać, ale nadal mam zastój czytelniczy. Praktycznie nie robię nic poza pracą, ogarnianiem Belli  i spaniem. Niemniej coś tam przeczytałam. Były to dwie ksiażki, które już czytałam i do nich wróciłam. Na szczególną uwagę zasługują Dzieci Hurina J. R. R. Tolkiena. Historia dzieje się na dłuuugo przed wydarzeniami z Władcy Pierścieni. Akcja rozgrywa się 6500 lat wcześniej. W czasach grozy, kiedy to najwięksi wśród ludzi i elfów zginęli, a świat pogrąża się w ciemności. To wtedy na arenie pojawia się Turin.. śmiertelnie niebezpieczny, banita, który z grupą podobnych sobie przeciwstawia się złu. Polecam z całego serca zwłaszcza, jeśli jesteście fanami tolkienowskiego świata!
      Muzycznie właściwie nie pojawiło się u mnie nic nowego, choć jest coś, czego nie można pominąć! Cóż to takiego? Ano Męskie Granie AD 2019! Co prawda piosenka miała premierę 30 maja ALE... skasowała wszystko, co było wcześniej! Organek... Zalewski... Nosowska... oto SOBIE WAM!
Słowa: Kasia Nosowska
Muzyka: Marcina Masuk i Kasia Nosowska



BELLA

      Maj to WRESZCIE zabieg sterylizacji u mojej ukochanej suni! Ja wiem, że część społeczeństwa puknie się w tej chwili w głowę.. bo po co, suczka powinna miec szczeniaki i takie tam. Odpowiem Wam... DOŚĆ bezdomności wśród zwierzaków! Za dużo jej jest a ja nie mam zamiaru dokładać! Jasne.. Bell jest śliczna i szczeniaczki też pewnie byłby by śliczne... ale te szczeniaczki trzebaby odchować, zaszczepić i znaleźć im dobre odpowiedzialne domy! Bo byle gdzie to się dzieci nie wydaje... to raz! Dwa w fundacjach i schroniskach jest mnóstwo czworonogów.. wystarczy tam iść i jakiegoś pokochać. A po trzecie... sterylizacja to uchronienie pupilki przed wieloma chorobami. Bo jak ja znam nasze szczęście .. to na bank przypałętało by się jakieś ropomacicze albo inny rak sutka! A tak? Sunia wysterylizowana, bezpieczna i zdrowa. Co do samego zabiegu.. to chyba cieżej przeszłam to ja. Bo już na dwa dni przed po nocach nie spałam i panikowałam, jakbym to ja miała mieć operację. Cóż.. jak to mi napisała Aneczka: jak się kocha to się przeżywa. I to niech będzie całym opisem mojego stanu. Co do Bell... całość poszła szybko i bez żadnych komplikacji. Zawiozłam sunię na 8 do kliniki a o 11 już wybudzoną odebrałam. Powiem Wam.. że najgorsza była noc po zabiegu. Bo mała oka nie zmrużyła ( a ja z nią).. bolało ją, nie mogła sobie miejsca znaleźć i ciągle się kręciła. Jak rano dostała proszek przeciwbólowy to dopiero zasnęła. Dziś.. tj. po dwóch tygodniach została nam tylko blizna na brzuszku. A Bell jest znów radosnym (i cholernie rozrabiającym) psiakiem! Także ten... JEST DOBRZE!

Na blogu

     Na blogu nadal słabiutko... wciąż jest coś ważniejszego. Cóż... nic na siłę. Wciąż żyję nadzieją, że uda mi sie pokończyć wpisy, które mam pozaczynane.. Trzymajcie kciuki! Puki co zapraszam Was na mojego NOWEGO INSTAGRAMA .. zaczęłam się nim bawić tak bardziej na serio i wreszcie publikuję tam w miarę regularnie! Dość powiedzieć, że w maju wrzuciłam więcej zdjęć i filmików niż przez pozostałe miesiące tego roku! 


Taki to był mój maj... jaki był Twój??




Trzy typy osobowości w komunikacji i nie tylko! Którym Ty jesteś?

Trzy typy osobowości w komunikacji i nie tylko! Którym Ty jesteś?

      Ostatnio sporo osób pytało mnie o moją asertywność. O to, czy się nie boję mówić co myślę. Czy nie boję się wyrażać swoich opinii. Odpowiedź brzmi NIE! Nie boję się, bo i czego? Ktoś, kto będzie się chciał do mnie dopieprzyć i tak się dopieprzy. Ktoś, kto się boi.. będzie się bał. Ktoś kto jest przewrażliwiony na punkcie tego, co inni mówią i tak pomyśli co będzie chciał, dokładając sobie milion rzeczy, których nie powiedziałam. A typ asertywny powie co myśli, pogadamy, pośmiejemy się, przybijemy sobie piąteczkę i się rozejdziemy w zgodzie! Pytania o moją asertywność skłoniły mnie natomiast do podumania o trzech podstawowych  postawach w komunikacji.. i chyba ogólnie w życiu. Cos ostatnio sporo filozofuje...

