Kulturalni ulubieńcy odc. 9 - marzec 2017

Kulturalni ulubieńcy odc. 9 - marzec 2017

   
      Kolejny miesiąc za mną. Parę odkryć książkowych, właściwie jeden film i jeden odgrzebany serial totalnie dla odmóżdżenia, który nie zasłużył na miano ulubieńca, więc nim nie został. Muzycznie zupełnie klasycznie. Powiedziałabym.. typowo jak na mnie! Nietypowy jak na ten typ postów, będzie dodatek, do którego nominowała mnie Sylwia. Stwierdziłam, że nie będę pisać specjalnego postu, tylko połączę przyjemne z pożytecznym.

      Szok, czas ucieka. Tyle się dzieje, tyle rzeczy do zrobienia. A przecież trzeba znaleźć czas, żeby odsapnąć, wyluzować się. To nie jest proste, ale do wykonania. Dla mnie takim czasem na regeneracje są weekendy. One są dla mnie święte, to czas dla mnie i Pana M., to czas dla moich ukochanych rodziców. W weekendy nie pracuję. Będę padać na pysk w tygodniu, ale w weekendy komputera nie tykam. Ale nie o tym ten post. Post o moich kulturalnych ulubieńcach.. zaczynajmy!

1. Piosenka miesiąca lekko

      W tym miesiącu wróciłam do kapeli, w której zasłuchiwałam się w czasach orki w corpo. Mówię tu o Linkin Park. Wiecie.. wciąż do nich wracam, szczególnie, kiedy mam kłopoty, lub jest mi zwyczajnie źle. Wracam do tych starszych utworów z pierwszych płyt. Piosenka, która najdłużej gościła w moich uszach w marcu, ma już 5 lat... to Castle of Glass



2. Piosenka miesiąca poważniej

      Na nowo odkrywam Hansa Zimmera. Pisałam tu na blogu wiele razy, ale z chęcią powtórzę. To mój ulubiony kompozytor muzyki filmowej. Idealnie wprost trafia w moją muzyczną duszę. Nie wybiorę jednego utworu, bo było tego tyle... Zostawiam więc link, to kilka godzin cudownej muzyki. Muzyki, która porusza i koi jednocześnie. Idealny pokaz jak wielką potęgą jest muzyka filmowa.



3. Książka miesiąca

źródło: empik.com

      Cinder to pierwsza część Księżycowej Sagi. Akcja umiejscowiona jest gdzieś w dalekiej przyszłości, w zatłoczonym do granic możliwości Pekinie. Wraz z główną bohaterką Cinder poznajemy świat po wielkiej zarazie. Cinder jest nastolatką, od pierwszych stron wiemy, ze stoi za nią jakaś duża tajemnica. Nasza bohaterka, jest obywatelką drugiej kategorii, własnością swojej opiekunki prawnej. Dlaczego? Myślę, ze pozwolę Wam to odkryć podczas czytania. Dość powiedzieć, że Cinder dzięki pewnemu zbiegowi okoliczności znajdzie się w samym centrum walki politycznej.. jaką odegra w tym rolę? Kim naprawdę jest Cinder? Polecam przeczytać.

4. Serial miesiąca

      Tu zwycięzca jest jeden... Black Sails! Z każdym odcinkiem jestem coraz bardziej zachwycona tym serialem. No uwielbiam te morskie klimaty.




5. Film miesiąca.

      Na pewno znacie książki Dana Browna, w których opisane są przygody profesora Roberta Langdona. Książki pochłonęłam dość szybko. Ale i ich ekranizacje są dobre. Co prawda "Inferno" nieco mnie rozczarowało. To jednak w ostatecznym rozrachunku film naprawdę zasługuje na uwagę. Jeśli dodamy do tego muzykę Hansa Zimmera to ja odpływam. ;)



6. Cytat miesiąca.

   

Pora na drugą część postu.. czyli LBA


1. Introwertyk czy ekstrawertyk - któremu jest Ci bliżej?

Myślę, że teraz bliżej mi już do ekstrawertyka. Lubię mówić, lubię jak ludzie dobrze się czują w mojej obecności, lubię dzielić się swoją dobrą energią. Mam też cechy introwertyka.. nie opowiadam każdemu kto chce słuchać o swoich kłopotach i smutkach. Taka mieszanka ze mnie.

2. Jakbyś miał/a opisać swój charakter w trzech słowach, jakie by to były?

towarzyska, odważna, artystka

3. Jaki zapach najbardziej lubisz?

Kocham zapach konwalii.

4. Czy zawsze warto mówić prawdę?

Moja mama zawsze powtarza: lepsza najgorsza prawda, niż najpiękniejsze kłamstwo. I nie ma co z tym stwierdzeniem dyskutować. Choć nie ukrywam, czasem dawkuję informacje.

5. Co najbardziej lubisz czytać?

Myślę, ze nie będzie żadnym zaskoczeniem, jeśli napiszę, że najbardziej kocham fantastykę.

6. Co urzekło Cię w blogowaniu?

Wolność wyrażania myśli i radość z pisania.

7. Z czym kojarzy Ci się Twoje dzieciństwo?

Z beztroską. Z lasem, jazdą na krowie i bieganiem całą chmara po mieście.

8. Jesteś bardziej praktykiem czy pryncypialistą?

Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. ;) Ale o ile mogę o sobie powiedzieć, że jestem praktykiem, To jeśli chodzi o pryncypializm, o sztywne normy i ramy,  to nie lubię jak mnie cos "na sztywno" ogranicza. Lubię mieć jakiś ogólny zarys, jakieś ramy.. ale one musza być ekstremalnie elastyczne, żebym nie czuła się złapana w pułapkę swoich własnych ograniczeń.

9. Skąd czerpiesz inspirację do pisania?

Największa inspiracją są ludzie. Ci wielcy i Ci mniejsi też. :)

10. Do czego dążysz w życiu?

Do szczęścia. Tylko tyle i aż tyle. :)

11. Co sądzisz o uzależnieniu od internetu?

Boję się ludzi uzależnionych jednocześnie bardzo im współczując i to niezależnie od czego są uzależnieni. Dlaczego? Kiedy zostają odcięci od źródła robią się niespokojni, czasem agresywni. Lepiej się nie uzależniać. Internet to takie samo uzależnienie jak alkohol. Tak samo niszczy.


Uff udało się odpowiedzieć. Nie nominuję nikogo. Jeśli macie ochotę to zapraszam do zabawy. ;)






Jak pisać zrozumiale.. czyli 5 przykazań blogera.

Jak pisać zrozumiale.. czyli 5 przykazań blogera.

   

Dzień dobry, Witajcie!

      Dziś przychodzę do Was z czwartą notką z serii "jak pisać zrozumiale". Dla tych co nie czytali poprzednich: część 1 , część 2 , część 3. Dziś sprzedam Wam 5 moich patentów na dobre teksty informacyjne, marketingowe czy blogowe. Nie jestem specjalistą, swoją wiedzę czerpię od lepszych i mądrzejszych, ale przerabiam ją na swoją modłę. Moim punktem wyjścia była słynna lista 20 rad, jakich Stephen King udzielił początkującym pisarzom. Znacie ją? Jeśli nie wypiszę ją tylko krótko na początku. Później już przejdę do moich przemyśleń (w razie co można przewinąć).

