Kulturalni ulubieńcy ODC. 12 - czerwiec 2017

Kulturalni ulubieńcy ODC. 12 - czerwiec 2017

      

      Czerwiec.. miesiąc ślubu mojego ukochanego małego braciszka. Ślubu, który nas wyrwał z odrętwienia po pogrzebie mamy. Ślubu, który się udał i który długo będę wspominać. Ale czerwiec to też wizyta w kinie, by obejrzeć kolejną część mojej chyba ulubionej sagi kinowej... Czerwiec to też kilka bardzo fajnych książek. Muzycznie... no własnie bieda, ale też cos tam się znalazło! Zapraszam do czytania i słuchania!


1. Muzyka miesiąca lekko

      W tym miesiącu resetowałam się przy najnowszych utworach Shakiry. Mam do niej słabość.. jej muzyka wymusza na moich ustach uśmiech, a moje nogi same przy niej przytupują.. Nie zagłębiam się tekst.. liczy się puls muzyki.



2. Muzyka miesiąca poważniej.


      Pewnie nikogo nie zaskoczę... ale skoro pojawili się nowi Piraci z Karaibów to i muzykę katuję non stop niemal. Znacie lubicie? Co prawda to nie mój ukochany Hans Zimmer pisał muzykę.. ale Zanelli, który jest z produkcją od począdku dał radę.





3. Książka miesiąca.


      Jestem w trakcie czytania Kronik Diuny i porzuciłam na rzecz Sagi Demonicznej.. ale wiecie, chyba napisze o niej coś, jak wreszcie skończę, bo pierwszy tom: Malowany człowiek mnie zachwycił... zapowiada się ulubieniec na lipiec!. A czerwiec? W czerwcu na miano ulubieńca zasłużyło coś innego. Coś babskiego, coś polskiego, cos, co już kiedyś czytałam. Coś lekkiego, łatwego i przyjemnego. To książka Moniki Szwai Jestem nudziarą. wiecie... lubię twórczość tej autorki, ona jest takim relaksującym spa dla mojego mózgu. Znacie? Lubicie?

źródło grafiki: www.empik.com


4. Serial miesiąca


      Czekam na Grę o tron i umieram z nudów, jesli chodzi o seriale! Pozaczynałam ich sporo i żaden mi nie podchodzi. To chyba kwestia oczekiwania na mój ukochany EVER serial.. jeszcze miesiąc.. mały miesiączek i już! Tymczasem... PO SU CHA!! Choć Monia z bloga Mama z różowa torebką poleca serial 13 powodów. Mam zamiar sprawdzić CO TO i z CZYM to się je. Tymczasem zostawiam Was z zwiastunem kolejnego sezonu Gry o Tron!




5. Film miesiąca.

      Nareszcie.. doczekałam się są! PIRACI Z KARAIBÓW Zemsta Salazara! Nie zliczę ile razy wkurzałam się, ze trzeba tyle czekać na kolejną część! Czy się zawiodłam? A może film spełnił moje oczekiwania? Cóż... Brutalna prawda jest taka... że spodziewałam się więcej... to pewnie wina moich oczekiwań. Bo dla mnie film był nieco naciągąny... taki na siłę. Jack jakiś taki... mało lotny. Ale.... po kiepskiej części Piraci z Karaibów na Nieznanych Wodach.. gdzie mało było piractwa, a więcej biegania po dżungli, wracamy na morze! I tak ma być KARWASZ TWARZ... jak to mawia Marian Janusz Paździoch!
Jak myślicie? Będzie kolejna część?





6. Cytat miesiąca

autor. Draqilka

      Tacy to moi kulturalni ulubieńcy... jacy są Wasi? Przeczytaliście w tym miesiącu coś fajnego? A może jakiś ciekawy film? Podzielcie się... z radością skorzystam!

      A tak na koniec koniec podzielę się z Wami tym, co wyrabiał mój mały pomocnik, w trakcie pisania tego posta... cóż, nawet gniewać się na niego nie potrafiłam, jak mi wykasował połowę tekstu.









Piramida Diltsa.. czyli rzecz w tym, że marka to przede wszystkim powierzchowność.

Piramida Diltsa.. czyli rzecz w tym, że marka to przede wszystkim powierzchowność.

  
      Piramida Diltsa jest doskonałym narzędziem wykorzystywanym w sesjach coachingowych. Ale jest na tyle uniwersalna, że można ją wykorzystywać również do budowania strategii i pozycji marki na rynku. Cóż to takiego? Z czym to się je? Zaczynajmy!

      Robert Dilts to amerykański trener personalny. To on opracował model, w którym w siedmiostopniowej skali zamknął proces budowania więzi. Zgodnie w tym modelem życie ludzi (ale także organizacji) może być opisywane w jakimkolwiek systemie i z punktu widzenia kilku czynników:

  • środowisko: te wyznaczają zewnętrzne szanse i przeszkody, które jednostka musi pokonać, by osiągnąć upragniony cel. Zastanów się, czy nie jest tak, że czasem wystarczy zmienić otoczenie, by problem zniknął? Czy czasem nie oddychasz głębiej i lżej, kiedy pozbędziesz się toksycznych ludzi?
  • zachowania: to konkretne czynności jakie podejmujemy by osiągnąć upragniony cel. Tu pada kluczowe pytanie: co trzeba zrobić, żeby było dobrze? Czy to że siedzisz na kanapie i wcinasz ulubione ciasto pomaga Ci w osiągnięciu upragnionej wagi.. czy może jednak powinnaś wstać i się poruszać? Czy fakt, że odkładasz na potem pisanie kolejnego rozdziału pracy magisterskiej sprawi, że potem będzie lżej.. czy może jednak pora usiąść i zacząć pisać?
  • umiejętności: te prowadzą nas do strategii, która zaprowadzi nas do upragnionego celu. Determinują to jaki sposób wybieramy by osiągnąć sukces. Jeśli chcesz śpiewać.. nabierz najpierw odpowiednich umiejętności. Jeśli chcesz mieć piękny ogród.. nie ma rady musisz poczytać o roślinach i sposobach ich pielęgnacji.
  • przekonania i wartości: nie ma lekko.. musisz być przekonany, że to co robisz jest dla Ciebie najlepsze na tym etapie, to doskonale wspiera motywację. Jeśli nie jesteś pewna, że chcesz robić dokładnie to co robisz i w sposób jaki to robisz, to nie zrobisz nawet pół kroku do przodu.
  • tożsamość: odpowiada na pytanie kim jesteś i jak postrzegają Cię inni.
  • czynniki duchowe: siła wyższa, sumienie, idea. Czy wierzysz w Boga? jak ta wiara (lub jej brak) wpływa na Ciebie i Twoje otoczenie?

Piramida Diltsa


Zapytacie się.. ale co to ma do budowania marki, do blogowania ogólnie!? Już tłumaczę!

      Piramida Diltsa to nic innego jak opis ewolucji stosunków międzyludzkich. Innymi słowy mówiąc budowanie więzi. Dlatego jest tak przydatna w marketingu i w budowaniu marki.
Spójrzcie!

Marka to przede wszystkim powierzchowność.

      Jak twierdza specjaliści, marka to przede wszystkim powierzchowność, a powierzchowność to nic innego jak: środowisko, zachowanie i umiejętności. Jak to odnieść do bloga?

  • środowisko: to szablon Twojego bloga. Dlaczego? Szablon to Twoje tło, jeśli jest dopracowane przyciągnie nowych czytelników, dlatego zadbaj o to, by było spójne i przejrzyste. Jeśli piszesz o rozwoju osobistym postaw na szablon prosty a nie pstrokaciznę. Jeśli chcesz być traktowany poważnie to może jednak nie pisz różową czcionką. Szablon to Twoje tło, ono ma do Ciebie przyciągnąć tych, którzy Cię jeszcze nie znają!
  • zachowania: jeśli chodzi o blogi i blogerów w "kategorii" zachowania podciągnęłabym przede wszystkim komentarze i umiejętność dyskusji. Czy jesteś spamerem typu "komć" za "komć"? Czy nie masz do powiedzenia nic, poza szablonowym: "fajny post" + adres własnego bloga?  Czy może jednak wyróżniasz się na tle miałkiego tłumu? Sama najbardziej cenię wyraziste osobowości. Przede wszystkim dla blogerów wracam na poszczególne blogi.. szczególnie, jeśli tematyka blogów niekoniecznie mnie interesuje.
  • umiejętności:  trzeci element. Umiejętności to wszystko to, czym możesz się pochwalić. To co wiesz, co prezentujesz i w jaki sposób to przekazujesz. 

      Jeśli te trzy czynniki ze sobą grają, to nie ma opcji, by przy codziennej, systematycznej pracy nie osiągnąć sukcesu. Zapytacie, dlaczego do strategii marki nie wliczyłam trzech najwyższych stopni piramidy... Sprawa jest prosta w przypadku budowania swojej pozycji one wynikają w powierzchowności! Dajmy na to firma kosmetyczna: Producent deklaruje że dba o środowisko i używa tylko naturalnych substancji (to poziom wartości), a przy wczytaniu się w skład widzimy same silne detergenty... czy to nie jest zgrzyt? I odwrotnie.. jeśli producent zdobywa/dostaje jakiś certyfikat ECO, to nie ma potrzeby wciąż powtarzać, że zależy nam na ekologii. Zdobycie certyfikatu mówi samo za siebie prawda?
      Identycznie jest z blogami i blogerami. Już nie raz pisałam, że bloger to marka. I jako marka MUSI być spójny. Stawiasz na naturalne kosmetyki, to nie zgadzaj się na współpracę z markami, które proponują produkty o wątpliwym składzie. Chcesz być kojarzony z poprawną polszczyzną, to dbaj o kulturę języka. Marka to powierzchowność. Klient/czytelnik/potencjalny współpracownik oceni Cię po tym jak wygląda Twoja działalność w sieci.


    


Na koniec tradycyjnie pytania:
Na co zwracacie uwagę oceniając marki?
Czy ważne jest jakie wartości prezentują.. czy jednak oceniacie je po tym jak postępują? Taki najjaskrawszy przykład... Grupa Mosanto (aktualnie chyba przejęta przez niemiecki Bayer) poprzez swoje spółki córki energicznie wspiera np. Różową wstążkę.. czy inne akcje promujące profilaktykę antyrakową.. ładnie prawda? Piękny szczytny cel! Ale jednocześnie sztandarowy produkt Mosanto to rakotwórczy Roundup..




High-tech vs slow life ... Ty którą drogą idziesz?

High-tech vs slow life ... Ty którą drogą idziesz?

     

      Jakiś czas temu w którejś z babskich gazet przeczytałam fajny króciutki artykuł. Tekst zestawiał ze sobą dwa całkowicie przeciwstawne kierunki, w których zmierza ludzkość. Pierwszy to całkowite zafiksowanie na najnowsze technologie, drugi to nurt slow life. Pomyślałam wtedy, ze to fajny temat na post blogowy, jednocześnie szansa na arcyciekawa dyskusję! Zaczynajmy!

      Niech każdy sobie w tym momencie odpowie uczciwie na kilka pytań: Jesteś wstanie żyć bez nowych technologii? Nowych rzeczy? Ile lat ma Twój telefon? A Twój zegarek?
      Ja jestem pod tym względem dinozaurem... mój telefon ma z 6 lat, zegarek z 30.. cóż pamiątka po mamie. Nie mam smart tv, laptop jest względnie nowy bo dwuletni.. ale i tak w jednej minucie zamieniłabym go na mojego starego złomka, miał 10 lat i nie był tak zawodny jak ten dziad!

