Nie zgub kolejnych notek! KLIK KLIK

Efekt wyniku... czyli co by było gdyby to czy tamto!?

             Dziś zacznę od pytania... Czy zdarzyło Ci się kiedyś krytycznie ocenić swoją decyzję na podstawie jej efektów? A kiedy był...

      
      Dziś zacznę od pytania... Czy zdarzyło Ci się kiedyś krytycznie ocenić swoją decyzję na podstawie jej efektów? A kiedy były one niezadowalające, stawałeś się dla siebie bardziej surowy niż zwykle? Ja mam tak często. Podejmuję trudną decyzję, która nie przynosi mi wystarczająco dobrych rezultatów.. więc zaczynam rozpamiętywać "co by było gdyby". Taka pułapka.. tzw błąd poznawczy. Oceniamy siebie i nasze decyzje z perspektywy czasu.. kiedy wiemy już jaki jest ich wynik. Ja się na tym łapię dość często.. zawsze mam ochotę walnąć się czymś ciężkim w głowę.. ale czy to coś daje? Ano nic. ;) Dziś o efekcie wyniku!



z cyklu odrobina motywacji ;)



Co to jest ten efekt wyniku?

      Efekt wyniku, to taki mały feler. Przez który oceniamy nasze decyzje na podstawie wyników, a nie tego, co wiedzieliśmy w momencie podejmowania decyzji. Taki błąd poznawczy.. niby wiemy, że w momencie kiedy decydujemy się na jakieś rozwiązanie nie mamy wszystkich możliwych danych i decydujemy się na ryzyko, ale z perspektywy mamy tendencję to gdybania i wyrzucania sobie błędów. Zdarza się Wam? Mi bardzo często.
      Najbardziej znanym badaniem, które doskonale obrazuje zjawisko Efektu wyniku, jest "szpitalny" eksperyment Jonathana Barona i Johna Hersheya.

Grupie osób przedstawiono hipotetyczny scenariusz:

Szpital, stan chorego szybko się pogarsza, potrzebna jest operacja, gdyż pacjent może umrzeć.. ryzyko powikłań jest niewielkie. Jeśli zabieg się powiedzie pacjent będzie żył kilka lat dłużej. Lekarze postanawiają operować.

Jak myślisz zrobili dobrze czy źle?? Podjęłaś decyzję, masz już swoją ocenę sytuacji? Super.


warto o tym pamiętać ;)


A teraz...

Po operacji dowiadujesz się, że pacjent umarł. Jaka jest teraz twoja ocena decyzji lekarzy? Taka sama.. czy jednak coś się zmieniło?

Baron i Hershey podzielili badaną przez siebie grupę na dwie części. Jednej powiedzieli, że pacjent umarł, drugiej że przeżył. Pewnie nie zdziwi Was wynik. Otóż ta grupa, która znała pesymistyczny wynik operacji oceniała decyzję lekarzy krytycznie. uważali, że lekarze zwyczajnie popełnili błąd w ocenie. Ta grupa, która znała wersję optymistyczną oceniała decyzję lekarzy pozytywnie.

Zaskakuje Was to? Czy raczej nie?

      Mnie po poznaniu mechanizmu, jaki zachodzi w ludzkich mózgach już nie. Zwyczajnie mamy tendencję to oceny skutków nie po tym CO wiedzieliśmy w momencie podejmowania decyzji, ale PO wynikach. Przecież dużo łatwiej ocenić jakąś sytuację.. kiedy znamy już wszystkie dane prawda? Można wtedy "z czystym sumieniem" wytykać błędy.
      Znacie na pewno osoby które kochają powtarzać "a nie mówiłem". Moja mama ma do tego tendencję. Kiedy podjęta przeze mnie decyzja nie do końca okazuje się trafna.. lubi powiedzieć "a nie mówiłam, że trzeba było inaczej". Na nic zda się tłumaczenie, że w momencie podejmowania decyzji nie znałam wszystkich możliwych scenariuszy, że pewnych rzeczy przewidzieć się nie da. Znam wiele takich osób. Irytujące to prawda?
      Z resztą, sama też mam tendencję do rozpamiętywania.. co by było, gdybym zrobiła inaczej to czy tamto. Niby wiem, że powinnam oceniać wyniki najpierw po tym, co wiedziałam w momencie podejmowania decyzji, a dopiero potem po efektach.. bo to najlepsza droga do dobrego wnioskowania, ale i tak w mózgu przeskakuje jakaś klapka i zaczynam gdybać.