20 rad Stephena Kinga dla pisarzy

1.  W pierwszej kolejności pisz dla siebie, potem dla czytelników. 
2.  Nie używaj strony biernej.
3.  Unikaj przysłówków.
4.  Unikaj przysłówków zwłaszcza po "powiedział", "powiedziała".
5 . Nie wpadaj w pułapkę obsesji poprawności gramatycznej.
6.  Magia jest w Tobie.
7.  Czytaj, czytaj, czytaj.
8.  Nie kłopocz się opiniami innych ludzi.
9.  Wyłącz telewizor.
10. Masz trzy miesiące.
11. Istnieją dwa sekrety sukcesu: zdrowie i małżeństwo.
12. Po prostu zacznij pisać.
13. Unikaj rozpraszaczy.
14. Zachowaj swój unikalny styl.
15. Wykop opowieść.
16. Rób przerwy.
17. Wytnij nudne fragmenty i pozbądź się zbędnych upiększaczy.
18. Opowieść jest zawsze na pierwszym miejscu.
19. Stajesz się pisarzem czytając i pisząc.
20. Pisanie ma być frajdą.

Po rozwinięcie powyższych myśli zapraszam tu: kawerna.pl. Moja notka nie dotyczy przecież początkujących pisarzy prawda? Chodzi o pisanie proste i skuteczne.. a najbardziej o komunikację.


   

      Po roku blogowania doszłam do kilku wniosków. Jeśli chcę się rozwijać, jeśli wiążę z blogiem plany nie tylko rozrywkowe, ale też chciałabym w przyszłości na nim zarabiać, muszę od początku postawić na jakość. To już ostatni dzwonek, by usystematyzować tematykę bloga. Postawić na prosty, jasny i komunikatywny przekaz. Tak powstało "5 przykazań blogera". 

5 komunikacyjnych przykazań blogera

1. Pisz zwięźle

      Poruszałam ten temat w poprzednich notkach z tej serii. Nie chodzi tu o to by napisać kilka zdań, okraszając je setką zdjęć. Chodzi o prosty, jasny przekaz. Który nie będzie pozostawiał zbyt dużego pola do interpretacji. Wiesz jak ja to sprawdzam? Czytam swój tekst na głos. Jeśli mam problem z jego przeczytaniem, to włącza mi się syrena strażacka i zapala czerwony komunikat: Do diaska, jeśli ja mam problem z przeczytaniem, to co ma powiedzieć mój czytelnik?

2. Nie tylko zdjęcia są ważne.

      Wymagający czytelnik da się złapać na ładne zdjęcie, ponieważ ładne zdjęcie jest znakomitym wabikiem. Jeśli jednak taka osoba zderzy się z barierą komunikacyjną w tekście, to nie wróci. A na tym nam zależy. Na tym, by czytelnicy wracali z własnej woli, dzięki naszej pracy. Jeśli będą czytelnicy, pojawią się poważne propozycje współpracy.

3. Czytaj, czytaj.. czytaj jak najwięcej.

      Lary King powiedział:
„Codziennie rano powtarzam sobie: Żadna z rzeczy, które dzisiaj powiem, niczego mnie nie nauczy. Jeśli zatem chcę dowiedzieć się czegoś nowego, to muszę słuchać”

      Do słuchania dodałabym też czytanie. Czytanie książek i blogów. Powiesz.. ja tam nie muszę. Wiem wystarczająco, by robić dobrze to co robię. To największy błąd jaki możesz popełnić. Sokrates powiedział: Scio me nihil scire (Wiem, że nic nie wiem). Jeśli uważasz, że osiągnąłeś maksymalny pułap swoich możliwości, to równie dobrze możesz kłaść się do trumny. Brak rozwoju to tak naprawdę cofanie się. Słyszeliście o wtórnych analfabetach? To nie jest żaden mit niestety, sama znam kilku. Przykład? Moja koleżanka. Bardzo ją lubię, o pierdółkach typu nowy krem na rozstępy lub koszmarnie drogie szpiki od Manolo gada się z nią świetnie. Ale ostatnio jak była u mnie, poprosiłam, żeby mi przeczytała przepis na ciasto czekoladowe. Nie była wstanie, dukała jak dziecko na początku swojej edukacji. Byłam przerażona.. pytam: co jest? Nie potrafiła mi odpowiedzieć.. obróciła wszystko w żart. Jeśli to nie jest wtórny analfabetyzm to nie wiem co to. Wiem, że ona nie czyta. Nie czyta nawet artykułów w gazetach, które kupuje. Nie czyta nic... Jej oknem na świat jest telewizor.
A Ty mówisz, że nie masz czasu? Rzeczywiście nie masz, czy to tylko wygodna wymówka?

4. Najważniejsze na początek

      To jest punkt, z którym ja mam największy problem. Pisanie leadu jest dla mnie udręką, którą porównuję ze wspinaczką na Giewont. Dobry lead to klucz do sukcesu. Tylko by go napisać, trzeba odrzucić wpajaną przez lata edukacji tradycyjną formę: wstęp -> rozwinięcie ->zakończenie. Mądrzejsi mówią, że to pisanie tzw. metoda odwróconej piramidy. Najważniejsze na początek, by zaciekawić i zatrzymać czytelnika. Uff... Pracuję nad tym, przecież nie od razu Rzym zbudowano (czy jakoś tak to leciało).

5. Żargon nie jest dobry.

      O ile nie piszesz tekstu specjalistycznego, to proszę, używaj języka potocznego.
Zamiast egalitaryzm napisz równość szans. Rozmawiaj z czytelnikiem, a nie kowersuj z interlokutorem. Idź, a nie przechadzaj się. Prokrastynacja to zwyczajne lenistwo, a mizogin, to facet, który nie lubi kobiet. Miej niejednoznaczny stosunek do książki, a nie ambiwalentny. 
      Zastanów się.. czy chcesz uchodzić za przemądrzałego "yntelygenta"? No chyba nie. Sama czasem lubię użyć słowa trudnego, ale akurat na blogu mi się to nie zdarza.  Tobie też polecam taką postawę. Przystanki na wyszukiwanie znaczeń trudnych wyrazów nie pomagają czytelnikowi. Jeśli już musisz użyć zwrotu rodem z rozprawki filozoficznej, zadbaj o to, by wyjaśnić jego znaczenie.

   


Same podstawy prawda? No cóż, zanim nauczymy się biegać, warto przypomnieć zasady maszerowania.. Jak będziemy umieć maszerować, potruchtamy. Mamy czas. 

Macie jakieś pytania?
Sugestie?
Krytyczne uwagi?

Kolejny post o budowaniu marki. Myślę, ze to naturalna kolej.

Pozdrawiam serdecznie, produktywnego tygodnia Wam życzę!







Jak pisać zrozumiale.. czyli rzecz o wskaźniku mglistości.

Jak pisać zrozumiale.. czyli rzecz o wskaźniku mglistości.

   

      Myślę, że już wiemy co robić, żeby nasze notki były zrozumiałe. Dla tych co nie czytali polecam część 1 i część 2 . Dziś opiszę Wam wskaźnik mglistości (FOG). Cóż to takiego? Z czym się to je? Sprawa jest prosta i niezwykle prosto obliczyć taki wskaźnik.
      Metodę obliczania wskaźnika mglistości opracował amerykański biznesmen Robert Gunning. Sam algorytm powstał w połowie XX wieku. Zapytacie po co. Wskaźnik FOG opracowano by mierzyć trudność tekstów ukazujących się w gazetach. Dopiero z czasem dopasowano go również do innych dziedzin. Wskaźnik FOG określa ile lat edukacji trzeba mieć za sobą, by zrozumieć dany tekst.

    


Zasada jest prosta. Im trudniejszy tekst napiszesz, tym mniej osób go przeczyta, a jeszcze miej zrozumie.

