Przygotowania do ślubu Epizod 4

Przygotowania do ślubu Epizod 4

   
      Dziś ślubnie, ale niekoniecznie w klimacie serduszek i kwiatków. Dziś pokażę Wam, jak przewrotne bywa życie. Jak potrafi dowalić i pogruchotać wszystkie plany. Jak to jest, kiedy nadzieja gaśnie....

      Dziś przychodzę do Was z nieco innym postem. Postem bardzo osobistym, w którym odkryję rąbek mojego prywatnego dramatu. Nie wołam o współczucie, bo nie taka jest idea tego typu notek. To raczej próba wyrzucenia z siebie emocji. Próba uporządkowania bałaganu, jaki panuje w mojej głowie. Próba zrzucenia z serca choć części ciężaru. Bo czuję, że niebo wali mi się na głowę i do dosłownie.

      Zacznę może od rzeczy dobrych i odrobiny narzekania! Nienawidzę biurokracji, no nie znoszę jej organicznie wręcz! Nie znoszę, jak instytucja utrudnia coś, co powinno być proste. Jaką mam na myśli instytucję? Ano Kościół Katolicki. Nie ukrywam, chodze do Kościoła, Bóg jest mi bliski. Natomiast wkurza mnie ten cały skostniały system i ciągłe komplikowanie i wydłużanie procedur. Do czego dążę? Ano nauki przedmałżeńskie! Biskupi stwierdzili, ze koniec z naukami weekendowymi.. trzeba biegać przez dziesięć tygodni i koniec. Oczywiście są wyjątki takim wyjątkiem w Warszawie są nauki u Dominikanów ale... żeby się tam dostać to potrzeba Cudu Boskiego, bo biskupi zezwalają na minimalną ilość miejsc, oraz ograniczają ilość kursów do jednego w miesiącu. Próbowałam się zapisać raz! Opisze to w podpunktach:

1. otwarcie zapisów o 7 rano, odświeżam stronę co sekundę
2. czatuję... są!
3. wpisuję szybko dane zajmuje mi to może kilka sekund klikam wyślij! i co?
4. widzę komunikat: przykro nam ale limit miejsc został wykorzystany! była godzina 7:00:10!!

      Zapytacie: dlaczego się tak denerwujesz? Procedury i tyle. A ja Wam odpowiem: po co biskupi utrudniają wiernym życie! Czy przez te 10 spotkań dowiem się więcej niż przez jeden weekend? Czy w jakikolwiek sposób wpłynie to na moje postanowienia i myślenie? No wybaczcie nie sądzę. Powiedzmy sobie szczerze, tam się chodzi dla papierka i wszyscy powinni być tego świadomi! Papierek, stempelek i do kolejnego spotkania. Kolejny myk. Wiecie, ze zaświadczenie o chrzcie i bierzmowaniu ważne od 3 do 6 miesięcy? Jak np. z przyczyn losowych musisz przełożyć ślub, to biegasz jeszcze raz po papierki i bulisz jeszcze raz (moja przyszła bratowa za świstek zabuliła 100 zł, żadnych negocjacji, jest cennik i już!), nie rozumiem tego! Papierologia, papierologię papierologią pogania! No ponarzekałam.


      Jeśli chodzi o sam ślub.. straciłam do tego serce (o tym dlaczego niżej). Generalnie sala bez zmian, zaklepałam fotografa i księdza. Moja świadkowa zaklepała mi tez makijażystkę. To by było tyle. Sukni jeszcze nie szyję, chyba nie będę tego robić, kupię gotową. Próbuję też wybrać zaproszenia.. i tak wybieram, że się zdecydować nie mogę. Identycznie sprawa wygląda z kamerzystą...
      Znacie to uczucie, kiedy nie jesteście do czegoś przekonani? Kiedy niby szukacie, działacie, ale tak naprawdę to odrzucacie kolejne opcje, bo coś się Wam nie podoba faktycznie lub nie. Ja tak mam z poszukiwaniem kamerzysty. Nie lubię być filmowana, źle się przed kamerą czuję już tak mam. I w głębi serca nie chcę kamery na ślubie.. szukam, bo rodzice, bo Pan M... ale tak szukam, żeby nie znaleźć. Ostatnio odrzuciłam ofertę, bo mi się Pan przez telefon nie spodobał, nie podobała mi się barwa jego głosu! Uwierzycie? To trzeba mieć nakiełbaszone pod kopułą żeby w taki sposób decyzje podejmować!
      Ale wiecie.. to chyba ta druga.. tragiczna kwestia tak na mnie wpływa jaka?

      Stali czytelnicy może wiedzą, Ci nowi pewnie nie więc napisze krótko. Moja mama jest śmiertelnie chora, pisząc wprost umierająca. Po ostatniej wizycie lekarz powiedział: Koniec leczenia zostaje już tylko hospicjum. Jest w domu, nie mam zamiaru oddawać jej do jakiegoś ośrodka nie ma opcji, by to zrobić. Nawet gdyby miał mi pęknąć krzyż. Nie wiemy czy dożyje do października.. baaa nie wiemy czy dożyje, by zobaczyć ślub mojego brata, który planowany jest na czerwiec! Jak to usłyszałam, to przeszła mi cała ochota na wszelką organizację. Bo nie ma opcji by ten ślub się odbył zaraz po...
      Dlatego niby przygotowujemy ten ślub, ale gdzieś z tyłu głowy jest myśl, że trzeba będzie to wszystko odwoływać i przygotowywać inna uroczystość.
      Możecie sobie wyobrazić, że ślub przestał być moim priorytetem. Przyznam Wam, że nie myślę o nim kompletnie. A właściwie myślę o nim w kontekście jak rozwiążę kwestię przekładania wszystkiego. Powiecie nadzieja umiera ostatnia.. moja niemal umarła.....

