Muzyka odc. 10 - Chester coś Ty najlepszego narobił!

Muzyka odc. 10 - Chester coś Ty najlepszego narobił!

      


      Słuchałam ich od zawsze, dawniej częściej bo i bardziej odpowiadało mi to, co tworzyli. Dziś trochę mniej. Ale w cięższych chwilach ZAWSZE odpalałam Meteorę lub Hybryd Theory i robiła mi się na serduchu lżej. Wczoraj to się skończyło. Chester miał 41 lat i... no właśnie.. Chester co się stało??????


      Dziś miało być o blogowaniu, miał być wpis o tym, jak umiejętnie wykorzystać content marketing. Ale nie będzie. Dziś piszę do Was o jednym z moich ulubionych wokalistów który wczoraj popełnił samobójstwo. Chester Bennington... jak sobie przypomnę ich koncert na Orange Warsaw Festiwal... to był kosmos! A dziś... cóż. Sława, popularność, pieniądze... one nie chronią przed takimi tragediami. Ehhhh posłuchajmy muzyki!

































      Chester jużś nigdy nie zaśpiewa... nigdy nie da czadu na koncercie... odszedł kolejny wielki.. Smutno. :(




      


Nie wiesz dokąd zmierzasz? Te 10 pytań powinno pomóc.

Nie wiesz dokąd zmierzasz? Te 10 pytań powinno pomóc.

z cyklu 10 motywacyjnych pytań
    
      Znacie Martyego Nemko? To amerykański coach. Jakiś czas temu czytałam jedną z jego książek, w tej chwili nie pamiętam tytułu.. wypisałam sobie z niej 10 pytań. Taki zestaw podstawowy, który pozwala na ogarnięcie się. Na złapanie dystansu i powiedzenie samemu sobie SPRAWDZAM! Teraz kiedy siedzę na wsi sama.. i mam sporo czasu na myślenie, postanowiłam powiedziec samej sobie: SPRAWDZAM! Co z tego wyszło? Zapraszam do czytania!


      Trzymam pięć srok za ogon. Praca, znajomi, jeszcze blog i przygotowania do ślubu. Tata potrzebuje pomocy, bo już do najmłodszych nie należy. Pan M. i jego potrzeby również są ważne. Zagubiłam się w tym wszystkim ciut. Za dużo tego wszystkiego. Staram się trzymać poziom (a może pion?), ale momentami chce mi się wyć. Mój zwichrowany kręgosłup wcale mi nie pomaga. Tydzień leżałam plackiem i nawet do łazienki nie byłam wstanie dojść (sikanie do miski i czekanie, aż ktoś ją opróżni... znakomity test dla związku, choć osobiście nie polecam!).. cóż powtórka z rozrywki. Doskonały przykład na to, że zmęczenie psychiczne jest równie groźne jak fizyczne. Pamiętajcie proszę o tym! A teraz do rzeczy!

      Wyjechana jestem na wieś.. do głuszy niemal. Mój azyl, moje miejsce na ziemi, tu zawsze łapię oddech i dystans... i to tu, siedząc na tarasie i  przeglądając BuJo  w jednej z kolekcji z rzeczami przydatnymi zobaczyłam hasło: ZRÓB SOBIE AUDYT: 10 pytań do... Pomyślałam, to fajna sprawa. Złapałam kartkę długopis i zaczęłam pisać i pisać... Zajęło mi to kilka godzin, ale się udało! Zrobiłam sobie rachunek sumienia, pogadałam sama ze sobą.. Jaki tego wynik? Pozostawię dla siebie. Ale postanowiłam podzielić się z Wami tymi pytaniami. Wiele z Was, na bank nieraz je sobie zadawało pojedynczo... może warto zadać je sobie na raz? Może tak.. może nie... wiecie? Kilka (kilkanaście?) dni temu napisałam to Marice, dziś powtórzę to Wam: Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! Oto i one:

1. Kiedy byłam najszczęśliwsza?

   



      Jak często jestem szczęśliwa? Ostatnio może o uśmiech jest u mnie trudno, ale z drugiej strony nie ma dnia, żebym się choć przez chwilę nie poczuła szczęśliwa! Nawet kiedy leżałam przykuta do łóżka, to były momenty, że czułam się jedną z większych szczęściar jakie chodzą po Ziemi. Ale kiedy byłam najszczęśliwsza? Czy to był moment, kiedy Pan M. padł na kolano i poprosił mnie o rękę? A może dzień kiedy powiedział pierwszy raz "kocham Cię"? Nie umiałam długo odpowiedzieć sobie na to pytanie... walczyły we mnie dwie strony mojej duszy. Jedna krzyczała Pan M! Druga.. muzyka! Z artystką wygrała jednak nieuleczalna romantyczka! Najszczęśliwszy moment w moim życiu to 26 grudnia zeszłego roku. Ehhh... jak sobie pomyślę, to od razu mam motylki w brzuchu!

