"Diabeł ubiera się u Prady" - oglądam i jakbym widziała siebie sprzed lat.... prawie.

    

      Wczoraj umierałam..... dosłownie... ot kobiece dni, które u mnie przyjmują postać
skrajną. Jestem nie do życia. A moimi najlepszymi przyjaciółmi są puchaty koc, termofor wypełniony ukropem, ptasie mleczko i babskie filmy. Ot.. ta nieprzyjemna strona bycia kobietą.. bo pokażcie mi taką, co lubi jak z niej wycieka. ;) To tyle tytułem dygresji.. a teraz przejdźmy do meritum. Jestem niemal pewna, że każdy z nas film "Diabeł ubiera się u Prady" oglądał, lub przynajmniej mniej więcej wie, o co w produkcji chodzi (jeśli nie, polecam obejrzeć), więc daruję sobie streszczanie fabuły. Przejdę od razu do moich przemyśleń. Film przeniósł mnie 15 lat wstecz...

      Pierwszy rok studiów, jest ciężko, dorabiam sobie jako niania, (bo jednak praca w hipermarketach mnie przeraża), ale wciąż szukam jakiejś dobrze płatnej pracy, żeby stanąć na własnych nogach. I udaje się.. jakimś cudem łapię się na etat w centrali jednego z banków. Najpierw jako recepcjonistka.. i następuje efekt WOW! Zachłyśnięcie się "wielkim światem". No udało się.. dostałam pracę.. jak się wykaże to mnie awansują! Więc starałam się, byłam na każde zawołanie. Pozbyłam się swojej własnej woli i oddałam w niewolę przełożonych. Awansowałam a jakże! Pracowałam (a właściwie harowałam) jak wół po kilkanaście godzin na dobę od poniedziałku do piątku a w weekend biegłam na uczelnię. I tak przez pięć lat. Pięć lat w czasie których nie żyłam a wegetowałam. Nie miałam żadnego życia osobistego, żadnych związków... BO NIBY KIEDY!?


Wiecie co jest najgorsze?

      Że po skończeniu studiów wcale nie zwolniłam. Przecież mogłam to rzucić w  diabły i poszukać czegoś lepszego, nie tak wymagającego. Ale nie, ja musiałabym być najlepsza.. pięłam się w górę jak typowy korposzczur. Wylądowałam aż w biurze prezesa banku. Tam to już był pełen hard core... wypisz wymaluj jak w filmie. Praca niemal non stop, gigantyczne wymagania, zero sentymentów i zwyczajny mobbing. Nie opamiętałam. A może nie było komu wylać mi wiadra wody na głowę? Może nie słuchałam. W tym czasie Andzia też wpadła w wir.. rodzice byli zadowoleni, że tak dobrze sobie radzę. Nie zauważyli jak bardzo jestem zmęczona bo i dobrze się maskowałam. Tak było dopóki nie zaprotestował mój kręgosłup. Wydaje mi się, że pisałam już o tym.. ale powtórzę. Sparaliżowało mnie.. ale nie tak leciutko jak w zeszłym roku, na jeden dzień (a potem z ogromnym bólem, ale jednak mogłam funkcjonować chociażby iść do toalety), o nieee. Leżałam przykuta do łóżka ponad dwa tygodnie. Mój wycieńczony organizm odmówił współpracy w sposób drastyczny. Nie chcę wracać myślami do tego okresu. Dość powiedzieć, że bycie całkowicie zależną od innych jest straszne. Przez pierwszy tydzień nie wstawałam... potem jeśli mnie ktoś postawił do pionu i podał kule byłam wstanie powlec się do łazienki i tylko tyle. Dopiero miesiące rehabilitacji postawiły mnie na nogi. Koszmar.

Dlaczego o tym piszę?

      Ano ku przestrodze. Nie warto.. mówię Wam, nie warto poświęcać wszystkiego co się ma dla kariery... potrzebna jest równowaga między życiem zawodowym a prywatnym. Wypośrodkowanie, ustalenie priorytetów.
      Czy żałuję tamtych lat? Teraz już nie. Bardzo długo żałowałam, wyrzucałam samej sobie własną głupotę. Dziś pogodzona ze sobą i z życiem jestem spokojniejsza, dojrzalsza. Wiem, że wiele się nauczyłam, to doświadczenie pozwoliło mi wyciągnąć wnioski, przewartościować życie. Płacę za tamtą głupotę do dziś, bo kłopoty z kręgosłupem mam od 10 lat i one już ze mną zostaną, mniej lub bardziej dokuczliwe. Ale też nie byłabym tym kim jestem, gdyby nie tamte czarne dni. Widać tak miało być ale.... nie idźcie moją drogą. To zwyczajnie za bardzo boli.