Żeby nie było tak strasznie pesymistycznie na koniec, to wrzucam kilka zdjęć wiązanek ślubnych. Planowałam robić wiązankę sama.. ale teraz już sama nie wiem.


źródło: kobieta.onet.pl

źródło: http://www.exprimere.pl

źródło: arthemis-bukiety.blogspot.com/

      Ta ostatnia podoba mi się najbardziej. Tylko skąd ja w październiku wezmę piwonie?


pees: Moje Kochane Kosmetykomaniaczki wiecie Wy.. że Rituals wchodzi do Sephory? Mnie to info niezmiernie ucieszyło.







Analiza SWOT.. jak dzięki ekonomii zbudować strategię rozwoju bloga!

Analiza SWOT.. jak dzięki ekonomii zbudować strategię rozwoju bloga!

   

      Kiedy z bolesną szczerością wypiszemy już nasze wady i zalety, spiszemy dokładnie szanse i zagrożenia jakie czyhają na naszego bloga. Można przejść do drugiego etapu analizy SWOT. Do wybrania kierunku, w którym podążymy.

      Drogi czytelniku, jeśli trafiłeś tu pierwszy raz, jeśli skusił Cię tytuł. Zachęcam Cię serdecznie do przeczytania pierwszej części artykułu o Analizie SWOT, którą znajdziesz TU. Jeśli czytałeś pierwszą część i wróciłeś tu po więcej to serdecznie zapraszam do czytania.
      Z pierwszej części mojej opowieści o analizie SWOT już wiemy, że kluczowym momentem (według mnie), jest bolesne i szczere wypisanie czterech rodzajów cech: mocnych stron, słabości, istniejących i potencjalnych szans, oraz istniejących i potencjalnych zagrożeń. Jeśli mamy to już za sobą, możemy przejść do drugiego etapu, mianowicie do budowania strategii.


autor: Draqilka



Cztery podstawowe strategie działania.


      Ten krok też nie jest łatwy. Musisz zastanowić się, które z cech które wypisałeś są, ze sobą najmocniej związane. Który wypisany element najbardziej działa na inny. To zaprowadzi Cię do czterech podstawowych strategii działania:

  • mocne strony + szanse to STRATEGIA AGRESYWNA .. przy pomocy swoich mocnych stron wykorzystujesz wszystkie szanse.  To strategia nastawiona na dynamiczny rozwój i ekspansję. Dajmy na to jesteś przebojowa, masz dużą wiedzę i jednocześnie znalazłaś swoją własną niszę. Widzisz, że Twój temat "żre". Nie wahaj się. Działaj dynamicznie i agresywnie. Reklamuj się. Wchodź w dyskusje z ludźmi, którzy mają inne zdanie. To przysporzy Ci mnóstwo czytelników, a co za tym idzie znacząco zwiększy ruch na stronie. Wiecie.. jedna (za przeproszeniem) "gównoburza" robi więcej dobrego dla reklamy, niż ostrożne działanie. Nie muszę Wam mówić, że to moja ulubiona strategia prawda?
  • słabe strony + zagrożenia to STRATEGIA OBRONNA .. Twoje słabe strony potęgują zagrożenia i odwrotnie. W przypadku przedsiębiorstw taka strategia to gra na przeżycie. W przypadku bloga.. cóż dla mnie jest to równia pochyła czyli żadna strategia. Ale pogdybajmy! Zdecydowanie brak Ci pomysłów na nowe notki, jednocześnie masz problemy z wiarą we własne siły. Widzisz, że Twoja konkurencja dynamicznie się rozwija, a Ty stoisz w miejscu. Na domiar złego podpadłaś jakiejś niekoniecznie popularnej ale mściwej blogerce, która ma grono wiernych psiapsiułek. No w która stronę się nie obrócić to dupa z tyłu. Sytuacja nie do pozazdroszczenia! Jeśli mimo wszystko nadal chcesz pisać. To przyjmij właśnie strategię obronną. Rób swoje. Trzymaj się bezpiecznych tematów (ostatnio Sylwia z bloga Tak po prostu BLOG, napisała listę 32 pomysłów na notki ). I przeczekaj zły okres, by później zaatakować! Tylko pamiętaj, słabszy okres nie może ciągnąć się w nieskończoność.. bo zawsze kończy się na reanimowaniu trupa.
  • mocne strony + zagrożenia to STRATEGIA KONSERWATYWNA .. sytuacja jasna. Twoje mocne strony w bardzo dużym stopniu niwelują zagrożenia. To strategia, którą ja osobiście nazywam grą na przeczekanie. Dajmy na to: jesteś szalenie kreatywna, nigdy nie brak Ci pomysłów. Jednocześnie masz problem z systematycznością i słomianym zapałem. Spróbuj więc na początek utrzymać status quo. Pisz notki i jednocześnie pracuj nad nawykiem systematyczności. Nie martw się, Twoja kreatywność i fakt, że potrafisz napisać kilka postów "na zapas", uratują Cię, gdy chwilowo stracisz zapał. To Cię jednak nie zwalnia z pracy nad sobą. Pamiętaj do cholery.. nie ideą osiąga się sukces, tylko ciężką orką i nawykami.
  • słabe strony + szanse to STRATEGIA KONKURENCYJNA .. w ekonomi tą strategię poleca się firmom, które muszą eliminować swoje słabości, żeby wykorzystać szanse. Przykładem może być brak funduszy na zakup nowej technologii, która umożliwiłaby dynamiczny rozwój. A w blogosferze? Załóżmy, że znalazłeś idealny temat na bloga, wiesz, że to będzie sukces. Wiesz, że nie zabraknie Ci zapału i pomysłów. Jednocześnie wątpisz w siebie i boisz się, że nie podołasz, kiedy ktoś Cię ostro skrytykuje (o konstruktywnej krytyce w blogosferze pisałam TU). To jest strategia dla Ciebie. Twoja szansa na sukces, pozwoli Ci uwierzyć we własne możliwości. Będzie trampoliną, dzięki której uwierzysz w siebie i rozwiniesz skrzydła.
      Proste? Może nie do końca, ale jak to mówią: Nikt nie mówił, że będzie łatwo! Spróbujesz napisać swoją własną strategię? Jak myślisz, postawisz na agresywność, czy może jednak na konkurencyjność. A może jesteś w takim momencie, że musisz grac na przeczekanie? Pamiętaj, strategię (w odróżnieniu od taktyki) buduje się w długich okresach. Dla przedsiębiorstw jest to min 3 lata, choć najczęściej jest to 5 lat. Myślę, że jeśli o blogowanie sprawa wygląda podobnie. Dlatego nie oczekuj wyników natychmiast. Bądź konsekwentny i cierpliwy do bólu. A na bank się uda.