2. Co powinnam robić częściej?


   


      Śpiewać! To była pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, kiedy zadałam sobie to pytanie. Kocham śpiewać. A ostatnio nie mam zbyt wiele okazji (i nastroju) by to robić. Ale wiecie... przy tym pytanie zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi tego brakuje. Muszę pomyśleć o jakichś warsztatach... dawno nie byłam, a uwielbiam je!


3. Co powinnam robić rzadziej?


   


      Niewiele takich rzeczy jest w moim życiu. Dlaczego? Sukcesywnie się ich pozbywałam. Doszłam do wniosku, że nie mam ochoty robić rzeczy, na które ochoty nie mam. Jakie to były rzeczy? Przestałam na siłę biegać po klubach, bo wypada, bo fajnie się poczuć cool! Przestałam biegać na wszelkiej maści warsztaty udoskonalające... doszłam do wniosku, że mniej znaczy więcej. Ale to już wiecie!

4. Co powinnam robić inaczej?


   


      Zdecydowanie powinnam robić zakupy rano najlepiej między 7 a 8 i nigdy w soboty. Zakupy robione po pracy ZAWSZE mnie denerwują, te w weekendy to koszmar jeszcze większy. Nie wiem, czy zrobiłam się jakimś dzikiem... ale wkurzają mnie te tłumy! Idą takie (za przeproszeniem) lamy, z wielkimi wózkami, jakby sobie na spacer po parku wyszły. Nie rozumiem tego! I w sumie nie muszę... robienie zakupów rano na "otwarcie sklepu".. to zdecydowanie genialna opcja.

5. Gdzie powinnam pracować, żeby mieć najlepsze efekty?


    


      Tu akurat żadnego problemu nie miałam... już od jakiegoś czasu wiem, że najbardziej wydajna jestem poza biurem! Obojętnie czy jest to kawiarnia Green Nero, Bulwary Wiślane... czy dom. Kiedy nikt z współpracowników nie zawraca mi głowy, robię wszystko trzy razy szybciej! Dzięki temu, mam czas na inne rzeczy lub na moje ulubione NICNIEROBIENIE ... ale to już inna historia.


6. Dlaczego ludzie odbierają mnie tak a nie inaczej... czy mogę, czy chcę, coś z tym zrobić?


   


      Ze względu na moją wyrazistość, na moje czasem niepopularne poglądy (szczególnie te polityczne... czyli moją sympatią do Janusza K). I na to, że nie boję się mówić i pisać tego co myślę, czasem jestem postrzegana jako osoba negatywna. Co ciekawe.. tak postrzegają mnie na ogół osoby... które albo nie mają nic do powiedzenia i nadrabiają butą, oraz przysłowiowym "nawijaniem makaronu na uszy", albo osoby niepewne siebie, zakompleksione i zwyczajnie zazdrosne. Czy mi to przeszkadza? Nie, bawi mnie to wręcz. Czy chcę to zmienić? Absolutnie NIE! W pewnym momencie życia, każdy powinien ukształtować swoje poglądy, pogodzić się ze sobą i NIE BAĆ SIĘ.

7. Kto jest dla mnie idealnym wzorem?


    


      Nie mam! Podziwiam wiele wspaniałych osobowości.. Ideały jednak nie istnieją! Ideały są nudne, przewidywalne i trudne do zniesienia. Ale jeśli miałabym wymienić kilka wyrazistych osobowości to byłby to: Margaret Thatcher, Meryl Streep, Roman Dmowski, Maria Callas, Audrey Hepburn, Clint Eastwood, Albert Einstein... uhhh mogłabym pisać i pisać...

