Planowanie dla samego planowania, czy jednak planowanie i działanie cz. 2



      Planuję i planuję i nic mi nie wychodzi! Co robię źle? Cholibka.. przecież wszystko dokładnie zaplanowałam i znów się posypało! Co robię źle? Cóż... może ten post jest dla Ciebie? Opisuję w nim moje błędy w planowaniu. Wszystko to, co musiałam przepracować, żeby wreszcie moje działania zaczęły przynosić efekty. U mnie zmiana myślenia podziałała. Jak jest u Ciebie?

      W pierwszej części mini cyklu o mojej drodze w planowaniu pisałam o błędach w myśleniu. O naczelnej zasadzie: nie ma zmian bez zmian. Tak, to dotyczy tez planowania. Jeśli planujesz i wciąż Ci nie wychodzi, to znaczy, że planujesz źle. Nie ma innej odpowiedzi.

Jak to było ze mną?


      Dawno, dawno temu... za siedmioma górami i siedmioma lasami żyło sobie korporacyjne zombie. To zombie miało tylko jeden cel.. wstać, iść do pracy i przeżyć. To zombie nic nie planowało.. chciało tylko przeżyć! Zombie nie chciało się wychylać. Nie chciało wyjść przed szereg. Nie protestowało przeciw nieosiągalnym normom. Baaaa... samo sobie narzucało nierealne cele.. mało tego.. nie miało na te cele żadnego planu. Ot.. miało się tak zadziać i już! Jak to się skończyło? Wiadomo! Zombie przestało się poruszać! Rodzina zombie (TAK zombie też miewają rodziny! Rodziny Zombie!) musiała się nim zaopiekować. To wtedy zombie przejrzało i powiedziało dość!

      Tak. Tym Zombie to byłam ja. Stali czytelnicy wiedzą o co kaman! Krótko mówiąc: pracowałam tak intensywnie, że skończyłam przykuta do łóżka, bo mój organizm powiedział stop! To wtedy porzuciłam korporację i poszłam pracować tam, gdzie nie wymagano ode mnie nie wiadomo czego, gdzie mnie szanowano. Nieważne, ze pensja była dużo mniejsza! Nieważne! Ważne było to, ze odzyskałam życie dla siebie. Nauczyłam się też planować. Planować nie tylko na tydzień. Planuję miesiące, planuję też rocznie. Tak dokładnie. Są takie rzeczy, o których wiem z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Ślub przyjaciół, rocznica ślubu rodziców czy jubileusz dziadków! Kiedy mam kolejną kontrolną wizytę u dentysty, a kiedy powinnam iść i zażądać cytologii. Kiedy mam to wpisane w kalendarz nie boję się, że zapomnę. Wiem też, kiedy bezwzględnie nie mogę podejmować żadnych innych zobowiązań. Proste prawa?

Moje główne błędy w planowaniu


      Pierwszym punktem w każdej zmianie jest wyeliminowanie błędów, które popełniamy. Czasem jesteśmy wstanie wskazać je sami, czasem potrzebnym nam ktoś mądrzejszy, ktoś kto potrafi być z nami szczery. U mnie to był miks tych dwóch aspektów. Część błędów zauważyłam sama, część wskazała mi przyjaciółka. Jakie to błędy? Oto one!

1. Wybieranie celów i układanie planu, kiedy byłam "na fali".

      Zapytacie co w tym złego? No heloł! Kiedy jesteśmy w stanie euforii nie jesteśmy obiektywni. Nie umiemy prawidłowo ocenić swoich możliwości przerobowych. W takich chwilach najczęściej zakładamy sobie nierealne cele (z resztą ja miałam podobnie w chwilach doła). Także ten... lepiej wtedy nie planować. Można sobie wymyślić koncept, ale nie harmonogram działania. Wypróbowałam to na sobie.. Zawsze jak planowałam w chwilach wielkiej radości to ZAWSZE kończyło się obsuwą, stresem i niepotrzebnymi nerwami. ZAWSZE!!!

2. Wynik na już!

       Macie/mieliście tak? Coś sobie wymyślicie i chcecie efektów natychmiast! Jeśli nie.. zazdroszczę. jeśli tak, łączę się w bólu. Dość dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że większość rzeczy wymaga czasu! Stan mojej skóry, którą znów przez stres zaatakował trądzik, nie mógł poprawić się z dnia na dzień! Kilogramy, jakie nabrałam po źle dobranych hormonach nie, znikną w tydzień. No nie da się. Więc lepiej odpuścić, usiąść i ułożyć REALNY plan.

