Choroba futrzastego przyjaciela...

   
      Nie każdy ma takie podejście do psów jak ja i rozumiem to. Jednak dla mnie pies to równoprawny członek rodziny. Najlepszy przyjaciel, który nie zawiedzie, nie okłamie, nie zdradzi. Który wyczuje, kiedy jest Ci źle i samą swoją obecnością będzie potrafił poprawić Ci humor. Dla mnie kimś takim jest Bella. Jestem z nią emocjonalnie związana aż za bardzo, ale cóż... I teraz wyobraźcie sobie mój ból, mój szok, mój strach, kiedy usłyszałam diagnozę: PARWO!


      Żyjemy w takich czasach, że żadne szczepionki, żadne najlepsze leki, największe środki ostrożności nie uchronią nas przez żarłocznym, zmutowanym wirusem czy bakterią. Tak jest w przypadku mojej suni... Bella ma wszystkie szczepienia, była odrobaczona, dbałam o jej dietę. Dbałam o nią bardzo i co? I wystarczyło, że na spacerze zetknęła się ze zmutowanym wirusem. Wystarczyło, że powąchała kupę chorego psa... tego jej nie oduczę, nie ma takiej opcji....

      W Sylwestra koło południa poszliśmy na spacer było wszystko w porządku, biegała, niuchała sobie jak zwykle. Nawet specjalnie nie przejmowała się petardami.. ot obszczekiwała je. Kiedy poszliśmy do niej o północy była już nieswoja... ale złożyłam to na karb stresu petardowego mimo wszystko. W Nowy Rok mała nie chciała jeść, pojawiła się biegunka, ale sunia była w bardzo dobrym nastroju. Zaczęłam już panikować.. decyzja została podjęta 2 z samego rana jedziemy do weta. Kiedy rano drugiego weszłam do garażu w którym spała o mało nie zwymiotowałam. Smród nie z tej ziemi.. tak śmierdząca biegunka, ze brak słów! Do tego wymiociny i ta moja mała biedna taka wymęczona.... Spakowaliśmy ją do samochodu i biegiem do psiego szpitala. Pan Doktor tylko spojrzał i wydał wyrok: PARWO! Nogi się pode mną ugięły.. jak to? Mimo szczepień? Ano tak.. jakaś wredna mutacja. Na dzień dobry trzy zastrzyki i do domu, bo mimo wszystko szybko zareagowałam i sunia jednak w dobrej kondycji jeszcze.. Wróciliśmy tam po może dwóch godzinach.. bo mała mi słabła w oczach, a ja nie zamierzałam czekać do następnego dnia.Lekarze też też nie czekali. Kroplówka i odstawiamy nawet wodę. Od tamtej pory kroplówek było już 6, zastrzyków kilkanaście... Mała nie słabnie bardziej, ale jest taka smutna biedna... Taka wychudzona, jakby nie jadła tygodniami. I tylko wzrokiem prosi o pomoc.

      Lekarz mówi: Pani nie panikuje, bo sunia to czuje! Była szczepiona, powinna z tego wyjść! A ja się boję... tak bardzo się boję. Jak mam się nie bać, skoro Bella wymiotuje krwią?? Wróciły do mnie koszmary... śniło mi się że zakopuję martwa Bellę w lesie. Śniła mi się śmierć mamy. Tak jakby otworzyła się jakaś klapka w mózgu. Jakby Bella była tamą, lekiem, który powstrzymywał koszmarne obrazy... dziś w nocy obudziłam się z krzykiem. Powtarzam sobie ciągle: będzie dobrze.. będzie dobrze... MUSI BYĆ! Ale tak bardzo się boję...



      Powiecie, przecież to tylko pies! Dla mnie to nie jest tylko pies... to moja najlepsza przyjaciółka..









46 komentarzy:

  1. "Jednak dla mnie pies to równoprawny członek rodziny." Zawsze tak miałam, do kotów zresztą też. Pisałam Ci trochę o moich perypetiach ze zwierzakami. Nie poddaję się, chyba, że zaufany wet uzna, że nie ma sensu męczyć. Na razie znowu wyciągnął Mirę, a to że u niego nawet na zastrzyk trzeba odsiedzieć 2h odsiedzę, nawet z 3 latkiem :) Bella jest młoda, da radę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby dała... w środę już się z nią zaczynałam żegnać, jak zaczęła krwią wymiotować. Wczoraj to samo. Dziś jest już ciut lepiej. Zaczyna się fochać, prosi o wodę więc... Ale jak to powiedział wet, przy tej chorobie nigdy nie wiadomo może się pogorszyć w każdej chwili. :(
      Co do siedzenia u weta.. ja dwie godziny dziennie teraz tam spędzam. Godzina rano i godzina popołudniu... Ale nie marudzę, siedzę i już.