8. Na co mam dziś ochotę?


   


      Ohh.. na lody i babskie totalnie niezdrowe piwo! I wiecie, jak tylko skończę pisać dla Was ten post, udam się do lodówki i nałożę sobie słuszną porcję lodów i otworze puszkę REDS'A malina i granat! A co sobie będę żałować! Jestem na wsi.. siedzę sobie na słonecznym tarasie i piszę do Was! Czego chcieć więcej?

9. Czy roztrząsanie przeszłości pomoże mi w jakikolwiek sposób?


   



      Nie. Warto to sobie powtarzać do znudzenia. Przeszłość trzeba przeanalizować, trzeba wyciągnąć z niej wnioski i zamknąć w określonej szufladzie w mózgu. Roztrząsanie, gdybanie i wieczne pytanie siebie co można było inaczej NIC nie zmieni. Przeszłości nic nie zmieni. Możemy sobie tylko zadać dodatkowy ból.

10. Co jest najważniejsze?


   


      Rodzina! Trzeba o tym pamiętać w każdej chwili swojego życia. Nie pogoń za coraz to nowymi wyzwaniami, nie kolejne warsztaty z  rozwoju osobistego. Nie chodzi o to, by rezygnować z siebie, ze swoich marzeń i pasji. Ale powiedzmy sobie szczerze... co nam z nawet najwspanialszego życia.. jeśli nie mamy go z kim dzielić?
   


      Ufff... odpowiedziałam sobie na pytania. Jest mi lżej. Pozwólcie, ze wnioski zachowam dla siebie, ale wiecie. Zachęcam do zrobienia sobie takiego audytu, dla Was samych. By poznać siebie i swoje pragnienia, by odważyć się wypowiedzieć na głos to, co siedzi w duszy. Jeśli irytuje Was słowo "powinnam" w pytaniach... zmieńcie je sobie na chciałabym/chcę, sens się nie zmieni..

Uściski przesyłam z spokojnej, cichej mazowieckiej wsi!

gdzieś w drodze... słucham jak rośnie zboże






Przygotowania do ślubu - Epizod 5

Przygotowania do ślubu - Epizod 5

      

      Dziś przychodzę do Was z kolejnym postem z serii tych ślubnych. Ale... to będzie kolejny nietypowy ślubny post. W sumie pomieszam w nim i wyrzucę z siebie trochę emocji. Nie ukrywam będzie chaotycznie za co przepraszam ale wiecie... To pomaga.. pisanie (i mówienie) o emocjach pomaga... przynajmniej mi. Ot zrzucę na Was Kochani Czytelnicy odrobinę swojego ciężaru, a przy okazji opowiem co ze ślubem. To jak? Gotowi?


     Co zrobić, kiedy zaplanowany ślub wypada dokładnie miesiąc po śmierci Matki? Jak ma się zachować syn, który zaplanował ślub z ukochaną kobietą w sytuacji, kiedy umarła mu mama? Jak ma się zachować jego siostra, która nie wie, czy ma świętować szczęście małego braciszka, czy opłakiwać ukochaną mamę? Dramat? Powiem Wam.. to mało powiedziane. To co się czuje w takiej sytuacji to taka wybuchowa mieszanka.. Cały czas jesteś na granicy płaczu i śmiechem przykrywasz prawdziwe uczucia, bo gdzieś w tył głowy okłada cię myśl: "Ona powinna tu być, tak na to czekała!".
     Cóż.. ślub się odbył, mama prosiła w ostatnich chwilach przytomności by nic nie odwoływać. Bardzo się martwiła, że jej choroba wszystko odciągnie, że zniszczy ukochanemu synowi najszczęśliwszy dzień w życiu. I wiecie nic takiego się nie stało... to był piękny dzień! Może czuć było odrobinę goryczy, ale przecież było pięknie! Mama u Szefa z Góry załatwiła nawet piękną pogodę (miało lać). Braciszek wyglądał jak milion dolarów, a jego wybranka jak dwa miliony. A tatuś (o co się bałam), nie rozsypał się ze wzruszenia, choć nie wstał zza stołu nawet na minutę. Sama postanowiłam uszanować wolę mamy i skorzystać z jej rady: "córeczko, żałobę nosi się w sercu, a nie na zewnątrz" Więc wskoczyłam w kieckę i szpilki, schowałam głęboko ból i bawiłam się na weselu brata... dla niego, dla taty i przede wszystkim dla mamy!