3. Planowanie wszystkiego, co powoduje zatracenie proporcji między poszczególnymi zadaniami.

      Każdą minutę dnia, to może mieć zaplanowany robot, a nie człowiek z krwi i kości. Więc jeśli nie jestem na etapie wyrabiania w sobie nawyku odkładania rzeczy na miejsce, lub zmywania po sobie, to nie muszę tego wpisywać w uroczą tabelkę w planerze! Ja w pewnym momencie mojego życia miałam problem z proporcjami. Kiedy człowiek zapieprza niemal dzień i noc, to zrobienie prania urasta czasem do rangi spotkania z prezesem dużej zagranicznej korporacji. Ja tak miałam.. na szczęście to już za mną! Dziś nie planuję całego życia. Planuję rzeczy najważniejsze i te, których wykonanie wymaga ode mnie rozłożenia ich w czasie.

4. Myślenie że jestem wyjątkowa.

      Akurat ten błąd usłyszałam na webinarze Pani Swojego Czasu. I mocno mnie uderzyła prawda, jaka w nim jest. O co chodzi? Kobiety (ale nie tylko, mężczyźni też!) mają tendencję to usprawiedliwiania swoich niepowodzeń wyjątkową sytuacją. Bo byłam chora, bo mam piątkę dzieci, bo muszę dojeżdżać z innego miasta, bo mąż w delegację pojechał, bo pokłóciłam się z teściową... A to planując nie wiedziałaś, że takie masz obciążenia? Że może się coś niespodziewanego wydarzyć? Wiedziałaś, więc dlaczego nie miałaś planu b, czasem planu c? Dlaczego założyłaś tak sztywne ramy czasowe? Wybacz kochana.. ale każdy niesie swój krzyż. nawet ja bezdzietna singielka. Choć w sumie mam psa.. Bella zajmuje mi średnio 4h dziennie, tak dokładnie tyle czasu poświęcam tylko jej (liczy się czy nie?). Może to brutalne, ale Ola ma w tym aspekcie świętą rację! Każdy na swój sposób jest wyjątkowy. W sumie to temat na notkę!


Więc co zrobiłam??


      O tym będzie trzeci i ostatni wpis tego mini cyklu. Pojawi się od dziś dokładnie za tydzień, w kolejny wtorek. A tym czasem mam do Was kilka pytań:

Planujecie?
Jeśli tak.. to w jaki sposób?
Widzicie może u siebie błędy o których pisałam?
A może wyeliminowaliście jakieś inne?





39 komentarzy:

  1. Lubię ten ostatni cykl o planowaniu, dużo mi daje i otwiera oczy na wiele rzeczy w moim życiu. Czekam na więcej !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no jeszcze tylko jedna notka będzie. ;)

      Usuń
  2. wspaniały post :) ja tworzę listy, dużo list - różnego rodzaju. Kluczem do sukcesu u mnie jest właśnie zapisywanie, jakoś to słowo pisane bardziej mnie motywuje. I oczywiście czym więcej zadań tym lepiej sobie radzę, taki paradoks :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.. osobiście staram się minimalizować ilość zadań na dzień. Wychodze z założenia, że to generuje stres. A listy? Nie robię ich. :D Jednak jest coś w tym co napisałaś. Zdecydowanie człowiek się bardziej spręża, jak ma dużo do zrobienie.

      Usuń
  3. Ja planuję, ale po pierwsze staram się ustalać realne cele, a po drugie jeśli z tego planowania nic nie wychodzi to staram się tym nie stresować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez się staram .. niestety szczególnie w pracy, stres się pojawia, nie da się go zupełnie wyeliminować.

      Usuń
  4. ach też pracowałam w korpo... I wiem co to jest. Ciągłe cele, tabelki, wykresy, i normy do zrobienia i więcej i szybciej i bardziej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno teraz się to ciut zmieniło... ale ja nie mam zamiaru wracać.

      Usuń
    2. zależy od korpo.... nigdy nie będzie tam idealnie:)

      Usuń
    3. Nigdzie nie jest idealnie. ;)

      Usuń
  5. Ja tak często mam, że ustawiam sobie cele jak mam dobry okres i chcę mieć na szybko, a za jakiś czas okazuje się, że muszę nieco zweryfikować czas ich wykonania - na taki bardziej realny. Od jakiegoś czasu robię listę wstępną - taką na gorąco, a na drugi dzień przeglądam i koryguję tak ,,na realnie" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działam tak samo! Jak jestem na fali to pisze tylko koncept. Ale sam harmonogram to już tylko z chłodną głową.