      Powiesz: "piszę tylko o kosmetykach/modzie, jaka w tym trudność". Odpowiem Ci z punktu widzenia czytelnika. Jeśli nie zadbasz o swoje teksty, czytelników nie przybędzie. Wrócą tylko Ci, którzy czują się "zobowiązani" Twoimi komentarzami. Oczywiście jeśli tekst będzie zbyt prosty i niechlujny, sytuacja będzie analogiczna, wymagający czytelnik nie wróci.

Jak obliczyć wskaźnik mglistości?

      Zasada jest prosta. Zapewniam, że nie potrzeba być matematycznym orłem.

1. Policz ilość zdań w swoim tekście (rzeczywistych zdań od kropki do kropki).
2. Policz ilość słów w tekście.
3. Podziel ilość słów przez ilość zdań. To jest Twoja średnia ilość słów w zdaniu.
4. Policz ilość słów dłuższych niż 3 sylaby.
5. Podziel ilość dłuższych wyrazów przez całkowitą ilość wyrazów (4 przez 2). Jest to odsetek słów trudnych w całym tekście. I pomnóż przez 1oo
6. Teraz dodaj do siebie pozycję 3 i 5 i pomnóż to przez 0,4.

      To co otrzymujesz na końcu, to wskaźnik mglistości tekstu. 

Jak to się ma do konkretnych sytuacji? Świetnie opisuje to ten oto obrazek, znaleziony na jednej ze stron Ministerstwa Gospodarki.

   
Wszystko jasne? Więc policzmy, jaki wynik wyjdzie temu tekstowi!

1. Ilość zdań: 42
2. Ilość słów: 279
3. Średnia ilość słów w zdaniu: 279/42=6,6
4. Ilość słów długich: 22
5. (22/279)*100=8
6. (6,6 + 8)*0,4= 5,8



    


Słowem podsumowania:


      Uff.. udało mi się napisać prosty tekst, który powinno zrozumieć dziecko w podstawówce (podsumowania nie włączyłam do wskaźnika). Muszę się Wam przyznać, że bardzo się starałam. Normalnie tego nie robię. Ale od dziś postanowiłam się poprawić. Mniej zawiłości, mniej zdań wielokrotnie złożonych, mniej wtrąceń. Jesteście ciekawi czy mi się uda? Ja ogromnie!
      Spróbujecie zrobić taki eksperyment u siebie? Nie zajmuje to wiele czasu, a daje konkretną wiedzę.

      W kolejnym tekście o budowaniu osobistej marki! Tekst inspirowany wiedzą, jaką wyciągnęłam od Pawła Tkaczyka. Jego blog to niesamowita kopalnia wiedzy dla marketingowców. Ja tam przepadam na długie minuty. Przyznaję się bez bicia.

      Z rzeczy lżejszych.. Dawno nie było muzyki.. dziś Lady Gaga. Nie lubię otoczki jaka jej towarzyszy.. ale kurde, kunszt wokalny zawsze docenię!



I na koniec odrobina prywaty!

Zmieniłam tytuł bloga. Czytałam, że może to powodować problemy z obserwowaniem. Więc jeśli lubisz moje notki, to sprawdź czy Ci się pojawiają na liście czytelniczej. Jeśli jeszcze nie jesteś obserwatorem.. to SERDECZNIE zapraszam do kliknięcia w odpowiedni przycisk. Pozdrawiam serdecznie!







Jak pisać zrozumiale.. czyli używaj czasowników zamiast rzeczowników i przymiotników.

Jak pisać zrozumiale.. czyli używaj czasowników zamiast rzeczowników i przymiotników.

    

      Dziś znów napiszę o komunikacji. Dlaczego? Bo ostatnimi czasy wszystko w moim życiu się wokół niej kręci. Wspominałam o tekstach dla koleżanki, która prowadzi kursy dla urzędników. W tajemnicy Wam powiem, że uczy ich pisać językiem zwykłych śmiertelników. Z mojego doświadczenia wynika, że to walka z wiatrakami. Ale jeśli choć kilku kursantów zmieni styl, to ulgę odczucie wielu. Także ten.. trzymam za nią kciuki! Ale wracając..

Czy wiecie, że istnieje tylko jedna zasada skutecznej komunikacji?

      To antyczna zasada "złotego środka". Ale ma ona jedną zasadniczą wadę: kto ma określić, gdzie ów złoty środek się znajduje? Jeśli tak postawimy pytanie, to nie będzie na nie dobrej odpowiedzi. Dlaczego? Ludzie się między sobą różnią. Każdy z nas jest na innym poziomie rozwoju. jeden zrozumie tekst naukowy, drugi ma problem ze zrozumieniem artykułu w gazecie. Ot rzeczywistość.
      Wielu twierdzi, ze komunikacja to rzecz najprostsza na świecie. Czy aby na pewno? Powiecie.. no jasne. Mówisz drugiej osobie co i jak i ona rozumie. Akurat! Znacie ta opowiastkę o tym, jak to pani domu powiedziała do gości: "Kawa gotowa" Logicznie rzecz biorąc każdy powinien zrozumieć przekaz tak samo. "Kawa jest gotowa". Jak jest w istocie? Z czterech osób obecnych w pomieszczeniu, każda odbierze komunikat inaczej:

- pierwsza: jako informację o kawie
- druga: jako informację o stosunku do niej samej (dopowie sobie to, czego nie usłyszała, np. sugeruje żeby wypić kawę i się wynosić)
- trzecia: do niej w ogóle ten komunikat nie dotrze
- czwarta: odbierze komunikat jako sugestię, żeby wstać i nalać wszystkim kawę.

   

Dlaczego tak się stało?

      Ano dlatego, że komunikacja, to tak naprawdę negocjacja znaczenia. Co zatem zrobić, żeby nasze komunikaty były na tyle jasne, żeby nie pozostawiać pola do interpretacji?Jak pisać (i mówić), by być zrozumianym przez znakomitą większość?
      Pierwszy punkt to jasne określenie celu, tematu, odbiorcy i stylu. Jasnym jest, że do dzieci będziemy mówić/pisać inaczej niż do dorosłych. Do kobiet nieco inaczej, niż do mężczyzn. Do studentów inaczej niż do licealistów.  Czy istnieje idealny sposób? Chyba nie. Możemy tylko dbać, by nasze teksty były jak najbardziej zrozumiałe i przejrzyste. 


      Z moich osobistych doświadczeń wynika, że pisząc mamy tendencję do nadużywania rzeczowników i przymiotników. Przez to, nasze zdania są za bardzo rozbudowane mglistość tekstu wzrasta. Uwierzcie mi, opisując nowe perfumy, potrawę, którą polecacie czy książkę, która Was zachwyciła pamiętajcie o czasownikach. Zastosowanie 15 słów oznaczających to samo, nie wpłynie dobrze na jakość i przejrzystość tekstu. To trudne, sama mam z tym problem. Pisząc o tym co mnie zachwyca chciałabym użyć jak największej ilości słów, ale niestety nie tędy droga. Im bardziej się zachwycam tym więcej słów używam.. i kiedy potem wracam do takiego tekstu, to mnie samej trudno go czytać. Pisząc zachwycam się ogromnym zasobem słów, płynę na fali a potem wiadomo. Na tą przypadłość cierpią tez mówcy. Zamiast mówić prosto i na temat rozkoszują się swoim słowem, swją wiedzę w nosie mając odbiorców. Brutalne? Ale tak jest w wielu wypadkach. A uważam się za osobę z wyższym poziomem zrozumienia tekstów trudnych. Czytam szybko, bardzo dużo i pamiętam co czytam. Ale nawet mnie męczą przesadnie rozbudowane opisy, więc co dopiero "przeciętnego czytelnika"* . Czasem tak trudno o tym pamiętać.. ale staram się!