To My!


      A co ze mną?

Kiedy mama umarła, powtarzałam sobie i wszystkim dookoła, że ślubu nie będzie. Krzyczałam, że nie ma mowy.. że jak to bawić się kiedy żałoba? Ale mijały dni, emocje trochę opadły. Dało się chwilami myśleć racjonalnie. Cóż.. mama nie chciała, żeby odwoływać cokolwiek. Wiec nic odwoływać nie będziemy... ale bez zmian się nie obejdzie.

      Najważniejszą zmiana jest fakt, że nie będzie wesela. Przyznam się Wam, że kiedy mój warunek został bez sprzeciwy przyjęty przez moich przyszłych teściów kamień spadł mi z serca. Mój Pan M. ma bardzo dużą rodzinę, więc różnie mogło być. Ale na szczęście obyło się bez sprzeciwów. Tak więc.. zrobimy tylko obiad dla najbliższych. Co prawda i tak zbierze się ok 30 osób.. ale to nie 150 prawda? Zobaczymy, czy uda się zrobić obiad w tym samym miejscu co był planowany ślub.. wolałabym, żeby nam zaliczka nie przepadła... w końcu 3000 drogą nie chodzi. Kamerzysty w końcu nie znalazłam.. więc nie mam co odwoływać. Zostanie tylko fotograf. Pisałam Wam że znalazłam takiego, z którym złapałam kontakt od pierwszej chwili. I żeby wydźwięk tego posta nie był tak pesymistyczny to przedstawię Wam Anię.

Ania.. w moim odczuciu fotograf bez wad.

      Ania Ulanicka .. znalazłam ją przez jedną z grup facebookowych. Kiedy zrozpaczona szukałam fotografa na ślub. Zażarło od pierwszej wymiany wiadomości na messengerze. Potem było spotkanie i wiecie... wiedziałam, że to jest to! Moja Pani Fotograf robi piękne naturalne zdjęcia.. ja jestem nimi zachwycona, mam nadzieję że Wam też się spodobają. Gdzie je znaleźć? Ano na stronie Ani o tu: http://aniaulanicka.pl/ . Ania prowadzi też pełnego pozytywnej motywacji bloga. Polecam poczytać!


Suknia? Fryzura? Wiązanka?


      Decyzja w tej kwestii też jest podjęta. Po burzliwych dyskusjach z moją świadkową zdecydowałyśmy się na styl pin-up!

      Sukienka będzie w stylu pin-up .. ostatnio znalazłam idealny krój! No zakochałam się w niej! Będę szukać czegoś mega podobnego! No powiedzcie, czy nie jest idealna na skromny ślub? Planuję tylko zaszaleć z butami.. fuksja.. może mięta.. a może kanarkowa żółć? Koniecznie na wysokim obcasie... co tak kręgosłup! raz się żyje!


źródło: stylowi.pl


      Fryzurę tez umyśliłam sobie z styli pin-up ... mniej więcej coś takiego jak na zdjęciu poniżej. Co myślicie?



źródło: http://newhairnow.com






Jak zbudować silną markę? Postaw na personalizację!

Jak zbudować silną markę? Postaw na personalizację!

     
      Personalizacja jest jedną z podstawowych składowych, jeśli chodzi o marketing i strategiczne budowanie marki. Koniec i kropka.. finito. Nie ma dyskusji z tym założeniem. To jeden z gorących trendów w marketingu w tym roku. Dlaczego tak jest? Jak to przekładać na blogowanie? Cóż.. postaram się to przybliżyć.

      Zamknij oczy i zastanów się, co sprawia większa przyjemność.. spersonalizowana oferta... czy zunifikowana masówka? Co jest przyjemniejsze? Co bardziej głaszcze Twoje ego? Co wydaje Ci się bardziej profesjonalne  u sprzedawców np. kosmetyków? Czy fakt, ze pytają o twoje preferencje, o potrzeby Twojej skóry? Czy może wciskają Ci byle g... byle sprzedać i wyrobić "normę".
      Teraz odwróć kierunek i postaw się na pozycji sprzedawcy/marki ... spróbuj wyczuć konsumentów... czy wiesz że:

Spersonalizowane doznanie jest jedną z głównych składowych decyzji konsumenckich.


      Czym jest personalizacja? Cóż.. u Artura Jabłońskiego znalazłam jej bardzo fajną definicję otóż:


Personalizacja to interakcja z marką, która pozostawia nas z poczuciem, że nasze osobiste preferencje zostały wzięte pod uwagę przy jej planowaniu.

      Co to jest? Z czym to się je? Silna potrzeba personalizacji wśród konsumentów wynika prawdopodobnie z dwóch czynników: ogromnego szumu informacyjnego i pragnienia poczucia się wyjątkowym! Pfff bo kto nie lubi się tak czuć.. pokażcie mi takiego, a nazwę go kłamcą!
Zapytacie no dobra, ale o co właściwie chodzi!

czym ona jest
   



      Nie wiem jak Wy, ale ja jako potencjalny czytelnik/konsument/obywatel.. częściej angażuję się w rzeczy, które uważam za ważne. W te, które dotyczą mnie bezpośrednio. Tez tak macie? Weźmy np. Czerwoną filiżankę (Kochana bardzo mi tu pasujesz, więc wybacz, ze posłużę się Twoim przykładem). Z jej bloga jasno wynika, że kocha psy, zwłaszcza bullowate. Gdybym konstruowała dla niej ofertę, nie omieszkałabym o tym wspomnieć. Powiecie, nie zawsze się da.. a ja Wam odpowiem, da się! Myślicie, że nasza urocza Czerwona filiżanka nie wspomniałaby o tym na blogu? Oczywiście, że by wspomniała... dzięki personalizowanej ofercie, kierowanej tylko do niej trafilibyśmy do znacznie większej liczny odbiorców!
      U Pawła Tkaczyka wyczytałam rzecz przedziwną (dla mnie). Wiecie że według badań, konsumenci są wstanie podać marce swoje wrażliwe dane (data urodzenia, adres, telefon) w zamian za spersonalizowane doznanie! Firmy marketingowe tworzą w ten sposób gigantyczne bazy danych (co z nimi robią, to osobna sprawa). Ale to też szansa dla małych marek. Planujesz otworzyć swój sklepik? Personalizuj przekaz jak najbardziej! Zwracaj się do klienta po imieniu, proponuj programy lojalnościowe, specjalne upusty na urodziny itp. To działa!



czym ona jest
    



Jak personalizacja ma się do blogów i blogerów?


      Przede wszystkim KOMUNIKACJA! Staraj się zwracać do swoich czytelników po imieniu, lub ich pseudonimami. Szczególnie tych, których zdążyłeś już poznać.. bo są aktywni na Twoim blogu!. To bardzo pomaga w skracaniu dystansu, a czytelnik w ten sposób czuje się wyróżniony. Ja tak mam nie wiem, jak Wy. To samo tyczy się socjal mediów... nie ma bezosobowych odpowiedzi. Jeśli jesteś na początku drogi, staraj się odpowiadać na WSZYSTKIE komentarze, później chociaż na część.. szczególnie tych konstruktywnych. Chyba że zależy Ci na spamie typu: komć za komć, obs za obs .... Ale wtedy nie masz co szukać u mnie na blogu, zwyczajnie nic tu dla siebie nie znajdziesz. A i marki silnej raczej nie zbudujesz.
      W pewnym momencie z pewnością pomyślisz o newsletterze (Aniu to zdecydowanie coś dla Ciebie... najwyższa pora!).. to tez miejsce na personalizację. Zwracaj się do swoich czytelników po imieniu, nie myl kobiety z mężczyzną. Nie wiem jak Ciebie, ale mnie wkurzają newslettery w których na początku widzę "Cześć Marzena", a dalej już standardowo rodzaj męski.. niby pierdoła. Ale jak to mówią: diabeł tkwi w szczegółach! Jak to zrobić od strony technicznej nie wiem... ale na bank gdzieś znajdziesz!


czym ona jest
    


      Uff miało być krótko i prosto... mam nadzieję, że wyszło choć prosto! Jak zwykle czekam na Wasze komentarze. Tym razem nie zakończę pytaniami.. choć powinnam, to podobno pomaga w uzyskiwaniu większej ilości komentarzy i ogólnie większej aktywności czytelników. Ułatwia tez komentowanie.. ale przecież nie zawsze musi być łatwo prawda?

Miłej reszty tygodnia i do piątku!








Wakacje to doskonała okazja, żeby wyluzować... czyli slow life w natarciu.

Wakacje to doskonała okazja, żeby wyluzować... czyli slow life w natarciu.

     

      Wspominałam całkiem niedawno, że idea slow life jest mi bardzo bliska. Jestem zwolennikiem porządku i organizacji tak... ale nie do przesady, a właściwie w małych ilościach,. Ramowy plan wystarczy, reszta może być do bólu elastyczna. Nie przepadam za nowymi gadżetami. Na wszelkie zmiany technologiczne reaguję atakami paniki. Cóż sprzęty mnie nie lubią! Najlepszym przykładem jest mój laptop, który pół roku po zakupie był w pierwszej naprawie. A ja naprawdę o niego dbałam BARDZO! W sumie dbam nadal..


PRRRRR WRÓĆ nie popłyń!

Miało być o slow life i wakacjach, jako doskonałej okazji by zwolnic obroty! Do dzieła!


      Jakoś w niedzielę (dziś jest wtorek, post poleci do Was w piątek), rozmawiałam z koleżanką na temat planowania wakacji! Aga jest robotem.. Robotem pod tym względem, że musi mieć wszystko zaplanowane od A do Z. Nie to, ze nie umie wyluzować, ale bezpieczniej się czuje, jak zapisze sobie wszystko w kalendarzu i kolejno odhacza zadania wykonane. Tak samo postępuje w przypadku wakacji. I uwaga: Czasem jak wraca, to skarży się nam, ze jest znudzona na wakacjach. Nie wypoczęta, zrelaksowana... tylko ZNUDZONA! Pytanie dlaczego??


Czy szczegółowe planowanie wakacji ma sens?


      Zapytałam Agę skąd to znudzenie? Przecież, kiedy planuje swoje wakacje jest cała podekscytowana, wyszukuje miejsca, urokliwe zakątki. Zaznacza sobie trasy. Słowem planuje wszystko w najdrobniejszych szczegółach tak, jak to zwykła robić w pracy (i poza nią też). Nie umiała mi odpowiedzieć. Ja w pierwszej chwili też nie miałam pomysłu, co jej poradzić. jedyne co mi przyszło do głowy to: WYLUZUJ DZIEWCZYNO i idź na żywioł. I może rzeczywiście? Może to całe planowanie, to organizowanie urlopu do ostatniej minuty zabierają jej radość z odpoczynku. Może po tym całym planowaniu.. odhaczanie kolejnych punktów programu jest zwyczajnie nudne? Muzeum ta i ta godzina, potem lunch tu i tu. Dalej przejazd kolejką do tego urokliwego parku, spacer 30 minut. Powrót do hotelu, obiad. Jazda taksówką do galerii... i tak dalej. Oczywiście przejaskrawiłam w tym momencie. Ale chyba niewiele...


W sumie to zebrało mi się na wspominki...


      Już o tym pisałam w poście Diabeł ubiera się u Prady, ale kiedyś byłam pracoholikiem, totalnie zapracowanym, zafiksowanym na rozwoju osobistym pracoholikiem. Takim... modelowym wręcz. Wszystko miałam ułożone pod linijkę, wszystko dopracowane. 20 godzin w pracy? Żaden problem! Można się było nawet nie wracać do domu, tylko parę godzinek przekimać na sofie! Brrrr! Wiecie.. to nie byłam ja... to był jakiś dziwny twór, który mnie opanował w trakcie tego koszmarnego korporacyjnego wyścigu szczurów. Organizm powiedział dość. Ile się nacierpiałam to moje... ale dzięki temu przyszło otrzeźwienie. Dziś te niemal 10 lat później uśmiecham się na myśl o tamtej dziewczynie. Znów zapytam dlaczego o tym piszę?


      


Wakacje... idealny moment by zwyczajnie zluzować poślady!