Jakie są przyczyny?

      Podstawową przyczyną jest upływ czasu i uzyskiwane w międzyczasie informacje. Stajemy się mądrzejsi, więc i nasza ocena się zmienia. "Mądry Polak po szkodzie" znacie to powiedzonko? Pasuje jak ulał prawda?
      Zjawisko efektu wyniku jest szczególnie niebezpieczne przy wszelkiego rodzaju podsumowaniach. To właśnie wtedy powinniśmy być szczególnie ostrożni w ocenie swoich (czy cudzych) działań. Przykład?

Makler giełdowy podejmuje decyzję o zakupie akcji Firmy X. Przedsiębiorstwo stabilne, przewidywalny właściciel, sytuacja polityczna wydaje się stabilna. Po tygodniu wybucha skandal. Okazuje się że produkty wytwarzane przez firmę X są wadliwe. Zarząd chcąc zaoszczędzić zdecydował się na gorsze materiały. Akcje lecą na łeb na szyję, klienci maklera sporo tracą.

Jak ocenimy decyzję maklera? Jak on będzie siebie oceniał? Czy kiedy przyjdzie ocena roczna, będziemy mu wyrzucać tą wpadkę. Czy to była wpadka? Czy inwestując mógł przewidzieć działania zarządu firmy X?
Czy on sam powinien sobie wyrzucać błędną decyzję?


Jak to jest u Was?
Jak postrzegacie swoje decyzje?
Bierzecie poprawkę na upływ czasu i dodatkowe informacje, czy ulegacie efektowi wyniku?
Warto o tym pamiętać.











Inne notki? Poczytaj, może coś Ci się spodoba.

32 komentarze

  1. jak zawszę ciekawy post :) który daje do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja najczęściej te najważniejsze decyzje oceniam pozytywnie, ale za to często przy tych mniej istotnych sprawach zdarza mi się rozpamiętywać. Najczęściej np. dochodzę do wniosku, że w rozmowie z kimś mogłam się inaczej zachować, powiedzieć coś innego etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czasem mam tak, że przy ocenie czy posumowaniach jestem w stosunku do siebie krytyczna. :(

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy post :) Muszę się zastanowić jak to jest ze mną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Zawsze warto chwilę pomyśleć, czy nie mamy jakiegoś feleru który nam życie utrudnia. :)

      Usuń
  4. Całe nasze życie to ciąg decyzji i skutków. Odnośnie sytuacji z lekarzem to decyzja była słuszna , bo skoro chory już umierał, ryzyka praktycznie nie było. Kiedy coś nam nie wyszło, mamy prawo się trochę powściekać, aby odreagować rozczarowanie i taka reakcja dotyczy chyba wszystkich. Może ktoś trochę poudawać, że mu to lata, choć nie wierzę. Podejmowanie każdej decyzji to jak ruletka i na 99 pełnych punktów możemy trafić na zero. Nikt nie przewidzi skutków decyzji,bo życiem rządzą przypadki? niestety /. Natomiast inną sprawą jest podejmowanie decyzji na tzw. " upartego ". Koń kopnął już wszystkich, nas kopnął dwa razy, a my podchodzimy do niego trzeci raz. bo ... ? I widzę w tej roli naszych braci Polaków - widocznie lubią zbiorowo być kopani i czuć się bohaterami. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj tak.. Polacy lubią być kopani przez wszystkich. :(

      Usuń
  5. Ja mam jakąś zdolność do podejmowania szybkich i dobrych decyzji, szybko analizuje za i przeciw. Rzadko kiedy zastanawiam się co by było gdyby.... Wiem, że każdy błąd mnie czegoś uczy, pozwala mi się rozwija i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Gdybym odnosiła w życiu same sukcesy nie mogłabym się z nich należycie cieszyć, bo byłyby dla mnie normą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, a ja tak nie mam. Przy podsumowaniach potrafię sobie wyrzucić to czy tamto.. i muszę się walić ręką w czoło, zeby przestać. Żeby nie wpadać w pułapkę efektu wyniku... wciąż się tego uczę.