      


HIGH-TECH czyli nowa technologia, internet, media, gadżety


      Świat jest nie do zatrzymania, to w jakim tempie rozwijają się nowe technologie przyprawia o zawrót głowy. Tego się już chyba nie da zatrzymać. Artykuły gospodarstwa domowego, zegarki, samochody wszystko łączy się już z siecią... powstają całe interaktywne domy. Czytałam też o ubraniach, które wyposażone w chipy będą łączyć się z siecią. Producenci zasypują nas coraz to nowymi gadżetami.. człowiek jakby chciał to wszystko choc obejrzeć i wypróbować to nie miałby chyba czasu na nic innego!
      Większość moich znajomych goni za nowinkami technologicznymi. Chcą być cool i na czasie, chcą mieć coraz to nowe (lepsze) rzeczy. Nie wyobrażają sobie życia bez sieci. Dzień rozpoczynają od zdjęcia po przebudzeniu, posiłek od zdjęcia dania i kolejnego jak to danie jedzą. Telewizory wymieniają co dwa lata, a telefony tak szybko jak pojawiają się nowe modele ich ulubionych ajfonów, samsungów czy czego tam jeszcze. Ich domy są pełne połączonych z siecią gadżetów. Szaleństwo? Czy może to zupełnie normalne?

      

      Do tego dochodzi kolejny trend. Mnie on osobiście przeraża, ale moich zafiksowanych na nowe technologie znajomych już nie. O czym mówię? O chipach wszepianych pod skórę. Dzięki którym nie potrzebne będą już ani pieniądze, ani jakakolwiek dokumentacja. Pytam jakim kosztem? Cóż... mi osobiście za bardzo się to kojarzy ze znakowaniem bydła.. lub tatuażami rodem z niemieckich obozów koncentracyjnych. Znajomi śmieją się na te argumenty i mówią tylko o wygodzie.. wygodzie? Ja zapytam jakim kosztem? Kosztem całkowitej utraty tej odrobiny wolności jaką jeszcze mamy? A może to pierwszy krok do kontroli nad umysłami.. powiecie teoria spiskowa! Zapytam Was ILE teorii spiskowych znalazło potwierdzenie po latach... np. opryski chemtrials? Ale zbaczam z tematu!
      Wiecie że według Google od przyszłego roku 90% populacji ludzkości będzie podłączone do sieci? Nie wiem ile w tym propagandy a ile prawdy. Może Wy wiecie?
    


Celebrowanie życia czyli slow life


      Nurt slow life to swoista odpowiedź na całe to technologiczne szaleństwo, jakie mamy wokół siebie. Slow life to jakość nie ilość. Cały ten ruch o ile dobrze pamiętam powstał we Włoszech i skupiał się na celebrowaniu jedzenia...dopiero później przeniosło się to na pozostałe aspekty życia. Slow life to też do pewnego stopnia życie off line. Co jest doskonałym sposobem na odcięcie się od całego tego szumu medialnego i wieczne sprawdzanie: co tam w sieci!
      Nie ukrywam, nurt slow life jest mi bardzo bliski. Kocham celebrować życie. W weekendy nie tykam komputera. Nie oglądam tez telewizji. Zawsze przedkładałam jakość nad ilość. Z biegiem lat nauczyłam się też, że nie trzeba pędzić. Wszystko ma swój czas. Dziś żyje według pięciu prostych zasad:

1. Żyj świadomie, nie zapominaj o tym co jest najważniejsze. Otwarty umysł jest Twoją bronią, przez schematami i stereotypami, a także przed przymusem ciągłego podnoszenia poprzeczki.