autor: Draqilka



Jak wygląda moja analiza SWOT?


      Wciąż jeszcze nad nią pracuję. Muszę zweryfikować to, co sama napisałam z tym co usłyszałam od współpracowników. Coś mnie podkusiło i zapytałam ludzi, z którymi mam kontakt biznesowy, o to, jak mnie postrzegają. Bo niby dlaczego nie? Wiecie już, że jeśli chodzi o pytania, wyznaję zasadę Sokratesa, która prywatnie formułuję w dość dosadny sposób: NIE BĄDŹ TAKIM CHOLERNYM TCHÓRZEM  I PYTAJ! Ale do czego zmierzam. Usłyszałam kilka rzeczy, które mnie zaskoczyły. Absolutnie nie w negatywny sposób, wręcz przeciwnie. Ci ludzie to co ja wpisałam w słabości (ewentualnie w wątpliwe mocne strony), postrzegają jako wielkie plusy. O czym myślę?

- niewyparzony język;
- bezczelność;
- całkowity brak poszanowania autorytetów(szanuje człowieka jako istotę ludzką, a nie poglądy które głosi), z którymi mi nie po drodze ideologicznie, obalam mity i nie boję się dyskusji;
- całkowita odporność na trendy;
- nieukrywana pogarda dla głupoty;
- cynizm i nadużywanie sarkazmu;
- brak strachu, przed głoszeniem nawet kontrowersyjnych poglądów.. (Czarny Marsz? Banda zmanipulowanych kobiet, którym "tefałenowe autorytety" nakładły do głów głupot. Nazywanie "wojujących feministek" nazistkami.).

      Okazuje się że ludzie, który odnieśli duży sukces, postrzegają te cechy za wręcz niezbędne dla osiągnięcia sukcesu. Musze to przemyśleć, przeanalizować, przetrawić. Tak więc (tak wiem nie zaczyna się zdania od "tak więc") piszę siebie od nowa. Konfrontuję to jak postrzegam siebie, z tym jak postrzegają mnie współpracownicy. Dlaczego współpracownicy? Bo to jak postrzegają mnie najbliżsi, nie pomoże mi w układaniu strategii blogowej. Kto wie.. może ujawnię moje ogólne wnioski (bo przecież nie strategię) tu na blogu? Chcielibyście?


autor: Draqilka


      Co do dopominania się o aktualizację ślubną. Post się pisze... nowy. Tym razem nie będzie o samych kwiatkach i serduszkach. Tym razem będzie BARDZO osobiście i nie ukrywam dość tragicznie. Sporo we mnie negatywnych emocji, które niekoniecznie powinny się znaleźć w poście ślubnym. Ale z drugiej strony dlaczego nie? Życie pisze różne scenariusze!

Tymczasem mam kilka pytań odnośnie Analizy SWOT!:

Więc jak drogi czytelniku.. wybrałeś coś dla siebie?
Pomogłam choć trochę?
Może masz jakieś pytania, coś niejasne? .. jaka już specyfika notek blogowych (szczególnie takich), że mają charakter dość ogólny. Jednak jeśli będą pytania, postaram się odpowiedzieć.






Analiza SWOT .. pierwszy krok w budowaniu strategii.

Analiza SWOT .. pierwszy krok w budowaniu strategii.


   

      Analiza SWOT to termin rodem z analizy finansowej i budowania strategii przedsiębiorstw. Pamiętam go jeszcze ze studiów. Co to jest z czym to się je? I wreszcie jak to się ma do blogowania? Ano ma się. BO SWOT to nic innego jak analiza czterech podstawowych aspektów, na których powinna być budowana każda strategia: mocne strony, słabe strony, szanse i zagrożenia.

      SWOT to nic innego jak akronim powstały od czterech angielskich słów: strengths (mocne strony), weaknesses (słabości), opportunities (szanse) i threats (zagrożenia). Na tych czterech aspektach opiera się cała wydawałoby się skomplikowana analiza. Cóż.. bywa i tak. Np. jeśli mamy do czynienia z dużym przedsiębiorstwem, dla którego budujemy strategię. Ale my z gigantem się nie mierzymy. Mamy zrobić analizę własną.. by efektywniej działać w blogosferze. Jak to zrobić krok po kroku? Zaczynajmy!


autor: Draqilka


Weź kartkę i podziel ją na cztery części. Podpisz je kolejno: mocne strony, słabe strony, szanse, zagrożenia.


