Sukces czy porażka ... czyli co szybciej zabije przyjaźń?


przyjaźń kontra sukces, przyjaźń kontra porażka
    

      Kiedy pisałam tekst o networkingu gdzieś z tyłu głowy pojawiło się wspomnienie. Wspomnienie o niej, o tej, którą uważałam za przyjaciółkę. A która naszą relację ucięła jak nożem. Jej wybór, jej decyzja. Bolało, w sumie boli nadal, ale nauczyłam się z tym żyć. To wspomnienie skłoniło mnie do przemyśleń. Przemyśleń o przyjaźni i o tym, co ją szybciej zniszczy... Pomyślcie... co jest trudniejsze do przełknięcia dla drugiej osoby? Upadek? Porażka? Czy może jednak sukces i szczęście?


przyjaźń i zazdrość
   



Na początek mam dla Was dwie historie... niby zupełnie inne, ale wynik ten sam. Ucięcie znajomości...


Posłuchajcie o Ilonie (imię zmienione).


      Poznałyśmy się wieki temu (będzie już naście lat). Obie zwariowane singielki. Nawet jak pojawiali się jacyś faceci, to nie zagrażali naszej relacji. Lubiłyśmy się nooo... Jeździłyśmy razem na rowerach, biegałyśmy do kina, teatru, na wystawy. Zakupy to był punkt obowiązkowy. No wiecie... takie psiapsiuły! Wszystko się skończyło kiedy poznałam Pana M. Uwierzcie mi... to nie było tak, ze nie miałam czasu dla przyjaciół. Nie było tak z prostego powodu. Mnie i Pana M dzieliło 150 km. Widywaliśmy się tylko w weekendy, a i to nie w każdy. Ale Ilonie to chyba przeszkadzało. Przeszkadzało jej, że opowiadam o nim. Krzywo patrzyła kiedy mówiłam: kurde jestem szczęśliwa! Unikała wspólnych wyjść, aż w końcu ucięła naszą znajomość. Nie odpowiadała na wiadomości, nie odbierała telefonu. Jakbym przestała dla niej istnieć. Później od osoby trzeciej dowiedziałam się, że Ilona znalazła sobie inną kumpelę na wyprawy singielek...


      Co się stało? Poczuła się zdradzona? Nagle miałam kogoś do kochania i nie byłam już singielką? Jej hasło "faceci są beznadziejni" przestało mnie dotyczyć? A może stało się jednak coś innego? Może nie mogła znieść mojego szczęścia, mojego osobistego sukcesu! Może mi zwyczajnie zazdrościła? Jak myślicie?


Posłuchajcie o Igorze i Grzegorzu


      Igor i Grzesiek.. kumple z kołyski. Obaj wychowani na jednym z mokotowskich blokowisk. Razem chodzili do przedszkola, w podstawówce byli w jednej klasie. Nawet liceum wybrali to samo. Razem grali w kosza, razem jeździli na obozy pływackie. Ich drogi pozornie rozeszły się kiedy zdali maturę. Igor wybrał ekonomię na SGH, a Grzegorz postanowił studiować Inżynierię Środowiska na SGGW. Studia jak studia przeszły bez echa. Przyjaźń przetrwała mimo, że obaj znaleźli się w skrajnie różnych środowiskach. Byli swoimi drużbami na ślubach. Wydawało się, że nic nie zabije tej przyjaźni... Okazało się, że jednak coś jednak mogło..... Igor dostał w pracy awans, który wiązał się z przywilejami takimi jak bardzo wysoka pensja, służbowy samochód, częste wyjazdy zagraniczne itp. Jednocześnie Grzegorz utknął na średnim szczeblu w Ministerstwie Środowiska. Jak myślicie co się stało?


      Tak. Pojawiła się zawiść. Pojawiły się docinki, dogryzanie. Kropla się przelała, kiedy Igor z żoną przenieśli się do nowego większego mieszkania. Grzegorz zamiast cieszyć się sukcesami kumpla, zaczął zazdrościć. Zazdrościł wszystkiego. Nawet tego, ze żona Igora szybko wróciła do wagi po porodzie. Wreszcie wszystko ustało. Igor zadzwonił do mnie mówiąc: Grzesiek powiedział mi, że dla niego umarłem. Powiecie... widocznie to nie była prawdziwa przyjaźń... Ja Wam mówię że była! Zabiła ją zazdrość o sukces.


przyjaźń i zazdrość


To jak: co łatwiej znieść sukces czy porażkę?