      Można być szczęśliwym i spełnionym bez poświęcenia wszystkiego karierze. Kiedy patrzę na na moich znajomych z korpo.. starzy zmęczeni ludzie. Często po rozwodach i to już drugich, albo trzecich. Zestresowani, znerwicowani, uzależnieni od psychoanalityków. Nie twierdzę ze wszyscy, bo nie. Ale jednak wciąż znaczny procent.
      Tak sobie myślę.. czasem lepiej mieć mniej i żyć spokojniej.


Wspaniałego weekendu Wam życzę. Odpoczywajcie z bliskimi i nabierajcie sił na kolejny pełen wyzwań tydzień.

Tymczasem pochwalę się Wam, że wybrałam piosenkę na pierwszy taniec na wesele... oto ona:







64 komentarze:

  1. Ale ten pierwszy etap w pracy, chyba każdy musi przerobić, żeby dojść do podobnych wniosków, które wyciąga się samemu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, ze każdy powinien isc tak jak ja po bandzie, a potem przypłacić to zdrowiem, brakiem życia osobistego i totalną rozsypką? Nikomu tego nie życzę... :(

      Usuń
  2. Wybrałaś mój ukochany utwór na pierwszy taniec :) kocham jego piosenki a tą najbardziej z wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  3. TEgo filmu nie widziała i nie wiem czy zobaczę. Współczuję problemów zdrowotnych, podobno basen dobrze robi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boję się wody... więc nigdy nie nauczyłam się pływać.. mnie ratują tylko rehabilitacje i joga. ;)

      Usuń
  4. I tak długo wytrzymałaś. Szkoda, że tak Twój kręgosłup na tym ucierpiał. Wiem co to znaczy bo ja też mam z nim sporo problemów. Dla mnie jednak zawsze priorytetem była rodzina, a nie kariera. Zresztą życie tego ode mnie wymagało. Tzw. wyścig szczurów zawsze mnie przerażał i wydawał mi się bezcelowy, zabijający tak naprawdę indywidualizm. Praca w korporacji to zdecydowanie nie dla mnie. No bo tam właściwie cel jest tylko jeden, dobro firmy kosztem zdrowia i życia osobistego pracowników - w imię czego? Cieszę się, że masz to za sobą i wyciągnęłaś właściwe wnioski. Czasem musimy dostać taką lekcję, żeby przekonać się co jest w życiu ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dokładnie tak jak mówisz. Ale też warto o tym mówić i pisać ku przestrodze. Bo nie warto rezygnować z siebie w imię pogoni za awansem i kasą... :(

      Usuń
  5. ja tam mam fajną prace...i na 60 osób w firmie tylko jedna wszystko psuję i gdyby nie ona była by rodzinna atmosfera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem wystarczy jedna osoba, żeby wszystko spieprzyć. :/

      Usuń
  6. oglądałam film lubię go:D świetnie oddaje atmosferę mojej dawnej pracy

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tego filmu jeszcze nie widziałam, ale z pewnością nadrobię.
    I zgadzam się z tym, co napisałaś. Kariera, to nie wszystko. Jak nie ma równowagi, to czujemy się nieszczęśliwi, idąc ku karierze zaniedbujemy najbliższych. A potem co nam z tych pieniędzy i zasług ...
    Szkoda, że ja w kobiece dni nie mogę leżeć i nic nie robić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana nie zazdrość mi bólu, nudności i ogólnego rozbicia tak wielkiego, że czasem wstać z łóżka nie możesz. Czasem mam tak bolesne okresy, że wymiotuję z bólu... Omdlenia sa na porządku dziennym. Jak o tym opowiadam, to mi każą iśc do lekarza ... a ja wiem że jestem zdrowa, bo przebadana na wszystkie strony. Takie uwarunkowania genetyczne... :(

      Usuń
  8. Bardzo mądry wpis - czasem poświęcamy wszystko, w imię kariery: czas, zdrowie, nieraz nawet rodzinę i przyjaciół, uganiając się jednocześnie za czymś, co nas tak naprawdę nie uszczęśliwia. Cieszę się, że udało Ci się wyrwać z tego błędnego koła! :)
    Och, i współczuje tak dotkliwych "tych" dni. Łączę się w bólu i to dosłownie, bo mnie również przykuwają zawsze do łóżka na kilka dni :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój organizm mnie wyrwał... żałuję, że musiało się to skończyć tak drastycznie, ale widać tak miało być. A okres... kiedyś napisze o tym książkę. ;)

      Usuń
  9. Uwielbiam ten film :) Zdecydowanie najważniejsze jest odnalezienie harmonii między życiem prywatnym a pracą. Przepiękną piosenkę wybrałaś na pierwszy taniec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie równowaga i harmonia... teraz wszystkim to powtarzam!

      Usuń
  10. Tylko harmonia może uratować przed sidłami, w które wpadłaś. Najważniejsze, że ją odnalazłaś. A piosenka przepiękna - kiedy ją pierwszy raz usłyszałam, pomyślałam właśnie, że jest ona idealna na pierwszy taniec. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja historia jest przestrogą dla innych..

      Usuń
  11. Och przechodziłam to samo i bardzo długo mi brakowało takiej pogoni za karierą tej walki szczurów. Stety czy niestety, kiedy urodziłam syna wyprowadziłam się z wielkiego miasta i już nie było możliwości takiej pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak już doszłam do siebie to nie tęskniłam nawet przez sekundę. Rzuciłam pracę w diabły, nie pomogły zachęty w postaci gigantyczne podwyżki, propozycja zatrudnienia dodatkowej osoby. Szkoda mi było życia...

      Usuń
  12. Mój partner właśnie tak się teraz zachowuje... aż się tego boję.
    Sama chciałabym nie raz wpaść w wir pracy i zapomnieć o rzeczywistości... a tak siedzę w domu i się dobijam :( :p a post bardzo mądry i daje do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostrzeż go, żeby nie przeholował. Możesz mu opowiedzieć historię męża mojej koleżanki... On działał tak jak ja, non stop na spidzie. Wiecznie w pracy. Kochał żonę, kochał swoje dzieci, chciał im zapewnić przyszłość więc pracował, od projektu do projektu, od awansu do awansu, od premii do premii... dziś już nie pracuje. Umarł w domu... oglądał bajkę z synami i dostał zawału. Karetka przyjechała w ciągu kilku minut, lekarz mógł tylko stwierdzić zgon, zwyczajnie nie było co zbierać. Rafał dostał rozległego zawału serca. Miał 34 lata....

      Usuń
  13. Ja ostatnio z termoforem się nie rozstaję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Termofor jest dobry na niemal wszystko!

      Usuń
  14. Na szczęście nigdy nie należałam do korpoludków, wybrałam własną firmę i postawiłam na samokształcenie i doskonalenie się :) Nie ciągnęło mnie nigdy tego by mieć kogoś nad sobą <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się wtedy marzyła dobra praca w korpo. Nie sądziłam tylko, że az tyle za to zapłacę. Cóż, człowiek czasem musi oberwać. Teraz mogę się dzielić doświadczeniami i ostrzegać .. by nie sprzedawać duszy diabłu. :)

      Usuń
  15. uwielbiam ed sheerana! :) Mam nadzieję, że doda Polskę na swoją listę koncertów! :D
    http://czynnikipierwsze.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj.. jak będzie to Warszawa to na bank się zamelduję!

      Usuń
  16. Cieszę się, że zmieniłaś podejście do życia, szkoda, że musiałam najpierw przypłacić to zdrowiem...Również staram się cieszyć z tego co mam, bez nacisku na karierę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba dostac po głowie. Teraz jest już dobrze i to jest najważniejsze. :)

      Usuń
  17. Też moje kobiece dni spędzam w towarzystwie termoforu z baaaardzo gorącą wodą :) później mam aż czerwony brzuch, ale przynajmniej tak nie boli :) I znam osobę, która lubi mieć okres ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo.. gotujaca woda do termoforu potem lekkie poparzenia. Ale pomaga i nie jest tak niebezpieczne jak gorące kąpiele... które pomagają mi bardziej, ale ryzyko krwotoku jest zbyt duże.. ;/

      Usuń
  18. Musze przyznać, że nie widziałam tego filmu... Równowaga między karierą, a życiem prywatnym musi byc zachowana. Nie można całkowicie poświęcić dla kariery, ale też poświęcić i zaprzestać robienia tego co się lubi dla rodziny tez się nie powinno. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choćby dla wspaniałej Meryl Streep warto obejrzeć!

      Usuń
  19. Powiem Ci, że po raz pierwszy ostatnio oglądałam ten film i byłam bardzo zniesmaczona... że tak późno! Uważam że wiele wniosków można z niego w życiu wyciągnąć co do naszego...życia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Niby komedia w sumie... ale z przesłaniem. Mało takich.