      Drogi Czytelniku... wakacje to idealny moment, by wyluzować. By wyrzucić kalendarz przez okno. Założyć plecak na plecy i iść! Powiesz planowanie jest potrzebne! Ja zapytam.. a czy to Twoje planowanie to nie jest sztuka dla sztuki? Bo planowanie w tej chwili jest modne, bo wszyscy planują? W chyba wszystkie czołowe blogerki wrzucają wycacane pilki do druku.. Naprawdę musisz planować co będziesz robić na wakacjach? Przecież to jedyny czas w roku, kiedy możesz sobie pozwolić na totalne NICNIEROBIENIE?! Kiedy szef może się wypchać, a współpracownicy co najwyżej liczyć, że łaskawie zainteresujesz się ich pytaniami. Wakacje to Twój czas.. czas Twojej rodziny. Nie psuj go drobiazgowym planowaniem, czy zawracaniem sobie głowy pracą. Powtórzę.. wyrzuć kalendarze/planery za okno i wyłącz mózg! Meksykanie mają na ten stan specjalne określenie: absolutamente nada que ver. Piękny stan!
      Od niemal 10 lat nie planuję wakacji kompletnie. Wybieram miejsce, do którego mam ochotę jechać. Pakuję walizkę i jadę! Na miejscu, całkowicie spontanicznie decyduję.. gdzie się wybiorę, co mam ochotę zobaczyć. Mam ochotę leżeć na plaży? To leżę i trzy dni.. a kto mi zabroni! Mam ochotę iść do klubu to idę. Mam ochotę na zwiedzanie to zwiedzam. Jestem w tym całkowicie spontaniczna i wiecie? Jest mi z tym tak dobrze, tak bardzo odpoczywam.
      Wreszcie wakacje, to idealny moment by się odciąć! Wyłączyć telefon, zostawić w domu laptopa... spokojnie da się wytrzymać kilka dni bez dostępu do socjal media. Powiecie.. a co ma zrobić bloger? Odpowiem...przecież przed urlopem można zaplanować publikację i cześć! Komentarze? Nie znikną.. można je ogarnąć po powrocie. W ciągu roku jesteśmy narażeni na tak wiele bodźców, na taki ogrom informacji, że warto powiedzieć pas choć na chwilę! Mówisz, ze nie możesz wytrzymać pięć minut bez sieci? Odpowiem Ci.. uzależnienia się leczy. Spróbuj sobie zrobić detoks!?



      


Życie według harmonogramu jest może bezpieczne, ale przewidywalne i zwyczajnie nudne! 


      Żeby była jasność. Nie neguję planowania. W pracy mam plan tygodniowy i zazwyczaj się go trzymam... choć z tym bywa różnie. Ale absolutnie nie planuję dni godzinowo... mam to już za sobą. Nie chcę do tego wracać... Może to moja raz uwolniona artystyczna dusza nie pozwala się zamknąć do klatki? Tak... życie z harmonogramem uważam za nudne. Życie jest po to, by je przeżyć, a nie po to by skrupulatnie planować każdą chwilę.
      Znów wrócę do Agi... Aga narzeka, że nie ma ani chwili czasu dla siebie, że nie ma czasu iść do kosmetyczki.. wiecie co jej odpowiedziałam? Dziewczyno oblicz sobie ile czasu spędzasz nad kalendarzem, planerem w którym kontrolujesz dietę i całą resztą planerów, które namiętnie drukujesz z sieci i wieszasz w kuchni, w pracy i gdzie się tylko da.! Wtedy będziesz wiedziała... gdzie jest Twój czas wolny... Dlatego choć może na co dzień lubisz planowanie... zachęcam Cię, zebyś w czasie urlopu poszedł na żywioł! Uwolnił spontaniczność.. kto wie, gdzie Cię to zaprowadzi?



A Wy kochani? Planujecie wakacje w najdrobniejszych szczegółach?
Czy może wręcz odwrotnie.. zdajecie się na instynkt i spontaniczne reakcje?
Czy można odpocząć, kiedy ma się napięty grafik?

Jak zawsze czekam na Wasze przemyślenia!
Tymczasem wspaniałego weekendu Wam życzę!!


EDYCJA!

Jak wiecie (lub nie), wygrałam konkurs u Mariki przesyłka przyszła ekspresowo (jeśli jeszcze nie znacie bloga Mariki to maszerujcie tam ekspresowo, bo warto!!!) Pierwsze użycie już za mną! I wiecie.. nie wiem, ale to pewnie dlatego, że mój kręgosłup znów odmówił mi posłuszeństwa, a co za tym idzie moje reakcje sa zwyczajnie przytłumione. ALE obiecuję że do recenzji się przyłożę!