      Pozastanawiajmy się wspólnie. Kiedy łatwiej nam trwać przy drugiej osobie? Kiedy jest nieszczęśliwa i trzeba ją pocieszać? Kiedy mamy status quo i nic się nie zmienia.? Czy może jednak kiedy ktoś staje się lepszy? Osiąga sukces i .... już nas (w naszym odczuciu) nie potrzebuje.
      Z mojego doświadczenia wynika, że ludziom trudniej znieść czyjś sukces. I nie ma znaczenia jak dobra/głęboka/powierzchowna jest relacja. Zawsze łatwiej będzie pocieszać... pocieszanie jest łatwe. Wystarczy mieć w sobie choć odrobinę empatii i leci. Pocieszanie nie wzbudza w człowieku najgorszych demonów jakimi są zazdrość i zawiść. No bo jak tu zazdrościć przyjaciółce, ze straciła prace czy facet ją zostawił. Jak zazdrościć kumplowi, że rozbił ukochany samochód? No proste! Nieszczęście nie wzbudza w nas negatywnych uczuć. Wręcz przeciwnie! Pobudza te dobre strony naszego charakteru. Wręcz przeciwnie jest, kiedy nasz przyjaciel osiąga sukces. Jasne powiecie... co Ty gadasz! Ja bym się cieszyła szczęściem mojej przyjaciółki! Żadna zazdrość w grę nie wchodzi. Girl Power! Żaden facet nie zniszczy babskiej przyjaźni... Tiaaaaa .. Wybaczcie mi mój cynizm, ale nie wierzę. Już w takie gadki nie wierzę. Zbyt często obserwowałam, jak rozpadały się długie przyjaźnie właśnie przez sukces. Sukces, który zwyczajnie budził demony.


przyjaźń i zazdrość
   



Moje zdanie już znacie. Właściwie tezę postawiłam już w pierwszych zdaniach. Jestem ogromnie ciekawe, co Wy myślicie na ten temat.
Co jest trudniejsze do przełknięcia... sukces czy porażka?
Co szybciej obudzi złe emocje?
Jak zwykle zapraszam do dyskusji!






41 komentarzy:

  1. Jak ja lubię te twoje historie z życia wzięte ♥ To prawda, życie pisze swoje scenariusze, ma dla kazdego z nas swój plan i sukcesywnie go realizuje. Prawdą jest też to, że łatwiej komuś współczuć ( choroba, porażka, utrata pracy, rozwód i t.p ) niżeli szczerze się cieszyć ze wszystkich, nawet tych najdrobniejszych sukcesów. Obecnie obracam się w środowisku mam, szkoła, te sprawy... nawet sobie nie zdajesz sprawy, ile zawiści i złośliwości panuje w tym środowisku, a przecież rodzice mają uczyć dzieci tolerancji, miłości, przyjaźni... tymczasem obrabiają " dupy " mamom kolegów i koleżanek, a nawet samym dzieciom - to straszne, wręcz nienormalne i żałosne. Czy ich pociechy, słysząc i widząc to, wyrosną na ludzi życzliwych? To jest pytanie... Ech, te ludzie... dusze i serce gotowe sprzedać za porażki bliźniego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam kumpelę, która jest nauczycielką w szkole podstawowej... czasem jak opowiada co się dzieje to włosy stają dęba. A dzieci niestety na to patrzą... i niestety będę robić to samo niemal na pewno.

      Usuń
    2. Smuteczek...
      Miłego dnia Kochana :*

      Usuń
  2. Ty kochana jak coś napiszesz to nie sposób przejść obok tego obojętnie. Poruszyłaś bardzo życiowy problem i odważnie do tego podeszłaś. ;)
    Mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Ja na prawdziwych przyjaciół natknęłam się odnosząc sukcesy. Kiedy poznałam miłość swojego życia, podróżowałam po świecie jak szalona i praca zawodowa szła mi całkiem ok. Wszystkie przyjaciółki z mojego życia "przed" zwyczajnie zniknęły. Już nie chciały razem ze mną narzekać na facetów, marudzić na całe życie i ich los, imprezować, żeby zapomnieć itd itd... Więc pewnie coś w tym jest. Po raz kolejny masz kochana rację! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie weryfikuje wszystko. Czy mam rację? Ale moje doświadczenia właśnie to pokazują niestety....

