Jak w dzisiejszym świecie pozostać przy zdrowych zmysłach? .. oto mój mini przewodnik!

   
      Hedonizm i eudajmonizm.. Hedonizm utożsamiający szczęście z maksymalizowaniem przyjemności i unikaniem tego co przykre i eudajmonizm stawiający na pierwszym miejscu pracę nad sobą i własnym charakterem. To dwie wywodzące się ze Starożytnej Grecji recepty na bycie szczęśliwym. Z hedonizmu wywodzi się psychologia hedonistyczna.. którą ja osobiście określam mianem "róbta co chceta, wasze potrzeby są najważniejsze" i nie ukrywam gardzę tym podejściem. Bo to źródło zepsutego, rozpasanego konsumpcjonizmu podkręcanego egoizmem. Znacznie bliżej mi do psychologii pozytywnej.. która wiele zaczerpnęła z eudajmonizmu. W psychologii pozytywnej stawia się na rozwój pozytywnych cech charakteru.. które są kluczem do szczęścia... 


      Na zajęciach z psychologii kiedy omawialiśmy wyżej wspomniane drogi ku szczęściu usłyszałam, ze żadna z nich nie jest idealna. I nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Dlaczego? Obie mają wady. Hedonizm jest bezradny w obliczu nieszczęścia... a niestety prędzjej czy później, każdy z nad z kłopotami się zetknie. Słabością eudajmonizmu jest niebezpieczeństwo, ze tak się zagalopujemy z rozwoju, jak dalece uwierzymy w dobro i sprawiedliwość, ze oderwiemy się od świata rzeczywistego. Co więc robić? Ano wziąć z obu recept to co najlepsze, zmieszać i zdobyć trwałe zadowolenie z życia! I tu dochodzimy do integralnej psychologii pozytywnej... to z niej zaczerpnięte będzie tych kilka haseł, które utworzą Mini przewodnik pozostawania przy zdrowych zmysłach!

   

 Kontrola nad własnym umysłem


      "Co teściowa o mnie myśli?' "Czy Julka będzie się czuła gorsza, jeśli nie będzie miała wszystkich Świeżaków?", Dlaczego to powiedziałam, przecież mogła inaczej!" I tak w koło... nakręcanie się, rozpamiętywanie w nieskończoność spraw, na które nie mamy wpływu. Zapominamy przy tym o najważniejszej rzeczy... mamy kontrole nad umysłem! To właściwie jedyne aspekt, nad którym jesteśmy wstanie zapanować. Mózg to narzędzie! Podsuwa nam rozwiązania, które sprawdziły się w przeszłości. Doświadczenia, wnioski z obserwacji otoczenia, rodziców czy też przyjaciół. Ważne, by mieć kontrolę nad naszymi myślami.. to klucz do szczęścia! Sprawa jest pozornie prosta. Sprowadza się do koncentrowania się na pozytywnych aspektach nawet kiepskich sytuacji. By nauczyć się mówić STOP... kiedy nas ponosi. Kiedy w swojej głowie zaczynamy budować coraz to gorsze scenariusze.
      Istnieje proste ćwiczenie by poznać ten mechanizm...
1. Skieruj swoją uwagę na zjawisko lub rzecz skrajnie inną od tej, którą się teraz zajmujesz
2. Obserwuj uważnie, jak zmienia się Twoje postrzeganie, jak rozwija się Twój tok myślenia.
3. Jeśli zmierza w negatywnym kierunku... bo Cię ponosi wyobraźnia przełącz się na inny.. neutralny tor... zacznij np. liczyć oddechy.


Jak powiesz "dziękuję" honoru Ci nie ubędzie.


      Wdzięczność... jakże rzadko spotykana cecha. Dziś nie lubimy być komuś dłużni. Gdzieś z tyłu głowy zawsze siedzi myśl: pewnie będzie chciał czegoś w przyszłości! A cholera tam! I dobrze! Wdzięczność jest dobra, pomoc innym jest dobra. Ta wynoszona pod niebiosa niezależność jest psu na budę! Człowiek jest zwierzęciem stadnym! I jako takie musi wchodzi w relacje. No sory... wszystkiego sam nie zrobisz.. choćbyś się w trumnie na stojąco ... (wiadomo co).
      Czy można się nauczyć bycia wdzięcznym? Wdzięczność jest aktem woli. Więc wystarczy chcieć! "Dziękuję, ze otworzyłeś mi drzwi"; "Dziękuję, że zrobiłaś taki pyszny obiad"; "Dziękuję za szybkie załatwienie sprawy"; "Dziękuję..."


Konkrety kurde!


      Wielozadaniowość jest przereklamowana! Tak uważam i nie bijcie mnie jeśli uważacie, ze jest inaczej. Osobiście wolę robić rzeczy jedna po drugiej. Kiedy robię ich kilka na raz, z reguły zajmuje mi to dużo więcej czasu. I tak, jeśli pisze notkę na bloga to ją piszę.. a nie przy okazji robię pranie, sprzątam, gotuję, sprawdzam pocztę i media społecznościowe. Jeśli pracuję to pracuję... facebook wtedy nie istnieje.. jutub (moje uzależnienie) też. Myślenie pt. "co by było gdyby..." już dawno wyrzuciłam ze słownika. To prosta droga to niekończącego się roztrząsania nawet najbardziej błahych spraw. Po co mi to?
      Przykład z życia wzięty: Dwie kobiety.. obie remontują mieszkania, obie robią to samo, czyli zmieniają kolor ścian, karnisze, oświetlenie i część mebli.. Jedna już skończyła i cieszy się pięknymi wnętrzami. Druga wciąż się zastanawia nad wyborem oświetlenia i karniszy... Jak myślicie.. która jest szczęśliwsza?

    

Nie bądź defetystą!


      Jeśli są ludzie którzy z miejsca działają mi na nerwy i zwyczajnie ograniczam obcowanie z nimi do absolutnego minimum to defetyści! Jak na dzień dobry słyszę "nie da się bo nie". To kończę rozmowę. Szkoda mi czasu i energii na przekonywanie kogoś, kto z góry zakłada ze coś się nie uda. Że na pewno stanie się coś złego. Mam w swoim bliskim otoczeniu taką osobą i wiecie. Ja osoba towarzyska, zwykle rozgadana .... milczę! MILCZĘ bo nie mam ochoty słuchać niekończącego się gderania. Mam wrażenie.. ze takie osoby szczęście i satysfakcję odnajdują wtedy, kiedy mogą powiedzieć: a nie mówiłem? A KYSZ!
      Jeśli chcesz być szczęśliwy... nigdy na starcie nie zakładaj, że coś się nie uda. Jeśli tak zakładasz... cóż z pewnością Ci się nie uda.


Głębokie, zdrowe relacje to klucz do szczęścia.


      O budowaniu głębokich relacji i ich znaczeniu w życiu zawodowym pisałam TU. Ale trwałe głębokie relacje, to także nieustanne źródło pozytywnych emocji w życiu prywatnym. Teza jest potwierdzona i niepodważalna. Kiedy masz zdrowe, bliskie relacje z ważnymi dla Ciebie osobami jesteś szczęśliwy. Jeśli relacje są zaburzone, pojawiają się napięcia i lęki. Dlatego pielęgnuj każdą ważną dla Ciebie znajomość. Pielęgnuj realnie a nie wirtualnie...


Czy Ty aby na pewno siebie znasz?


      To pytanie jest przewrotne, ale tylko do pewnego momentu. Kim jesteś? Skrytym introwertykiem lubiącym swoje własne towarzystwo.. czy wręcz przeciwnie towarzyskim introwertykiem potrzebującym ludzi jak powietrza? Zapytaj siebie co lubisz? Gdzie czujesz się najlepiej? Co sprawia, że szeroko się uśmiechasz? Odpowiedzi na te pytania wskazują drogę, jaką trzeba podążać. Zapomnij o modzie i trendach... jesteś jedyny w swoim rodzaju, posiadasz indywidualny kod. Dopóki nie krzywdzisz innych, masz prawo do robienia tego co czujesz.


Ciało i umysł to jedno!


      "W zdrowym ciele zdrowy duch"! Znacie to powiedzonko? Ja słyszałam je na każdych zajęciach z W-F'u w podstawówce. Czy moja zafiksowana na bycie fit nauczycielka (Pani Ania była taką trochę Ewą Chodakowską lat 90-tych, tylko na lokalną skalę) nie miała racji? Ano miała. Kiedy nasze ciało niedomaga to psychicznie czujemy się kiepsko... i na odwrót. Dlatego rozwijając umysł, nie możemy zapominać o ciele.. odrobina ruchu i zdrowa dieta nikomu jeszcze nie zaszkodziły.


Równowaga


      Na koniec rzecz najważniejsza... Równowaga. Kiedy mamy zaburzone proporcje, postrzegamy świat z wykrzywionej perspektywy. Kiedy nasze życie zawodowe dominuje nad prywatnym zaburzone zostają relacje z najbliższymi. Kiedy zamiast pójść na spacer z psem siedzimy na kanapie i wcinamy pizzę... to kończy się to dodatkowymi kilogramami. Kiedy zanurzymy się w świat wirtualny, zamykamy się na doznania realne. Można tak bez końca...

   


     Jako podsumowanie zostawię Wam cytat, jaki wypisałam sobie ostatnio z artykułu podsuniętego przez przyjaciółkę:

"Szczęście nie jest efektem powielania kulturowych wzorców - choć ich obserwacja bywa pouczająca - ani podążania za wizjami oferowanymi przez media, polityków, przewodników duchowych czy psychoterapeutów. Doświadczenie satysfakcji z życia jest w każdym przypadku wyjątkowym osiągnięciem osobistym."
Poradnik Psychologiczny Anna Tylikowska






54 komentarze:

  1. To prawda, że w zdrowym ciele zdrowy duch ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o ten przykład, gdzie kobiety wykonują remont, trudno jest stwierdzić która z nich jest szczęśliwsza. Zależy to bowiem od wielu czynników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jasne... obie zaczynają w jednym czasie. Jedna jest wstanie skończyć i cieszy się nowym pięknym wnętrzem, a druga wciąż ma gołe ściany i śpi na dmuchanym materacu... tiaaa

      Usuń
    2. Niektórym bardziej od osiągnięcia celu, podoba się dążenie do niego :)

      Usuń
    3. To nie jest żadne dążenie do celu, tylko trwanie w jednym miejscu powodowane brakiem umiejętności podejmowania decyzji... ;)

      Usuń
    4. :D Mi też zawsze ogromną frajdę sprawia dążenie do celu. Strasznie lubię wybierać i przebierać w dostępnych opcjach. Może i jest to strata czasu, ale niezwykle przyjemna! Jak już mam co chciałam - z czasem się do tego przyzwyczajam. A w ferworze walki jestem ciągle w stanie euforii ;D To chyba trochę kwestia indywidualna. I może też trochę kwestia cieszenia się z tego się ma (/robi) tu i teraz? ;)

      Usuń
    5. Powtórzę się.. wieczne przebieranie wybieranie, zmiany zdania.. to nie jest żadne dążenie do celu. To stanie w miejscu.. albo strach przed ukończeniem jakiegoś projektu.. to nie rozwija.. to zwykłe zawieszenie w czasie...

      Usuń
  3. Ja często robię kilka rzeczy naraz w domu bo inaczej bym nie zdążyła z niczym na czas. Najgorsze jednak kiedy nawarstwiają się różne sprawy terminowe. Wtedy żeby nie zwariować mówię sobie: "take it easy" i "step by step". Nie wiem czemu ale te angielskie zwroty jakoś mnie uspokajają i zaczynam działać załatwiając różne sprawy po kolei zaczynając najczęściej od najpilniejszych. No i staram się wieczorkiem wyluzować i skoncentrować się na czymś przyjemnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, prace domowe to prace domowe. Da się jednocześnie wstawić pranie, odkurzać i gotować obiad. ;) Nie nazwałabym tego wielozadaniowością.. choć znam kobiety, które i z takimi rzeczami sobie nie radzą. :D

      Usuń
  4. Odniosę się do remontu, bo akurat jestem po i świeżo po przeprowadzce. Ciężko stwierdzić która z tych kobiet jest szczęśliwa, bo to zależy od człowieka. Mi większą radość sprawiało wybieranie dodatków, możliwość wyboru, wspólne zastanawianie się wraz z Mężem co bardziej pasuje niż już zakończony remont, ale może to wynikać z tego, że wybierając dodatki byłam przed sprzątaniem i miałam więcej siły. Po remoncie i sprzątaniu jestem tak zmęczona, że nie mam siły się tym cieszyć 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu ja nie pisałam o dodatkach... tylko wyborze karnisza i oświetlenia.. kiedy ma się kompletnie gołe ściany... i ten wybór trwa już w tej chwili miesiące....

      Usuń
    2. Dla mnie karnisze to dodatki ;) W poprzednim mieszkaniu ( tymczasowym ) nie miałam firanek, a tutaj będą tzn są :) Oświetlenie - lampy, wybierałam bardzo długo, ale miałam tez na to bardzo dużo czasu i sprawiało mi to wybieranie frajdę niesamowitą, a ile razy zmieniałam decyzję to nawet nie chcesz wiedzieć ;)

      Usuń
    3. W takim razie jesteś skrajnie różna ode mnie. Ja z reguły zanim przystąpię do czegoś mam już ramowy plan. Kiedy malowaliśmy ściany, już w myślach wybierałam meble.. wiedziałam jak mają wyglądać pokoje, jakie kolory, jakie dodatki. Zakupy zajęły mi nie ściemniam pół godziny. W pół godziny wybrałam najpotrzebniejsze rzeczy. Zwyczajnie wiedziałam czego chcę i podejmowałam decyzje. Nie mam potrzeby odwiedzania pierdyliarda sklepów, w których jest dokładnie to samo... Mnie do szału doprowadza jak coś jest tygodniami rozgrzebane, a ja mam w takim nieładzie przebywać. Teraz mogę sobie wariować z dodatkami poduchami, ozdobami i innymi pierodłami.. ale szkielet już mam. I mogę mieszkać jak człowiek, a nie koczować. wśród pudeł, walizek itp...

      Usuń
    4. Zawsze i z wszystkim też byłam dobrze zorganizowana, ale nie wiem sama dlaczego tak potoczyło się to wybieranie :) Może to po części to, że było dużo czasu, może trochę to, że miałam wrażenie, że już coś robię, żeby było fajnie w nowym M :)
      Sama przeprowadzka i rozpakowywanie to też dosyć szybka akcja :) Najważniejsze, że już za mną :)

      Usuń
    5. Widzisz.. miałaś czas i nie żyłaś w syfie (za przeproszeniem)... Myślisz, ze jakbyś miała mieszkać wśród sterty pudeł i spać na materacu to tez tak długo byś się wahała?

      Usuń
    6. Oj nie, jestem tego pewna 😊

      Usuń
  5. Uda się, uda się :) ja wierzę, próbuję, a jeśli nawet nie wyjdzie no cóż...dałam z siebie wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha ha ha fajne ćwiczenie, stosuję je często, lecę w to co negatywne, łapię się na tym, stop, zmuszam się, żeby pomyśleć o czymś zupełnie innym. Działa :P Zastanawiałam się po co piszesz o dziękuję, ale chyba już rozumiem, czemu ludzie dziwnie się patrzyli na mojego 2 latka, który to mówi :P Już ma 3 i reakcja nadal jest podobna :P Uwielbiam konkrety, jak coś robić to raz, a porządnie :P A KYSZ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz... dziś: proszę, dziękuję, przepraszam.. to dla wielu zapomniane relikt. Prędzej pójdą na kanałowe bez znieczulenia niż powiedza dziękuję... taki świat. :(

      Usuń
  7. Szczęście to pojęcie względne.. Dla jednych będzie to pojechanie na Karaiby i korzystanie z wszystkich możliwych atrakcji nie patrząc na koszty, bo przecież ich stać. Dla niektórych osób szczęście będzie to zdrowie, rodzina, przyjaciele lub możliwość zjedzenia chociaż raz dziennie normalnego ciepłego posiłku. W kwesti remontu to ja bym była szczęśliwa gdybym miała zrobione już cokolwiek, choćby instalację wylewki, niestety póki mam inne wydatki to nie mam możliwości nawet wystartować z tym remontem ale nie nie jest temat na wygadywanie się u kogoś w komentarzu bo nie każdy musi wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz ja już dawno doszłam do wniosku, że szczęście to drobiazgi.. nie upragniony wyjazd na Malediwy, tylko uśmiech ukochanej osoby. Nie drogie meble, tylko pobudka urządzona przez ukochanego psa o 5 rano. To śmiech dziecka i uśmiech zupełnie obcej osoby w tramwaju... ot drobiazgi. :)

      Usuń
  8. Muszę sobie skrócić Twój wpis do mojego BuJo i kiedy przestanę pozytywnie myśleć, to sobie wrócę i poczytam 😊 Mogę? Czasami za dużo myślę, czy wszystko zrobiłam dobrze, jak mogłam coś powiedzieć inaczej, a przecież trzeba żyć tu i teraz. Co było, a nie jest - nie pisze się w rejestr 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne że możesz! Wykorzystaj ćwiczenie, które podałam... mi swego czasu bardzo pomagało.

      Usuń
  9. u mnie to właśnie myślenie nad tym jak coś zrobię i kontrola by było tak jak uważam daje mi harmonię i poczucie że będzie dobrze. jeśli robię coś na spontanie to są to rzeczy błahe. poważne wymagają u mnie dobrej organizacji i przedumania;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam za dużo nie dumam, bo jak zaczynam kombinować, to na ogół się potem muszę napocić za mocno... po co mi to?

      Usuń
    2. każdy ma inne sposoby:) i to jest piękne że nie funkcjonujemy wszyscy na jedno kopyto;p

      Usuń
  10. Myślę, że szczęśliwsza jest ta, która remont skończyła hahaha :D Przynajmniej ja bym była, nie lubię kiedy jakieś sprawy ciągną się w czasie, a wybór koloru w nieskończoność raczej mnie by nie uszczęśliwił, a zirytował.
    Najbardziej nie potrafię wyłączyć się z kontrolowania samej siebie. Pierwszy "punkt" - ciągle analizuję swoje błędy, jakieś sytuacje, co mogłam zrobić inaczej, a niestety jest już stanowczo za późno. Dopiero wtedy wiem, że nie popełnię drugi raz tego samego błędu, jak go spokojnie przetrawię sama ze sobą.
    Ja ostatnio czuję się bardzo zmęczona, ciągłe zmiany sprawiają, że utraciłam tą równowagę i nie mogę się coś z tego podnieść. Może to kwestia nagłej zmiany pogody, może kwestia ciągle zmieniających się obowiązków w pracy, albo może po prostu powinnam odpocząć..

    Pozdrawiam, Tak Po Prostu BLOG :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! I bałagan pewnie by Cię też irytował!
      To analizowanie wciąż od nowa... nie męczy CIę to? Nie pozbawia sił rozkładnie na czynniki pierwsze czegoś, na co wpływu już nie masz? Mnie by to wykończyło.

      Usuń
  11. Wiadomo, złoty środek najlepszy. Ale ja mam 47 lat i to o czym piszesz dzisiaj łatwiej mi przychodzi. Zachowanie równowagi, dostrzeganie szczęścia w drobiazgach, polepszanie relacji itd. Za młodu bywało o wiele gorzej, dojrzałość jednak pomaga. Dobrze,że o tym piszesz, bo nie zawsze uświadamiamy sobie, co robimy nie tak:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie dojrzałość pomaga! Choć wiesz... znam wiele kobiet tak rozedrganych, tak za przeproszeniem rozpieprzonych, że mimo tej trzydziestki na karku mentalnie wciąż sa nastolatkami.. wciąż gonią nie wiadomo za czym... smutne to.

      Usuń
  12. Też nie znoszę, gdy ktoś z góry zakłada że czegoś nie da się zrobić. Moim zdaniem metodą prób i błędów wszystko się da, wystarczy tylko chcieć i być cierpliwym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Jak ktoś na dzień dobry mówi eeeee tam, po co na co, nie da się... to ja mu też na dzień dobry dziękuję i... współczuję. :(

      Usuń
  13. Ale świetnie napisany post! Szczególną niechęcią darzę właśnie defetystów, a sama pracuję jeszcze nad kontrolą niechcianych negatywnych myśli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie ze wiesz, nad czym trzeba troszkę popracować. :)

      Usuń
  14. Z tą wdzięcznością to racja i w ogóle z kulturą osobistą. Słuchałam wczoraj wypowiedzi Czarka Pazury że kiedyś by zwrócić na siebie uwagę trzeba było być freekiem na egzaminie do szkoły filmowej egzaminatorzy obserwowali kto na siebie ściągnie największą uwagę. Dziś normalność jest w cenie a będzie w jeszcze wiekszej. Jego słowa dały mi do myślenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Pazura ma rację! Nie sposób się z nim nie zgodzisz... szczególnie, kiedy obserwuje się to, co się dzieje w mediach... i nie tylko!

      Usuń
  15. Ja mam takie podejście troszkę olewające do wszystkiego, nie przejmuje się innymi, nie tracę na to tak jak i ty energii bo mi szkoda :D Zawsze staram się skupiać na samych pozytywach i to wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej sie skupiać na pozytywach.. nawet z porażek.. właściwie to głównie z nich .. można nwycisnąć wiele dobrego!

      Usuń
  16. Jak zawsze samą prawdę napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Na szczęście nie mam z tym problemów :) i zawsze jestem przy zdrowych zmysłach :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kontrola nad własnym umysłem - Świeżaki idealny przykład!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ludzie chyba ogółem mają problem z wdzięcznością, i to nie tylko w takim aspekcie, aby powiedzieć drugiej osobie "Dziękuję". Nie doceniają też tego, co mają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to też... ale nie tylko nie umieją mówić dziękuję... reagują też zdziwieniem jak to dziękuję słyszą.

      Usuń
  20. Jestem tutaj pierwszy raz ale już wiem, że będę zaglądać częściej. Świetny post;)

    OdpowiedzUsuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Staram się odwiedzać moich gości, czasem mam opóźnienia, ale nadrabiam je**

**Nie działam na zasadzie obs za obs, komć za komć, uwierz mi nie ma dróg na skróty, tylko pracą można osiągnąć sukces**

** Przesyłam moc dobrej energii! **