2. Pamiętaj o najbliższych. Celebruj każda chwilę spędzoną z rodziną.

3. Smakuj życie. Poznawaj różne kultury, różnych ludzi.

4. Bądź asertywny. Nie musisz się zgadzać na wszystko.

5. Dbaj o to co jesz i nie zapominaj o ruchu. Zdrowie masz tylko jedno.


      Wiecie? Dobrze mi z tym. Dobrze mi z takim spokojnym życiem. Bo slow life, to nie życie ślimaka, to nie życie w tempie żółwia. Klucz w odnalezieniu równowagi. Znalezieniu harmonii między tym co robimy, a tym kim jesteśmy i czego potrzebujemy. Proste prawda?

      


      Nowe technologie w każdym aspekcie życia jesteś za czy przeciw? Lodówka pod łączona do sieci budzi Twój śmiech czy raczej dreszczyk emocji? Na hasło nowy telefon zaczynasz się szczerzyć kal królik do marchewki czy jednak wzruszasz obojętnie ramionami?
Jesteś fanem wszystkiego co nowe? Twoje otoczenie wypełniają coraz to nowe przydatne (lub nie) gadżety?
A może odwrotnie! Wolisz życie w rytmie slow? Zamiast kolejnego kursu podnoszącego umiejętności wybierasz spacer po lesie lub wizytę u rodziców. A nad nowy telewizor przedkładasz wycieczkę na Mazury.

Jak jest z Wami? Zapraszam do dyskusji!!





"Jak cię widzą tak cię piszą" czyli rzecz o stereotypach i nie tylko!

"Jak cię widzą tak cię piszą" czyli rzecz o stereotypach i nie tylko!

   

      Stereotyp... czyli uogólnienie, schemat poznawczy, przekonanie zbiorowe. Najczęściej to emocjonalne, nieudowodnione i fałszywe przekonanie ogółu na temat pewnej grupy osób. Stereotypy są też niewrażliwe na argumentację. Jak Polak to na pewno pijak i złodziej. jak bezdomny to na bank alkoholik, jak muzułmanin to terrorysta, jak blondynka to głupia i tak dalej. Czy to krzywdzące? Spróbujcie mi udowodnić że tak nie jest!


Jak Cię widzą, tak Cię piszą.. jedna z bardziej krzywdzących postaw, jakie można przyjąć.


      Do napisania tego całkowicie spontanicznego wpisu zainspirowała mnie Sylwia z bloga Tak po prostu swoim wpisem o organizacji miejsca pracy. A dokładniej fragmentem o porządku na biurku i tekstem "pokaż mi swoje biurko, a powiem ci kim jesteś". Uwielbiam Sylwię, uwielbiam ją czytać! To cudowna, ciepła i niebywale kreatywna osoba, ale... Zabałaganione biurko to chaos w głowie .. uporządkowane biurko to spokój i harmonia ? No kurczaki! A może jednak chaos na biurku to proces twórczy, szał kreatywności, radość i rozwój, natomiast porządek na biurku to nuda, przewidywalność, stagnacja i zahamowania? Przecież każdy z nas jest inny, każdy w czym innym lepiej się odnajduje. Więc jakie my mamy prawo oceniać? I właśnie tu dochodzimy do stereotypów.... a dokładniej tego jednego, na który mam uczulenie, alergię i dostaję od niego białej gorączki! "Jak cię widza tak cię piszą" ... czyli spojrzę na ciebie i już sobie zdanie wyrabiam! Wrrrr!


   


      Na początek historyjka.


      Jest pełnia lata, młoda dziewczyna .. nazwijmy ją Gosia .. wędruje ulicami Warszawy. Dociera na jedną z droższych ulic, gdzie swoje siedziby maja najdroższe butiki w mieście. Wiedziona ciekawością wchodzi do jednego z nich i obserwuje przedziwną scenę... Oto trzy sprzedawczynie z ogromną atencją obsługują faceta który wygląda jakby nie miał grosza przy duszy. Mężczyzna ma na sobie powyciągane białe polo, sprane i podziurawione bermudy na nogach ma czarne skarpetki i rozpadające się sandały. Fryzura tego pana to mieszanka wkurzonego muzyka ze strachem na wróble. Gosia jest w szoku... no bo jak to? Taki obleśny typ i tak grzecznie obsługiwany w takim ekskluzywnym miejscu. Gosi się to w głowie nie mieści.. dlaczego sprzedawczynie nie zawołały ochroniarza? Dlaczego ochroniarz sam z siebie nie zainterweniował? Wtem Gosia widzi przedziwną rzecz... Mężczyzna, którego uznała za menela wyciąga z kieszeni spodni platynową kartę i płaci rachunek. Po czym strzela olśniewającym uśmiechem do sprzedawczyń, obładowany siatami wychodzi i O ZGROZO wsiada do zaparkowanego pod sklepem ferrari!


      Historia jest prawdziwa, ta Gosia to ja. To ja ładnych parę lat temu weszłam do jednego z butików na Mokotowskiej i obserwowałam zakupy robione przez mężczyznę, który na pierwszy rzut oka nie miał grosza przy duszy. Zapytałam potem sprzedawczynie kto to. Śmiały się i wyjaśniły, że to ekscentryczny bogacz. Że lekką ręką u nich w butiku wydaje kilka tysięcy. To wtedy usłyszałam od nich jedno bardzo ważne zdanie: My już się nauczyłyśmy nie oceniać ludzi po tym co mają na sobie. Czasem do butiku wejdzie na pierwszy rzut oka elegancka, zamożna para i nie kupią nic, albo będą marudzić o ceny. A czasem wejdzie właśnie taki typ, co to na pozór nie ma grosza i wyda kilka- kilkanaście tysięcy i nawet okiem nie mrugnie.
      Czego się wtedy nauczyłam ja osobiście?
Nie oceniam ludzi po pozorach. Nie oceniam tego, jak się ubierają, jak wyglądają. Jakie mają fryzury czy makijaże (chyba, że sami o to proszą). Tak samo traktuję wyfiokowaną damulkę i pana, który prosi o 5 zł. Z biegiem lat nauczyłam się, żeby nie patrzeć na ludzi przez pryzmat ich zewnętrznych masek. Krzykliwy strój może ukrywać niepewność. Niedbały styl może skrywać ścisły umysł, a bałaganiarstwo skryje inteligencję i ostry jak brzytwa dowcip. Ocenianie ludzi po tym jak wyglądają, to dla mnie cecha ludzi ograniczonych, ludzi o wąskich horyzontach. Ludzi zakompleksionych, zawistnych zazdrosnych. Ludzi, którzy nie dopuszczają do swoich maleńkich rozumków faktu, że są nie wszyscy musza być tacy jak oni. Przecież są wśród nas jednostki wybitne, które wyłamują się z wszystkich schematów. Które na pierwszy rzut oka wyglądają tak ekscentrycznie, że nie ma się ochoty na żaden kontakt! Z drugiej strony są tez osoby, którym się zwyczajnie nie powiodło, lub życie tak im dowaliło, ze ciężko im się podnieść. Ale przecież to wcale nie znaczy, że są gorsi. Dlatego pamiętajmy.. nie oceniajmy ludzi po tym jak wyglądają!


    

      Pamiętaj, kiedy oceniasz innych, to tak naprawdę najwięcej mówisz o sobie. Dlaczego? Bo oceniając patrzysz na drugiego człowieka przez pryzmat tego co lubisz, co Ci się podoba. Patrzysz pod kątem tego w co wierzysz, z czym Ci po drodze. Tak jesteśmy skonstruowani. Przyznaj proszę.. czy jesteś wstanie obiektywnie ocenić czyjeś wybory, czyjeś zachowania, czyjś styl ubierania? Przecież nie siedzisz w głowie osoby, którą oceniasz. Nie wiesz co doprowadziło ją, do punktu w którym jest. Tak zwyczajnie... następnym razem, kiedy odruchowo po pierwszym spojrzeniu ocenisz jakąś osobę.. Kopnij się w umyśle w kostkę.. Walnij się w czoło... I zwyczajnie daj szansę.

A Wy jak myślicie? Czy to dobrze oceniać po ubiorze?
Czy według Was myślenie: "jak cię widzą tak cię piszą" jest krzywdzące? Czy może uważacie, ze na pierwszy rzut oka wszystko już widać?
Co kieruje ludźmi, którzy wyrabiają sobie opinię "na pierwszy rzut oka"? Zawiść? Złośliwość? 
Zapraszam do komentowania!



A na koniec zostawiam WIELKIE PODZIĘKOWANIA dla Sylwii! Kochana już dawno nie poczułam takiego przypływu radości z pisania. Przyjmij proszę ten wirtualny bukiet!

Dziękuję Ci za inspirację!!

źródło: polki.pl







Czy Ty też cierpisz na klątwę wiedzy!?

Czy Ty też cierpisz na klątwę wiedzy!?

   
      Znasz to uczucie, kiedy ktoś do szału doprowadza Cię swoimi pytaniami? Kiedy wydaje Ci się, że wszystko jasno wytłumaczyłeś, a ta druga strona wciąż pyta o pierdoły. Jeśli tak.. to zastanów się, czy nie dopadła Cię przypadkiem klątwa wiedzy... czy Twoja wiedza nie przesłania Ci zdrowego rozsądku.

      Taki przykład:

      Do 45 taktu gramy larghetto dalej grave.

      Zrozumiałaś to zdanie?
      Czy jasne są dla Ciebie wszystkie słowa?
      Czy może jednak musisz sięgnąć po telefon i zapytać wujka google?

      Jak dziś pamiętam, dyskusję z moją dobrą znajomą. Wyszłyśmy właśnie z Filharmonii i dzieliłyśmy się wrażeniami. Zaczęłam (jak to ja), rzucać terminami muzycznymi na co ona roześmiała się i powiedziała: czy możesz do mnie mówić po polsku?  Roześmiałam się również odpowiadając, że przecież mówię po polsku. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ona może nie znać znaczenia słów, które dla mnie są oczywiste! Ot klątwa wiedzy!


 Czym jest owa klątwa wiedzy?

      Psychologowie opisują to zjawisko dość jednoznacznie. Kiedy przyjmiemy już jakąś wiedzę (obojętnie, czy będzie ona specjalistyczna czy ogólna), to zapominamy, jak to było nie wiedzieć! A to prowadzi do sytuacji, w której nie potrafimy się wczuć w położenie osób, które zwyczajnie nie wiedzą. Przez klątwę wiedzy zakładamy, że jeśli my coś wiemy, to wiedzą o tym wszyscy. Bo niby dlaczego by nie prawda? Nie uważacie, że to prosta droga do konfliktów i nieporozumień?

      Pojęcie wywodzi się z ekonomii, ale nieobce jest też psychologom społecznym, dziennikarzom,  czy pisarzom. Komu zagraża najbardziej? Wszelkiej maści specjalistom, ale też egocentrykom, co to uważają, że pozjadali wszystkie rozumy. Zagraża każdemu. Każdemu kto się zagalopuje (bądź jest tak nadęty) w swoich wywodach, nie biorąc poprawki na to, że słuchacz może nie znać wszystkich specjalistycznych terminów (patrz przykład z początku notki).


     


Jakie mogą być skutki klątwy wiedzy?

      Jeśli jesteś copywritterem dotkniętym klątwą wiedzy, Twoje teksty będą przeładowane technicznymi, branżowymi słowami, których 80% Twoich odbiorców nie zrozumie. Przez to po kieszeni dostanie Twój klient... pośrednio w dłuższej perspektywie również Ty.
      Jeśli jesteś przedsiębiorcą, początkującym twórcą zafiksowanym na swoje dzieła i zapominasz o tym.. że nie wszyscy wiedzą tyle o produkcie co Ty, możesz mieć klika problemów: przeszacowanie cen, problem z reklamą, czy wreszcie ze sprzedażą.. bo masz produkt kompletnie niedostosowany do potrzeb rynku.

Wreszcie....

      Jeśli jesteś blogerem dotkniętym zjawiskiem klątwy wiedzy, zaczynasz pisać językiem niezrozumiałym. Twoje teksty będą trudne w odbiorze, będą męczyć czytelników. Taki przykład... Lubię czytać blogi kosmetyczne. Mimo że może nie jestem kosmetykoholiczką, ani tym bardziej zakupoholiczką, lubię czytać o nowościach i kosmetycznych perełkach. I powiem Wam... niektórych blogów czytać się nie da. Niektóre blogerki piszą w swoich recenzjach o procesach chemicznych, substancjach zawartych w kosmetykach w taki sposób, jakby pisały doktorat z kosmetykologii... nie tędy droga. Nawet jeśli przepisujecie informacje od producenta.. sprawdźcie słowa które użyto, jeśli nie są powszechnie znane WYJAŚNIJCIE JE! Tak samo jest z niektórymi blogerami piszącymi o marketingu, socjal mediach itepe. Ci ludzie siląc się na ekspertów sami sobie ograniczają publiczność. A przecież Ci najlepsi w branży (Paweł Tkaczyk, Artur Jabłoński, Jacek Kłosiński) piszą językiem zrozumiałym dla każdego.


    



Jak sobie radzić z klątwą wiedzy?


      Osobiście wymieniłabym kilka sposobów:

  1. Pamiętaj o zagrożeniach. Uświadomienie sobie, że ma się problem to pierwszy krok do sukcesu.
  2. Daj swój tekst do przeczytania osobie, która niekoniecznie siedzi w Twojej branży. Ona będzie potrafiła obiektywnie ocenić, czy tekst jest zrozumiały.
  3. Przeczytaj swój tekst, kiedy już ochłoniesz z amoku twórczego. Chłodna głowa to dobry doradca.
  4. Na Boga... używaj języka potocznego! Nie piszesz rozprawy filozoficznej.. więc nie sil się na wydumane terminy! O pisaniu prostym językiem pisałam: Tekst 1 ; Tekst 2 ; Tekst 3 ; Tekst 4 . Myślę, że warto zajrzeć.
  5. Pytaj! Znasz to powiedzenie: kto pyta nie błądzi? Nie bój się pytać! Weź przykład z Sokratesa! Pisałam o tym tu: KLIK przeczytaj!


      Tak sobie myślę pisząc ten tekst, że każdego z nas może zjawisko klątwy wiedzy dopaść. Niezależnie od naszych dobrych chęci. Niezależnie od tego czym zajmujemy się na co dzień. Może nas dopaść nawet w relacjach z partnerem... Czasem tak mam, kiedy mój Pan M zaczyna opowiadać coś o IIWŚ (uwielbiam jak to robi) i zaczyna sypać dziwnymi terminami typu: E.P.II wz 37, PZL 11, Ciągnik C7P i tym podobne... muszę zawsze krzyknąć STÓJ i powtarzać do znudzenia... powiedz mi o czym ty właściwie mówisz! Wyobraźcie sobie te spięcia, kiedy on by na mnie prychał, mówiąc że to jest przecież oczywiste! Dąsy murowane!


Jak myślicie.. dopadła Was już kiedyś klątwa wiedzy?
Łapiecie się na tym, że mówicie o czymś, a Wasi słuchacze patrzą na Was jak na kosmitów?

Zachęcam do komentowania.. jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń! Tymczasem wspaniałego i produktywnego tygodnia Wam życzę!