      Usuń
  6. Świetny test ;-). Zdecydowanie przy podsumowaniu powinniśmy uwzględniać, że podczas podejmowania decyzji, nie znaliśmy jej skutków. Myślę też, że czasem w takiej sytuacji może wystąpić zjawisko łagodzenia dysonansu poznawczego, pomimo że podjęliśmy złą decyzję- usprawiedliwiamy się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Ja się wciąż uczę. Bo wciąż łapię sie na tym, że zapominam o upływie czasu i dodatkowych informacjach. Cóż.. wciąż nad tym pracuję.

      Usuń
  7. Oj zdecydowanie ulegam, ale też coraz częściej ucinam swoje mielenie tematu, trudno, stało się, co można naprawić? A jak nic nie da się zrobić, to trudno, była decyzja, są konsekwencje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No witaj w klubie siostro! ;) Ja mam tak w pracy, już mój szef mnie czasem opiernicza.. ot wyłazi ta moje przeklęta perfekcja. Za to w życiu prywatnym tak nie mam.. ot paradoks!

      Usuń
  8. Ja w sumie nigdy nie myślałam co by było gdyby... Zawsze za nim coś zrobię ( o ile jest to coś poważnegob) to zastanawiam się kilka razy nim podejmę decyzję. Oczywiście nie zawsze jest to dobra decyzja ale rzadko zdarza mi się popełnić błąd, przynajmniej w kwestii tych życiowych wyborów. Natomiast jeśli już dopadnie mnie porażka to nie rozmyślam o niej i działam na nowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w życiu prywatnym też nie ulegam gdybaniu. Ale w pracy jest zupełnie inaczej.. ot mój perfekcjonizm. :(

      Usuń
  9. Ciekawy tekst. W zasadzie nie pamiętam, żebym gdybała. Mam za to zasadę, że jak podejmę ważną decyzję, to się jej trzymam. Nie pamiętam, żebym żałowała. Tak przy okazji- myślałam, że w życiu jestem jak ten koń kombinujący pod górkę, a tu proszę w tym aspekcie prosta jak drut:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę.. serio! Ja decyzje podejmuję szybko. Analizuję wszystkie za i przeciw i działam.. tylko potem jak się po czasie dowiem więcej to się zaczyna krytyka samej siebie. Ehhh

      Usuń
  10. fakt że czegoś nie wiedzieliśmy i tak nie naprawia sprawy która została zawalona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz to mojemu mózgowi, który zaczyna działać na wysokich obrotach, jak nie osiągam takich wyników jak zakładałam. ;) Ot feler.. błąd poznawczy.. efekt wyniku. ;)

      Usuń
  11. ja wychodzę z założenia że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:) choćby z moją pracą - w zeszłym roku nie przyjęłam nowej oferty, a w tym roku w styczniu zostałam dyrektorem w starej robocie;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to gratulacje! Ja tam nigdy dyrektorem być nie chciałam.. za wolny duch jestem. ;) Nie lubię kontroli. Teraz w firmie mam nad sobą tylko szefa, a tak to niby etat, ale jednak freelanserka. :)

      Usuń
  12. "a nie mówiłem"- ulubione słowa mojej żony:P tak już jest. Pewnych zdarzeń nie da się uniknąć.:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama też kocha to powtarzać, moja przyszła teściowa jest w niebo wzięta, jak moze to powiedzieć.. Ale mój były szef z korpo, też kochał to powtarzać.. wrrr ciśnienie mi się podnosi jak o nim myśle!
      Tak nie da się.. jasnowidzami nie jestesmy. :(

      Usuń
  13. Ja kieruje się w życiu mottem - żyj tak aby niczego nie żałować i ne myślę o tym co by było gdyby...
    Jest jak jest i tak miało być. Koniec kropka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie też tak mam... ale w pracy... ehh wciąż się uczę!