      Trzy podstawowe typy osobowości w komunikacji: postawa agresywna, postawa uległa i postawa asertywna. Trzy postawy, każda inna. W dyskusjach bardzo łatwo wyłapać, kto jak się komunikuje. A co za tym idzie, mniej więcej wiadomo JAK z określonymi typami rozmawiać... ogólnie jak się z nimi obchodzić. Nie mówię tu oczywiście o skrajnościach bo... NIENAWIDZĘ skrajności z zasady. Szkoda że nie można ich pomijać co nie? No nic! KOMUNIKACJA.. zanim zacznę filozofować!

Agresor, uległy i asertywny


Trzy typy osobowości w komunikacji: Postawa agresywna

      Ja, JA, JA! Słowo "JA", chyba najbardziej charakteryzuje postawę agresywną. Typ agresywny w dyskusji uważa, że tylko on ma rację, a inni to gówno wiedzą (nie mylić z racjonalnym bronieniem własnego zdania). Będzie uważał, ze jego potrzeby są najważniejsze i będzie szanował tylko siebie. Taki typ nie panuje nad emocjami.. łatwo się denerwuje, lubi sobie pokrzyczeć.
      Co kryje się za taką postawą? Według mnie główne powody są dwa: albo skrajna niepewność przykryta butą. Lub wręcz odwrotnie: totalna bezczelność i brak empatii. Jeśli o mnie chodzi, częściej spotykam się z tą pierwszą opcją. Dlaczego? Znacie takie powiedzenie: pies, który dużo szczeka, nie gryzie? Tak jest na ogół z "mocnymi w gębie". Dużo gadania, trochę krzyku i mnóstwo niepewności przykrytej hałaśliwą postawą. Ta postawa ma jeden plus.. typy agresywne na ogół mówią co myślę wprost!
      Jak sobie radzę z agresywnymi typami? Mówię co myślę i nie wdaję się w zbytnie dyskusje. Osoby agresywne w dyskusji bardzo często (jeśli nie zawsze), sięgają po argumenty personalne. Ja tego bardzo nie lubię i przy pierwszym takim na ogół kończę dyskusję.. zapasy w błocie ze świnią zawsze kończą się tak samo.. brudem wszędzie!

Trzy typy osobowości w komunikacji: Postawa uległa

      On, ona.. oni zawsze mają rację. Wszyscy poza mną mają rację. Najkrótsza charakterystyka typu uległego. On raczej nie ma własnego zdania. A nawet ja je ma, to uważa, ze jest mało warte i nawet nie próbuje przedstawiać swoich argumentów. Ponad to szanuje zdanie każdego poza swoim własnym uważając, że gówno (za przeproszeniem) wie. Typ uległy nie będzie emocjonalny, będzie tłumił emocje. Co najwyżej po dyskusji wypłacze/wykrzyczy/ponarzeka w kącie. Ma poczucie niższości.
      Jak dla mnie to typ o niebo bardziej niebezpieczny niż typ agresywny. Dlaczego? Uległy potrafi się z interlokutorem zgodzić, ale jak spodka kogoś, z kim mu bardziej po drodze to ma w d... poprzednie ustalenia. No niestety takie mam doświadczenia. Jasne są jednostki słabe, które nie mają w sobie genu zdrady. Ale są też jednostki słabe, które zdradzają na potęgę. Bo płyną tam, gdzie są większe profity. Potrafią też latami chować urazę.
      Jak sobie radzę z typem uległym? No właśnie sobie nie radzę. Typ uległy mnie wkurwia! A ponad to zawsze mam gdzieś z tyłu głowy, ze taka "cicha woda", bywa niebezpieczniejsza niż atakująca wprost żmija. Oczywiście nie chcę generalizować ale...

Trzy typy osobowości w komunikacji: Postawa asertywna

      Równość wszystkich dookoła. Ja jestem OK i moi rozmówcy są OK. Możemy się nie zgadzać, możemy sie ścierać na argumenty do bólu. Ale to zawsze będzie kulturalne i w dyskusji nie pojawią się argumenty personalne. Szacunek to całkowita podstawa komunikacji w postawie asertywnej. Szacunek i otwarte opisywanie emocji. "To mi się nie podoba.. bo tak i tak" "To wydaje mi się ciut infantylne bo to i to". "Boli mnie to co myślisz bo to i to."
     Jak postępować z osobą asertywną? Przede wszystkim nie doszukiwać się drugiego dna w tym co mówi! Typ asertywny to typowa "kawa na ławę" .. sama będąc takim typem wiem jak trudno jest owijać w bawełnę, kiedy chce się powiedzieć coś wprost! Kiedy odpowiadając na pytanie wprost czujesz, że drugiej osobie może sie to nie spodobać. Ale cóż. W asertywności nie ma strachu przed tym, co pomyślą inni prawda?


      Ot i wsio! To sa trzy podstawowe typy osobowości w komunikacji. Jak myślicie, którym jesteście? Co myślicie o poszczególnych typach? Który według Was jest najtrudniejszy w obsłudze?
Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze!