Nie zgub kolejnych notek! KLIK KLIK

Moja recepta na szczęście.. czyli mniej znaczy więcej!

            Musisz więcej! Musisz szybciej pokonywać kolejne stopnie kariery! Przecież ta podwyżka Ci się należy, musisz jeszcze tylko...


Recepta na szczęście
     

      Musisz więcej! Musisz szybciej pokonywać kolejne stopnie kariery! Przecież ta podwyżka Ci się należy, musisz jeszcze tylko skończyć te dwa projekty! Otóż NIE! Nic nie muszę! Nie potrzebne mi większe mieszkanie, nie potrzebny mi lepszy samochód. Nie potrzebne mi kolejne pary niemożliwie drogich butów i torebek, tona kosmetyków też mi nie potrzebna.  Potrzebny mi czas dla siebie i dla rodziny. Nie jestem looserką.. po prostu nie mam zamiaru  żyć dla kariery. Mój cel to bycie szczęśliwą! I wiecie? Jestem szczęśliwa!



      Nigdy nie chciałam być szefem. Ale też nie lubiłam mieć nad sobą kilku szefów.. podwładnych z resztą też nie. Nawet w czarnych czasach korpo wolałam być gdzieś w środku drabinki. Robić swoje i wychodzić. To kwestia mojego charakteru. Cóż.. niektórzy mają przysłowiowe "parcie na szkło" inni nie.


slow life, motywacja, mniej znaczy więcej
        



Nie potrzebne mi kolejne rzeczy.


- Zjadłem wczoraj lunch w knajpie u Amaro - usłyszałam ostatnio od kolegi z korpo na dzień dobry.
- No i co z tego? - pytam
- No przecież to knajpa Amaro! Ma gwiazdkę Michelina!! Na stolik czeka się miesiącami! Wydaliśmy ze znajomymi fortunę!
- No i? - dopytuję się 
- Ty nic nie rozumiesz! - kolega nie może objąć rozumem, że się nie zachwycam.
- Byłeś w knajpie, zjadłeś obiad, napiłeś się wina. Co w tym szczególnego? Miejsce?
- Tak! - jego lico rozświetliło się jakby padł na nie blask słońca - Rozumiesz teraz?
- Nie. A tak w ogóle to cześć Tomek, miło cię widzieć po tylu latach.....

      Widzicie komizm tej sytuacji? On był tak podniecony tym, ze był w knajpie u AMARO! Że zapomniał się przywitać, zapomniał o całym świecie... liczyło się tylko fakt, że mógł się pochwalić wizytą w modnej knajpie. Cóż...
      Szpanerskie restauracje? Designerskie gadżety? 100 par butów? Przerabiałam to... to nie daje szczęścia. Owszem czujemy się chwilowo podekscytowani, czujemy dumę z posiadania. Tylko że po chwili pojawia się pustka. Pustka, którą mogą zapełnić jedynie kolejne gadżety.. kolejne rzeczy, które wydają się nam niezbędne. To błędne koło, w które wpada wielu moich znajomych. Zwłaszcza tych, którzy osiągają sukces, za którym idą większe pieniądze. Kiedy z nimi rozmawiam, potrafią mówić tylko o nowych rzeczach. Rzeczy.. rzeczy... tylko te nowe rzeczy wywołują w nich większe pozytywne emocje. Kupiłam to... Byłem tam... Jadę tam.. Smutne to...


Mój sposób na szczęśliwe życie.


      Piszę do Was ten post, po rozmowie z moim przyszłym teściem. Namawiał mnie na założenie własnej firmy. Argumentował to tym, że mam już kontakty, mam wiedzę. I tak pracuję w domu, więc w sumie nic się nie zmieni... Czy aby na pewno? Pracując na etacie nie martwię się o pracę. Nie muszę się szarpać z klientem, czego organicznie wręcz tego nie znoszę! Nie muszę walczyć z zusem, skarbówką i setką innych urzędów, które wciąż czegoś chcą. Czas który poświęciłabym na papierologię, mam dla siebie i Pana M. Czy to oznacza że brak mi ambicji? Nie! To mój sposób na szczęśliwe życie! Robię swoje i mam wolne. Mamy już dom, mamy samochód, mamy stabilną sytuację finansową i co najważniejsze mamy siebie. Nie potrzebne nam nic więcej.
      Czasem mam wrażenie, że większość ludzi w kodach genetycznych wytatuowane ma słowo: WIĘCEJ. Musza mieć więcej.. wciąż więcej. Więcej niż mieli rok temu, a już na pewno więcej niż dwa lata temu. Koniecznie więcej niż sąsiad! Bo jak to.... sąsiad kupił nowe auto? To ja nie mogę być gorszy! Koleżanka ma 400 znajomych na fejsie i 1000 obserwatorów na insta? Przecież nie mogę być gorsza... muszę mieć WIĘCEJ i WIĘCEJ i WIĘCEJ!
      Wiecie... zmęczyło mnie to wszędobylskie WIĘCEJ! Ja nie muszę mieć więcej. Chcę i mam w sam raz. Mam tez mnóstwo czasu na realizację swoich pasji, na to by się rozwijać. Nie chcę już więcej stresu. Nie chcę płakać po nocach z bólu.


czasem mniej znaczy więcej
   

Więcej to czasem zwyczajnie "za dużo".


      Co jest ważniejsze: czas spędzony z dorastającym dzieckiem czy ogromny telewizor plazmowy, na który harujesz wyrabiając nadgodziny? Co ma większą wartość: realny piknik z dziećmi na Polach Mokotowskich czy wiecznie planowany wypad do Bałtowa. Wypad, na który trochę brak kasy.. więc trzeba zarobić siedząc po godzinach. Co powinno nam przynieść większą radość: bycie razem gdziekolwiek.. czy bycie razem w szpanerskiej knajpie, w której w dodatku się nie najemy (ja od Amaro wyszłam głodna... tak wiem, tam się idzie jeść tylko smakować. Pffff).
      Kiedyś przeczytałam bardzo ważne dla mnie słowa. Nie pamiętam już gdzie, nie pamiętam kto je napisał... ale brzmiały mniej więcej tak: "Jeśli nie umiesz się cieszyć z małych rzeczy, nigdy nie będziesz szczęśliwy." To moje motto życiowe. Mój drogowskaz, którego się trzymam. Mój przepis na szczęście.


więcej znaczy mniej
      


Uffff... udało się!
Co myślicie o tym co napisałam?
Lubicie WIĘCEJ czy w sam raz?
Jak zawsze zachęcam do komentowania!






Inne notki? Poczytaj, może coś Ci się spodoba.

45 komentarze

  1. Ha ha ha a ja chciałabym iść do Amaro, sprawdzić o co tyle szumu. Lubię jeść na mieście raz na jakiś czas, cieszę się, że mogę sobie na to pozwolić i nie wciskać wszystkim, że domowe jest lepsze. Jasne, że u mamusi jest najsmaczniej, no dobra nie u każdej, ale u mojej tak. Co nie zmienia faktu, że odmiana jest miła, a ja lubię nowości. Jednak cieszę się, że jestem już na etapie, na którym Twój tekst rozumiem, co więcej zgadzam się z nim. Baaa nawet mnie bawi, jak ludzie reagują na to, że pasuje mi mój złomek - samochód, że nie mam ciśnienia, żeby już mieć nowy, tu i teraz, bo ten czy tamten już 3 razy zmieniał. Lubię nowości, lubię mieć, co jakiś czas zmienia mi się przedmiot chciejstwa. Baaa lubię zakupy, ale przeżyję bez nich. Metka jakoś nigdy nie robiła na mnie wrażenia. Za to doświadczanie życia to mnie pociąga, książka, film, muzyka, teatr, opera, filharmonia, koncert, a czasami po prostu spacer w lesie lub rozmowa z fajnym, wartościowym człowiekiem. Nie czuję potrzeby na kolejny kredyt, żeby tylko mieć się czym pochwalić, bo po co i przed kim. Ja się nie zadaje dobrowolnie z takimi ludźmi, więc nie mam przed kim się chwalić. Jak ktoś mi się chwali to cieszę się z nim, ale nie czuję potrzeby, żeby mieć to samo, nie patrzę z zazdrością i nie myślę, że to powinno być moje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idź! Jak będziesz przypadkiem w Warszawie to zwyczajnie idź i zapytaj, czy nie mają wolnych miejsc. U nich jest tak, ze często stoliki są rezerwowane z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i potem nikt się nie pojawia. Idź... przeżyj momenty u Amaro! Wymienimy się potem doznaniami. :D
      A tekst... cieszę się, że rozumiesz! Bo rzeczywiście, część ludzi np na dorobku może się poczuć zaatakowanymi.. ale nie cofnę nawet pół słowa z tego co napisałam!

      Usuń
  2. Nie zostaje mi nic innego jak przyznać Ci racje. Też nie rozumiem tego " szału na lans " uważam, że lepiej być niż mieć, lepiej żyć w spokoju i harmonii, niżeli uganiać się za kolejnymi celami, które uszczęśliwiają na chwilę. Nic na siłę. W kwestii zawodowej też mam porównanie, praca w dużej korporacji, mała firma kilkuosobowa, swoja firma - jednoosobowa... ZUS i te wszystkie płatności, formalności i t.p. wykańcza małe przedsiębiorstwa, bo się płaci nie od tego, co się zarabia, tylko za to ze się ma firmę, obojętnie z jakim zyskiem. Środek " drabiny " jest świetnym miejscem i dla mnie, szczególnie, gdy się ma stabilną sytuację zawodową i pracę zdalną :) Kolejna para butów jest kupowana, gdy jest na nie zapotrzebowanie, a nie dlatego że " som modne! ", a bycie z rodziną, z ukochanym, jest o wiele piękniejsze niżeli lunch w modnej knajpie z modnymi znajomymi czy " nadgodziny " za dodatkowy hajs, wydawanie którego ( po wyczerpaniu ) nie będzie cieszyć :)
    Miłego dnia :* I żeby już Cię nie bolało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, ze masz filozofię podobną do mojej! A opresyjne państwo... to temat rzeka, choć przymierzam się, zeby popełnić jakiś wpis na ten temat, jeszcze się waham... czy akurat ten blog jest ku temu dobrym miejscem. Ale z drugiej strony dlaczego by nie?

      Serdeczności Kochana!!!

      Usuń
  3. Ja nie lubię ,,więcej", ale też nie lubię ,,mało". Czasami bardzo ciężko jest dostrzec granicę i jej przestrzegać, no ale trzeba się postarać. Nie cierpię natomiast samego słowa ,,muszę" - no chyba, że jest to słowo, którego używam dobrowolnie do czegoś co chcę zrobić np muszę iść wcześniej spać, muszę się napić kawy ;) Nie jest to przymus, a moja chęć wyrażona w nieco przewrotny sposób, ale samo to, że ktoś każe mi coś zrobić mówiąc do mnie np ,,musisz iść " to wywołuje u mnie złość, bo uważam, że jestem już w takim wieku, że nic nie muszę, wszystko mogę ;)
    Może moje przemyślenia znacznie odbiegają od tego co napisałaś, ale tak mnie naszło żeby się tym podzielić, więc ,,musiałam" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nie lubię słowa "muszę" ... nie lubię musieć i zawsze sobie powtarzam (i innym też), że ja nic nie muszę, ewentualnie mogę/chcę. Szkoda tylko że nie zawsze można "nie musieć"

      Usuń
  4. <Myślę, że to indywidualne podejście, poniewaz ja np chciałabym być swoją szefową, nawet z tą papierologią oraz innymi pierdułkami ;) Ale każdy szczęście określa w inny sposób i każdy ma inne aspirację ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc się spełniaj. Nikt Ci nie zabrania.:) Nie takie jest przesłanie tego tekstu... on nie jest o aspiracjach.

      Usuń
  5. "Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli."
    Zauważyłam, że ostatnio ludzie tylko pędzą, nie potrafią się na chwile zatrzymać, to jest straszne. Nie widzą co jest tu, terez. Pędzą za nie wiadomo czym, pędzą za czymś czego i tak nigdy nie będą mieć, ponieważ nie zatrzymają się by to ujrzeć. Kiedyś życie było wolniejsze i jednocześnie milsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pędzą... zdobywają kolejne "stopnie wtajemniczenia" cieszą się chwilę i czują pustkę, którą musza zapełnić kolejnymi "stopniami"... a potem nagle budzą się na starość, mają dużo rzeczy, dużo sprawności i nic poza tym.

      Usuń
  6. Faktycznie, masz rację, trochę się nam tematy zgrały (ale to nie pierwszy raz hihi!.
    Wydaje mi się jednak, że to wszystko się jakoś napędza. Jesteś młody/młoda, chcesz iść do pracy, ale żeby w miarę dobrze zarabiać, musisz mieć wykształcenie, więc je zdobywasz. Jak już zdobędziesz je, to szukasz dobrej roboty, ale żeby dobrze zapłacili, to musisz się jednak wykazać, bo nikt Ci za siedzenie nie zapłaci. Pieniądze jednak są potrzebne, aby utrzymać rodzinę, dzieci. Coś za coś, takie mamy teraz czasy. Sama czasami się na tym łapię, ale ostatnio już sobie odpuszczam w pracy. Jestem przemęczona i muszę zwolnić. Nie potrzebuję wszystkiego, żeby było okej.

    Pozdrawiam, Tak Po Prostu BLOG :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z młodymi po studiach jest jeszcze inny problem... często uważają, że skoro te studia skończyli to im się NALEŻY! Tymczasem nie potrafią nawet poprawnie pisać po polsku, nie potrafią rzeczy całkiem podstawowych. Ale aspiracje, wymagania to mają... oj mają. ;)

      Usuń
  7. Mam mieszane uczucia. Sama wiem doskonale jak to jest mieć "więcej" i jak łatwo można to stracić. Miałam także czas w swoim życiu, gdy gorzko kosztowałam tego, co oznacza "mniej". Teraz mam w sam raz- ale może tylko dla kogoś, kiedy patrzy na mnie z zewnątrz, bo ja sama już nie wiem, czy mam zbyt wiele, czy jednak za mało. Kolacja u Amaro?- nie jara mnie to, ale swoją wiecznie psującą się "czorną wołgę" z chęcią zamienię na lepszy model i doskonale wiem, co masz na myśli pisząc ostatnie zdanie. Jestem przemęczona, także chcę zwolnić, no ale z tą "czorną wołgą" to piszę bardzo poważnie ;). W tym wypadku naprawdę chcę więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... wymiana starego psującego się samochodu na nowy to nie jest żadne "więcej" tylko konieczność. A jak diesel to już wogóle... bo za chwilę nie wpuszczą do większości miast. ;)

      Usuń
  8. Ja zawsze stawiałam na rodzinę przede wszystkim. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy ekscytują się nowoczesnym drogim gadżetem albo kupują po to żeby zabłysnąć przed znajomymi. Podobnie z restauracjami, takimi jak u Amaro. Wcale mnie tam nie ciągnie i szczerze się uśmiałam z przytoczonej przez Ciebie rozmowy z kolegą. W pełni podzielam Twoją folozofię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na początku wryło, potem się już tylko uśmiechałam. Tak się podniecać wizytą w knajpie. Tym bardziej ze on żadnym poszukiwaczem smaków nie jest... ;)

      Usuń
  9. Święte słowa! Nic nie daje takiego szczęścia jak spokój i czas spędzony z najbliższymi;) kiedyś nawet napisałam post o r

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post o tym co jeśli "wszystko" znaczy wystarczająco.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Aż idę poszukać na blogu tego wpisu!

      Usuń
  10. Gdyby mnie było stać ( ale niestety nie stać mnie :D ) to sama bym poszła do Amaro! Może nie jarałabym się tym na wszystkie strony, ale jeśli twoją miłością jedną z większych pasji jest gotowanie i powiązane z nimi rzeczy to byś mogła kolegę zrozumieć. Dla mnie byłoby to coś więcej niż zwykła popularna restauracja. Że tak powiem tam jedzenie jest jak dobry sex, twoje podniebienie i kubki smakowe przeżywają orgazm :D tak ci to opiszę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek nie jest żadnym poszukiwaczem smaków! On po prostu odhaczył kolejną rzecz do zrobienia na liście rzeczy. Gdyby był smakoszem moja reakcja na jego słowa byłaby inna. ;) Co innego pasja... a co innego pójście bo to modne i można potem zabłysnąć w towarzystwie.

      Usuń
  11. a ja wolę więcej, lubię osiągać nowe cele, podwyżki a jakbym miała swoją firmę to kochałabym papierologie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... uważaj tylko, żeby to "więcej" nie zdominowało Twojego życia, bo wtedy w niczym nie znajdziesz szczęścia... zawsze będziesz chciała więcej i więcej. A papierologia... cóż, spróbuj... pewnie Ci się będzie podobać do pierwszej wizyty w urzędzie. Lub pierwszej wizyty urzędnika u Ciebie.

      Usuń
  12. ja nie lubie więcej, dalej, szybciej, lepiej... wolę po swojemu tak by mi było dobrze a nie by ktoś inny zazdrościł

    OdpowiedzUsuń
  13. Podpisuję się pod tym całą sobą. Nigdy nie rozumiem tej gonitwy za byciem modnym, za kubkiem z syreną, który zawiera więcej cukru, niż przyjmuję w ciągu tygodnia, markami czy chwaleniem się drogimi wakacjami. A ja mówię - wolę herbatę w kubku przy świecach, wolę długi spacer i cichą knajpkę na Starym Rynku niż tłoczenie się w tych najmodniejszych restauracjach. A wakacje? W tym roku spędzamy je u mnie w domu, przez popsute auto. Nie ważne gdzie, ważne z kim. I wcale mi nie smutno, kiedy znajomi chwalą się na FB gdzie to nie byli, co zwiedzili, jasne, jest to fajne, ale równie dobrze bawić się mogę grając w chińczyka ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. A mnei cieszą różne rzeczy emocje i wspomnienia... Amaro powiadasz... no no no... może uda mi sie kiedyś odwiedzić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś trzeba będzie:) a ten Amaro to ile średnio sobie życzy za obiadek?

      Usuń
    2. Wiesz jak ja tam byłam, to na trzy momenty było coś koło 180 zł, za 5 momentów 250 chyba, a za osiem ponad 300. Za cztery osoby wtedy faktura (bo obiad służbowy) była na ok 1500 zł z alkoholami już. Więc mało tam sobie nie liczyli.. a to było dobre trzy lata temu. Nie wiem jak jest teraz.

      Usuń
    3. aha czyli za dwie osoby z 700 złotych co najmniej trzeba mieć

      Usuń
  15. Cholibka.. jedna część bardzo ugodziła w moje potrzeby zakupów kosmetycznych... :D Ale sama kiedyś podsunęłaś mi piękne usprawiedliwienie, że przecież muszę się orientować w tym rynku. Chętnie przy tym pozostanę :D
    Poza tym jednym zboczeniem jestem chyba wolna od potrzeb :D Zresztą moje podejście już trochę znasz, jest dość podobne do Twojego ;) Nie znoszę kupować ubrań, butów jeszcze bardziej, a moja torebka ma jakieś milion lat i drżę na myśl o tym co ja zrobię jak przestanie się prezentować godnie... :D Nawet jedzeniowych potrzeb nie mam. Cieszę się z każdego obiadu jaki mi mężczyzna ugotuje, bo mój maks możliwości to chyba odgrzanie pierożków.. :D
    Także przybijam Ci piąteczkę i obyśmy zawsze potrafiły się cieszyć z tych małych rzeczy każdego dnia! :D
    PS. co to za nowe pandziochy? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie nowe? Były już! Ojj nie ładnie. :P

      A Twoja filozofia... ja blogerki kosmetyczne jednak bym w jakimś tam stopniu rozgrzeszała z tego "więcej".

      Usuń
    2. O kurczę.. ale wtopa :D Choć znając życie skoro już były to pewnie nawet zostawiłam wtedy dokładnie to samo pytanie. Nie. Spotrzegawczość to nie jest moja mocna strona :D

      Usuń
    3. Jakoś mnie to nie dziwi. :P

      Usuń
  16. Zgadzam się z Tobą w 100% , przerabiałam to szybciej i więcej i absolutnie to szczęścia nie daję. Moje życie zmieniło się kiedy poznałam swojego Męża. Moje życie w końcu zwolniłodo żółwiego tępa i teraz czuję się prawdziwie szczęśliwa. Bez 'obowiązkowego' iphona, 'koniecznych' pogrubionych rzęs i oczywiście 'musu' posiadania nowej fury :) Przykład Tomka jakże dobrze jest mi znany... szzególnie tu na wyspach to się odczuwa, kiedy ludzie tylko czekają na okazję by się pochwalić czymś nowym, dla mnie bezwartosciowym bo zrobionym bez szczgólnego celu, aby tylko poszpanować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to.. robienie rzeczy dla wewnętrznego przymusu zabłyśnięcia. Smutne to....

      Usuń
  17. Zastanawiałam się ostatnio, czy szczęśliwe chwile latanie boso po trawie są mniej warte od tych spędzonych na wypasionym jachcie. Nie są. Ja też jestem szczęśliwa, zwłaszcza gdy przytulam się do męża, jak bawię się z ukochanym psem. Gdy pielęgnuję leżącą teściową też, bo wiem że mam okazję być pomocna i mogę jej ulżyć. Chłonę te chwile jestem tu i teraz. Czuję, że żyję. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen! By być szczęśliwym i spełnionym nie trzeba niewiadomo czego... ale mam wrażenie, ze do takie postawy zwyczajnie trzeba dorosnąć.. Niektórzy nigdy nie dorastają.

      Usuń
  18. Ja postawiłam na własną działalność, nie dla tego, że chcę więcej i więcej chce być spełniona i szczęśliwa, wcześniejsza praca (redakcja i pisanie prac dyplomowych) nie sprawiała mi satysfakcji, tymczasowe zajęcia to jest to co chcę robić w życiu! :D Oczywiście radość czepię też z codziennych chwil z bliskimi nie ważna ilość ważna jakość :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie też zmęczyło to więcej, dlatego zdecydowałam się wrócić do Polski. Tu mam mniej, ale za to wiodę spokojne życie, w którym mam czas na wszystkie przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
  20. Też raczej podchodzę w ten sposób do życia. Nie potrzebuje kolejnych drogich rzeczy by cieszyć się życiem ;)

    OdpowiedzUsuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **

Metki

wyluzuj inspiracja rozwój lifestyle kobiety motywacja relacje międzyludzkie muzyka książki kultura blogowanie kobieta pasja słabość radość siła ludzie kreatywność ulubieńcy relaks cierpliwość działanie lęk stres film spontaniczność strach wytrwałość kobieco kontrowersje emocje perełki szczęście miłość odwaga pod prąd ślub ciasto komercja komunikacja owczy pęd praca dzieci kuchnia marka osobista podróże przyjaźń slow life złote myśli cierpienie hejt na szybko na słodko na słodko przeczytane przygotowania recenzje w kuchni związek BuJo On aktywność fizyczna analiza SWOT bez internetu ból czekolada dieta język kino konsumpcjonizm krytykanctwo literatura marka mowa nienawiści natura niesamowite odkrycia nutella ogród planowanie podniecenie podział społeczny rozczarowanie rozrywka rozwiązywanie problemów sielskie klimaty urodziny walka wpis gościnny wspomnienia współpraca zderzenie z rzeczywistością złodziej czasu światopogląd 10 faktów 2016 FOG Gwiazdka Sokrates Słowianie aborcja akcje społeczne atak audyt bez czekolady buble bullet journal buulet journal choroba w rodzinie chrzań dietę czytambolubię dekalog detoks dobre wibracje drinki dzieciństwo dziki szał e-prezenty efekt wyniku fantazy filmy fotografia inteligencja jesień jutro klątwa wiedzy konie konsumpcja kontrowersyjnie kreatywnosć kryzysy książka lata 80-te liebster a(wk)ward metoda Disneya metoda LATTE networking odległość ojczyzna-polszczyzna optymizm owerview effect personal branding poradnik praca nad sobą profesjonalizm promocje przeczytane/obejrzane przeczytane2016 przeczytane2017 przygoda psychologia pytania radio rock rocznica rogaliki rower serce czy rozum seriale stereotypy syndrom oszusta szczerość słodycze teksty motywacyjne trolle urlop veera w zdrowym ciele zdrowy duch walentynki wieczni malkontenci wieś wojna klasowa wokal wokalistki wskaźnik mglistości wysiłek z czekoladą zabawa Święta śliwki