      Usuń
  3. Dla mnie trochę dziecinne. Ale nie muszę daleko szukać żeby znaleźć taki przykład jak Ty powyżej... Obrażanie się, że ktoś znalazł sobie pracę? Pewnie! Chociaż kiedyś widywali się codziennie. Nagle brak kontaktu, ba nawet "cześć" ciężko pokazać, lepiej udawać że się kogoś nie widzi... I to sytuacja wśród facetów... A mnie koleżanek z biegiem czasu się wykruszyło... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecinne? Powiedziałabym, ze ludzkie niestety. Zazdrość potrafi zatruć wszystko.. nawet najlepszą relację.

      Usuń
  4. W pierwszej historii może ta druga która została "opuszczoną" nie zwróciła uwagi że cały czas gada o swoim szczęściu, zamiast zapytać tej drugiej Abu ciebie co?masz kogoś na oku? Mogła poczuć się zlekceważona bp ta tylko o sobie gadała. Trzeba znaleźć drugą stronę medalu. Ja też jestem w związku i nie gdagocze do koleżanek singielek cały czas o sobie tylko słucham też co one mają do powiedzenia. Znam też takie osoby które długo były same nagle znajdują drugą połowę i jak im się udaje to non stop wałkują jedno i to samo a ciebie do słowa nie dopuszcza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... w tej pierwszej historii tą drugą, opuszczoną byłam ja. I dokładnie wiem jak to sie odbyło. Nie mam mentalności nastolatki, która ma potrzebę obwieszczania całemu światu że jest szczęśliwa. Omawiania każdego szczegółu randki pierdylion razy. Nie o to chodziło. Chodziło o to.. ze zdradziłam krąg singielek bądź o zazdrość że ja kogoś znalazłam a ona wciąż sama... swoją drogą wciąż jest sama. I wciąż zmienia koleżanki na te które są singielkami.
      Masz rację, czasem babki dostają małpiego rozumu w pierwszej fazie znajomości.. to normalne i da się przetrzymać... jeśli rzeczywiście nam zależy.

      Usuń
  5. Zupełnie nie mój przypadek. Ciężko jest mi czasami zrozumieć takie sytuacje ale nie przejmuje się nimi. jesli ktoś się obraża to niech się obraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... mnie strata bliskiej osoby zawsze boli.

      Usuń
  6. Ludzie są strasznymi zazdrośnikami. Jest jedna rzecz, jeden punkt, który zawsze mnie kuje.. I staram się go osiągnąć i mam nadzieję, że już na dniach zrobię kolejny krok by osiągnąć sukces. Innych spraw raczej nie zazdroszczę, bo każdy jest na innym etapie życia, każdy ma inny bagaż doświadczeń, przez które jestem tu, a nie tam. Trzeba przekuwać zazdrość w motywację, ale ludziom łatwiej przychodzi "objechanie tyłka", niż własna praca. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, czy da się czystą zazdrośc przekuć w motywację? Kurde fajny temat na post!