     


W następnym poście napiszę o wskaźniku FOG i to już będzie ostatni tekst z tego cyklu. Może jak przeleję na papier moje myśli, to uwolnię się od komunikacji.. a i Wam przyda się takie "wyłożenie kawy na ławę". To przecież absolutne podstawy, ale w ferworze pracy często o nich zapominamy.

Przesyłam serdeczności!!












Jak pisać zrozumiale? Czyli kilka ciekawostek ze świata języka.

Jak pisać zrozumiale? Czyli kilka ciekawostek ze świata języka.

  
      Dziś przychodzę do Was z nietypowym postem. Dlaczego? Ostatnio byłam na nietypowym kursie.. kursie pisania o funduszach unijnych. Jako że ostatnio zdarzyło mi się pisać kilka artykułów dla koleżanki na kursy dla urzędników zajmujących się funduszami unijnymi (ich w szczególności trzeba uczyć komunikacji, bo to, co się czyta w broszurach, wytycznych itp. woła o pomstę do nieba), więc siłą rzeczy potrzebne mi było troszkę danych, troszkę statystyk, trochę wiedzy. Po kursie doszłam do wniosku, że wiadomości są uniwersalne na tyle, że można je uogólnić i dopasować do blogosfery i nie tylko.
      Zaczynajmy!

      Znacie to uczucie, kiedy czytacie i nie wiecie co czytacie? Kiedy styl jest tak zagmatwany, że tekst można zinterpretować z dowolny sposób, a sens wydaje się znany jedynie autorowi? Dzieje się tak szczególnie w tekstach urzędowych.. ale nie tylko. Nawet niektóre blogi pisane są tak, że człowiek czyta i nie wie o co chodzi. Komunikacja leży i kwiczy.


    


Znacie 6 zasad dobrego tekstu?


      Jakiś czas temu przeczytałam, że dobry, zrozumiały tekst, opiera się na częściach składowych myślenia potocznego. A te łatwo zamienić na zasady dobrej komunikacji.

1. Antropocentryzm - Zasada 2P: PERSONALIZUJ I PERSONIFIKUJ

      Ta zasada to absolutna podstawa w mediach (a czy blog to nie jest medium?). Gazety pełne są zdjęć ludzi. Prezenterzy też coraz częściej zwracają się do publiczności per "Ty". To właśnie personalizacja. Natomiast jeśli tematem nie są ludzie, prowadzący/piszący cechy ludzkie nadają przedmiotom: Krem X nie współpracował z podkładem Y; Perfumy Z spowodowały uczulenie na skórze; Polska nie zgodziła się na sankcje wobec Węgier. Takie zabiegi to właśnie personifikacja.


2. Egocentryzm - Zasada korzyści odbiorcy.

      Tą zasadę szczególnie podciągam pod reklamę.. a co za tym idzie pod teksty sponsorowane.. jakich sporo na blogach. Każdy ma Ego (choć niektórzy twierdzą, że to wymysł jakich wiele, ale tak wbił się w powszechną świadomość, że nie można go lekceważyć), dlatego pisząc trzeba łechtać najniższe instynkty. Zachwalać produkt nie poprzez jego rzeczywiste cechy, ale poprzez korzyści płynące z użytkowania.

3. Lokalność - Zasada lokalizacji

      Podstawowa sprawa.. zawsze trzeba osadzać tekst w realiach życiowych. Najlepszym na to przykładem jest dubbing, tłumacze zawsze w dialogach umieszczają odwołania do lokalnej kultury i historii, ale także śmiesznych przypadłości danego narodu. Jak to się ma do blogów? Ano jeśli masz bloga kulinarnego, to nie używaj w nim słów rodem z fizyki kwantowej. ;) Jeśli tłumaczysz komuś drogę, powiedz prosto i trzecia w prawo potem druga w lewo, a nie pojedzie pan na wschód drogą numer 123 jakieś 500 metrów po czym skręci pan w ulicę Smutną znów 500 metrów i potem po jakichś 300 metrach będzie ulica Szczęśliwa. 


4. Sensoryczność - Zasada wielozmysłowości

      Każdy sprzedawca (bloger też jest sprzedawcą, sprzedaje siebie i buduje swoją markę) jest szkolony (a przynajmniej powinien), by rozpoznawać który zmysł dominuje u danej osoby. wzrokowcowi pokaże produkt w pięknym opakowaniu, słuchowcowi puści w tle odpowiednio dobrana muzykę, a kinestetykowi da produkt do ręki. Jak to przełożyć na blogi? Ano podstawa do piękne zdjęcia/grafiki.. które będą zadowalać zmysły czytających.

5. Metaforyzacja sensoryczne - Zasada metaforyzacji

      Absolutna podstawa.. o rzeczach trudnych, nowych nieznanych pisz używając metafory. Dzięki temu w prosty sposób oddajesz sedno sprawy. Nie każdy musi wiedzieć co to opodatkowanie regresywne (takie mamy wbrew pozorom w Polsce) i jak ono wpływa na bogacenie się (lub nie) społeczeństwa, można to wytłumaczyć używając jednak metafory.

6. Zdrowy rozsądek - Zasada akceptowalności.

      Tu się pewnie zdziwicie, ale z punktu widzenia przeciętnego czytelnika.. tekst nie musi być logiczny, musi być akceptowalny. Dlaczego tak jest? Język potoczny nie zawsze jest logiczny.. posłużę się tu przykładem z jednej z książek współtworzonych przez profesora Jana Miodka (Nie pamiętam w tej chwili jej tytułu, wypisałam sobie tylko ten cytat, bo mnie rozbawił. Jak znajdę to dopiszę): Słowo "na" zgodnie z logiką powinno oznaczać sytuację: "X jest powyżej Y i X dotyka Y-a". Tymczasem mówimy "na ścianie jest duża plama"i "mucha siedzi na suficie". Logika jest w tym wypadku mniej istotna niż oczywistość tych użyć.


   


Język potoczny a komunikacja.


      Wiecie, że minimalny zasób słów "przeciętnego Polaka"* wynosi 800? To zbiór absolutnie podstawowy i pozwala na zaspokojenie najprostszych potrzeb komunikacyjnych typu: Toaleta? (w domyśle gdzie znajdę toaletę?). Głodny! (w domyśle daj mi jeść, bo jestem głodny). Normalne funkcjonowanie wymaga ok 2500 słów.. to nazywamy zasobem podstawowym. Ciekawostka jest, że wystarczy znać ok 100 słów w języku obcym, by zrozumieć co drugie słowo w rozmowie z obcokrajowcem. Dlaczego? W rozmowie z drugą osobą nie wysilamy się na szukanie wydumanych zwrotów czy wyrażeń, stosujemy powtórzenia. Takie same zasady powinny nam towarzyszyć przy pisaniu tekstów. Nie wiemy kto będzie czytał to, co udało nam się napisać. Nie mamy pojęcia na jakim poziomie językowym są nasi czytelnicy (pomijam sytuację, kiedy czytelnik widzi tytuł i obrazki, i na ich podstawie zostawia/lub nie komentarz). A ze wstydem trzeba przyznać, że "przeciętny Polak"* zbyt oczytany nie jest. Nie czytamy, nie stymulujemy umysłu, wiec i nasza zdolność do czytania ze zrozumieniem i zapamiętywania wielka nie jest. To brutalna i w sumie niepopularna prawda.. ale tak jest (o wskaźniku mglistości kiedy indziej).


Komunikacja i zrozumienie tekstu


      W tym miejscu pojawiają nam się słowa kluczowe. DOKŁADNIE TAK! słowa kluczowe to nie jest wymysł speców od SEO, pozycjonowania stron w internecie, mediów społecznościowych. To stary jak świat trik, który ułatwia zrozumienie tekstu. Według językoznawców (przynajmniej tak mówiła pani na kursie i nie mam powodu jej nie wierzyć, bo to do bólu logiczne), słowa kluczowe to swego rodzaju klucz do zrozumienia tekstu. Klucz do tego, co autor ma na myśli, klucz do jego świata. Kiedy już ten klucz mamy idzie już z górki.


