Nie zgub kolejnych notek! KLIK KLIK

Lepsze efekty? podpowiadam kilka rozwiązań.

           Chyba każdy z nas odkrył już, że ilość czasu poświęcona danej czynności, nie zawsze przekłada się na postępy. Czasem zdarza ...

      

    Chyba każdy z nas odkrył już, że ilość czasu poświęcona danej czynności, nie zawsze przekłada się na postępy. Czasem zdarza nam się siedzieć nad czymś godzinami i nic .. zero, pusta kartka i rosnąca irytacja. Mądrzy ludzie już dawno odkryli i pochwalili się tym światu.. że nie liczy się czas ale efektywność wykorzystania tego czasu! Łatwo powiedzieć nie? Pomyślicie sobie, naczytała się mądrych książek pełnych psychobełkotu (swoją drogą takich akurat niewiele czytałam) i się mądrzy. Cóż.. moją wiedzę otrzymałam od praktyków i od ludzi którzy prowadzą szkolenia w korponorach. Większość treści ze szkoleń na ogół mi uciekała (nie oszukujmy się, 80% so same bzdury), ale akurat te dotyczące kreatywności, efektywności czy samozadowolenia w pewnym momencie bardzo mi się przydały.
    Dlaczego? Nie lubię, jak ktoś mi mierzy czas pracy. Nie mogłabym pracować od do. Chyba zbyt wolny duch ze mnie. Dlatego zawsze ceniłam sobie sytuacje, kiedy szefowie rozliczali mnie z efektów, a nie z czasu pracy! Powiem wam dlaczego .. tych naprawdę mądrych szefów nie obchodziło czy będę siedziała godzinę, dwie czy dziesięć. Ich interesował wynik końcowy.
    Już ładnych parę lat temu w poprzedniej firmie miałam szczęście pracować z kobietą, która ośmiogodzinny dzień pracy skracała do pięciu godzin. Tak potrafiła pokierować pracą zespołu, tak delegowała zadania, ze wszystko szło jak w szwajcarskim zegarku. Był zapiernicz.. ale się tego nie czuło. To właśnie od niej nauczyłam się paru sztuczek. Oto one!




1. Zasada 90 minut

    Udowodniono, że czas, w jakim mózg jest wstanie utrzymać maksymalne skupienie to 90 minut. To właśnie dlatego wykłady na uczelniach trwają max 1,5 h.
    Tą zasadę odkrył jeden z profesorów z Uniwersytetu Floryda niejaki Anders Ericsson. Otóż badał zwyczaje sportowców i artystów (muzyków i aktorów) i zauważył, że Ci którzy pracują z maksymalnie 90 minutowych odcinkach (potem przerwa na regenerację) osiągają znacznie lepsze wyniki. Mało tego u większości z nich.. intensywny wysiłek nie przekraczał 4,5 godziny.
    Wspomniana przeze mnie szefowa też działała z naszym zespołem w ten sposób. Trzy odcinki po 90 minut plus dwie przerwy po minut 15. U mnie to działa.. może i u Ciebie zaskoczy? Spróbuj.



     


2. Prawo Parkinsona

    Pamiętam jak dziś. Kiedy Aga (szefowa) śmiejąc się straszyła nas Parkinsonem (nie tym najbardziej znanym tylko innym). Otóż wspomniany pisarz Parkinson udowodnił swoją tezę na podstawie obserwacji brytyjskiej administracji... i jej (nie krygujmy się) opieszałości i lenistwa i nieróbstwa ogólnego.
    Na czym to polega? Wyobraź sobie, że dostajesz do wykonania zadanie, które możesz zrobić w godzinę. I nagle ta banalna sprawa rozciąga się na cały dzień. Brzmi znajomo? Otóż to właśnie jest zasada Parkinsona. Proponuję.. kiedy się na tym złapiecie przypomnieć sobie Cyryla Parkinsona i jego ogólna krytykę urzędników. Chcecie być do nich podobni?


3. 20 sekund

    To coś dla tych, którzy walczą ze złymi nawykami. Zasłyszałam to od koleżanki, która stoczyła zwycięską walkę ze zbędnymi kilogramami (jej podpowiedziała to dietetyczka).
    Profesor Brian Wasnik udowadnia, że granica między sukcesem a porażką to wspomniane wyżej 20 sekund. Jak to się ma do walki ze złymi nawykami? Walczysz ze skłonnością do podjadania .. nie trzymaj pokus w zasięgu wzroku, kiedy będziesz musiała/musiał ruszyć tyłek i przynieść coś do wszamania, to łatwiej będzie Ci się opanować. Chcesz w sobie wyrobić nawyk picia wody? Trzymaj ją w zasięgu ręki, a nie gdzieś w kuchni. 


4. Zasada 25 minut

    To również usłyszałam od Agi. Ale po kolei:
Na pewno każdy z nas doświadczył sytuacji, kiedy wyrwany z twórczego skupienia przez pierdołę (dzwoniący telefon, lub wybuch śmiechu współpracowników) nie mógł się na powrót w trans wprowadzić. Brzmi znajomo?
    Naukowcy udowadniają, że właśnie 25 minut potrzeba, by wprowadzić mózg na wysokie obroty, takie, które są wymagane przy najtrudniejszych zadaniach. Po co o tym wiedzieć? Ano jeśli planujesz robić coś szczególnie trudnego, wymagającego silnego skupienia i masz mniej niż godzinę.. to nawet nie zaczynaj, szkoda czasu. Ledwo Twój mózg się rozgrzeje skończy Ci się czas.




    



5. Pokonaj smoka

    Pierdoły kuszą prawda? Każdy z nas (oj ja jestem w tym prawdziwym mistrzem) ma tendencję do odkładania rzeczy niewygodnych "NA POTEM". Przez cały dzień wyszukujemy sobie łatwe zajęcia.. wszystko byle nie robić tego czego nie lubimy. Brzmi znajomo? Sukces tkwi w tym, żeby wyciągnąć miecz, zadźgać smoka zaraz z samego rana i mieć to z głowy. Zaczynajmy dni od rzeczy najtrudniejszych i najbardziej nielubianych. Z pomocą wypoczętego po nocy mózgu pójdzie sprawnie, a my wykonamy przydzielone nam zadania.
    Aga wręcz wymuszała na nas takie działania. Najpierw rzeczy trudne, potem łatwe i przyjemne. Logiczne prawda? A jakie efektywne!



6. Efekt IKEA

    Na pewno o tym słyszeliście, więc zostawiłam to na koniec. Zasada jest prosta: Szczególnym sentymentem darzymy rzeczy, w które włożyliśmy sporo własnej pracy. To własnie naukowcy nazwali Efektem IKEA. Przy tej zasadzie jest tylko jedno zastrzeżenie. Im więcej pomocy z zewnątrz, tym samozadowolenie spada.
    I znów Aga. Ona nam się w robotę nie wtrącała. Dzieliła obowiązki i czekała. Była mistrzowskim menadżerem. Ile ja się od niej nauczyłam... to tylko ja wiem.


    




Podsumowując

    Jak ja te wszystkie zasady przekładam na swoje działanie? Wyrobiłam sobie pewien określony system pracy i staram się go trzymać szczególnie przy zadaniach dużych, wymagających sporo czasu. Pracuję w trzech 90 minutowych odcinkach plus 25 minut umysłowej rozgrzewki. A między czasem wzmożonego wysiłku robię 15 minutowe przerwy. Wszystko zajmuje 5.5 godziny.reszta to już bieżące pierdoły, zostawiane zawsze na koniec dnia. U mnie działa to doskonale.

A Wy jakie macie sposoby na podniesienie efektywności?
Łapiecie się na tym, ze marnujecie czas gapiąc się bezmyślnie w okno złapani w pułapkę Parkinsona?
Stosujecie spychologię?








Inne notki? Poczytaj, może coś Ci się spodoba.

31 komentarze

  1. Hah o niektórych rzeczach słyszałam i wiedziałam, ale nie miałam pojęcia że mogą się tak śmiesznie nazywać. Ja zawsze kuję żelazo póki gorące, bo mam problem z czymś takim jak słomiany zapał. Staram się trzymać tego, co sobie zaplanowałam od początku do końca i nie zostawiam niczego na później. Także oddzielam priorytety od tych mniej ważnych spraw i zaczynam od tych najważniejszych, czyli pokonuję smoka hahaha :D
    Pozdrawiam
    Tak Po Prostu BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy stosują nazwę "połykanie żaby". Mi się zdecydowanie bardziej podoba Smok. :D O Ustalaniu priorytetów właśnie pisze.. jest taka fajna metoda jednego z prezydentów amerykańskich. Ale o tym później. :D

      Usuń
  2. Ha ha ha humor mi poprawiłaś tymi pierdołami, a może nie do końca ... na mnie przynajmniej w kwestii jedzenia zabronionego to 20 sekund nie działa. Za to lubię zadźgać smoka z rana, im szybciej odwalę to co najgorsze tym lepiej. Niestety u mnie w pracy te wszystkie cudne hasła nie mają zastosowania, szkoda ... ale to co muszę robię od razu, jak znajdę czas to mogę robić pierdoły, byle obowiązki były ogarnięte, bo inaczej nawet pierdoły mi nie idą :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diabeł tkwi w szczegółach moja droga! Zapamiętaj sobie! :P W moim przypadku to działa. Ale ja jestem kreatywny.. w sumie chyba zawsze byłam. Dlatego pisałam.. że praca od do to dla mnie koszmarny koszmar.