      Usuń
  20. Podoba mi się Twój wpis i myślę,że z pewnością dałaś mi dużo nim do zrozumienia,dzięki :)
    Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Oglądałam film :) Do pracy po raz pierwszy poszłam po zakończeniu studiów. Na studiach dobrze się uczyłam i brałam stypendium naukowe co wystarczyło mi na przeżycie miesiąca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie studiowałam dziennie, trzeba było pomagać rodzicom i zarobić na siebie i na studia. ;)

      Usuń
  22. Chyba nie oglądałam tego filmu... Ewentualnie kawałek. Ja jestem na etapie "nie wiem co zrobić ze swoim życiem". Powoli studia się kończą, ale dochodzę do wniosku, że nie chcę dalej podążać tą drogą i zawód po nich raczej nie będzie mnie uszczęśliwiać ;/ Ale hajs by się zgadzał ;)
    Coraz częściej myślę, że może mniej znaczy więcej. Lepiej robić coś co się lubi za mniejsze pieniądze, niż dawać z siebie wszystko kosztem zdrowia, aby tylko kariera się rozwijała. Z drugiej jednak strony włącza się, że mam ambicje na więcej. W swoich rozważaniach nie mogę znaleźć równowagi.
    No, ale Twój przykład daje mi do myślenia. Najgorsze, że to tak bardzo odbiło się na Twoim zdrowiu.
    Piosenkę na pierwszy taniec wybrałaś przepiękną! Uwielbiam Edka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wybierzesz dobrze. Jestes madrą dziewczyną.. a jak przyjdzie Ci do głowy coś zmienić.. to zawsze możesz. Ja się już nauczyłam, zeby nie być niewolnikiem swojej pracy/ przyzwyczajeń. Czasem wystarczy wyjśc poza swoją strefe komfortu i otwierają się przed nami zupełnie nowe możliwości!

      A Ed ... to mój zdecydowany faworyt ostatnimi czasy! ;)

      Usuń
  23. Film nie należy do mojej ulubionej kategorii, ale Twoje teksty tak. Dobrze się czyta. Sprawnie podana treść. Ma się ochotę czytać.
    Co do korporacji nigdy tam nie chciałam być. Poświęcać siebie i swoje zainteresowania dla innych? Nie. W żadnym wypadku. Wolę coś spokojnego, niewymagającego zaangażowania nawet kosztem pieniędzy, bo przecież jak nie masz czasu, to gdzie je wydasz.
    Denerwuje mnie, ze ludzie tak biernie się zgadzają na taką harówkę. Mam wrażenie, że jak tacy są, to i korporacja nie może być inna. Jakby powiedzieli stop i ona musiałbym się zmienić. A może zatrudnili by androidy? Ciekawy pomysł na opowiadanie.
    W każdym razie ja na pewno nie należę do korporacyjnych niewolników i wcale nie chcę należeć. Życie jest po to, żeby żyć, a nie harować od świtu do nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano się zgadzają mało tego... mam wrażenie, ze teraz jest jeszcze gorzej niż wtedy, kiedy ja zaczynałam. Ale widzisz... strach, kredyty... wszystko swoje robi niestety. :(

      Usuń
  24. Zawsze się zastanawiałam, po co niektórzy pracują, jeśli nawet nie mają czasu wydać tej kasy... Ja jak na razie zawsze byłam swoim szefem i wiesz co? Mam chyba najlepszego szefa jaki może być ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz.. można oszczędzać np. na mieszkanie, żeby nie pakować się w kredyt na pierdylion lat. ;) Ze mną właśnie tak było. :D

      Usuń
  25. Uwielbiam ten film, jest po prostu świetny :) Bardzo współczuję problemów z kręgosłupem. Sama borykałam się z podobnymi przez wiele lat po potrąceniu przez samochód. Świetnym lekarstwem okazał się pilates i masaż rehabilitacyjny(u mnie w ośrodku zdrowia zwany terapią manualną). Warto wypróbować. A czytając Twój tekst sama pomyślałam o swoim życiu i tym, że przez długi czas miałam niewłaściwie ustalone priorytety, co również przypłaciłam zdrowiem. Zgadzam się z Tobą nie warto, ale czasem potrzebny jest nam mocny cios żeby się opamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikomu nie życzę az takiego ciosu... choć z drugiej strony, to pomaga przemyśleć swoje życie. Jak się leży przykutym do łózka, to ma się duuuużo czasu na myślenie. :)