Podsumowując, w dużym skrócie oczywiście


      Jak napisać dobry i jasny tekst? Trzeba pisać do językiem potocznym, stosując kilka prostych zasad rodem z myślenia potocznego. A że przy okazji zrobimy dobrze wyszukiwarkom to inna bajka. ;)


Jak wy Tworzycie swoje teksty?
Przejmujecie się swoim stylem pisania?
Dbacie o jakość języka, czy nie bardzo?
Czytacie teksty, czy raczej przebiegacie wzrokiem tytuł, nagłówki i obrazki?
Łapiecie się na tym, że czytacie i nie wiecie co czytacie?

Przesyłam Wam mnóstwo uśmiechu na weekend i podrzucam pomysł na plakat.. u mnie wisi na ścianie i spoglądam na niego dość często. :)


autor grafiki: Draqilka



Na sam koniec małe wyjaśnienie:

* "Przeciętny Polak" nie istnieje .. to jedynie zwrot rodem z zestawień statystycznych i tak trzeba to traktować. To tak a pro po medialnej gównoburzy po słowach pewnego kontrowersyjnego polityka, który powiedział że "przeciętna kobieta" jest mniej inteligentna od "przeciętnego mężczyzny". ;)


Przygotowania do ślubu - EPIZOD 3

Przygotowania do ślubu - EPIZOD 3

   
Dzień dobry! Witajcie!

      Na wstępie lojalnie ostrzegam, będę dziś narzekać, marudzić i wybrzydzać. Jestem Panną (Nie)Młodą i takie moje prawo. A co!
      Więc co mnie tak poruszyło, że aż postanowiłam do Was o tym napisać? Ano chodzi o poszukiwania fotografa.  Dlaczego właśnie o tym. Zwyczajnie nie mogę go znaleźć! Po części to moja wina.. ale czy naprawdę jestem aż tak inna od większości kobiet, że generalnie nie podoba mi się to, co podoba się wszystkim?


Od czego zaczęłam poszukiwania fotografa

     Myślę, że zaczęłam standardowo, od pytania znajomych. Zostałam zasypana spora ilością różnych propozycji. Od amatorów-pasjonatów, przez początkujących w branży po "starych" wyjadaczy. Rozstrzał od lewa do prawa, od góry do dołu. I wiecie co.. wszystkie propozycje odrzuciłam, upewniając się przy tym, że jestem inna, lub brakuje mi jakiegoś genu.

Dlaczego odrzuciłam wszystko to, co proponowali bliżsi i dalsi znajomi?

      Szukam w zdjęciach czegoś unikalnego, czegoś, co chwyci mnie za serce. czegoś co przykuje moją uwagę. Nie znam tajników fotografii, więc nie oceniam prac pod kątem artystycznym, coś albo mi się podoba albo nie. Krótka piłka. Dlatego z miejsca odrzuciłam prace niespełnionych artystów, których zdjęcia aż kipią od photoshopa (czy innego tam programu do obróbki), biją po oczach nienaturalnymi kolorami, są dziwnie rozmazane lub co tam jeszcze (wspominałam, że nie znam się na tajnikach fotografii?). Szukałam natury.. pewnej surowości, a nie zdjęć jakich pełno w czasopismach dla bab (wybaczcie to sformułowanie, ale tak już żartobliwie nazywam świerszczyki z modą, urodą, wszelkiego rodzaju poradami i ploteczkami, dedykowane kobietkom)!

Kolejnym krokiem był facebook i wszelkiego rodzaju grupy ślubne, gdzie można szybko wyszukać dużo ofert.

      I się zaczęło... myślę że jasno sformułowałam swoje wymagania. jasno określiłam przedział cenowy. A zostałam dosłownie zarzucona dziesiątkami propozycji jakby wybitymi z szablonu, bez jakiejkolwiek próby nawiązania kontaktu osobistego i propozycji oferty pode mnie, a nie z szablonu. Najczęściej były to linki do stronek facebookowych.
      Nie wiem, czy nikt ludzi pracujących w wolnych zawodach nie przygotowuje na kontakt z klientem? Czy oni myślą, że wystarczy wysłać link do stronki na facebook, bez dzień dobry, bez pocałuj mnie w d...e. Kurde zaczynam myśleć, że to ja jestem jakaś dziwna, wymagając INDYWIDUALNEGO podejścia. W końcu to dość specyficzna branża. Gdzie często ma się do czynienia z rozentuzjazmowaną osobą, która wymaga tego by być w centrum!
      Rozumiem, że w pierwszym internetowych kontakcie nie można siebie zaprezentować w 100%, ale jednak elementarna kultura obowiązuje. Cóż pod tym względem jestem konserwatywna i co by tu nie mówić bardzo wymagająca... niektórzy by napisali Panna (Nie)Młoda z piekła rodem!


Żeby nie było, że tylko narzekam na tych biednych fotografów.. choć nie jednak narzekam!

      Dostałam tez fajnie skonstruowane oferty, do których aż świeciły mi się oczy.. tylko wchodziłam na stronki i ręce mi opadały. Znów te same przekombinowane zdjęcia, nienaturalne.. Artystyczne.. SIC! Myślę sobie nic piszę.. I wiecie co.. ja to mam jakieś parszywe szczęście bo przy pierwszym telefonie trafiłam na niespełnionego zadufanego w sobie artystę. Treść rozmowy:

- Dzień dobry nazywam się tak i tak dzwonię w związku z przedstawioną ofertą na reportaż ślubny.
- Dzień dobry bardzo mi miło rozumiem ze ma Pani jakieś pytania
(NOŻ KU... jakbym nie miała to bym nie dzwoniła nie?)
- Tak mam. Czy można z Panem negocjować sposób obróbki zdjęć, kadry bardzo mi się podobają.. ale cała reszta, to dla mnie troszkę za dużo.
- Taki mam styl klientom się podoba - w głosie słyszę irytację
- Ja to rozumiem, pytam, czy można u Pana dostać zdjecia bardziej naturalne
- Nie zmieniam stylu
- Aha.. no to dziękuję. Do widzenia.
- ... - połączenie przerwane.

      Co byście sobie pomyśleli w takim przypadku? No Pech.. trafiłam na jakiegoś niespełnionego artystę, co sobie dorabia jako fotograf  ślubny. Pech noo... tylko wiecie. Mnie to tak zniechęca do kontaktu z ludźmi, których zdjęcia mi się nie podobają. Moja intuicja krzyczy NIE DZWOŃ. Nie dzwoń, bo możesz dostać w efekcie finalnym coś, czego nie chcesz. Nie zrobisz z Róży Stokrotki.. no taka prawda! Wiecie... warto słuchać intuicji!

No.. wylałam żale na biednych Bogu ducha winnych ludzi pora na dobre wiadomości...

      Znalazłam kilka fajnych ofert z fajnymi zdjęciami i dobrym kontaktem mam kilka spotkań.. trzymajcie kciuki, bo robi się nerwowo!


źródło: abcslubu.pl






Jakie seriale warto obejrzeć.. moje typy

Jakie seriale warto obejrzeć.. moje typy

   

Dzień Dobry Witajcie!