      Usuń
  3. Niektórych wskazówek, przez ciebie wymienionych, stosuję i powiem - działają! Trudne sprawy, a potem przyjemne i lekkie - to moja ulubiona zasada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam z tym problem właśnie, a potem wisi mi nad głową death line i jest spina. Ale pracuję nad sobą...

      Usuń
  4. Nazwy mają śmieszne, w sumie u mnie wszystko zależy od dnia dla mnie najlepszym startem jest porządne śniadanie i herbata. Jeśli nie zjem rano (bo zbyt późno wstałam) to cały dzień mam rozbity. U mnie jest o tyle dobrze że potrafię wykonać kilka rzeczy na raz, ale też nie zawsze. Wszystko tak naprawdę zależy od danego dnia. W sumie ciężko mnie rozproszyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OO.. ja też jak nie zjem śniadania rano to jestem nie do życia!.. co do wielozadaniowości.. zależy. W domu robię kilka rzeczy na raz, w pracy wolę po kolei. Taka specyfika. I biada każdemu kto mnie rozproszy jak wpadnę w szał twórczy.

      Usuń
  5. Zasada 90 minut jest bardzo racjonalna z pewnością się do niej dostosuje, na uczelni często tego nie przestrzegano i pod koniec wykładów po prostu usypiałam nie szło przez 3 godziny non stop chłonąć tyle wiedzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie. U mnie na obu uczelniach tego pilnowali wykładowcy. 90 minut przerwa 15 minut i dalej. Bo wykłady były w cyklach trzygodzinnych jak to u zaocznych bywa.

      Usuń
  6. Niektóre rzeczy znam i słyszałam :) ciekawy tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś już kiedyś o tym obiło mi się o uszy. Choć o efekcie IKEA ani o 25 minutach nie słyszałam. Niektóre z tych zasad przydałoby się wdrożyć w moje życie.
    Tym bardziej, że chcę sobie je bardziej poukładać i usystematyzować ;)

    Dobre porady :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Bo Mark Twain to w ogóle ciekawy człowiek był i sporo mądrych myśli po sobie zostawił. :)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Człowiek uczy się całe życie i głupi umiera!
      Tak mawiał mój ukochany profesor Kieżun. Zaraz potem dodawał: "Ale to was ancymony nie zwalnia z nauki żeby było jasne. Zrozumiano?" i cała aula chórem odpowiadała Tak Jest! :D

      Usuń
    2. ancymon :D:D moje nowe ulubione słowo;D

      Usuń
  10. O kurczę! Świetny post! Nawet nie wiedziałam że 90 min to maksymalny czas na skupienie. Dopiero teraz półtoragodzinne wykłady są jasne - powinni to tłumaczyć na samym początku studiów! :)
    www.aleksandramakota.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie tłumaczą? U mnie tłumaczyli. :D Choć na psychologii babka mówiła, ze wytrenowany student jest wstanie utrzymać skupienie dłużej.. nie wiem czy to prawda. Nigdy nie byłam zbyt wytrenowanym studentem. :D

      Usuń
  11. Chyba pokuszę się o wypróbowanie tych 25 minut i 90 minut (jeśli chodzi o naukę języka) a także 20 sekund i zobaczymy czy kilogramy ruszą w dół. Oczywiście nie tylko 20 sekund w to włożę. Przyda mi się lekka organizacja czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnych momentach mojego życia.. to właśnie organizacja czasu ratowała mi życie. teraz już weszło mi to w krew. U mnie 25 sekund działa. :D

      Usuń
  12. samym czytaniem poprawiłaś mi humor :-)
    Miałam na studiach taką fajną babkę..dużo od nas wymagała choć jej przedmiot nie był jakoś szczególnie priorytetowy. Wszystko pięknie tłumaczyła i wyjaśniała na zabawnych przykładach. Zmuszała nas do tego aby być ze wszystkim na bieżąco. Kto się potrafił do tego zmusić (zajęcia z nią były o bardzo późnych godzinach) to miał później niespodziankę. Zamiast skomplikowanego zaliczenia mogliśmy wykonać w dowolnym programie jeden z omawianych modeli przedsięwzięć budowlanych z zastosowaniem metod sprzężeń czasowych. Kto pierwszy ten lepszy.. każda kolejna osoba musiała coś do programu dorzucić. W połowie semestru miałam zaliczony przedmiot na 5 :-) mimo wszystko chodziłam na jej przedmiot do końca, bo niesamowicie potrafiła motywować do działania. Częściowo dzięki niej ukończyłam "męskie" studia z najlepszą średnią na roku i staram się w życiu codziennym być bardziej zorganizowana i nie marnować czasu. Jeżeli coś wykonuję sama to nie mam z tym problemu ale często jestem zależna od osób trzecich, które takiego podejścia nie mają i nie chcą mieć. Wówczas moja irytacja rośnie.. i nic na to nie jestem w stanie poradzić ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta zależność jest najgorsza! Dlatego jak tylko mogłam uciekłam od tego. Mam nad sobą tylko szefa. On ma słowo decydujące.. ale tez rozlicza z efektów. Taka komfortowa sytuacja, można sobie układać wszystko pod siebie, a nie pod innych. Na pewnym etapie najgorsze było użeranie się z niezdecydowanymi klientami, którzy często nie wiedzą czego chcą... ale to już też za mną. Ufff I love my job! :D

      Pozdrawiam serdeczniście!

      Usuń
    2. zazdroszczę. Ja mam nie tylko klientów którzy nie kumają bazy, ale też pracowników którym się nie chce. Starszych osób nie da się zmobilizować.. prędzej odejdą na rentę niż dadzą się "mamić" organizacją pracy. Zdarzają się nawet zgrzyty z dostawą materiałów. Jak mi jednego dnia wszystko naraz nawala to mam ochotę wszystkich rozstrzelać.. nawet zakupy mi wtedy nerwów nie ukoją :-D

      Usuń
    3. Szczerze? niech odejdą na rentę. Ja jestem rygorystyczna jeśli o to chodzi. Bo to, ze danej osobie się nie chce to pikuś.. ale jak dezorganizuje prace innym to wtedy już jest WRRRR... niezależnie od tego czy ma lat 20 czy 70. :D Ja mam to szczęście (lub nie) że u mnie przedział 20 - 40 jest... taka branża.

      Usuń
  13. Przeczytałem z przyjemnością . Proste sztuczki zwiększające efektywność dziąłania, trzeba tylko o nich pamiętać .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siła tkwi w prostocie! Ze tak pojadę klasykiem. ;)

      Usuń
  14. ciekawe spostrzeżenia.....zacznę stosować twoje wskazówki i zobaczymy....tymczasem pozdrawiam i zapraszam do mnie na chwilę wytchnienia do szydełkowego zakątka
    http://pasjonatka-baja.blog.pl

    OdpowiedzUsuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Zawsze odwiedzam moich komentatorów, starając się konstruktywnie odwdzięczyć.*

**Każda obserwacja to uśmiech na mej twarzy**

** Przesyłam moc dobrej energii! **

Metki

wyluzuj inspiracja lifestyle kobiety rozwój motywacja muzyka pasja relacje międzyludzkie słabość kobieta radość książki kultura siła ludzie relaks cierpliwość działanie lęk blogowanie film kreatywność stres ulubieńcy spontaniczność strach wytrwałość kontrowersje emocje perełki szczęście miłość odwaga pod prąd ciasto komercja komunikacja owczy pęd praca ślub dzieci kuchnia podróże przyjaźń złote myśli cierpienie hejt marka osobista na szybko na słodko na słodko przygotowania w kuchni związek BuJo On aktywność fizyczna analiza SWOT bez internetu ból czekolada dieta język kino krytykanctwo literatura mowa nienawiści natura niesamowite odkrycia nutella ogród planowanie podniecenie podział społeczny przeczytane recenzje rozczarowanie rozrywka rozwiązywanie problemów sielskie klimaty walka wspomnienia współpraca zderzenie z rzeczywistością złodziej czasu światopogląd 10 faktów 2016 FOG Gwiazdka Sokrates Słowianie aborcja akcje społeczne atak bez czekolady buble bullet journal buulet journal choroba w rodzinie chrzań dietę dekalog dobre wibracje drinki dzieciństwo dziki szał e-prezenty efekt wyniku fantazy filmy fotografia inteligencja jesień jutro klątwa wiedzy konie konsumpcja konsumpcjonizm kontrowersyjnie kreatywnosć kryzysy książka lata 80-te liebster a(wk)ward metoda Disneya metoda LATTE odległość ojczyzna-polszczyzna optymizm owerview effect personal branding poradnik praca nad sobą profesjonalizm promocje przeczytane/obejrzane przeczytane2016 przeczytane2017 przygoda pytania radio rock rocznica rogaliki rower serce czy rozum seriale slow life stereotypy syndrom oszusta szczerość słodycze teksty motywacyjne trolle urlop urodziny veera w zdrowym ciele zdrowy duch walentynki wieczni malkontenci wieś wojna klasowa wokal wokalistki wskaźnik mglistości wysiłek z czekoladą zabawa Święta śliwki