Nie zgub kolejnych notek! KLIK KLIK

Strach przed porażką - czyli co tak naprawdę zabija marzenia.

          Czym jest strach? Dlaczego czasem tak bardzo się boimy? Czy to słabość, czy może jednak wygodnictwo. Dobrze nam w naszej "...

   
      Czym jest strach? Dlaczego czasem tak bardzo się boimy? Czy to słabość, czy może jednak wygodnictwo. Dobrze nam w naszej "męczeńskiej" postawie. Dobrze nam, kiedy inni się nad nami litują, głaszczą po głowach, współczują, wspierają. Mamy publiczność.. więc jest cudownie! Jestem gruba.. wina rodziców i dziadków, jestem chora nie dam rady schudnąć. Nie dostałem upragnionego awansu.. to wszystko wina szefa! Nie jest tak? Szukamy winy wszędzie tylko nie w sobie. Dlaczego? Może boimy się przyznać sami przed sobą.. że to jednak my nawalamy?
      Do napisania tej notki zainspirował mnie wpis młodej dziewczyny, który przeczytałam na jednej z facebookowych grup. W tej grupie dziewczyny mobilizują się nawzajem do walki z nadprogramowymi kilogramami. Otóż tekst krzyk brzmiał tak:


Motywacja
dziewczyny mam gorszą nockę. Tracę nadzieję, że kiedykolwiek uda mi się iść dalej, a nie zrobić jeden krok do przodu, 10 do tyłu. Powinnam zrzucić 50 kg i mimo że wiele o tym czytam, zawsze zaczynam od spacerów, prostych ćwiczeń, nawet zdrowego jedzenia, to co z tego jak jem za dwoje? :( Po czym nie widząc poprawy poddaję się.Nie radzę sobie emocjonalnie i nie mam z kim o tym nawet pogadać”



      Odpisałam jej, ale zamiast ją wspierać i głaskać:

   Na wstępie przepraszam, że napiszę ostro, ale chyba trzeba.
Kochana jeśli nie zmienisz myślenia to nic nie będzie. Sama siebie nakręcasz na porażkę. Jest coś takiego, jak samospełniająca się przepowiednia. Wypisz wymaluj Twoja sytuacja. Źle o sobie myślisz, wiec z góry zakładasz, że na bank się nie uda, a jeśli tak zakładasz no to jakim cudem ma się udać? Zabija Cię myślenie destrukcyjne i strach przed porażką. Na Twoim miejscu najpierw poszukałabym przyczyn w głowie coś z Twojej przeszłości co Cie zabija. Może psycholog? Nie ruszysz do przodu, jeśli nie polubisz siebie nawet w rozmiarze XXXXXL.
Nie znam Cie wiec nie chce zakładać, że przyjęłaś postawę męczennicy, która pławi się w swym nieszczęściu.. ale jeśli nawet tak jest to też poszukaj psychologa!! Nie bój się, to taki sam lekarz jak każdy inny!
Przesyłam moc dobrej energii. Zrób pierwszy krok znajdź przyczynę Twojego stanu i przepracuj to.. nikt za Ciebie tego nie zrobi!



      O dziwo mi podziękowała i napisałam, że o takiego "kopniaka jej chodziło". Choć jak jak przeczytałam konwersację następnego dnia, to dziewczyna wycofała się rakiem z powrotem do swojej skorupki, gdzie chyba jest jej wygodnie ze swoim nieszczęściem. Dlaczego o tym piszę? Jej postawa jest modelowym przykładem na to, co robią z nami nieprzepracowane porażki, które zmieniają się w paniczny strach. Powiecie.. ot odezwała się domorosła psycholożka, nie zna dziewczyny i ocenia. Nie oceniam, bardzo współczuję, ale takim ludziom oprócz współczucia potrzebny kopniak niestety.


