Jak zwiększyć produktywność? Mam kilka zasad.. dokładnie 7.

      Jestem dziwną osobą. Lubię i jednocześnie nienawidzę rutyny! Lubię rutynę w rzeczach prostych, niewymagających zbytniego zaangażowania. Lubię rutynę, kiedy pomaga mi zapanować nad słabościami. Jednocześnie nienawidze rutyny.. bo zabija we mnie wszelką kreatywność... zabija moją ciekawość świata i jest totalnie bezwzględna dla mojego wewnętrznego dziecka. Dlatego staram się jakoś wypośrodkować życie między rutyna a spontanicznością. Między spontanicznym tworzeniem, a mrówczą pracą. Między silnymi motywacyjnymi kopniakami... a zmuszaniem się do działania. Co robię? Przeczytaj!

      O nawykach i rutynie pisałam na blogu już kilka razy. Pisałam o moich nawykach, a także o tym, że przyzwyczajenia zabijają ciekawość świata. Dziś napiszę Wam.. jak wspomagam mój umysł w trudach codziennego tworzenia. Moich zasadach.. które wprowadziłam już jakiś czas temu i które doskonale się sprawdzają. Pomagają mi w uspokajaniu czasem totalnie rozedrganego umysłu. Zwłaszcza dziś.. kiedy stoję w rozkroku między śmiertelną chorobą bliskiej mi osoby, totalną rozpierduchą w domu i gigantycznym nawałem pracy. W takich chwilach muszę dbać o umysł.. z reszta zawsze trzeba dbać o umysł.. inaczej produktywność leży i kwiczy!



Bez tych działań moja produktywność leży i kwiczy

      Wiem, że to co przeczytasz poniżej, nie jest żadną wiedzą objawioną. Ale czasem trzeba coś napisać, przeczytać, żeby do nas dotarło. Bo wiesz.. oczywiste oczywistości na ogół nie są takie oczywiste. A te najprostsze rzeczy najtrudniej wprowadzać. Zwłaszcza, kiedy wpada się w popłoch, bo życie wali się na głowę, a czas przecieka przez palce.

1. Opróżnianie głowy.

      O opróżnianiu głowy szerzej pisałam już na blogu... dziś dodam tylko, że od kiedy kładę się spać ze spokojną głową.. rano wstaję wypoczęta i pełna energii. To już moja taka wielomiesięczna rutyna, w którą wciągnęłam też Pana M. Co wieczór omawiamy sobie cały dzień. Gadamy, a ja czasem zapisuję w zeszycie pojedyncze zdania, myśli by o nich nie zapomnieć. Wyrzucam wszystko.. i to co było dobre i to co było złe. To pomaga ukoić mózg i wspomaga dobry, spokojny sen.

2. Podejmuję decyzje.

      Nie ma nic gorszego dla mojego samopoczucia niż niezdecydowane osoby. Niecierpię i unikam ludzi, którzy w nieskończoność roztrząsają wszystkie za i przeciw.. nawet jeśli sytuacja dotyczy kupna majtek. Sama z podejmowaniem decyzji nie mam problemów. Wiem co lubię i czego nie lubię. Płytki i armature do dwóch łazienek wybrałam w dwie godziny! Jasne zrobiłam wcześniej krótki rekonesans, ale to tez nie trwało godzinami! Może jestem dziwna.. ale tak mam. Podobnie jest w życiu zawodowym. Szybko podejmuję decyzje i zaczynam działać. Czy to kwestia odpowiednio ustalonej hierarchii wartości? Pewności siebie? Poznania siebie? Pewnie wszystko po trochu... Szkoda mi życia na pierdoły!