      Dziś przychodzę do Was z postem lekkim, łatwym i przyjemnym. Jak wynika z tytułu będzie o serialach. Dlaczego tak? Raz, ze zainspirowała mnie do tego Daria swoim wpisem, a dwa to bardzo fajny temat i sposób na zdradzenie (ale to zabrzmiało) kolejnej informacji o sobie. Otóż seriale!
      Jeszcze kilka.. no może kilkanaście lat temu seriale kojarzyły mi się z siemięrżnymi latynoamerykańskimi tasiemcami. Jasne były perełki, które się oglądało (np. nasz "Dom"), ale mimo wszystko to było słabe. Kino biło telewizję na głowę rozmachem, pomysłami i przede wszystkim jakością gry aktorskiej. A dziś? Dziś mam wrażenie jest dokładnie odwrotnie. Dziś seriale są często lepsze od produkcji rodem z Hollywood. Telewizja ma kasę i telewizja rozdaje karty.
      Pierwszym serialem jaki oglądałam z zapartym tchem było "CSI Las Vegas" (kolegów po fachu z Miami i NYC już nie oglądałam) .. potem był "House" (kto nie zna ekscentrycznego Doktorka G?) .. potem było długo długo nic.. aż pojawiła się ona...

Cóż zapraszam na mój subiektywny ranking seriali, które warto prześledzić, które oglądam, na które czekam.


TOP 3 Seriali już zakończonych


      Od nich zaczęła się moja historia. Dziś czasem do nich wracam, cóż kobiety są sentymentalne, a ja nie jestem w tym wypadku żadnym wyjątkiem.

3. Seks w wielkim mieście


źródło: tvn24

      O perypetiach Carrie i jej przyjaciółek napisano tyle, że sama nie dodam wiele. Napisze tylko dlaczego oglądałam ten serial tak namiętnie.. po pierwsze, drugie i trzecie... kocham NYC. Ale nie tylko, to była również doskonała odskocznia od mojej rzeczywistości.. bo kiedy kręcono ten serial? Byłam wtedy w liceum.. więc wiadomo, chętnie podpatrywałam to wyidealizowane życie nowojorskich kobiet.

2. CSI Las Vegas

źródło: truby.com

      Od tego serialu tak naprawdę zaczęło się moje serialomaniactwo. Pamiętam jak czekałam na nowe odcinki, które były puszczane o jakiejś barbarzyńskiej porze (czytaj w nocy) i śledziłam losy bohaterów. Wielu twierdzi, że to pierwszy serial, w którym w każdy odcinek kręcono tak jak wysokobudżetowy film. Nie wiem ile w tym prawdy i szczerze? Niewiele mnie to interesuje.. liczą się przecież moje osobiste odczucia.

1. Dr House

źródło: film.onet.pl
      Kim był Gregory House chyba wszyscy wiedzą, jeśli nie odsyłam do wikipedii lub do filmwebu. Już kiedyś pisałam, że nie jestem zwolenniczką metody "kopiuj wklej". Mnie ten serial zachwycił od pierwszego odcinka, postać ekscentrycznego, uzależnionego od vicodinu genialnego lekarza, zagrana przez Hugh Laurie to majstersztyk. Mam do tego serialu jeszcze jeden sentyment.. oglądałam go po angielsku ze słownikiem pojęć medycznych w ręku.. rodzina miała ze mnie niezły ubaw. ;)


      Do tych trzech wspaniałych (w moim odczuciu seriali) mogłabym dodać jeszcze Gossip Girl (w moim odczuciu taka nowa wersja Seksu w wielkim mieście, tylko w wydaniu dla nastolatek, chyba dlatego lubiłam to oglądać.. choć nie, to chyba przez sentyment do NYC), odkrytego niedawno Spartakusa (pisałam już o tym serialu w ulubieńcach, wiec powtarzać się nie będę). Nie mogę też pominąć bardzo przeze mnie lubianych Przyjaciół (kto oglądał przyjaciół ręka w górę!). Ostatnio za sprawa mojego Pana M zaczęłam oglądać Walking Dead.. ale jeszcze nie do końca wiem, czy mi się to podoba. Ludzie się zachwycają, ale zombie brrrrr. Choć nie można odmówić twórcom pomysłu na fabułę i genialnego wykonania, no może się przekonam!
      A co oglądam teraz?


Moje ulubione seriale TOP 5

5b. Świat według Kiepskich

źródło: ipla.tv
      Zdziwiłam Was? Samą siebie sprzed kilkunastu lat tez bym zdziwiła. Ale im jestem starsza.. tym ta satyra na nasze polskie przywary podoba mi się bardziej. Pracująca matka i leń facet? Zazdrosny sąsiad? Urzędnik krętacz? Menel pijak? Dzieci, które przyjeżdżają do mamusi po weki? Cwana kobieta, która wzięła pod but głupiego naiwniaka? Nie ma takich wśród nas? Oczywiście, że w serialu jest to przerysowane do granic możliwości.. ale nie można odmówić serialowi prawdy. Może dlatego tak to niektórych boli i uważają to za tak głupie, że można od tego dostać raka mózgu. Mnie ten serial bawi.

5a. Rodzinka.pl

źródło: rodzinka.tvp.pl
      Zacznę od tego, że nie znoszę Tomka Karolaka, może dlatego, że jest WSZĘDZIE, w każdym polskim filmie i serialu (nawet w Kiepskich był).. no wszędzie! Ale dzięki temu, że zestawiono go z Małgorzatą Kożuchowską (którą uwielbiam), to Rodzinkę.pl oglądam z nieukrywaną przyjemnością. Co prawda to serial oderwany od polskiej rzeczywistości (cóż nie polski format, więc czego się spodziewać), ale jednak ma w sobie tyle humoru i dobrej energii, że warto włączyć TV.
      MOja mama nie może na ten serial patrzeć, zawsze powtarza, ze gdyby miała takich synów to by ich udusiła poduszkę we śnie (głównie mowa o Kubie). Natomiast mój Pan M mówi.. że Rodzinka.pl opowiada o tym, jak powinna wyglądać rzeczywistość polskiej rodziny (lub jak ją przedstawiają media, politycy i spece od PR), a Świat według Kiepskich mówi (w przerysowany sposób) jak jest. Czy ma rację? Pozostawiam to Wam do oceny. :)

4. Westworld

źródło: hbo.com
      Serial, który ma zastąpić JĄ (kogo? o tym niżej). Pisałam o nim w ulubieńcach października w zeszłym roku. Zrobiono i udostępniono tylko jedną transzę.. ale mam nadzieję, że na tym HBO nie skończy i pociągną wątki w kolejnych seriach. Bardzo na to liczę i trzymam kciuki mocno zaciśnięte. Bo jak tu nie tęsknić za sir Anthonym Hopkinsem (mam do niego słabość od zawsze)? Jeśli ktoś nie zna i nie oglądał.. polecam z czystym sumieniem.

3. Black Sails 


źródło: foxtel.com.au
      Kto mnie czyta dłużej ten wie, że uwielbiam klimaty z poprzednich epok. Antyk, Średniowiecze, ale i późniejsze epoki. Uwielbiam filmy i seriale kostiumowe. W końcu uwielbiam Piratów z Karaibów. Więc kiedy tylko wypatrzyłam serial o piratach natychmiast odpaliłam i.. przepadłam! Serial genialny, każdy odcinek zrobiony jak film.. no bajka. Nawet mój Pan M. który pasjonuje się historią, nie czepia się o uzbrojenie czy kostiumy (co robi notorycznie w filmach i serialach wojennych, historycznych, tudzież takich, w których broń się pojawia.. a to nie taki hełm, a to nie taka broń itepe. ;) ), tylko grzecznie ogląda ze mną i nie przysypia. Aktualnie idzie 4 seria.. ale gorąco polecam zacząć od początku!