      Usuń
  7. Przeżyłam podobną historię, jak ta pierwsza. Kiedy poznałam mojego przyszłego męża, przyjaciólka robiła wszystko żeby mnie do niego zniechęcić. Nie wiedziałam o co chodzi, dopóki nie zorientowałam się, że jest zwyczajnie zazdrosna i to nie o niego, ale o fakt, że jestem szczęśliwsza od niej. No i skończyło się tak jak u Ciebie. Jeśli poniesiesz porażkę przyjaciel często poda Ci dłoń, wesprze, pocieszy, ale jeśli odniesiesz sukces nie każda przyjaźń się sprawdzi. Ludzka zazdrość jest czasami silniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  8. No cóż to ja też przerobiłam stratę bliskich koleżanek, pewnie nawet przyjaciółek, przez faceta. Ale nie przez to, że się pojawił, że nie miałam czasu. Ale przez to, że mi się układa i zaliczam kolejne etapy związku, pomieszkiwanie razem, zaręczyny, ślub. Usłyszałam wielokrotnie, że kiedyś się zarzekałam, że będę starą panną, gdy one, za dzieciaka jeszcze, mówiły jakby chciały, żeby ich życie w przyszłości wyglądało. Miałam ciężki start w życiu i małżeństwo było ostatnim w co się chciałam pchać, bo to jest naturalny etap, każda kobieta musi mieć faceta, nie ważne jakim śmieciem jest, byle był, bo wtedy jest lepsza od tych, które go nie mają. Ja się zawsze śmiałam, ślepej kurze ziarno, trafił mi się mężczyzna, który był wstanie zmienić moje zdanie, życie. Moja ciąża przelała czarę goryczy, już nie mamy kontaktu ... Słabe ... A to nie jedyna podoba historia, mam wrażenie, że przez mój ciężki start w życiu, ludzie uważają od razu, że jestem gorsza od nich i czują się z tym dobrze. Przez co każdy mój mały krok do przodu odbierają, jako zniewagę. Bo oni mieli tak dobrze, więc należy się im więcej ... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdrość... i takie obwinianie innych o to, że osiągają sukcesy. Smutne.. Czasem się zastanawiam, czy to jest nasza polska przypadłość, czy jednak to cecha taka... ogólnoludzka.

      Usuń
  9. To smutna prawda, ale mnie to nie potkało. Zdarzyło się natomiast, że facet przyjaciółki ją zawłaszczał i czepiał się, że poświęca mi czas. Myślę też, że strona, która odniosła sukces też zacząć zaniedbywać "przegraną" stronę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to tez się zdarza, nie ma co pisać/mówić że jest inaczej.

      Usuń
  10. Powiem Ci tak (albo raczej napiszę). Nie wiem co ona czuła, ale ja teraz byłam w takiej samej sytuacji jak Ilona. Możliwe, że pisałam Ci o tym w mailu. Ja na miejscu Ilony czułabym się nagle niepotrzebna. Ale to ja. Nie wiem jak naprawdę wyglądały Wasze relacje w tygodniu, poza tymi weekendami, bo zakochać się to przecież nic złego, a wręcz przeciwnie - jest się z czego cieszyć zarówno dla jednej i drugiej strony.

    Jeżeli chodzi o drugą sytuację to... nie wiem, może i była to przyjaźń, ale nie przetrwała widać najważniejszego egzaminu.

    Myślę, że wszystko zależy od osoby, zresztą sama mi to napisałaś, jak miałam chwile zwątpienia. Teraz to rozumiem. W szczęściu czy chorobie, jeżeli ktoś jest przyjacielem to będzie. Nie wiem czemu tu się nie cieszyć sukcesem kogoś bliskiego? Przecież to jest budujące!

    A jeżeli chodzi o tekst "żaden facet przyjaźni nie zniszczy" to... hahaha przejechałam się już na tym tyle razy, że w życiu w coś takiego nie uwierzę :)

    Pozdrawiam gorąco (pisz częściej takie wpisy! lubię tą twoją emocjonalną stronę)!!!

    Tak Po Prostu BLOG :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam Ci wtedy to gdzieś z tyłu głowy miałam Ilonę. A nasze relacje? Wtedy... jasne, ze się nieco zmieniły, nie byłam już na każde zawołanie, wolna w każda sobotę by gdzieś iść! Proporcje w takich sytuacjach zawsze się nieco zmieniają. A jak jesteś stawiana w sytuacji albo albo... to co robisz hmm?

      Co do takich wpisów.. jak CI już pisałam.. to kwestia chwili.. weny.. potrzeby serducha. To nie pojawia się u mnie ostatnio często.

      Serdeczności przesyłam!

      Usuń
  11. Też kiedyś się z tym spotkałam. Długo by pisać jak to było z moją ,,najlepszą przyjaciółką ", ale w skrócie napiszę, że jak moje życie nie było kolorowe to ona była, ale jak zaczęło mi się układać to ona stała się dziwna, inna, zaczęła się odsuwać. Czasami miałam wrażenie, że już nie jest taka pogodna. Tak jakby czerpała siłę z mojej gorszej sytuacji. Nasze drogi się rozeszły, ona zerwała kontakt i zaprzyjaźniła się z naszą wspólną znajomą, która była w gorszej sytuacji niż ja i ona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może czerpała siłę z czyjejś niedoli. Może to ją dowartościowywało? Smutne to...