3. Pozbywam się zbędnych rzeczy... zbędnych ludzi już się pozbyłam.

      Jestem minimalistką. Nienawidzę przeładowanych, zagraconych pomieszczeń. Dlatego sukcesywnie pozbywam się rzeczy, których nie używam. Które mi są zbędne. Obojętnie czy to dekoracje, ubrania czy buty. Ostatnio znów odchudziłam swoją garderobę i wyniosłam worek ubrań. Moja teściowa za każdym razem wyrzucam rzeczy to pyta.. ale dlaczego.. przecież to dobre. To nie ma znaczenia. Nie jest mi potrzebne puszczam dalej! O moim wybiórczym minimalizmie pisałam już na blogu. Więc jeśli zainteresowanych serdecznie zapraszam!

4. Jak coś zaczynam to kończę!

      Nie wiem jak Ty drogi czytelniku... ale ja nienawidzę wręcz niedokończonych spraw. Takie sytuacje są dla mnie jak uprzykrzający spacer kamyk w bucie! I to wcale nie chodzi o to, że jak coś zaczynam to choćby (za przeproszeniem) skały srały to skończę. Nie! Dla mnie świadoma rezygnacja z jakiegoś projektu (z jakiegokolwiek powodu) to zakończenie sprawy. Takie postępowanie bardzo ułatwia mi życie. Zwłaszcza że ostatnimi czasy działam w systemie dalekim od multitaskingu. Zaczynam i nie zaczynam nic nowego dopóki nie skończę.

5. Myślę perspektywicznie.

      Tego podejścia nauczyłam się jeszcze na studiach. Kiedy znajomi ze studiów balowali, a ja siedziałam i pisałam notatki i uczyłam się na bieżąco. Wiedziałam, że jak nie nauczę się teraz, to jak przyjdzie sesja to polegnę. Podobnie było w pracy.. zawsze robiłam wszystko na czas, bo nie wyobrażałam sobie w dłuższej perspektywie nadrabiać zaległości. Podobnie jest z planowanie dni.. tygodni .. miesięcy. Zawsze staram się do pewnego stopnie przewidzieć jak określone działania wpłyną na mnie w dłuższej perspektywie. Ot... tak mam!

6. Wdzięczność!

      Nie będę w tym punkcie odkrywcza! Wdzięczność to coś, czego wciąż się uczę. To nie chodzi nawet o to, że nie potrafię powiedzieć "dziękuję". Nie! Chodzi o dziękowanie za małe rzeczy. Za uśmiech. Za kolejny bezproblemowy spacer z Bell. Za to, ze mimo rozproszeń moja sunia wreszcie wraca na komendę. Czy choćby za to, że muszę się przenieść z praca na kanapę, bo bystre słońce nie pozwala mi siedzieć przy biurku. Praktykowanie wdzięczności za najdrobniejsze rzeczy pomaga mi być szczęśliwą! A to w dzisiejszych czasach.. kiedy ludzie gonią nie wiadomo za czym.. wielka sztuka!

7. Wysypiam się.

      Brutalna prawda jest taka, że jak się człowiek nie wyśpi to ma siano zamiast mózgu. Można sobie wmawiać, że długi sen nie jest potrzebny, że wystarczy kawa, albo inny wspomagacz. Że zamiast snu energii dostarczy aktywność fizyczna. To wszystko o kant tyłka potłuc! Na dłuższą metę brak snu jest wyniszczający. Jasne każdy z nas jest inny. Jednemu potrzeba 8h, a innemu 7. Osobiście potrzebuję 8h snu, żeby funkcjonować cały dzień na pełnych obrotach. Jasne mam swoją krzywą efektywności dobowej. Wiem jak układać dzień. Kiedy jestem wyspana nie potrzebuję wspomagaczy. Nie potrzebuje kawy, żeby się rano rozbudzić, nie potrzebuję jej, żeby w ciągu dnia utrzymać aktywność. Wystarczy mi dobry sen w nocy. Także ten.. chcecie być produktywni? Wysypiajcie się.. 