2. Wikingowie

źródło: telemagazyn.pl
      Parafrazując Gombrowicza napiszę: Koniec i bomba, a kto nie oglądał Wikingów ten trąba! Bo takie są moje odczucia do tego serialu. Zawiera w sobie wszystkie (prawie) elementy, które powoduję, ze zakochuję się od pierwszego spojrzenia: średniowieczne klimaty, wspaniałe postaci, białą broń, do tego królów, królowe.. zdrady, spiski, miłość i przyjaźń. Niedawno zakończyła się emisja sezonu 4.. na kolejny trzeba czekać do przyszłego roku, ciekawość zżera ale czekam na pocieszenie wczytałam ostatnio że... ONA wraca!


1. Gra o Tron

źródło: filmweb.pl
      Gdybym miała wybrać serial wszechczasów to zdecydowanie byłaby to Gra o Tron. To serial bez wad, serial kompletny, kręcony na podstawie GENIALNEJ książki (kto nie czytał, powinien koniecznie nadrobić, bo warto). GoT to dla mnie ideał.. nie wiem czy powstanie kolejny serial robiony z takim rozmachem, tak idealnie wpisujący się w moje gusta.. (no chyba że z równym pietyzmem zrobią serial na podstawie Malazańskiej Księgi Poległych). Tu mam WSZYSTKIE elementy, które powodują, że zakochuję się natychmiast.. ma jedną zasadniczą przewagę nad pozostałymi, wymienionymi tu serialami: cudowny świat fantasy i dlatego zostawia wszystkich konkurentów daleko w tyle. Mogę się zachwycać Ragnarem Lothbrokiem i jego synami, mogę z wypiekami na twarzy oglądać knowania Kapitana Flinta i Johna Silvera, a także obserwować jak dr Robert Ford tworzy swój świat... ale ani Wikingowie, ani Piraci, ani wreszcie Westworld nie zaspokajają mojej wielkiej miłości do świata fantasy. Dlatego GoT jest dla mnie tak unikalna...
      Kolejny sezon ma być jeszcze w tym roku.. niektórzy mówią czerwiec inni lipiec. Zobaczymy.. fakt faktem finałową serię (ostatnią??) zaplanowano na wrzesień przyszłego roku. I powiedzcie mi, co ja wtedy sierota pocznę? ;) Czy Westworld zastąpi mi GoT.. jak to planują w HBO.. bardzo w to wątpię, bo to jednak kompletnie inna stylistyka.


Macie swoje ulubione seriale?
Może coś mi podrzucicie?

Na koniec podrzucam niedawno znaleziony przepis na szczęście.. Wspaniałego weekendu!

autor grafiki: Draqilka

   





Czy powinnam wtrącać się w prywatne sprawy przyjaciółki? Lepiej mówić czy przemilczeć?

Czy powinnam wtrącać się w prywatne sprawy przyjaciółki? Lepiej mówić czy przemilczeć?



    
      Historia stara jak świat. Dwie przyjaciółki, dwie singielki..kochają się, mówią sobie wszystko, kochają się i nagle w życiu jednej z nich pojawia się mężczyzna.. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach.. ta wolna zostanie w jakiś sposób odcięta. Przyjaciółka ma dla niej mniej czasu, skończyły się wspólne wypady do klubów i kawiarni.. pojawił się ON. Pojawiła się też zwykła ludzka zazdrość.. w głowie pojawiają się pytania: dlaczego to mnie nie spotkało, dlaczego muszę być wciąż sama, dlaczego.. dlaczego.. DLACZEGO! Powiecie, że jeśli takie uczucia się pojawiają, to nie ma mowy o przyjaźni.. czyżby? Przecież to ludzkie.. poczucie odrzucenia, samotność, nagłe zniknięcie bliższej nam osoby.. no naturalne szczególnie na samym początku, szczególnie w przypadku, kiedy dwie osoby były ze sobą bardzo związane i nikt nie był wstanie w tą relację wejść.
      Do czego zmierzam.. chciałabym opowiedzieć wam historię dwóch przyjaciółek:

      K i P to dwie najlepsze przyjaciółki, wychowały się na jednym z warszawskich blokowisk. Znają się od zawsze. Obie przebojowe, choć krańcowo odmienne.. K to typ artystyczny, P to typowy umysł ścisły. Nie przeszkadza im to jednak przyjaźnić się.. baaa doskonale się uzupełniają. Powiecie tandem idealny, nikt im do szczęścia potrzebny nie jest, bo mają siebie. I tak sobie współistnieją w tej swojej symbiozie przez ponad 25 lat i nagle w życiu P pojawia się ON! P poznała go na jednym ze szkoleń, na które wysłała ją jej korporacja. Cóż.. straciła głowę i to z wzajemnością. Zakochała się i zaczęła odkrywać zupełnie inny (dla niej) świat.
      Ja się domyślacie, tu zaczęły się schody.. K poczuła się zdradzona i odtrącona.. z jej życia nagle zniknęła najważniejsza dla niej osoba. P wolała spędzać czas z ukochanym, niż z przyjaciółką. Sami wiecie jak to jest.. pierwsze randki, pierwsze wspólne wyjścia świat nie istnieje liczy się tylko te wydawałoby się wyśniona druga połówka.
      K po początkowym szoku godzi się z sytuacją.. akceptuje nową osobę w życiu przyjaciółki, mimo że coś jej się w tym mężczyźnie nie podoba. Mówi o tym przyjaciółce.. ale obie dochodzą do wniosku, że jest uprzedzona. Wszystko na pozór zaczyna się układać.. dopóki K nie odkrywa, że Pan A nie jest taki święty jakby się wydawało. Odkrywa (całkiem przypadkiem), że Pan A terroryzuje jej przyjaciółkę, ale nie robi tego w sposób siłowy.. jest po prostu sprytnym manipulatorem. Wybiera P ubrania, wybiera miejsca do których chodzą, wybiera jej znajomych a odcina od tych, którzy się mu nie podobają. Na razie nie próbuje odseparować też K wie, ze ma jeszcze za mały wpływ.. ale K wie, że to nastąpi, kiedy mężczyzna zupełnie podporządkuje sobie jej przyjaciółkę...


      Teraz pytanie do Was?

Co zrobilibyście ma miejscu K?
Siedzielibyście cicho i czekali na rozwój wypadków?
Może próbowalibyście jakoś wpływać na przyjaciółkę/przyjaciela?
Przyjęlibyście postawę: "nie wtrącam się w życie przyjaciół" czy jednak walczylibyście?

Wtrącać się w sprawy przyjaciół czy nie? 

      Pomoc bliskim to delikatna sprawa, nawet najlepsze i najszczersze chęci mogą być źle odebrane. Przyjaciółka zarzuci nam zazdrość, przyjaciel każe się wypchać i zająć własnym życiem.. Wszak (jak mówi przysłowie) dobrymi chęciami piekło wybrukowane.
      Zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się.. do jakiego stopnia w swoich interpretacjach jesteśmy obiektywni. Niby obserwujemy sytuację z boku, widzimy, że bliskiej nam osobie dzieje się coś złego, zmienia się, staje się cieniem siebie.. baaa staje się kimś innym. Ale to tylko pozór, jesteśmy zaangażowani emocjonalnie, więc o żadnym obiektywizmie nie może być mowy.. a może się mylę? W takich wątpliwych sytuacjach ja zawsze zadaję sobie dwa pytania: "Czy chciałabym, żeby ktoś wtrącił się w podobnej sytuacji w moje życie?" "Czy rzeczywiście sprawa jest poważna, czy to tylko moje emocje?". Są oczywiście takie sytuacje, kiedy jest wręcz przymus interwencji np. w przypadku przemocy czy zdrady. Kiedy przyjaciel prosi o pomoc.. wtedy jesteśmy mu winni prawdę. Nie taką cukrowaną miękką.. ale surową. Warto jednak pamiętać, że nie należy mówić bliskim co mają zrobić. Warto powiedzieć co się myśli i czuje ale nic poza tym, ale to do nich należy decyzja czy postąpią zgodnie z naszą radą czy nie. To bezpieczne dla obu stron. Jedno jest pewne.. jesteśmy winni naszym przyjaciołom bezwzględną lojalność. Niezależnie od tego czy postępują źle czy dobrze, czy popełniają błędy czy nie.