    


      Kilka postów wcześniej pisałam o samospełniającej się przepowiedni. Dziś spróbuję napisać coś o strachu przed porażką. Czym jest, dlaczego tak łatwo nas pokonuje? Z góry uprzedzam, nie jestem psychologiem.. podzielę się z wami tylko tym, co sama usłyszałam na wszelkiego rodzaju warsztatach dla korposzczurów w korponorze. Zapytacie co korpo ma do życia? Ano mechanizmy są takie same. I w pracy i w życiu prywatnym mamy przecież ten sam mózg, który działa tak samo.
      Więc czym jest strach przed porażką? Dlaczego tak bardzo boimy się spróbować? Dlaczego wolimy pławić się w swoim nieszczęściu, rozkoszować się nim, niż spróbować? To oczywiście temat rzeka, a każdy z nas jest inny i ma inne problemy. Ale jednak jest pewien schemat, który można dopasować, do każdej sytuacji. Myślę, że zrozumienie mechanizmów, które nami rządzą ma kluczowe znaczenie.




Samospełniająca się przepowiednia.


Pisałam już o niej więc tylko wspomnę w kilku zdaniach. Boimy się spróbować, bo jak kiedyś spróbowaliśmy, to nam nie wyszło. Mamy tak złe zdanie na swój temat i tak bolą nas porażki, że nawet nie ma mowy o ponownej próbie. Po co.. skoro na bank się nie uda! Więc lepiej nic nie robić, niż nie daj Boże utwierdzić się w przekonaniu, że jesteśmy życiowymi nieudacznikami.




Porażka jako największe zło


Zamiast wyciągać wnioski, uczyć się, wolimy traktować każde niepowodzenie jako utwierdzanie się we własnej nieudolności, a co za tym idzie nie próbujemy ponownie. Bo niby po co, skoro jesteśmy tacy beznadziejni? A przecież wyciągnięcie wniosków z porażki daje nam wiedzę jak już więcej nie postępować! Co lepsze? Myślenie destrukcyjne, czy działanie?




Przeszłość


Brutalna prawda jest taka, że jeśli ciągną się za nami jakieś traumatyczne przeżycia z przeszłości, to bez ich przepracowania nie ma co nawet spoglądać w przyszłość. Jeśli nie rozliczymy ich, jeśli ich w sobie nie przepracujemy, to one będą wracać i nas od środka zjadać. Na pozorach długo się nie pojedzie niestety. Najtrudniejsze jest w tym to, że nikt za nas tego nie zrobi, jasne psycholog może pomóc, ale jeśli nie będziemy gotowi sami.. będzie lipa.



    




      Łatwym jest przyjęcie postawy męczennika pławiącego się we własnym nieszczęściu. Jeśli jeszcze do tego szukamy i oczekujemy współczucia, wsparcia i głaskania po głowie od otoczenia, to jest klops. A przepis na walkę ze strachem przed porażką jest banalnie prosty.. a co za tym idzie niezwykle trudny do wprowadzenia w życie.

1. Pogodzenie się z przeszłością. - odpuść babci, że cię przekarmiała i utuczyła, wybacz rodzicom, ze nie dawali ci wszystkiego co chciałaś, daj spokój byłemu facetowi, odszedł jego strata, szef w poprzedniej firmie tobą pomiatał, nie twoja wina, ze był dupkiem pierwszej wody, przecież nie każdy szef to świnia;
2. Wyciągnięcie wniosków z porażek jakie nas spotkały, traktowanie ich jako darmowej lekcji tego, jak nie postępować. Nie chodzi o samobiczowanie, tylko chłodną analizę (tak wiem, kiedy chodzi o emocje, trudno o zimna głowę.. ale czy ja gdzieś napisałam, że będzie prosto?):
Nie udało Ci się schudnąć? Spróbuj jeszcze raz.. teraz już wiesz, czego robić nie powinnaś.
Nie dostałeś wymarzonego awansu? Spróbuj się zastanowić, co może schrzaniłeś, co możesz poprawić, by zdobyć go przy kolejnym podejściu.
Nie zdałaś egzaminu? A czy na pewno byłaś dobrze przygotowana? Czy zrobiłaś wszystko, by się dobrze przygotować?
3. Odstawienie na bok emocji, bo to one nas blokują, szczególnie kiedy negatywnie nakręcamy sami siebie.
4. Praca nad akceptacją.. to jest najważniejsze. Niestety bez tego nie ma kroku do przodu…


      Niewiele potrzeba by pozbyć się strachu przed porażką prawda? Nikt nie mówi, że to proste, ale warto już dziś zrobić pierwszy krok. Zamiast kupować kolejne mądre książki udając że zbierasz informacje, zamiast z góry zakładać, że się nie uda… zrób sobie na przekór i uwierz, że możesz wszystko. Na koniec zostawiam Cię z cytatem.. cytatem który ostatnio bardzo mnie poruszył. Pewnie wyląduje na ścianie jako mój osobisty motywator.. kto wie! Oto on!

    



I mały bonusik, właściwie impulsywnie dodany. Coś co wisi u mnie na ścianie.. coś co sobie powtarzam, coś co mi przypomina, by nie poddawać się negatywnym emocjom, którymi czasem jestem bombardowana. Mój projekt.. moje wykonanie.. 


      








Inne notki? Poczytaj, może coś Ci się spodoba.

47 komentarze

  1. Widać,że przemyślałaś temat i długo go przygotowywałaś, bo idealnie się wpisujesz w życie swoimi słowami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten post "leżał" w szkicach chyba z miesiąc, zanim go puściłam w świat. Jeśli trafia, to mogę się tylko cieszyć!

      Usuń
  2. To prawda, czasem potrzebujemy " kopa " i wsparcia, nawet od ludzi, których nie znamy, każda pomoc czy rada w pewnym sensie zbliża nas do mety, do osiągnięcia zamierzonych celów i.. bycia szczęśliwym :)
    Pięknie napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie osoby zamknięte w swym nieszczęście potrzebują takich kopniaków. Ile można pocieszać i głaskać? Z tego na ogół w takich sytuacjach kompletnie nic nie wynika. :( Dziękuję za ciepłe słowa!

      Uściski!

      Usuń
  3. Podobno jeśli mamy jakiś cel powinniśmy go sobie zilustrować, patrząc na wyniki łatwiej jest je osiągnąć. Czyli zaczynając ćwiczyć, stosować dietę przed oczami mamy mieć siebie po paru miesiącach ćwiczeń. Zapraszam do siebie Pani domowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam na blogu o wizualizacjach w którejś notce. Tak to bardzo pomaga, bo pozytywnie nastawia do przeszkody. :)

      Zawsze zaglądam, jak coś nowego się pojawi! Ostatnio robiłam to ciasto, co wrzucałaś przepis! PYCHA!

      Usuń
  4. Cóż, cała prawda :). + Masz lekki, czytelny styl pisania. Ja mam taką metodę, że jak chcę coś zrobić, to robię to od razu, zanim zdążą mnie najść jakiekolwiek wątpliwości. Po prostu im szybciej, tym lepiej. :) U mnie działa! W końcu nabiera się wprawy i pewności siebie. :)

    Zapraszam również do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo. :) Czasem się nie da od razu, bo np. blokują nas emocje i wspomniany w notce strach. Ale rzeczywiście jak można od razu, to trzeba.

      Usuń
  5. Draqilko, na temat psychologów wolę się poważnie nie wypowiadać. Na temat odchudzania też nie, choć nigdy nie miałam problemów z nadwagą. A może niektórzy ludzie czują się z lekką nadwagą dobrze fizycznie i psychicznie, a w kompleksy wpędza je wręcz nachalna moda na odchudzanie. Nie ma się co dziwić,że jest tyle przypadków anoreksji, bulimii, bo dziś bardzo dużo ludzi żyje pod jakąś presją i nie umie sobie z tym poradzić. Jakoś chirurdzy plastyczni nie fundują sobie operacji plastycznych, choć z reguły do pięknych się nie zaliczają. A lekarze też często nie mają super przepisowej wagi. Może lepiej nauczyć ludzi akceptacji siebie, niż wciąż do czegoś motywować. Przecież od tego można dostać super fioła. Czy tak trudno jest przyjmować ludzi takimi jacy są ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heleno nie w tym rzecz. :) Niefajnie się zaczyna, kiedy my sami źle się czujemy ze sobą. Robimy z siebie męczenników, oczekujemy współczucia akceptacji. Stajemy się głównymi aktorami w swojej sztuce, jednocześnie szukając publiczności, która nam będzie przyklaskiwać. Zamykamy się w swoim świecie i czasem tylko wydobywa się z nas krzyk który opisałam.
      Oczywiście masz rację, że to świat w dużej mierze powoduje problemy z samym sobą. Ale... żeby zaakceptować siebie, czasem potrzebujemy bodźców zewnętrznych, takich przyjaznych motywacyjnych kopniaków od bliskich i dalszych (one wcale nie oznaczają, ze danej osoby nie akceptujemy). Jak się rozmawia z osobami, które walczą lub pokonały własne słabości to te mówią, ze więcej dobrego zrobiło "wywalenie prawdy między oczy" niż wieczne głaskanie i współczucie. :)