      Usuń
    2. Kochana! Zaufany wet... hehhhh... słyszałam wypowiedź lekarza że nie po to sie szkolili tyle lat by nie zarobić na... - i tu wymieniał długą listę.
      W dodatku Pani doktor powiedziała mi że "w medycynie nie ma nic na 100%" i tu się zgodzę....

      Usuń
  2. Ohhhhh... wyobrażam sobie co czujesz... ja też miałam ogromny stres gdy Rodo chorował za każdym razem hehhhh... zwierze to ogromna odpowiedzialność jaką bierzemy na siebie ja to sobie uświadomiłam gdy Opiłek zachorował... hehhhh....
    Co do powyższej sytuacji nawet postanowiłam sobie że mój pies (mam nadzieje że kiedyś sie dorobię:) będzie nosił kaganiec a dlaczego? No właśnie by nie jadł nic na spacerku a tu widzisz powąchać i już.... nie ma opcji nie ma rady... mam nadzieje że sunia poradzi sobie z wirusem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wirusem to wystarczy na dobra sprawę sierść innego zwierzaka poniuchana na spacerze... juz nie musi być kupa nawet. Kaganiec chroni przed trutka.. coraz więcej debili
      rozrzuca trucizne
      Jest juz lepiej ale z prawo sama na pewno wiesz, ze nigdy nie wiadomo.

      Usuń
  3. Doskonale Cię rozumiem. Moja najukochańsza dziesięcioletnia psina nie tak dawno miała już drugą operację. Tym razem usuwali jej sutki. wyrok: rak. Jak narazie sytuacja wygląda na opanowaną, a choroba na cofniętą, pies po wielkich cierpieniach teraz biega i skacze, więc tego samego życzę Twojej ukochanej przyjaciółce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz dlatego ją będę Belle sterylizowac. Nie będzie ropomacicza, raka listwy mlecznej i całej reszty.. byle wyzdrowiała.

      Usuń
  4. Mam nie tylko do psów ale do wszystkich zwierząt takie samo podejście, to dla mnie więcej nic tylko pies, kot itp. gdy człowiek się przyzwyczai, pozna zwierzę to już przyjaciel, który czeka każdego dnia, potrzebuje miłości i czułości. Moja na szczęście zdrowa, w rodzinnym domku pies też, ale zawsze może się coś przyplątać :( Życzę Belli szybkiego powrotu do zdrowia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie teraz.. masakra z tymi wirusami. 😿

      Usuń
  5. Będzie dobrze! Oby Bella szybko wróciła do stanu swojej świetności!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby... bo narazie końca leczenia nie widać.

      Usuń
  6. Trzymam mocno kciuki na pewno wszystko będzie dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie w domu też zwierzęta są traktowane jak członkowie rodziny. Nie dziwię Ci się, że tak się boisz o swoją Bellę, ale chwała, że szybko zainterweniowałaś w tej sytuacji. Może to dziwne, ale ja często na krzywdę zwierząt reaguję gorzej, niż na ludzi. No płakać mi się chce na myśl co to biedactwo przeżywa.

    Pamiętaj, że musisz być silna. Koleżanka opowiedziała mi piękną historię o swoim psiaku, który był bardzo chory, a ona przy nim czuwała cały czas, nawet spała obok i pies za parę dni wyzdrowiał. Mówiła, że pewnie poczuł jej miłość i opowiadała to z takim uśmiechem w oczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sił powoli brak... bo niby poprawa zachowania a nie chce jeść...

      Usuń
  8. Też każde swoje zwierzaki traktuję jak członków rodziny. Trzymam kciuki, aby wszystko skończyło się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. będzie dobrze Bella jest silna i sobie poradzi

    OdpowiedzUsuń
  10. Będzie dobrze... mój pies w zeszłym roku został otruty bo zjadł coś na placu a starzy ludzie, którzy mieszkają u mnie na osiedlu mają bzika na punkcie zniszczenia wszystkich psów z osiedla.... Tak czy nie inaczej walczyliśmy z rodzicami bity miesiąc o mojego psa. Staruszek z niego (13 lat) więc trudniej było go postawić na nogi,ale udało się. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymajcie się! Bella to młody pies, młody organizm, da radę!