Jak skończyła się historia K i P?


K nieproszona zainterweniowała, powiedziała przyjaciółce co myśli jak widzi tą całą sytuację, P oczywiście zarzuciła jej stronniczość i zerwała wszelkie kontakty. Z perspektywy czasu wiemy już, że K miała rację. Pan A okazał się genialnym manipulatorem i specjalistą od przemocy psychicznej. Nie pokazał tego od razu o nie.. tacy jak oni nie odsłaniają twarzy zbyt szybko. Najpierw był ślub, potem zmuszenie P do porzucenia pracy.. a jak już ją od siebie całkowicie uzależnił to poszło z górki. Dziś P jest po traumatycznym rozwodzie, chodzi na terapię i odbudowuje relacje z K.

Powodzenia dziewczyny! Jesteście WIELKIE!!





Czy warto planować? czyli słów kilka o moim planowaniu.

Czy warto planować? czyli słów kilka o moim planowaniu.

    

      Dziś planują niemal wszyscy. Planujemy wydatki, wolne dni, zakupy... baaa nawet pranie czy prasowanie. W sieci dostępny jest ocean różnego rodzaju planerów. Panuje moda na Bullet Journal czyli osobiście zaprojektowany planer. Sama taki mam (w drugim podejściu, ale o tym niżej). Czy to dobrze że planujemy czy źle? Warto planować... czy jednak lepiej pójść na żywioł? Znam osoby które nie planują, znam tez takich, którzy mają zaplanowaną wręcz każdą godzinę na kilka miesięcy do przodu, i ciężko się z nimi umówić bo.. najpierw musza człowieka wpisać w grafik.. O dziwo, nie zauważyłam, żeby wiązało się to z płcią, statusem rodzinnym czy materialnym. Wszystko zależy od osobistych preferencji.
      Myślę, że jak we wszystkim, trzeba znaleźć złoty środek, bo życie zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach, życie według zegarka.. gdzie nie ma miejsca na zwykłe poleniuchowanie nie mówiąc już o spontaniczności, to już nie jest życie. Przecież nie może być tak, że grafik rządzi mną.. powinno być dokładnie odwrotnie.. to ja rządzę grafikiem. I z drugiej strony... kompletny brak planowania oznacza brak kontroli nad czasem... a to prosta droga nie tylko do chaosu ale i utraty kontroli nad życiem. Mam dobrą koleżankę.. wspaniałą pełnoetatową mamę kilkuletniego chłopczyka. Aga nigdy nie planowała, zawsze szła na żywioł... teraz za każdym razem jak się widzimy jest płacz.. bo z niczym nie zdąża. Pytam planujesz sobie tydzień? Odpowiedź jest taka sama... nie a po co? Cóż ...

      Jak to jest u mnie? Cóż planuję.. szczególnie teraz kiedy, mam do ogarnięcia nie tylko pracę, ale i ślub. Powiem Wam, że mój BuJo mnie zwyczajnie ratuje. Oto ono:


Jak tylko zobaczyłam okładkę, wiedziałam, ze muszę go mieć!

BuJo 1

BuJo 2

BuJo 3

BuJo 4

BuJo 5

BuJo 6

      To już moje drugie podejście.. mój pierwszy Bullet Journal zniszczyły córeczki moich przyszłych szwagrów... jak? Nieopatrznie zostawiłam mój BuJo na biurku razem z całym arsenałem jaki miałam do niego.. flamastry,cienkopisy, długopisy, linikę, naklejki.. no dosłownie wszystko .. jak wróciłam mój ukochany BuJo był pomalowany wzdłuż i wszerz. Dziewczynki postanowiły pokolorować cioci zeszyt. Ponaklejać naklejki... domalować Elze i kucyki Pony, słoneczko i chmurki.. słowem wszystko co dziewczynki uznały za potrzebne. Nawet się na nie bardzo nie złościłam.. moja wina, ze zostawiłam na wierzchu. Dzieci to dzieci.. przecież im głów nie pourywam. ;)

mój nowy ulubiony kubeczek w akcji ;)

      Zanim zrobiłam podejście numer dwa bawiłam się w planery drukowane z sieci. Jest ich całe mnóstwo.. ja najbardziej lubię te od Magdy Mirkowicz i od Aliny Moskwy. Ale jest mnóstwo innych blogerek, które udostępniają swoje projekty, wystarczy poszukać takiego, który nam najbardziej przypasuje. Mi jednak taki sposób nie odpowiadał do końca dlaczego? Ano cierpiała moja dusza artystyczna.. niby mam dwie lewe ręce do malowania/kolorowania/rysowania, ale lubię sobie tam coś porysować na własny użytek. Okazja do rozpoczęcie projektu BuJo2 nadarzyła się kiedy dostałam email z propozycją współpracy ze sklepem ePrezenty. Znam i lubię ten sklep od dawna, więc tym bardziej ucieszyłam się, ze mogę sobie coś wybrać i Wam o tym opowiedzieć.


praca w pięknym otoczeniu to prawdziwa przyjemność


      Kiedy zaczęłam przeglądać stronę wsiąkłam na kilka godzin, cóż, mnóstwo tam dobroci.. zastanawiałam się też, co wybrać pod kątem użyteczności. Zwyciężyły:

1. moja miłość do kubków: * kubek latte *
2. wewnętrzny przymus stworzenia nowego BuJo: ** błękitny planer **
3. potrzeba wymiany podkładki pod myszkę (pracuję w najróżniejszych miejscach i czasami bez podkładki ani rusz.. niestety jestem uzależniona od myszki, touch pad (czy jak to się tam nazywa) mnie koszmarnie spowalnia: * podkładka *

      Dlaczego taki wybór? Ano pracuję zdalnie, większość czasu spędzam w domu, więc siłą rzeczy lubię otaczać się ładnymi przedmiotami.. rzeczami, które powodują uśmiech na mojej twarzy. I tak teraz codziennie siadam sobie przy moim biureczku, a pod reką mam mój nowy Bullet Journal, w nowym kubku pyszną herbatę. Mogę swobodnie pracować i planować ślub.
      Co do samego zamówienia wszystko poszło gładziutko, zamówienie wysłane po trzech dniach było już u mnie. Jak wyżej wspomniałam kubek szybko stał się moim ulubionym.. a z BuJo się nie rozstaję. A podkładkę pod mysz próbowano mi już kilka razy podwędzić. Gośka jeśli to czytasz to wiedz, że wiem, że to TY!

I tak na koniec chciałam się z wami podzielić kilkoma rzeczami, które na bank znajda się jeszcze u mnie w domu oto one:


źródło: ePrezenty.pl

źródło: ePrezenty.pl

źródło: ePrezenty.pl


Na deser wrzucam Eda... no jaram się nim non stop!




pees: zapraszam Was też do mojej babskiej społeczności na google+. Stwórzmy fajne miejsce dla każdego, gdzie można będzie się wymienić muzyką, przepisami i doświadczeniami życiowymi... Nie muszę dodawać, że każdy dodatkowy link w dziecku google, to jeden mały stopień wyżej na drabinie do sukcesu w wyszukiwarce. Google lubi swoje dziecko. ;)