      Usuń
  6. Realny plan to chyba dla mnie najtrudniejsze, racja kiedyś myślałam błędnie, że efekty można uzyskać w krótkim czasie teraz wiem, że jak chce się coś na stałe uzyskać to potrzeba bardzo dużo czasu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. lubię planować, ale bez żadnych zapisków, kalendarzy, organizerów itp :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy jak planujesz? W głowie i wszystko pamiętasz i do tego realizujesz? Mi jest szkoda mózgu, na pamiętanie o wszystkim.

      Usuń
  8. Nasz kochany Zombiaku, jak zawsze wszystko pięknie, dosadnie i rzeczowo :) Planuję, krótko i długoterminowo, w każdej strefie życia, swojego i rodzinnego, w kalendarzu wszystko ładniutko zapisuję - inaczej po prostu nie dałabym rady :) Oczywiście wolę wersje papierową, jak w przypadku książek, z drugiej strony ładny kalendarz jeszcze bardziej zachęca do planowania - uwielbiam pisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez kocham pisać! Analogowo.. uwielbiam!

      Usuń
  9. Nie planowałem tego komentować :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja prowadzę kalendarz i planuję, inaczej bym pewnie nic nie zrobiła :D Taki leniuszek ;P

    OdpowiedzUsuń
  11. Są takie rzeczy sprawy że chciało by sie mieć je teraz zaraz już, ale to nie takie proste, chcieć a móc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słońce.. chcieć to móc! Tylko trzeba zmienić podejście!

      Usuń
  12. Ja planuje te większe rzeczy do mniejszych mam głowe. Te duże np remont, wakacje czy coś... Pisałam post wcześniej. Ja od nowego roku planuje duże zmiany i mam nadzieję że moje plany wypalą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak widzę słowo "Cholibka" to widzę w głowie Hagrida :D
    Jeżeli chodzi o "efekt na już" to mam tak często pracy. Często chcę szybko jakieś zadanie zakończyć, żeby móc zabrać się za następne, bo czas goni. Niestety właśnie kończy się to nerwami, brakiem przerwy śniadaniowej (tak, zdarza mi się oderwać od pracy po 6 godzinach jak jest już grubo po 13 i powinnam już wrzucać na luz...). Ostatnio niestety jest to u mnie coraz częstsze, bo chcę zrobić wszystko co muszę w terminie, choć niektóre rzeczy wydają mi się nierealne (za wiele rzeczy jest na raz narzuconych).
    A planowanie poza pracą wychodzi mi całkiem dobrze :D Myślę, że jak minie ten "gorący" okres w pracy to wszystko wróci do normy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a z czym innym może się "cholibka" kojarzyć. Harry rządzi! W pracy planowanie to jak chodzenie po polu minowym czasami. Szczególnie, jak jest kiepskie zarządzanie i słaby podział obowiązków.

      Usuń
    2. No w pracy bywa ciężko, zwłaszcza jak góra nagle coś narzuci i nie patrzy, że czas pracy trwa tylko 8 godzin...

      Usuń
  14. Dobre planowanie zakłada realizację planu w określonym czasie, po wcześniejszym poświęceniu go. Dlatego też mówi się, że cechą planu jest rozłożenie go w czasie, który jest możliwy do realizacji celu. Trochę masło maślane, ale taka prawda. Choć znamy teorię, to faktycznie wszystko chcemy na "już" ;) Ech, my ludzie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trzeba tez zakładać zawsze bufory czasowe.. to zmniejsza nerwowość w razie nieprzewidzianych wypadków.

      Usuń
  15. 1 i 2 to moje przekleństwo dlatego mam focha na planowanie, choć nie mogę powiedzieć, żebym przez to od niego mogła uciec. Ale przypomniałaś mi o czymś, co muszę zacząć planować, tudzież bardziej tego pilnować cytologie, usg. Znowu ubezpieczyciel coś miesza, zmienia placówki i może się okazać, że już nie pójdę, tam gdzie do tej pory i nie skorzystam z zapisków lekarza :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Dużo osób się zniechęca jeśli planują a na wyniki muszę poczekać - rada trafiona w punkt ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. też popełniałam i nadal czasem popełniam takie blędy :(

    OdpowiedzUsuń

** Na blogu obowiązuje regulamin, zanim napiszesz komentarz zapoznaj się z nim i z polityka prywatności: Regulamin bloga

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Staram się odwiedzać moich gości, czasem mam opóźnienia, ale nadrabiam je, nie toleruję w komentarzach spamu**

Copyright © 2014 Draqilka.. rozwijajmy się razem , Blogger