    Dobrze pamiętam, jakie wypadki miały moje zwierzaki, najgorszy był, kiedy jakiś fagas, bo Panem go nie nazwę, zrzucił z rusztowania moją ciekawską kotkę.. Myślałam, że wejdę na to rusztowanie i zrobię mu to samo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie są milion razy gorsi od zwierząt!!

      Usuń
  12. Wiem jak bardzo przeżywa się chorobę ulubionego zwierzaka, przeszłam to nie raz...

    OdpowiedzUsuń
  13. Nasz Fado należy do rodziny, zresztą jamnik, to podobno więcej niż pies. Bardzo współczuję i jestem z wami, trzymam kciuki za powrót Belli do zdrowia.:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo mi przykro i głęboko wierzę, że będzie dobrze, musi być! Ja nie uważam, że to jest 'tylko' pies. Sama mam kundelka i za każdym razem jak coś się z nim dzieje wariuję i płaczę. Nie wyobrażam sobie tego, co Ty musisz przeżywać... Swoją drogą nie wiedziałam nawet, że są takie wirusy, które można złapać na zwykłym spacerze - bez kontaktu z psem... :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wystarczy kupa zarażonego zwierzaka...

      Usuń
  15. :(
    Doskonale Cię rozumiem.
    Bedzie dobrze! Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękny owczarek, sama posiadam takiego♥. Zrobiło mi się bardzo przykro. Współczuję Tobie i Twojemu pieskowi, takie maleństwo nie zasługuje na jakiekolwiek cierpienie:( Ale myśl pozytywnie, dzisiejsza weterynaria jest tak rozwinięta, że szczeniak wyjdzie z choroby. Pamiętaj o tym, aby być przy piesku i traktować go najlepiej, jak potrafisz. W takich chwilach podopieczny potrzebuje Ciebie najbardziej. Trzymam kciuki!
    Zapraszam do siebie ♥ -> staying true to myself

    OdpowiedzUsuń
  17. Marzenka! MUSISZ myśleć pozytywnie. Po pierwsze - psy naprawdę to czują. Po drugie, ważniejsze, może samej Tobie będzie też łatwiej trzymać się w ryzach? Jak jest na dziś dzień? Powiedz, że lepiej, że w dobrą stronę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bella czuje się lepiej, ale nie chce jeść. :(

      Usuń
    2. O kurczę.. to tu nawet nie wiem co powiedzieć, bo żadne z moich zwierząt - co by się nie działo- przestać wcinać nawet nie potrafiło :/
      Cieszę się jednak, że jest lepiej, mocno trzymam kciuki, żeby było już całkiem dobrze! ❤

      Usuń
    3. Wiesz... parwowiroza objawia się tym, ze zwierzak ma jedna wielka ranę od żołądka do odbytu. Nie ma opcji żeby jadł, bo wszystko zwraca, albo przez niego przelatuje. Do tego dochodzi bol brzucha...

      Usuń
  18. Jak teraz się czuje? Od tego ostatniego momentu co pisałyśmy? Wierzę że z dnia na dzień będzie lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest lepiej, jest ciut bardziej zainteresowana zabawą. Ale zdarzają się wciąż wymioty i nie chce jeść. Cuda na kiju jej podsuwam pod nos i powącha i nic. Dziś z weterynarzem zdecydowaliśmy, ze nie będzie żadnej kroplówki, żeby zmusić ją niejako do jedzenia. Bo jednak jak dostawała glukozę to organizm tak nie wołał. Jak nam znów ostro zwymiotuje/siknie tyłkiem to pop południu pojedziemy na płyny...

      Usuń
  19. Ach zawsze się musi coś przyplątać :( życzę by psina wróciła do zdrowia a Tobie życzę wiele wytrwałości i wierzę że będzie tylko dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  20. Absolutnie rozumiem Twój Ból bo przecież Bella to jak Twoje Dziecko. Strasznie mi przykro z tego powodu bo już tyle przeszłaś, tyle się nacerpiałaś a teraz znowu jesteś w strachu i stresie. Będe Myśleć o Tobie i o Bell. Musi wyzdrowieć !Trzymam kciuki i to bardzo mocno

    OdpowiedzUsuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **
** Staram się odwiedzać moich gości, czasem mam opóźnienia, ale nadrabiam je**
** Nie działam na zasadzie obs za obs, komć za komć, **

** Przesyłam moc dobrej energii! **