      Usuń
    2. Widzę, że rzeczywiście się nie rozumiemy, bo chyba inaczej pojmujemy pewne sprawy. :))

      Usuń
  6. Dla mnie każda porażka jest nawiązką do sukcesu wystarczy mieć odpowiednie podejście. Ja już dostałam tyle razy po gębie (oczywiście w przenośni bo nikt mnie nie bije :P ) i uwierz mi że potrafię docenić to co mam, walczyć o swoje, zachowując przy tym zdrowy rozsądek i nie krzywdząc innych dookoła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest prawidłowa postawa! Dokładnie tak powinno być.. porażka to kolejny krok do sukcesu!

      Usuń
  7. Świetny wpis! Sam w sobie daje niezłego kopniaka do zmiany myślenia i wyjścia z pozycji "męczennika" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo wartościowy wpis. Ja jestem właśnie z tych strachliwych.. Niestety :( Często boję się małych rzeczy, każdą porażkę traktuję jak coś niewybaczalnego, ogromny błąd i obwiniam siebie.. Choć i tak już ze mną lepiej i staram się iść na przód, zyskać więcej pewności. Małymi krokami do celu- tak jest najlepiej dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne że małymi! Najważniejsze to iść do przodu w indywidualnym tempie. To zawsze jest proces.

      Trzymam kciuki!

      Usuń
  9. Czasami dobry kop da nam więcej niż przytulanie i głaskanie po główce... :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się nasze myślenie jest kluczowe w życiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Jeśli my sami źle o sobie myślimy, to jak ma nas postrzegać świat?

      Usuń
  11. Bardzo chęnie przeczytałam Twój post. Lęk przed porażką zwykle ma swoje korzenia z przeszłosci, jakieś zdarzenie lub słowa wypowiedziane od kogoś innego mogą spowodować zamknięcie się na swoje szczęście. A przecież wszyscy mamy siłę i moc kierowania własnym życiem! Wspaniale jej napisałas, ale wielka szkoda, że nie na długo ten kopnia sie u niej utrzymywał. Pozdrawiam serdecznie i Obserwujemy?Odwdzięczam się za każdą obserwację :) Daj znać u mnie :* http://szymkowerobotki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby dziewczyna jednak pokonała swoje demony. ;)

      Usuń
  12. ja czytałam że tak naprawdę to że coś nam się nie udaje siedzi w nas. a wystarczy tylko odeprzeć złe myśli i patrzeć pozytywnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Problem i największa praca w tym, żeby się tego nauczyć. :)

      Usuń
    2. człek automatycznie ma złe myśli nie widzieć czemu;p

      Usuń
    3. i niedzieli;p u nas smog...

      Usuń
  13. Ach trafiłaś w sedno...u mnie brak tego kopa do działania. Nie działam stoję w miejscu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie będę Cie biczować moimi słowami. ;) A poważniej, jeśli wewnętrznie czujesz, ze chciałabyś coś ruszyć to zrób pierwszy krok, potem drugi z każdym kolejnym będzie z górki. Będę mocno za rówieśniczkę trzymać kciuki!

      Usuń
    2. Chciałabym schudnąć ale nie mam wystarczającej motywacji by schudnąć :(

      Usuń
  14. Ja chyba czasami mam problem właśnie z przeszłością. Zawsze staram się wyciągnąć wszystkie wnioski i właśnie odstawiać emocje na bok. Początkowo jak pamiętam, musiałam się tego uczyć, ale warto :)

    Pozdrawiam cieplutko;) Tak Po Prostu BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobietom jest trudniej o wyciszenie emocji (ojj.. jak mnie poniosą to koniec). Ale jak mówią i piszą mądrzejsi od nas, to da się zrobić.

      Usuń
  15. Czytałam jak dobrą książkę, jesteś niesamowita i napełniasz ludzi motywacją, bardzo pozytywną motywacją. Dobrze piszesz i przyjemnie się to czyta. Będę zaglądała częściej!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. bardzo fajny post. Niestety nie każdemu jeden kopniak coś uzmysłowi.. czasem naprawdę w dupsko trzeba dłuuuugo kopać aby jakaś diodka się zapaliła :-D

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobrze odpisałaś tej dziewczynie, szkoda tylko, że wcale nie wzięła tych słów do siebie. Znam wiele osób, które się tylko użalają jak to jest źle, a nic nie robią, aby to zmienić. Potem piszą wiecznie jedno i to samo. Może chcą usłyszeć, że wcale tak źle z nimi nie ma... Nie wiem.
    Najgorsze gdy człowiek pozostaje sam. Gdy mu ciężko, gdy czuje się zagubiony i gdy potrzebuje pomocy, bo może jednak stara się coś zmienić, ale nie jest w stanie wprowadzić tych zmian z dnia na dzień. Gdy potrzebuje z kimś po prostu porozmawiać i usłyszeć słowa wsparcia.

    Jakiś czas temu byłam w bardzo złym stanie psychicznym. Płakałam codziennie. Potrafiłam wrócić do domu i płakałam, ale nie chciałam tego. Nie uważam, że moje życie jest złe, choć usłane różami też nie jest. Mogło się to u mnie wziąć ze strachu przed przyszłością i lęku przed porażką, ale nie chwilową, tylko życiową. Wciąż mam ten problem, że w niczym nie mogę się odnaleźć. Robię wiele rzeczy, ale nie mam jakiegoś konkretnego zaczepu przy którym mogłabym powiedzieć "tak, to jest to".
    A wracając do tego płakania, to zamiast wsparcia, słyszałam tylko spadające słowa krytyki "o co znowu ryczysz?", "co Ci się dzieje?", "nie potrzebujesz głaskania, tylko porządnego kopa w dupę". Kopa dostałam... Takiego, że po nim całkowicie się zamknęłam w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zapominam o przeszłości i wmawiam sobie, że to nie jest już istotne, że dostałam 1 z matematyki, że wychowawczyni na mnie nawrzeszczała bez powodu, że schrzaniłam swoje wystąpienie.
    Mam naturę panikary, często panikuję, ale też często wychodzę z opresji bez szwanku.
    Emocje ciągle mi towarzyszą i to bardzo impulsywne i dana rzecz w danej chwili mocno uderza, a po czasie nie ma żadnego znaczenia.

    Czasami mówię sobie w myślach, że mogę być osobą, która odniesie sukces, tylko gdybym dołożyła do tego więcej pewności siebie i samozaparcia. Nie można marnować czasu na leżenie w łóżku i płakanie. W tym czasie można zrobić multum pozytywnych i wzmacniających rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz.. są dwa rodzaje kopniaków. Te motywacyjne, kiedy czujesz, ze ktoś bardzo dobrze Ci życzy i te... kiedy jest całkowity brak zrozumienia i tylko wytykanie błędów i krytyka... czy też (znów uzyję znienawidzonego przeze mnie słowa) hejt. Nie w tym rzecz. twoje prawo płakać, wypłacz się na ramieniu kogoś bliskiego a jakże! Emocje trzeba z siebie wyrzucić, żeby się wyciszyć. Dopiero potem przychodzi pora na te motywacyjne "kopniaki". Wiesz, kiedy dowiedziałam się, że moja mama jest bardzo cieżko chora płakałam całymi dniami.. oczywiscie w tajemnicy przed nią.. ale ile można płakać? Mój Pan M. pozwolił mi płakać.. i w odpowiednim momencie mną wstrząsnął. Pisałam o tym nawet tu.
      Piszesz, ze robisz wiele rzeczy.. jesteś młoda, masz do tego prawo, masz prawo szukać własnej drogi. Masz prawo błądzić, ponosić porażki. Byle potem wstać poprawić koronę i iść dalej. ;) Na przekór wszystkiemu! Dopóki nie robisz krzywdy innym nikt nie ma prawa Cię oceniać!
      A samoocena? Mów sobie komplementy, pisz do siebie miłe liściki.. uśmiechaj się. czasem też płacz.. płacz oczyszcza. :)

      Usuń
    2. Piszę z anonima, bo jadę w pociągu ;) O to, że robię wiele rzeczy to nie chodziło mi, że robię coś złego i ciągle popełniam błędy, bo jestem wyjątkowo grzeczną osobą i nawet w okresie nastoletniego buntu nie sprawiałam rodzicom zawodu.
      Chodziło mi bardziej o to, że mam wiele odmiennych zainteresowań i problem z wybraniem tej jednej, która może mogłaby być moim zawodem. Jeszcze studiuję i niestety okazało się, że ten kierunek wcale mnie tak bardzo nie kręci i włącza się strach, że tyle człowiek się utrudził, a zostanie tak jakby z niczym. Bo w tym zawodzie za bardzo się nie widzę. Może odbiję w jakiś bardziej artystyczny odłam tego kierunku...

      No właśnie ciągły i depresyjny płacz nie polepszy żadnej sytuacji. Czasami trzeba się wziąć w garść i działać ;)

      Od momentu mej mini depresji jest znacznie lepiej. Juz sobie nie wmawiam, że jestem skazana na porażkę, ale, że mogę odnieść sukces. Nie choruję juz tak dużo jak parę lat temu, a to też podnosi na duchu. Miłego weekendu! ;)

      Usuń
    3. Nie trzeba być niegrzecznym, by popełniać błędy. ;) Ja tam mam ich za sobą mnóstwo i jeszcze więcej przed sobą. Ale mam do nich prawo. O to mi chodziło. ;)

      Usuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **

Metki

wyluzuj inspiracja lifestyle kobiety rozwój motywacja muzyka pasja relacje międzyludzkie słabość kobieta radość książki kultura siła ludzie relaks cierpliwość działanie lęk blogowanie film kreatywność stres ulubieńcy spontaniczność strach wytrwałość kontrowersje emocje perełki szczęście miłość odwaga pod prąd ciasto komercja komunikacja owczy pęd praca ślub dzieci kuchnia podróże przyjaźń złote myśli cierpienie hejt marka osobista na szybko na słodko na słodko przygotowania w kuchni związek BuJo On aktywność fizyczna analiza SWOT bez internetu ból czekolada dieta język kino krytykanctwo literatura mowa nienawiści natura niesamowite odkrycia nutella ogród planowanie podniecenie podział społeczny przeczytane recenzje rozczarowanie rozrywka rozwiązywanie problemów sielskie klimaty walka wspomnienia współpraca zderzenie z rzeczywistością złodziej czasu światopogląd 10 faktów 2016 FOG Gwiazdka Sokrates Słowianie aborcja akcje społeczne atak bez czekolady buble bullet journal buulet journal choroba w rodzinie chrzań dietę dekalog dobre wibracje drinki dzieciństwo dziki szał e-prezenty efekt wyniku fantazy filmy fotografia inteligencja jesień jutro klątwa wiedzy konie konsumpcja konsumpcjonizm kontrowersyjnie kreatywnosć kryzysy książka lata 80-te liebster a(wk)ward metoda Disneya metoda LATTE odległość ojczyzna-polszczyzna optymizm owerview effect personal branding poradnik praca nad sobą profesjonalizm promocje przeczytane/obejrzane przeczytane2016 przeczytane2017 przygoda pytania radio rock rocznica rogaliki rower serce czy rozum seriale slow life stereotypy syndrom oszusta szczerość słodycze teksty motywacyjne trolle urlop urodziny veera w zdrowym ciele zdrowy duch walentynki wieczni malkontenci wieś wojna klasowa wokal wokalistki wskaźnik mglistości wysiłek z czekoladą zabawa Święta śliwki