      To według mnie kluczowy moment, absolutna podstawa. Bo jeśli tu schrzanimy, cała wykonana praca przyda się psu na budę, bo na pewno nie nam. Jeśli robisz analizę SWOT to musisz, MUSISZ być w stosunku do siebie bezwzględnie szczery. To nie jest miejsce na koloryzowanie i mitomanię. Jeśli masz problemy z kontaktami z trudnymi ludźmi, to umieść to w słabych stronach. Jeśli trochę znasz angielski, to może jednak nie umieszczaj w mocnych stronach komunikatywnej znajomości języka. Jeśli masz problem z pisaniem po polsku, robisz błędy, masz problemy z interpunkcją.. to na Boga szczerze wpisz to w słabe strony (lub zagrożenia, bo w przypadku propozycji napisania artykułu sponsorowanego może nastąpić zderzenie z rzeczywistością).

Mocne strony: to zbiór Twoich atutów, cech, które pomogą Ci wybić się ponad przeciętność.. chcesz być zwykłym szarakiem z tłumu? Ja nie chcę.. i Ty też nawet nie bierz tego pod uwagę! Ani mi się waż!!! Jesteś wstanie się z każdym dogadać? Napisz to śmiało! Nie brakuje Ci pomysłów? Pisz szybciutko! Jesteś nietuzinkowy, kreatywny, masz lekkie pióro? No już.. niech to wszystko ląduje na kartce!

Słabe strony: każdy je ma.. słownie: KAŻDY! Bądź ze sobą szczery i je wypisz. Przecież nikt nie będzie tego czytał, jeśli tego nie pokażesz. Robisz ta autoanalizę wyłącznie dla siebie i dla swojego rozwoju. Szybko się denerwujesz, bywasz niecierpliwy? To może być problemem, wpisujemy. Masz problem z rozmową z obcymi? Wpisujemy. Miewasz ataki braku pewności siebie.. to niewątpliwie może przeszkadzać. Zastanów się.. czy nie warto i tego wpisać. Pamiętaj o szczerości wobec siebie.

Szanse: wypisz wszystkie okoliczności, które już w tej chwili możesz wykorzystać. Może ciekawe kontakty? Jakaś współpraca, która rokuje na przyszłość? Może napisałeś już kilka artykułów? Pomyśl i pisz śmiało. To nie miejsce na skromność (w ogóle w skromność to w tym momencie Twój największy wróg), na szczerość.. ale nie na skromność PAMIĘTAJ!

Zagrożenia: zbiór okoliczności, które mogą przeszkodzić w realizacji planów. Zalazłeś komuś za skórę i macie kosę? Jakaś nieudana współpraca, która rzuca się cieniem na Twój dalszy rozwój? A może największym zagrożeniem jesteś Ty sam? Twój brak wiary w siebie, kompleksy, przesadna skromność? Pisz!


      Zapytacie: a jak ja nie wiem? Nie umiem być obiektywny? Mogę Wam tylko powtórzyć radę, którą usłyszałam dawno temu: Usiądź, spróbuj napisać sam, a potem zapytaj znajomych bliższych i dalszych. To pozwoli Ci skonfrontować to jak postrzegasz siebie z tym, jak postrzegają Cię inni! Proste prawda? Wiec uśmiechnij się do siebie i spróbuj!


autor: Draqilka



Kiedy mamy wypisane wszystkie elementy, można przejść do ich łączenia i budowania strategii.


      Wbrew pozorom to nie jest trudne, zwłaszcza jeśli wiesz, co chcesz osiągnąć. Na tym etapie parujemy ze sobą poszczególne elementy i odpowiadamy sobie na kilka pytań:

  • Czy moje mocne strony pozwolą na wykorzystanie szans jakie widzę?
  • Czy moje moje słabe strony nie przekreślą moich szans?
  • Czy moje mocne strony zniwelują zagrożenia?
  • Czy moje słabe strony nie spotęgują zagrożeń?

      Zastanów się, czy Twój brak wiary w siebie nie storpeduje kontaktów z Twoimi potencjalnymi współpracownikami. Czy fakt, że jesteś przebojowy i bardzo komunikatywny pomoże Ci wyjaśnić potencjalnemu klientowi/współpracownikowi bardzo niepochlebne opinie jakie o Tobie znalazł w sieci? Czy inaczej: czy Twój brak wiary w siebie nie ugruntuje kiepskiej opinii w oczach menagera z którym masz szansę współpracować? Takie pytania można mnożyć. Warto się do tego przyłożyć, by zrobić kolejny krok, czyli zbudować strategię.

      Ale o tym w kolejnej notce, bo zwyczajnie wyszłoby za długo. A jak pisałam TU TU TU a szczególnie TU rzecz nie w tym, żeby napisać dużo i niezrozumiale, ale w tym, żeby było jasno i przejrzyście!









Święta, Święta i po świętach... czyli o tym jak cudownie jest być poza zasięgiem sieci...

Święta, Święta i po świętach... czyli o tym jak cudownie jest być poza zasięgiem sieci...

   

      Święta to dla mnie świętość. To czas dla rodziny, czas rozmów, czas bliskości, czas bycia ze sobą. Nie ukrywam, że to również czas zadumy i refleksji. W tym roku były to też święta bez internetu, bez bloga, bez facebooka. I powiem Wam.. niemal mi się udało!

      Część z Was pewnie zauważyła (lub nie), że przez tydzień na blogu była cisza. To nie była żadna niemoc twórcza.. co to, to nie. To świadoma decyzja. O ile jeszcze w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek zajrzałam na Wasze blogi.. o tyle u mnie już była cisza i oczekiwanie. Dlaczego? Nigdy nie ukrywałam, że jestem katoliczką i dla mnie Wielkanoc to szczególny czas. Zwyczajnie wyciszyłam się. W Wielki Piątek schowałam laptopa do torby (żeby nie kusiło) i odetchnęłam głęboko.
      Każdy z nas czasem potrzebuje się odciąć i zwyczajnie pobyć z ludźmi, których kocha. Na pewno przyznacie mi rację, że stały dostęp do sieci nie pomaga w byciu z ludźmi. No bo jak tu rozmawiać, kiedy ktoś non stop trzyma nos w telefonie i maniacko sprawdza facebooka? Jak tu choć próbować budować głębszą relację, kiedy widzi się błędny wzrok rozmówcy skierowany na komputer. Kiedy wiesz, że ta osoba najchętniej zerwałaby się z miejsca, odpaliła grę i zatopiła się w wirtualnym świecie. Smutne prawda?

Smartfon obok talerzyka.. czy to normalne?


      Dla mnie jest to sprawa niepojęta. Dzieci przy stole z tabletami, żeby siedziały grzecznie i nie przeszkadzały. Rodzice ze smartfonami w ręku, co chwila sprawdzający facebooka i inne portale społecznościowe. I wreszcie dziadkowie smutno patrzący na ten obrazek.. obrazek, na którym nie ma dla nich miejsca. Czy tak powinny wyglądać święta? Czy już do tego stopnia pochłania nas wirtualny świat, że nie umiemy żyć w realnym? Czy to tak powinno wyglądać? Zjadamy śniadanie wielkanocne i każdy biegnie do swojego kąta i wbija nos w ekran? A może zwyczajnie nie umiemy zwolnić? Przyzwyczajeni do wiecznego pędu robimy się nerwowi, kiedy czas zwalnia. I traktujemy sieć jako koło ratunkowe. Która z tych dwóch rzeczy, uzależnienie od sieci czy zanik umiejętności zwolnienia przeważa? Może obie są równie szkodliwe? Może wreszcie to zanik umiejętności komunikacji?

Czy to już uzależnienie, czy tylko jego objawy? 


      Ja w tym roku powiedziałam PAS i odcięłam się. Postanowiłam, że będę z rodziną a nie obok niej. Czy było trudno? Tak. Ale co dziwne.. nie ciągnęło na facebooka, nie ciągnęło do mediów społecznościowych. Ciągnęło do blogosfery. Ciągnęło na tyle, ze raz się złamałam i przejrzałam kilka blogów. Ale i tak uważam, że odniosłam sukces. Was też do tego zachęcam. Do odcinania się od sieci na dzień, dwa.. tydzień. Wiecie... to doskonale robi na zdrowie psychiczne. :)
      Wiecie, świat bez internetu jest taki zajmujący, tak bogaty... trzeba się tylko odważyć i nacisnąć czerwony guzik na routerze, odłożyć smartfona. Zapomnieć o istnieniu sieci i rzucić się w wir świata realnego, świata ludzi. Rzucić się w objęcia rodziny...

    


A Wy?
Robicie sobie czasem wolne od sieci?
Jesteście wstanie wytrzymać trzy, cztery dni bez zaglądania na facebooka?
Jak to jest u Was w czasie świąt.. smartfon leży obok talerzyka, a laptop woła z kąta?
Wyobrażacie sobie świat bez internetu?







Kiedy profesjonalizm i szczerość są przeszkodą. Jednak czasem trzeba obnażyć się emocjonalnie.

Kiedy profesjonalizm i szczerość są przeszkodą. Jednak czasem trzeba obnażyć się emocjonalnie.

   

      Klakier: osoba, która gorliwie przytakuje wszystkiemu co widzi. Czasem jest wynajęta, a czasem zwyczajnie nie ma swojego zdania, więc podąża za tłumem. Czy dzisiejszy świat oczekuje od nas, byśmy byli klakierami? Czy inni oczekują od nas, byśmy byli całkowicie bezkrytyczni, byśmy klepali po plecach?

      W ostatnim poście poprosiłam Was o wskazanie mi moich słabszych stron. BARDZO BARDZO BARDZO dziękuję za WSZYSTKIE konstruktywne uwagi. Wiecie.. wytknęliście mi to, co sama napisałam we własnej analizie SWOT (o tym w następnym poście). I tak się teraz zastanawiam, co zrobić. I zwyczajnie zacznę od tego jaka jestem.
      Ostrzegam lojalnie.. post jest nieco kontrowersyjny i momentami przerysowany. Zapraszam.

Kim jestem?

      Z natury jestem szczera, choć niebezkompromisowa. Mam alergię na wszelkiego rodzaju trendy, w nosie mam modę. Serio, nie zwracam uwagi na to co jest na czasie, tylko na to co jest mi potrzebne i w czym zwyczajnie dobrze wyglądam. Mam 35 (tak, takie dinozaury jak ja też piszą blogi) lat. Ustalony gust i światopogląd. Z zasady oceniam rzeczy (RZECZY nie osoby) z mojego punktu widzenia. No wybaczcie, ale jeśli coś komentuję, to chyba powinnam wyrazić swoje odczucia.. a nie powtórzyć po kimś (patrz definicja słowa klakier umieszczona w leadzie). Czy wkleić na 100 blogów pod rząd wcześniej przygotowany komentarz, który często nijak ma się do zawartości notki, za to koniecznie zawiera adres do mojego bloga.. Nie boję się wyrażać swoich opinii i genetycznie nie lubię przesadnego słodzenia. Wyczuwam w nim fałsz na kilometr.. no tak już mam. Bywam cyniczna! O zła ja! Pewnie to kwestia doświadczenia... pewnie na pewno.
      Jestem totalną minimalistką.. i czasem robię sobie małe heheszki z kosmetycznych hedonistek (Monia mam nadzieję, że wiesz, że to z czystej sympatii, jak jeszcze nie znacie Moniki to biegnijcie do niej na bloga bo warto!). Ale to tez nigdy nie są wycieczki personalne!
      Mam analityczny umysł, jak coś przeczytam (a czytam ZAWSZE), to analizuję. Konfrontuję z osobistymi doświadczeniami, wyciągam wnioski i o tym mówię/piszę. Niektórym może się wydawać, że z czystej przekory jestem na nie. Otóż nic bardziej mylnego! Skoro coś mi się nie sprawdza, coś mi się nie podoba to mam słodzić (patrz definicję słowa klakier)? Chronicznie nie znoszę błędów ortograficznych (nie mylić ze zwykłymi literówkami), te stylistyczne tak mnie nie rażą. Błędy ortograficzne to oznaka braków w wykształceniu, ale też zwykłego lenistwa i niechlujstwa.. przecież do cholery google podkreśla je na czerwono (żeby nie było, jak zauważycie u mnie byka to mi to wytykajcie bez chwili zastanowienia)! 