      Takie to moich 7 zasad. I powiem szczerze.. jeśli się ich trzymam. Jeśli działam w zgodzie z nimi, to zdecydowanie łatwiej mi się żyje i działa. Ze swojej strony serdecznie polecam takie działanie. Jednocześnie jestem mega ciekawa Waszych drodzy czytelnicy sposobów. Macie jakieś? Czy może idziecie na żywioł...






30 komentarzy:

  1. Faktycznie, o tych zasadach już słyszałam, ale warto raz na jakiś czas sobie o tym przypomnieć :) Staram się żyć zgodnie z tymi regułami i idzie mi coraz lepiej ;) Zazdroszczę szybkiego podejmowania decyzji. Ja co do zakupów, decyduję szybko (męczą mnie ludzie, którzy mierzą rzecz dziesięć razy i wracają trzeci raz do tego samego sklepu, a kiedyś sama tak robiłam :p). Jednak w innych sprawach nie jestem już tak zdecydowaną osobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przestałam chodzić z koleżankami na zakupy. Szlak mnie trafiał, jak one po trzy razy potrafiły do tego samego sklepu wracać i tą samą rzeczy przymierzać. :D Sama może ze względu na mój minimalizm i upodobanie do prostoty nie mam problemów z podejmowaniem decyzji. Jak ktoś lubi prosto.. to nie kombinuje jak koń pod górę. ;)

      Usuń
  2. Ja też bardzo często pozbywam się różnych rzeczy tak samo przeszkadzają mi zagracone pomieszczenia. Trochę gorzej u mnie ze snem potrafię wstać w nocy i myśleć :/ Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz czego to jest oznaką... problemów/stresu/strachu. ;/

      Usuń
    2. To prawda w nocy dosłownie czuję stres dzieci śpią a ja siedzę i myślę. Ostatnio w takich sytuacjach staram się jakoś to kontrolować chociaż to bardzo trudne.

      Usuń
  3. Kurcze to ja mam siano zamiast mózgu :D Wysypianie się u mnie graniczy z cudem :D Wystarczy mi 5h snu ;p Z niedokończonymi sprawami mam dokładnie tak samo :D Oj mój mąż jest bardzo niezdecydowany panele i płytki wybieraliśmy miesiąc ja za to szybko staram się decydować ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miesiąc? Boże Przenajświętszy! Umarłabym milion razy i tyle samo razy byłabym krok od popełnienia morderstwa. Miesiąc panele i płytki wybierać... dżizas krajst! To ile czasu mu potrzeba żeby życiową decyzję podjąć... rok dwa? :D

      Co do snu... cóż, ja bym w takim trybie zaczęła chyba zabijać. Choć Ty masz małe dziecko, więc w jakiś sposób Cię usprawiedliwiam. :D

      Usuń
    2. Hehe na co dzień podejmuje szybko decyzje :D ale akurat dla niego wykończenie mieszkania to było jak budowa królestwa haha taki kolor nie jednak nie taki, taka tekstura nie jednak nie, cena za niska, ta za wysoka :D

      Usuń
  4. Ja nigdy nie moge przerwy zrobić sobie kiedy coś robię bo cięzko do tego wrócić ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. wysypianie się to klucz do dobrze rozpoczętego i zakończonego dnia

    OdpowiedzUsuń
  6. Wysypianie to podstawa, z tym myśleniem perspektywicznym to staram się tak myśleć i analizować...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jak już się za coś zabiorę to działam raczej sprawnie i staram się kończyć powierzone mi zadania. Czasami zdarza się zerwać noc, ale to dlatego, że jak się uprę to muszę coś skończyć. Zazwyczaj jednak staram się wysypiać, by się dobrze czuć, bo największym niszczycielem mojej produktywności są częste bóle głowy. Niestety czasami jak mnie dopadną, to mam prawie 2 dni z życia wyjęte i ciężko wtedy robić cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja tak nie mam. Planuje pracę, dzięki temu nie ma u mnie czegoś takiego jak zarwana noc (chyba ze imprezowa) bo muszę skończyć. Szkoda mi snu... bo wiem, ze następnego dnia będę nie do życia, a to spowoduje obsuwę.