      Usuń
  26. Nie można popadać w prcocholizm i tak bardzo się katować, ale uważam, że każdy młody człowiek po liceum czy na studiach powinien trochę popracować w ciężkiej pracy. Inaczej wtedy będzie traktował ludzi. Kiedy na studiach pracowałam w fast foodzie, często słyszałam teksty :ucz się, bo skończysz jak ta pani". A nikt nie pomyślał, że być może to student który sobie dorabia. Ciężka praca uczy szacunku do innych ludzi. Tak przynajmniej ja uważam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... nie zawsze tak jest. Można ciężko pracować i uważać się za lepszego od innych bo... bardzo ciężko się pracuje, więc siłą rzeczy innych uważa się za leni i nierobów. Szacunek do siebie i innych to kwestia kultury osobistej, charakteru.. a nie wykonywanej pracy. :)

      Usuń
  27. Chyba każda z nas w którymś momencie wyobrażała sobie siebie w roli gustownie ubranej kobiety, która osiągnęła wiele :D Tylko droga do tego celu nie jest rzeczywiście tak piękna. Z jednej strony zawsze podziwiałam takie kobiety, a z drugiej trochę nie rozumiem jak można tak się stłamsić własnoręcznie. Moje nadmiernie rozbudowane, wewnętrzne "ALE" szybko mnie informuje, że coś jest nie tak i że czas coś z tym zrobić (sama również spędziłam moment w dwóch korporacjach). Na szczęście szybko przekonałam się co mi nie służy, a czym mogłabym zajmować się w życiu. I każdemu tego życzę. Twojego czasu już nikt nie cofnie, ale wygląda na to że i Ty wyciągnęłaś wnioski, choć bardziej boleśnie :/ Pozostaje tylko teraz dążyć do pełni szczęścia ;D A jesteś zdaje się na perfekcyjnej drodze ku temu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano jestem.. czasem boję się, ze zdarzy się jakaś katastrofa.. ale staram się nie nakręcać i cieszę się tym co mam!

      Usuń
  28. Zacznę od końca czyli - kocham tą piosenkę!!! Uwielbiam ją, jest przepiękna, ciarki mam wszędzie gdzie się da. Kojarzy mi się z weselem. Dwa lata temu byłam na ślubie brata kolegi i tam na weselu jako pierwszy taniec poleciał właśnie ten utwór... Byłam taka wzruszona... Moja najulubieńsza piosenka od tego czasu!!!
    A teraz skupiając się jednak na tym co ważne to... nie wiem czy uwierzysz albo nie, ale opisałaś mnie. Dosłownie. Tak samo teraz zdzieram z siebie wszystkie siły w pracy, niektórzy kopią pode mną dołki żeby tylko mi zaszkodzić, a ja (głupia) walczę ile mam sił. W weekendy szkoła... A życie poza tym wszystkim? Nie mam. Teoretycznie mam, wirtualnie zamienię z kimś parę słów w tak zwanym "między czasie", a potem znowu wracam do obowiązków. Ostatnio już myślałam, że znalazłam drugą połówkę, ale okazuje się, że nie mam nawet czasu.. Na nic. Na spotkanie, kontakt. Smutne prawda? Twój tekst trochę mnie przeraził. Nie chcę skończyć w szpitalu czy przykuta do łóżka... Ale nie chcę też zwalniać, bo bardzo długo już tak funkcjonuję... I jak wmówić pracoholiczce oraz perfekcjonistce to, że ma nie robić NIC, albo MNIEJ, albo tak NA ODWAL?

    Pozdrawiam ;)
    Tak Po Prostu BLOG [klik]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia Słoneczko... Twoje życie i Twoje wybory. Uważaj tylko, żeby nie obudzić się kiedyś z takim bólem, że będziesz chciała umrzeć. nie zależnie od tego czy będzie on fizyczny czy psychiczny. Nie chcę wychodzić na czarnowidza.. ja tylko opowiadam o tym, co stało się ze mną. Mniej nie znaczy na odwal, wolniej nie znaczy gorzej, nic nie znaczy źle.

      Serdeczności!!

      Usuń
    2. Wiem wiem wiem... Trochę sobie odpuszczę :) To znaczy - postaram się coś zmienić :)

      Usuń
  29. Ja cały czas tak postępuję, rozerwana pomiędzy pracą i studiami, do tego siłownia, kursy i inne pierdoły. Nie mam zczasu się wyspać, ciągle jestem zarobiona,.. I lubię to!
    Pozdrawiam,
    Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż.. kiedyś takie zachłyśnięcie się kończy. Oby bez konsekwencji dla Ciebie. A tak spytam... masz czas dla przyjaciół, czy jednak jesteś typem samotnika?

      Usuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Staram się odwiedzać moich gości, czasem mam opóźnienia, ale nadrabiam je**

**Nie działam na zasadzie obs za obs, komć za komć, uwierz mi nie ma dróg na skróty, tylko pracą można osiągnąć sukces**

** Przesyłam moc dobrej energii! **