Kiedy szczerość jest przeszkodą.

      Moją wadą jest to, że piszę wprost. Nie nawijam makaronu na uszy tylko piszę tak, jak to widzę. Czasem rzeczywiście powinnam posłodzić.. ale tu w paradę wchodzi mi mój profesjonalizm (cynizm też). Żadne wchodzenie w tyłek po palcu w grę nie wchodzi. Jedna z czytelniczek napisała (za co BARDZO jej dziękuję):

"Kojarzę twojego bloga głównie stąd, że widzę twoje rzucające się w oczy komentarze pod postami innych blogerów i to że w 90% nie zgadzasz się z trendami/opinią poruszoną w owym poście i masz zawsze swoje, odmienne zdanie. Na pewno jest to szczerość, bo wyrażasz swoją prawdziwą opinię, ale mam wrażenie że mimo iż jesteś na blogu innej osoby to Twoje "JA" jest na pierwszym miejscu. Odnosisz posta do siebie i piszesz ZAWSZE o sobie, zamiast komentować całokształt i odnieść się do całości. Wydaje mi się, że masz lekko negatywne nastawienie do świata, czytając twoje komentarze... Widziałam naprawdę dużo twoich komentarzy, mam wrażenie że nic nigdy Ci nie odpowiada."

Podejrzewam, że ma na myśli moje komentarze o kosmetykach i ciuchach. I teraz.. pomóżcie mi:

      Jak mam opisać pozytywnie całokształt kosmetyku, jeśli ten jest dla mnie bublem ze słabym składem? Mam skomplementować zdjęcie? Z jakiej paki, skoro post jest o kosmetyku? Jak mam tekstu o kosmetyku nie odnieść do swoich doświadczeń z nim (jeśli je mam)? Oświećcie mnie, bo dla mnie to czarna magia.
      Dalej ciuszki... mam pisać że coś jest wspaniałe, jeśli to niekoniecznie moja bajka? No dobra, tu mnie macie, mogłabym. I na ogół piszę, że to nie moja bajka. Naprawę Was to obraża? RATUNKU!
      Nie wiem w jakich innych sytuacjach polemikę można odebrać jako negatywne nastawienie.. serio tak uważacie? Serio nie widzicie różnicy? Czego Was uczą w tych szkołach? Ja kocham dyskutować, polemizować, ścierać się w poglądach! To niesamowicie rozwija, otwiera oczy na inne aspekty tej samej sprawy!
      I na koniec zastanów się Droga Czytelniczko. Co takiego sprawiło, że mnie zapamiętałaś.. ano moja wyrazistość i całkowita odporność na podążanie za tłumem. Prawdopodobnie nie czytasz mojego bloga, więc błędnie założyłaś, że to wynika z mojego negatywnego nastawienia.. ale to już inna bajka. Nie znamy się, więc masz do tego prawo! Myślę, że wyjaśniłam Ci z czego wynika moja postawa.


Chyba musi mi się ulać... tych bardziej przewrażliwionych na własnym punkcie proszę o ominiecie tego fragmentu.

      Dziewczyny.. czy Wy naprawdę oczekujecie wyłącznie przyklaskiwania? Setek takich samych, nijakich reakcji, które na dobrą sprawę mogłaby napisać jedna osoba z setką kont (przy okazji nabijając statystykę)? Zależy Wam tylko na potakiwaczach i klikaczach? Tak nisko się cenicie? Wszystkie jesteście wspaniałe! Na Boga uwierzcie w to do cholery. Inaczej zginiecie jak muchy, gdy przyjdzie się Wam zmierzyć ze światem realnym! Nigdy nie wyjdziecie poza poziom, na którym jesteście obecnie! Każda bez wyjątku zasługuje na sukces! KAŻDA! Tylko zacznijcie się cenić. Nie bójcie się konfrontacji. Nie bójcie się osób, które mają inne zdanie. Odmienne zdanie to na ogół nie jest żadna osobista wycieczka (bo niby jakim cudem?), tylko ocena rzeczy bądź sytuacji! Czasem jest to niezwykle cenne, choć trudno to docenić. Przestańcie traktować siebie tak śmiertelnie poważnie, nikt poza Wami tego nie robi. Po napisaniu komentarza szybko o Was zapominają, szczególnie Ci co zostawiają komentarz w nadziei, ze zrobicie u nich to samo.. czyli krótko mówiąc SPAMERZY! Moje słowa, może nieprzyjemne nie są skierowane przeciw Wam! Jestem starsza, mam jakieś tam doświadczenie. Nie powtarzajcie moich błędów. Taka moja rada.. najgorsi i najniebezpieczniejsi są ludzie, którzy we wszystkim się z Wami zgadzają. Tracicie przy nich czujność, więc tym łatwiej jest im Was wykorzystać.
      To taka mała prywata, pisze o tym pierwszy i ostatni raz (Le Bleuet moja Ty kopalnio wiedzy o kosmetykach do włosów, chciałaś kontrowersyjnych dygresji to masz, jak by co, to Twoja wina ;) ).


Postanowienia.

      Ja ze swojej strony obiecuję jedno.. jak mi się coś nie spodoba, to zwyczajnie zmilczę. Polemikę zostawię na te blogi, których autorzy odróżniają chęć dyskusji od negatywnego nastawienia. I obiecuję bardziej ważyć słowa.. żeby nie urazić co wrażliwszych. Postaram się też zachować mój cynizm dla siebie.. pewnie nie zawsze mi się to uda, ale uwierzcie mi, będę się starać. Mimo wewnętrznego przekonania, że przydałoby się autorem zwyczajnie po ludzku potrząsnąć.

Na koniec fajna grafika, która doskonale obrazuje moje podejście do życia...

źródło: pixabay


      Na koniec dziękuję, że jesteście! Produktywnego tygodnia!!




Jak zbudować silną markę osobistą? Kilka prostych kroków.

Jak zbudować silną markę osobistą? Kilka prostych kroków.

   

      Czy marka osobista jest ważna? Co zrobić, by z dnia na dzień umacniać swoją pozycję w blogosferze. Jakie są pierwsze i podstawowe kroki, do budowania swoje marki? Jesteś ciekawy? Ja byłam. Niedawno odkryłam niesamowitą kopalnię wiedzy marketingowej, jest nią blog Pawła Tkaczyka. To tam znalazłam artykuł, który zainspirował mnie do napisania tej notki.

      Każdy bloger, ja również, podświadomie dąży do tego, by być jak najbardziej rozpoznawalny. Podziwiamy tych, którzy odnieśli sukces, inspirujemy się nimi.. chcemy być tacy jak oni. Podglądamy ich. Warto jednak pamiętać, by nie tworzyć kalki. By odnaleźć swój własny sposób na zaistnienie. Czasy blogów multitematycznych odeszły w siną dal. Niestety trzeba się specjalizować. Konkurencja jest tak ogromna, że aby się przebić trzeba zabłysnąć.
      Jeśli masz plan przekształcenia bloga w pełnoprawne źródło dochodów, jeśli marzysz, by zajmować się tylko blogowaniem. To musisz przejść kilka podstawowych stopni budowania marki. Sama właśnie zaczynam tą drogę. Nie wiem czy zauważyłeś Drogi czytelniku, ale zmiana nazwy jest pierwszym krokiem. Kolejnymi będą usystematyzowanie tematyki. Za dużo tego wszystkiego na moim blogu. Banany obok narzędzi marketingowych.. no HALO BRAQILKO WRÓĆ!
      Opracowałam sobie pewien plan.. te kilka kroków, które muszę zrobić na samym początku.

1. Kto powinien o mnie wiedzieć.

      Jeśli mam już jasno określony cel to muszę sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie:
Kto powinien wiedzieć o moim blogu i jak do niego dotrzeć. Jaka jest moja grupa docelowa, a co za tym idzie, z kim mogę podjąć ewentualną współpracę w przyszłości. Kto powinien dowiedzieć się, ze taki ktoś jak ja istnieje i działa.

2. Czego chcę.

      Znacie to powiedzenie: jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego? Jak już wspomniałam we wstępie, czasy blogów o wszystkim minęły. Dziś szansą na przebicie są blogi wysoko wyspecjalizowane. Jeśli chcesz pisać o modzie, ona jest Twoją pasją to pisz śmiało! Pamiętaj jednak, by koncentrować się na modzie, by była tematem przewodnim Twojego bloga.

3. Analiza SWOT.

      Pomyślicie sobie oho miało być prosto, a ona nam rzuca jakimiś terminami rodem z analizy strategicznej przedsiębiorstw. Kogo obchodzi jakaś tam analiza. Ale przecież Wasz blog jest w jakimś stopniu przedsiębiorstwem. Może jeszcze na nim nie zarabiacie, ale nie można wykluczyć, ze tak będzie w przyszłości. A sam SWOT to nic innego jak analiza mocnych i słabych stron, a także szans i zagrożeń. Weź kartkę i podziel ją na cztery części. Podpisz je kolejno: mocne strony, słabości, szanse, zagrożenia. Bądź ze sobą szczery do bólu i pisz. Będziesz wiedział na czym stoisz, co poprawić, na co zwrócić uwagę, gdzie będzie potrzebna pomoc. Tylko pamiętaj... nie koloryzuj, bo to się zemści.

4. Jak wygląda sprawa konkurencji.

      Od tego niestety nie uciekniemy. W niektórych fragmentach rynku konkurencja jest ogromna w innych mniejsza. Jedno jest pewne. Trzeba znać przeciwnika. Brutalna prawda.. można sobie siedzieć we własnym kółeczku wzajemnej adoracji do (za przeproszeniem) us...nej śmierci. Ale by zrobić krok dalej trzeba porzucić bezpieczne schematy.


    


5. Socjal media.

      Potęga socjal mediów jest ogromna. W dzisiejszych czasach bez tego ani rusz! "Nie ma Cię na facebooku to nie istniejesz". Paweł Tkaczyk poleca prostą sztuczkę. Wpisz swoje imię i nazwisko (bądź nick pod którym występujesz) i sprawdź co wyskakuje. Linki związane z Tobą i Twoją działalnością czy niekoniecznie. Jeśli niekoniecznie, to najwyższa pora działać.

Moje socjal media na razie są w stanie opłakanym. To kolejny etap do pracy dla mnie. Ale spokojnie.. zbliżam się do tego punktu.

6. Dyskutuj!

      Nie bój się konfrontacji. Nie chowaj głowy w piasek po każdym negatywnym komentarzu. Krytyka, o ile nie jest osobista, to dobrodziejstwo! Konstruktywna krytyka pozwala nam dostrzec nasze niedociągnięcia. Przecież każdy je ma!
      Poświęć czas, by ścierać się w opiniach. Jeśli będziesz merytoryczny zostaniesz dostrzeżony, nie dziś nie jutro, to za miesiąc! Tylko rób swoje i bądź przy tym autentyczny.
      Dlaczego o tym piszę? Bo mam wrażenie, że blogerzy mają bardzo delikatne ego. Wystarczy lekka krytyka i jest nerwowo. Nie lubią (nie umieją) dyskutować, przerzucać się argumentami. Usuwają negatywne komentarze, bądź się obrażają. Smutne... Warto pamiętać, że nie każda krytyka to hejt. A swoich racji trzeba umieć bronić.

7. Anegdoty robią dobrą robotę.

      To był podpunkt, który u Pawła Tkaczyka spodobał mi się najbardziej! On sam o sobie mówi, że jest opowiadaczem historii i robi to świetnie. Ale wracając
      Byłaś na targach i zdarzyło się coś zabawnego i pouczającego? Spróbuj na tej bazie zbudować historię. Im masz takich anegdot więcej tym lepiej. Przydadzą się w czasie dyskusji czy w spotkań. 

8. Opowiedz coś o sobie.

      Nie bój się dzielić informacjami o sobie. Daj się poznać czytelnikom. Powiedz co lubisz, co Cię wkurza. To nic nie kosztuje, a genialnie skraca dystans. W dzisiejszych czasach skracanie dystansu to podstawa.


    



Co myślicie o takim spojrzeniu na blogowanie?
Może pojawiają się jakieś pytanie?
Zachęcam do dyskusji!





Od czego zacząć budowanie strategii marki osobistej. Jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B!

Od czego zacząć budowanie strategii marki osobistej. Jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B!

   

      Personal branding.. strategia marki osobistej. Z której strony zacząć. Co zrobić, by być rozpoznawalnym na rynku. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Proces zawsze będzie długofalowy i trzeba się nastawić na różne zawirowania. Z której strony zacząć. Czy laik ma szansę?

      Ostatnio sporo rozmyślam o moim blogu. Zaczęłam tez pisać dla niego strategię rozwoju.. idzie mi to opornie, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo prawda? Skąd czerpię wiedzę? Ano odkopałam moje notatki z marketingu. Czytam blogi specjalistyczne. I wiecie.. jak tak patrzę, to zasady się nie zmieniły.. mamy tylko inne narzędzia. Ale od początku.

Dwa grzechy główne w budowaniu marki.

      Z moich rozmyślań wyłania się jeden wniosek.. od początku mojej drogi blogowej popełniłam dwa kardynalne błędy!

1. Skupiłam się na content marketingu.. czyli prowadzeniu bloga i jakiejś tam obecności w socjal mediach (choć ta mocno kuleje!)
2. Bardzo dbałam o pierwsze wrażenie.. wygląd bloga, spójność graficzna, ładne zdjęcia, moje pandy. krótko mówiąc identyfikacja wizualna.

      Obie sprawy są bardzo ważne.. ale nie powinny być dla mnie punktem wyjścia! Wiecie co powinno nim być? JA! W końcu to ja mam być marką.. reszta to cechy składowe.


   


Czym jest marka?

      Czym jest marka? Z czym nam się kojarzy to słowo? Dla mnie to pewien zestaw cech i obrazów, które tworzą osobę lub przedmiot. To emocje, jakie towarzyszą mi kiedy słyszę określoną nazwę. 
Manolo: szpilki, luksus, buty. Mercedes: luksus, jakość, trwałość. Apple: jakość, niezawodność, nowoczesność.
      Producenci znanych marek, na swoją pozycję pracują latami. Opracowują całe strategie, by wypromować się na rynku. To wszystko wymaga czasu i cierpliwości. Identycznie jest w przypadku budowania marki osobistej.

Personal branding.

      Czym jest moja marka osobista? Analogicznie do marki produktu. To zestaw cech, skojarzeń, doświadczeń, jakie pojawiają się w głowach ludzi, którzy ze mną obcują. To jakie sprawiam wrażenie, przy pierwszym, piątym i dziesiątym kontakcie. Najprościej mówiąc.. to moja reputacja.
      Czy markę da się zbudować z dnia na dzień? Odpowiedź jest jedna NIE! To ZAWSZE jest długofalowy proces, który opiera się na cierpliwości i czasie. Brutalne ale.. nie ma tu miejsca na spontaniczne zwroty. Steve Jobs nie stworzyłby Apple gdyby co chwila zmieniał zdanie, gdyby nie był do bólu konsekwentny. Powiecie gdzie miejsce na kreatywność.. jedno drugiego nie wyklucza. Ważne jest jasne określenie celu. Wyznaczenie sobie kolejnych etapów.. Kiedy już to mamy.. ruszamy do boju!


    


Wracając do Draqilki i jej strategii

      Skoro już wiem, gdzie był mój błąd to pora "naprostować się" na właściwą drogę. I tak od kilkunastu dni siedzę nad notesem, zgryzam kolejne ołówki i piszę tą moją strategię. Idzie mi dość opornie, ale nie mam zamiaru się poddać. Postanowiłam iść w stronę bloga eksperckiego.. a właściwie to drogi do bloga eksperckiego.
      Skoro mam jakąś tam wiedzę, to nic nie stoi na przeszkodzie, by ją pogłębiać. A przy okazji podzielić się doświadczeniami prawda? 
      Zobaczymy jak mi będzie szło to moje zarządzanie marką własną.. znaczy mną! Mówią, że etap poznania siebie jest najważniejszy. To mam za sobą. Ale wiecie, potrzeba mi Wasza pomoc.. pomożecie?

Jakie macie skojarzenia ze mną?
Jakie macie skojarzenia z moim blogiem?
Gdzie widzielibyście moje słabości?

Produktywnego tygodnia Wam życzę!