      Usuń
  8. Też nie mam problemów z podejmowaniem decyzji, szkoda mi życia na mielenie jednego tematu, bo ucieka mi dużo więcej. Minimalistką nigdy nie będę, kocham moje zapasy, ale chomikiem też nie jestem i jak czegoś nie potrzebuję to sentymentów nie mam :P Oj ja mam problemy, żeby coś odpuścić i nie skończyć, jak już zaczęłam, coś musi mi zaleźć za skórę. Często za długo ciągnę coś na siłę, żeby skończyć. Ale próbuję to zmienić, choć trochę :P Z wieloma rzeczami zwłaszcza w pracy robię od razu, o ile się da, żeby nic mi się nie nawarstwiało. Nie lubię "chaosu artystycznego" jeśli ktoś ma mnie z czegoś rozliczyć, lubię mieć czyste biurko. Lubię być przygotowana na coś co może wyskoczyć. Niezależnie od tego jak dziwnie to zabrzmi, staram się dać sobie chwilę codziennie, żeby docenić jakiś drobiazg, który odbieram jako coś pozytywnego :P Kawę piję, bo lubię, ale snu nic mi nie jest wstanie zastąpić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie spróbuj popraktykować odpuszczanie... człowiek jak już się tego nauczy, to czyje, jakby mu garb z pleców zdjął. :)

      Usuń
  9. Z pozbyciem się tych ludzi to nie jest prosto! Z rzeczami,i łatwiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie jest... ale czasem warto się na to zdobyć.

      Usuń
  10. Punkt o wdzięczności i śnie genialne :) Jak świetnie, że potrafisz cieszyć się małymi rzeczami; jak fajny spacer z psem :) A sen... wiadomo, niektórzy się chwalą jak to 5 h snu im wystarczy... ciekawe na jak długo ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie jak długo? I jak to wpływa na organizm...

      Usuń
  11. Też jestem minimalistką. Do tego próbuje też zero waste!
    Bardzo spodobało mi się to opróżnianie głowy. Spróbuje :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Złoty środek jest najlepszym rozwiązaniem między rutyną, a ... rutyną ;) Mam tak samo jak ty, pewne rzeczy " robione " rutynowo wprawiają mnie w stan komfortu i bezpieczeństwa, inne wręcz zaczynają irytować, gdy notorycznie się powtarzają. Chyba każdy człowiek potrzebuje " świeżych " zmian, rutyna potrafi rozleniwić, a nawet dobić ( bądź tu mądra i pisz wiersze :D ) Sen od zawsze zajmuje w moim życiu ważne miejsce, wiem, ze jak się nie wyśpię - dzień będzie w połowie efektywny, co mija się z celem. Jesteśmy tak " skonstruowane " że odpoczywać musimy, wiąże się to nie tylko z wydajnością, ale również dobrym stanem psychicznym - snu nic nie zastąpi, a hektolitry kawy tylko szkodzą, już o energetykach nie wspomnę :) Daje z siebie 100% we wszystkim co robię, nie mam w zwyczaju odkładać na potem, bo każda niedokończona sprawa strasznie mnie nurtuje, tak jak mówisz, jest niczym kamyk w bucie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze uważałam, ze sen jest najlepszym lekiem na wszystko! Na samopoczucie, na ilość energii, nawet na ból! Nie wspominam już o cerze. ;)

      Usuń
  13. Opróżnianie głowy przed snem i wysypianie się jest kluczowe. Bez tego ciężko normalnie funkcjonować, nie mówiąc już o produktywności.

    OdpowiedzUsuń

** Na blogu obowiązuje regulamin, zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z nim i z polityka prywatności: Regulamin bloga

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Staram się odwiedzać moich gości, czasem mam opóźnienia, ale nadrabiam je, nie toleruję w komentarzach spamu**