      Usuń
  14. Chyba mnie dotyczy ten efekt wyniku. Często gdybam, analizuję i coś wymyślam. Żałuję, że nie zrobiłam tak czy inaczej... W sumie zaczęłam to zauważać i próbuję z tym walczyć. Nie ma po co wymyślać scenariuszy, które prawdopodobnie też mogłyby nie mieć prawa bytu.
    Ciekawe te przykłady podałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie Siostro! ;) Ja przy podsumowaniach mam spore problemy, szczególnie kiedy nie wszystko wyszło mi tak jak chciałam. Ot trzeba o tym pamiętać.. i nie dawać się.

      Usuń
  15. !!! normalnie TO TEKST O MNIE. Dokładnie "mądry Polak po szkodzie" pasuje do mnie idealnie. Dość często zastanawiam się, jakby to było gdybym wybrała tą drugą opcję.. Czasami mam nawet i tak, że jeżeli to grubsza sprawa, to potrafię tak dumać pół wieczoru, a i tak nic lepszego nie wymyślę.

    Pozdrawiam cieplutko;) Tak Po Prostu BLOG Będzie mi miło jak zajrzysz do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hey!
    I saw your blog and I liked, I am following u now and I hope u can visit my blog and follow me back, great post.
    Kisses ^^

    OdpowiedzUsuń
  17. ¡Hey! I love your blog, I am following you. I hope u could visit my blog and follow me back (-:

    OdpowiedzUsuń
  18. O rany...! Dokładnie tak robię:( wobec siebie oczywiście, w historii lekarzy o dziwo nie oceniłam ich decyzji jako błędną. Natomiast do samej siebie podchodzę bardzo krytycznie i często obwiniam się, że nie pomyślałam o tym albo o tamtym i wobec tego podjęłam złą decyzję... Nawet gdy stan mojej ówczesnej wiedzy był mniejszy.
    Dziękuję za ten tekst, w pewnym sensie mnie podbudował:*

    OdpowiedzUsuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **

Metki

wyluzuj inspiracja rozwój lifestyle kobiety motywacja relacje międzyludzkie muzyka książki kultura blogowanie kobieta pasja słabość radość siła ludzie kreatywność ulubieńcy relaks cierpliwość działanie lęk stres film spontaniczność strach wytrwałość kobieco kontrowersje emocje perełki szczęście miłość odwaga pod prąd ślub ciasto komercja komunikacja owczy pęd praca dzieci kuchnia marka osobista podróże przyjaźń slow life złote myśli cierpienie hejt na szybko na słodko na słodko przeczytane przygotowania recenzje w kuchni związek BuJo On aktywność fizyczna analiza SWOT bez internetu ból czekolada dieta język kino konsumpcjonizm krytykanctwo literatura marka mowa nienawiści natura niesamowite odkrycia nutella ogród planowanie podniecenie podział społeczny rozczarowanie rozrywka rozwiązywanie problemów sielskie klimaty urodziny walka wpis gościnny wspomnienia współpraca zderzenie z rzeczywistością złodziej czasu światopogląd 10 faktów 2016 FOG Gwiazdka Sokrates Słowianie aborcja akcje społeczne atak audyt bez czekolady buble bullet journal buulet journal choroba w rodzinie chrzań dietę czytambolubię dekalog detoks dobre wibracje drinki dzieciństwo dziki szał e-prezenty efekt wyniku fantazy filmy fotografia inteligencja jesień jutro klątwa wiedzy konie konsumpcja kontrowersyjnie kreatywnosć kryzysy książka lata 80-te liebster a(wk)ward metoda Disneya metoda LATTE networking odległość ojczyzna-polszczyzna optymizm owerview effect personal branding poradnik praca nad sobą profesjonalizm promocje przeczytane/obejrzane przeczytane2016 przeczytane2017 przygoda psychologia pytania radio rock rocznica rogaliki rower serce czy rozum seriale stereotypy syndrom oszusta szczerość słodycze teksty motywacyjne trolle urlop veera w zdrowym ciele zdrowy duch walentynki wieczni malkontenci wieś wojna klasowa wokal wokalistki wskaźnik mglistości wysiłek z czekoladą zabawa Święta śliwki