Nie zgub kolejnych notek! KLIK KLIK

Przygotowania do ślubu Epizod 4

          Dziś ślubnie, ale niekoniecznie w klimacie serduszek i kwiatków. Dziś pokażę Wam, jak przewrotne bywa życie. Jak potrafi dowal...

   
      Dziś ślubnie, ale niekoniecznie w klimacie serduszek i kwiatków. Dziś pokażę Wam, jak przewrotne bywa życie. Jak potrafi dowalić i pogruchotać wszystkie plany. Jak to jest, kiedy nadzieja gaśnie....

      Dziś przychodzę do Was z nieco innym postem. Postem bardzo osobistym, w którym odkryję rąbek mojego prywatnego dramatu. Nie wołam o współczucie, bo nie taka jest idea tego typu notek. To raczej próba wyrzucenia z siebie emocji. Próba uporządkowania bałaganu, jaki panuje w mojej głowie. Próba zrzucenia z serca choć części ciężaru. Bo czuję, że niebo wali mi się na głowę i do dosłownie.

      Zacznę może od rzeczy dobrych i odrobiny narzekania! Nienawidzę biurokracji, no nie znoszę jej organicznie wręcz! Nie znoszę, jak instytucja utrudnia coś, co powinno być proste. Jaką mam na myśli instytucję? Ano Kościół Katolicki. Nie ukrywam, chodze do Kościoła, Bóg jest mi bliski. Natomiast wkurza mnie ten cały skostniały system i ciągłe komplikowanie i wydłużanie procedur. Do czego dążę? Ano nauki przedmałżeńskie! Biskupi stwierdzili, ze koniec z naukami weekendowymi.. trzeba biegać przez dziesięć tygodni i koniec. Oczywiście są wyjątki takim wyjątkiem w Warszawie są nauki u Dominikanów ale... żeby się tam dostać to potrzeba Cudu Boskiego, bo biskupi zezwalają na minimalną ilość miejsc, oraz ograniczają ilość kursów do jednego w miesiącu. Próbowałam się zapisać raz! Opisze to w podpunktach:

1. otwarcie zapisów o 7 rano, odświeżam stronę co sekundę
2. czatuję... są!
3. wpisuję szybko dane zajmuje mi to może kilka sekund klikam wyślij! i co?
4. widzę komunikat: przykro nam ale limit miejsc został wykorzystany! była godzina 7:00:10!!

      Zapytacie: dlaczego się tak denerwujesz? Procedury i tyle. A ja Wam odpowiem: po co biskupi utrudniają wiernym życie! Czy przez te 10 spotkań dowiem się więcej niż przez jeden weekend? Czy w jakikolwiek sposób wpłynie to na moje postanowienia i myślenie? No wybaczcie nie sądzę. Powiedzmy sobie szczerze, tam się chodzi dla papierka i wszyscy powinni być tego świadomi! Papierek, stempelek i do kolejnego spotkania. Kolejny myk. Wiecie, ze zaświadczenie o chrzcie i bierzmowaniu ważne od 3 do 6 miesięcy? Jak np. z przyczyn losowych musisz przełożyć ślub, to biegasz jeszcze raz po papierki i bulisz jeszcze raz (moja przyszła bratowa za świstek zabuliła 100 zł, żadnych negocjacji, jest cennik i już!), nie rozumiem tego! Papierologia, papierologię papierologią pogania! No ponarzekałam.


      Jeśli chodzi o sam ślub.. straciłam do tego serce (o tym dlaczego niżej). Generalnie sala bez zmian, zaklepałam fotografa i księdza. Moja świadkowa zaklepała mi tez makijażystkę. To by było tyle. Sukni jeszcze nie szyję, chyba nie będę tego robić, kupię gotową. Próbuję też wybrać zaproszenia.. i tak wybieram, że się zdecydować nie mogę. Identycznie sprawa wygląda z kamerzystą...
      Znacie to uczucie, kiedy nie jesteście do czegoś przekonani? Kiedy niby szukacie, działacie, ale tak naprawdę to odrzucacie kolejne opcje, bo coś się Wam nie podoba faktycznie lub nie. Ja tak mam z poszukiwaniem kamerzysty. Nie lubię być filmowana, źle się przed kamerą czuję już tak mam. I w głębi serca nie chcę kamery na ślubie.. szukam, bo rodzice, bo Pan M... ale tak szukam, żeby nie znaleźć. Ostatnio odrzuciłam ofertę, bo mi się Pan przez telefon nie spodobał, nie podobała mi się barwa jego głosu! Uwierzycie? To trzeba mieć nakiełbaszone pod kopułą żeby w taki sposób decyzje podejmować!
      Ale wiecie.. to chyba ta druga.. tragiczna kwestia tak na mnie wpływa jaka?

      Stali czytelnicy może wiedzą, Ci nowi pewnie nie więc napisze krótko. Moja mama jest śmiertelnie chora, pisząc wprost umierająca. Po ostatniej wizycie lekarz powiedział: Koniec leczenia zostaje już tylko hospicjum. Jest w domu, nie mam zamiaru oddawać jej do jakiegoś ośrodka nie ma opcji, by to zrobić. Nawet gdyby miał mi pęknąć krzyż. Nie wiemy czy dożyje do października.. baaa nie wiemy czy dożyje, by zobaczyć ślub mojego brata, który planowany jest na czerwiec! Jak to usłyszałam, to przeszła mi cała ochota na wszelką organizację. Bo nie ma opcji by ten ślub się odbył zaraz po...
      Dlatego niby przygotowujemy ten ślub, ale gdzieś z tyłu głowy jest myśl, że trzeba będzie to wszystko odwoływać i przygotowywać inna uroczystość.
      Możecie sobie wyobrazić, że ślub przestał być moim priorytetem. Przyznam Wam, że nie myślę o nim kompletnie. A właściwie myślę o nim w kontekście jak rozwiążę kwestię przekładania wszystkiego. Powiecie nadzieja umiera ostatnia.. moja niemal umarła.....

Żeby nie było tak strasznie pesymistycznie na koniec, to wrzucam kilka zdjęć wiązanek ślubnych. Planowałam robić wiązankę sama.. ale teraz już sama nie wiem.


źródło: kobieta.onet.pl

źródło: http://www.exprimere.pl

źródło: arthemis-bukiety.blogspot.com/

      Ta ostatnia podoba mi się najbardziej. Tylko skąd ja w październiku wezmę piwonie?


pees: Moje Kochane Kosmetykomaniaczki wiecie Wy.. że Rituals wchodzi do Sephory? Mnie to info niezmiernie ucieszyło.







Inne notki? Poczytaj, może coś Ci się spodoba.

26 komentarze

  1. Strasznie mi przykro z powodu choroby Twojej Mamy i nie będę pisać nic w stylu - nie martw się, będzie dobrze, bo to w takiej sytuacji słowa nie na miejscu...
    Życzę Twojej Mamie dużo zdrówka, siły i chęci do walki o każdy kolejny dzień, a Tobie wytrwałości.
    Biurokracja...co zrobić, pozostaje tylko mieć nadzieję, że tych kłód rzucanych przez los pod nogi będzie coraz mniej i wszystko się uda szybko i sprawnie załatwić.
    Co do kamerzysty - przecież nie musi być. Pozostaje Ci przekonać do tego pomysłu przyszłego męża i znaleźć odpowiednie argumenty, ale czy się uda to już inna sprawa ;)
    Trzymaj się Kochana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Tak, lubię kalie. Mimo że niektórym kojarzą się z pogrzebami.

      Usuń
  3. No o tak są ludzie na tym świecie, którzy zwyczajnie się nudzą i wymyślają jak to innym życie utrudnić.
    Dużo zdrówka i siły dla Twojej mamy do walki o każdy kolejny dzień z Wami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jeszcze nie jest walka o każdy dzień .. ale taka już za chwilę.

      Usuń
  4. Współczuje i nie dziwię się, że straciłaś zapał. Organizacja ślubu to droga przez mękę, zupełnie nie uzasadniona jak dla mnie. Na szczęście kombinowałam mocno i chociaż na nauki weekendowe się załapałam, choć już te 5 lat temu graniczyło to z cudem, podobno nie jedna miała mi za złe, że się wepchnęłam one nie :/ Do księdza mieliśmy szczęście, więc mimo, że nie wszystko od niego zależało, ułatwił nam życie, choć wielu było takich co robili nam specjalnie pod górkę. Dużo siły życzę, choć bardziej w tych ważniejszych tematach niż ślub, on nic nie zmienia, a skoro już masz się tak przy nim narobić, to warto byś mogła się z niego cieszyć w pełni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Teraz nie w głowie mi zabawa.

      Usuń
  5. Już po Twoim poprzednim poście tego się właśnie obawiałam. Wiesz, doskonale Cię rozumiem bo miałam bardzo podobna sytuację, tyle że z ojcem. Mieliśmy ślub zaplanowany na lipiec a mój ojciec chorował na raka i już na poprzednie Boże Narodzenie był po chemii, która nic nie dała ale takie spustoszenie w nim poczyniła, że jak wzięliśmy go do domu na święta trzeba było go na rękach nieść. Też nie wiedzialam czy dożyje do lipca i to był dla mnie koszmar bo nie wyobrażałam sobie ślubu bez niego. Jakaś opatrzność jednak nad nami czuwała bo jakoś na krótko przed ślubem poprawiło mu się na tyle, że był w stanie nawet do kościoła i na wesele pojechać z nami i wytrwać. Nawet jeden taniec ze mną zatańczył, a pół roku wcześniej był przykuty do łóżka. Mam nadzieję, że w przypadku Twojej Mamy będzie podobnie i że wszystko się uda. Ja też nienawidzę biurokracji. Z bukietów najbardziej podobają mi się piwonie. Do tego pięknie pachną. Trzymaj się i nie trać nadziei!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno nie tracić nadziei.. ale wciąż liczę na cud...

      Usuń
  6. Trzymajcie się z Mamą ciepło, życzę spokoju, o który tak Wam teraz ciężko.
    Nie ma co się dziwić, że straciłaś chęci i moc do planowania ślubu.

    Co do nauk przedmałżeńskich, pomijając papierki, jak osoba żyjąca w celibacie, ma mnie uczyć życia w małżeństwie i rodzinie? Nigdy nie zrozumiem. Nie wiem czy nadal tak jest, ale moja ciotka na nauki miała nawet przynieść kalendarzyk z temp. pochwy, by nauczyć ich Kościelnego planowania rodziny. Paranoja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie byłam na żadnych naukach. Ale jak już jakieś zaliczę to o tym napiszę!

      Usuń
  7. Nie dziwię się, że mając chorą mamę straciłaś chęć i zapał do organizacji wesela. Przykro jest gdy w tym naszym jedynym, wymarzonym dniu zabraknie któregoś z rodziców, niestety coś o tym wiem... :( Jeśli chodzi o wiązankę to 3 najładniejsza, ja 7 lat temu miałam taką jak na 1 fotce, tylko różową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piwonie są obłędne.. tylko ich dostępność a co za tym idzie koszt przerażają.

      Usuń
  8. Ech, tym razem bardziej pesymistyczny epizod z przygotowań do ślubu. Nie dziwię się, że brakuje Ci chęci do planowania ślubu, ale mam nadzieję (i życzę Ci tego), żeby wszystko ułożyło się jak najbardziej pomyślnie.
    Kościół jako instytucja też mnie bardzo irytuje. U nas ksiądz grozi z ambony, że jeśli nie będziemy chodzić na spotkania po bierzmowaniu albo nauk studenckich, to nie da zaświadczenia. Równocześnie w innych parafiach żadnych spotkań po bierzmowaniu to nawet nie mieli. W sumie to zamiast ułatwić życie ludziom, to tylko utrudniają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne z tymi naukami "po". W życiu o tym nie słyszałam.

      Usuń
  9. Marzenkaa :/ Jestem w stanie doskonale wyobrazić sobie Twoją niechęć. Ale! Jesteś wierząca. Może nie w papiery, ale w coś wyżej. Nawet ja jako osoba nie(zbyt) wierząca - w cuda wierzę bardzo! :) Jedyne co jestem w stanie powiedzieć to - zaczęłaś przygotowania, jestem pewna, że ślubu chcesz mocno. Jeszcze bardziej pewna jestem tego, że i Twoja mama bardzo się na to cieszy. Więc rób to dla niej! Oczywiście nie mówię, by kosztem przygotowań poświęcać jej mniej czasu bo to w tym momencie kwestia nr 1, ale myślę, że takie wydarzenie samo w sobie i w niej budzi wewnętrzną radość? Rozmawiałaś z nią na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Wiem co powie. Ja w cuda też wierzę! I tylko na cud już liczę.

      Usuń
  10. Nigdy chyba nie zrozumiem tego kościelnego cennika...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie wszedzie taki cennik jest. U mnie w parafii o ile sie nie myle nie ma.

      Usuń
  11. kochana wiara czynni cuda.. moja mama miała raka piersi rokowania były bardzo złe wszyscy ją wspierali uwierz mi że wiara taka prawdziwa ( nie mówię o kościele ) ale taka głęboka wiara czyni cuda. Nie będę tutaj rozpisywać się dokładnie ale jeśli masz ochotę przez fb i instagram możemy porozmawiać jeśli tylko masz ochotę :* uwierz w to że będzie dobrze wspieraj mamę jak się da :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana moja mama jest pod opieka hospicjum. U niej zadne leczenie w gre nie wchodzi juz. Szukamy czegos alternatywnego i liczymy juz tylko na cud...

      Usuń
  12. ech na pewno masz ciężko teraz z tym wszystkim... a mamie mimo wszystko życzę spokoju w tej chorobie, niech będzie z Wami jak najdłużej, niech jeszcze zdąży zobaczyć Wasze szczęście na ślubach. niech ma siłę!

    OdpowiedzUsuń
  13. Szczerze współczuję,bo to zbieg okoliczności niezbyt sprzyjający - choroba najbliższej osoby i jednocześnie trwające przygotowania do ślubu. Nie wyobrażam sobie, jak można się w tym odnaleźć... tzn wyobrażam sobie, bo piszesz o tym - to załatwianie spraw, planowanie i tyle, bez entuzjazmu i z myślą z tyłu głowy co będzie, jak... Przepraszam, kiepska jestem w tego typu wpisach, jednak nie mogłabym nie wyrazić współczucia dla Waszej Rodziny. Tym co głównie - a przynajmniej na początku - skłoniło mnie do pozostawienia komentarza, to moje doświadczenie w kwestii kamerzysty. Na swoim ślubie też go nie chciałam. Kategorycznie! Chcieli za to moi Rodzice i to do tego stopnia, że w końcu postawili na swoim - załatwili, opłacili, a ja po fakcie byłam im za to wdzięczna. Dlaczego? bo emocje tego dnia były tak wielkie, że z samego ślubu i wesela niewiele pamiętam. Wiedzę o tym co było mam właśnie dzięki nagraniu:) Filmik obejrzałam raz i leży sobie zakurzony na dnie szuflady. Być może już nawet nie do odtworzenia. Ale i tak powiem,że warto było. I mówię to ja - zagorzała przeciwniczka kamer, kamerzystów i fotografów... i wesel ogólnie:) Nie namawiam, ale sugeruję tylko,że to może wcale nie taki zły pomysł:) Pozdrawiam i życzę dużo sił i wytrwałości

    OdpowiedzUsuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **

Metki

wyluzuj inspiracja rozwój lifestyle kobiety motywacja relacje międzyludzkie muzyka książki kultura blogowanie kobieta pasja słabość radość siła ludzie kreatywność ulubieńcy relaks cierpliwość działanie lęk stres film spontaniczność strach wytrwałość kobieco kontrowersje emocje perełki szczęście miłość odwaga pod prąd ślub ciasto komercja komunikacja owczy pęd praca dzieci kuchnia marka osobista podróże przyjaźń slow life złote myśli cierpienie hejt na szybko na słodko na słodko przeczytane przygotowania recenzje w kuchni związek BuJo On aktywność fizyczna analiza SWOT bez internetu ból czekolada dieta język kino konsumpcjonizm krytykanctwo literatura marka mowa nienawiści natura niesamowite odkrycia nutella ogród planowanie podniecenie podział społeczny rozczarowanie rozrywka rozwiązywanie problemów sielskie klimaty urodziny walka wpis gościnny wspomnienia współpraca zderzenie z rzeczywistością złodziej czasu światopogląd 10 faktów 2016 FOG Gwiazdka Sokrates Słowianie aborcja akcje społeczne atak audyt bez czekolady buble bullet journal buulet journal choroba w rodzinie chrzań dietę czytambolubię dekalog detoks dobre wibracje drinki dzieciństwo dziki szał e-prezenty efekt wyniku fantazy filmy fotografia inteligencja jesień jutro klątwa wiedzy konie konsumpcja kontrowersyjnie kreatywnosć kryzysy książka lata 80-te liebster a(wk)ward metoda Disneya metoda LATTE networking odległość ojczyzna-polszczyzna optymizm owerview effect personal branding poradnik praca nad sobą profesjonalizm promocje przeczytane/obejrzane przeczytane2016 przeczytane2017 przygoda psychologia pytania radio rock rocznica rogaliki rower serce czy rozum seriale stereotypy syndrom oszusta szczerość słodycze teksty motywacyjne trolle urlop veera w zdrowym ciele zdrowy duch walentynki wieczni malkontenci wieś wojna klasowa wokal wokalistki wskaźnik mglistości wysiłek z czekoladą zabawa Święta śliwki