      Usuń
    2. Też tak myślę. Ona karmiła się czyimś niepowodzeniem. Najbardziej przykre jest to, że uważałam ją za przyjaciółkę przez wiele lat, a jaka to przyjaźń jak przyjaciel odwraca się od Ciebie, bo Ci się zaczyna układać?

      Usuń
  12. nie wiem czy pocieszanie to łatwe zadanie... empatia sprawia że współodczuwam z drugą osobą... miałam sytuacje gdzie naprawdę nie znajdowałam słów co powiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszanie wzbudza te lepsze strony. Jest łatwe.. czasem wystarczy być obok. :)

      Usuń
  13. Wiesz, ostatnio doszłam do wniosku, że przyjaciół może i poznaje się w biedzie. Ale poznaje się ich także wtedy, gdy osiągasz sukces.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja dzięki "zazdrości" i pracy osiągam to o czym marzę :) nie wiem czy to dobrze ale mam kilka spraw w których ktoś jest dobry i mu tego zazdroszczę, ale dzięki temu sama pracuje, żeby też do tego dojść :) u mnie zazdrość czasami motywuje, ale nie obrażam się na innych, że im coś wychodzi lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz... Ciebie zazdrośc motywuje, kiedy tak jest, jest wszystko ok. :)

      Usuń
  15. Ja się nie godzę! Nawet nie wyobrażam sobie takich sytuacji :/ Nawet jeśli w jakiejkolwiek rozmowie z moją przyjaciółką padło kiedyś "chciałabym mieć tak jak Ty" to raczej kończy się emocjonalnym kopem, żeby do realizacji kwestii dążyć. Niee potrafię chyba zrozumieć jak można funkcjonować inaczej, przecież to jest kompletnie bez sensu -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja możesz się nie godzić! Oflagować się i urządzić protest. Rób to, bo to dobre! Ale czy to co napisałam nie jest rzeczywistością? :(

      Usuń
  16. Zazdrość to chyba najgorsza ludzka cecha.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czasami mi się wydaje, że ludzie wokół mnie cieszą się gdy mi coś nie idzie. Niby współczują, dają rady a za plecami tak obgadają, że może pójść w pięty. Najgorsze, że to rodzina i nie bardzo można się od tego odciąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz... czasem tak jest, ze z rodziną to najlepiej się na zdjęciu wychodzi... a jest jeszcze lepiej, jak nas na tym zdjęciu nie ma. :(

      Usuń
  18. Zgadzam się z Tobą, chociaż wcale bym tego nie chciała. Każda osoba, która jest dla nas ważna powinna się cieszyć z naszego sukcesu i szczęścia jak ze swojego. A żeby osiągnąć to samo niech działa, z naszym wsparciem! Razem w szczęściu zawsze lepiej. Wiadomo, że nowe związki zazwyczaj kończą przyjaźnie (miałam podobnie) jednak wiedziałam, że jeśli osoba która była dla mnie ważna, ale nie cieszyła się moim szczęściem to nie jest warta abym porzuciła miłość dla toksycznej relacji. Dzięki temu mam najwspanialszego mężczyznę ♥ Było mi przykro ale przejrzałam na oczy i w życiu właśnie o to chodzi, że musimy podejmować decyzje. Przykro czytać takie sytuację, ale tak jest właśnie w rzeczywistości! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie przyjaźń z najbliższą mi przyjaciółką przetrwała. Ale z Iloną już nie....

      Usuń
  19. Po przeczytaniu tytułu odpowiedziałam sobie na to pytanie.. no jasne, że sukces! Sama przez coś takiego przeszłam kilkukrotnie.. a to w podstawówce, bo modne buty, a to na studiach bo stypendium rektora, a to własna działalność, a to samochód, a to chłopak.. każdy sukces to mocny bodziec do tego aby przyjaźń wystawić na próbę. Wielka szkoda, że mało która przyjaźń jest w stanie to przetrwać :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie straszne! Że zazdrość zabija to co dobre... :(

      Usuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **