Kulturalni ulubieńcy odc. 3 - sierpień

Kulturalni ulubieńcy odc. 3 - sierpień

    
    Jak już w poprzednim poście pisałam, sierpień był dla mnie trudny. Tak mało kreatywna jak byłam teraz, to nie byłam jeszcze nigdy chyba. Ale cóż.. mówi się trudno, żyje się dalej! W tym miesiącu problem z ulubieńcami miałam duży.. szczególnie jeśli chodzi o serial i film. Jakoś tak nie miałam weny na poszukiwania nowych, czy też odświeżania rzeczy już obejrzanych..Ale udało się. Zapraszam do czytania i oceniania!


1. Piosenka miesiąca lekko



    Problem był O GROM NY! Na polskim rynku mamy taką posuchę, ze głowa mała. Radia niemal nie da się słuchać.. to co proponują artyści woła o pomstę do nieba.. szczególnie myślę tu o tych promowanych. Postawiłam więc na Marysię Sadowską i jej „Life is a beat”. Lekka, przyjemna dla ucha i pozytywna piosenka. Znacie?




2. Piosenka miesiąca ambitniej


    Pewnie Was jakoś bardzo bardzo nie zaskoczę, ale.. w tym miesiącu w moich uszach królowała muzyka filmowa i mój najbardziej ulubiony (czy najulubieńczy to poprawna forma? muszę zapytać Andzi, ale pewnie nie) Hans Zimmer. O palmę pierwszeństwa dzielnie walczyli ze sobą generał Maximus i Jack Sparrow .. ostatecznie wygrał ten drugi. Muzyka z Piratów z Karaibów.. to chyba mój numer 1 jeśli chodzi o muzykę filmową. Jak mi źle zawsze do niej wracam.. pewnie dlatego wygrała w tym zestawieniu. :)






3. Książka Miesiąca


Cóż.. problem był, ale szybko go rozwiązałam. Wybrałam Trylogię Czarnego Maga.

    Sonea pochodzi ze slamsów i pewnego dnia odkrywa, że ma potężna magiczną moc, że jest samorodnym magiem. Trafia do Gildii Magów, gdzie pod okiem mentorów doskonali swoje umiejętności. Jej głównym nauczycielem zostaje Wielki Mistrz Akkarin.
    Co myślę o książce? To takie typowe czytadło do pociągu.. nie trzeba się wysilać, postaci są jednowymiarowe, zdecydowanie podzielone na dobrych i złych. Ale jednocześnie świat magii jest doskonale pomyślany i mnie wciągnął. Oczywiście nie jest to półka Tolkiena, Martina, Sapkowskiego czy Eriksona. Ale fajne się to czytało.. taka lekka niewymagająca lektura, bardzo takiej potrzebowałam po kobyłach, które za mną (Pieśń lodu i Ognia, Malazańska Księga Poległych, Królowie przeklęci).
    W mojej prywatnej skali Trylogia Maga to takie solidne 6,5/10


    

4. Serial miesiąca

    Całkowity brak. Nie oglądałam w sierpniu nic, co zaciekawiłoby mnie na tyle, by o tym napisać. Serio.. jestem wybredna i mam określony gust, jeśli chodzi o seriale. Nie jarają mnie te obyczajowe (wyjątek to Seks w wielkim mieście), ani kryminalne (wyjątek stanowią Kryminalne Zagadki Las Vegas, Miami, a także Nowy Jork)). Niemal od zawsze stawiałam na seriale historyczne, fantasy.. (czekam na nowe odcinki Wikingów i Piratów) i komediowe. Wiec sierpień zostawiam bez ulubieńca. :)



5. Film miesiąca


    Będzie przewrotnie... napiszę o największym rozczarowaniu ostatniego czasu mianowicie... o Iluzji 2.

    W zeszłym roku pisałam o moim zachwycie nad pierwszą częścią Iluzji. byłam (i nadal jestem) tym filmem zachwycona. Bałam się bardzo, że kontynuacja mnie rozczaruje i niestety tak się stało. Iluzja 2 jest zwyczajnie słaba. Całkowity brak zaskoczenia, przewidywalna do bólu fabuła i znudzenie. Ileż można bazować na nienawiści małego chłopczyka (który już jest dorosły) na człowieku, którego oskarża o śmierć ojca? Nadal nic nie wiadomo o mitycznej organizacji magów. Nuda.. nuda.. nuda.. oto co zostało we mnie o obejrzeniu tego filmu. Nie ratują tego gniota ani efekty specjalne, ani geniusz Woddy'ego Harrelsona (nawet dwóch Harrelsonów nie ratuje) .. a już Daniel "Harry Potter" Radcliffe to chyba największa porażka tego filmu. Nie polecam!


6. Cytat miesiąca


      

   


DRAQILKA W KUCHNI odc. 1 - Ciasto ze śliwkami!

DRAQILKA W KUCHNI odc. 1 - Ciasto ze śliwkami!

       
Słowo się rzekło kobyłka u płota! Jest Ciasto! Ale po kolei.

    Kilka dni temu mama przywiozła mi ze wsi śliwki. Nie znam się na odmianach, ale wyglądają mi na węgierki. Śliweczki jedna w drugą, nie pryskane, hodowane w polskim słońcu bez wspomagaczy w postaci sztucznych nawozów, chemicznych oprysków na robale itepe. Żal nie skorzystać co nie?

    Wybór padł na najzwyklejsze, najprostsze (AKURAT!) ciasto ucierane. Nie mam pamięci do przepisów.. jak mogę sobie coś zapisać to zwyczajnie nie zaprzątam sobie głowy pamiętaniem. Mam taki fikuśny Przepiśnik gdzie pięknie kaligrafuję sobie własne przepisy (kocham pisać! serio, mogłabym żyć z przepisywania tekstów.. szkoda, że dziś ta umiejętność niewiele się przydaje, bo wszystko jest gotowe.. wydrukowane... buu). Ale dziś nie będzie z Przepiśnika... dziś będzie przepis z mojej Słodkościowej Biblii Internetowej, czyli ze strony  MOJE WYPIEKI.


    Chcecie przepis? NIE? I tak napiszę!


Składniki:

  • 200 g masła
  • szczypta soli
  • 160 g drobnego cukru do wypieków
  • 4 duże jajka
  • 200 g mąki pszennej
  • 40 g maki ziemniaczanej, lub 1 opakowanie budyniu śmietankowego lub waniliowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 600 g owoców (śliwki, truskawki, jagody, maliny itepe)

Ot.. lista niedługa, nie krótka, lecz w sam raz. Teraz pora Koteczki na wypis czynności jakie trzeba wykonać po kolei.

Punkt 1:
Składniki suche przesiej odłóż!

Punkt 2:
Utrzyj masło z cukrem na jasną puszysta masę (zawsze brak mi cierpliwości na tym etapie.. no za szybko bym wszystko chciała). Dodaj szczyptę soli i dalej ucieraj!

Punkt 3:
Do utartej masy dodawaj po 1 jajku i ucieraj dalej po każdym dodanym jajku (ćwiczenie na cierpliwość level UP!).

Punkt 4:
Do masy jajeczno-maślanej dodaj po trochu składniki suche i wymieszaj szpatułką.

Punkt 5:
Ciasto przelej do blachy ułóż śliwki (lub inne owoce) oczywiście skórką do dołu. Można tak zostawić lub zrobić na wierzch kuruszonkę: 150 g maki pszennej, 100 g schłodzonego masła, 50 g cukru pudru... zarobić pokruszyć na ciasto

Punkt 6:
Ciasto do pieca na ok 45 minut temperatura 175 stopni. Ja piekę w opcji góra-dół.

Punkt 7:
Ciasto wyjąć i wszamać do herbatki lub kawy. ;)


UWAGA WAŻNE: Wszystkie składniki MUSZĄ być w temperaturze pokojowej!!!!! Inaczej po dodaniu jajek do masła. Masa lubi się zważyć!


Mi osobiście zdarza się to dość często.. szczególnie jak chcę zrobić szybko! Mówiłam, że jestem niecierpliwcem? Nie mówiłam? To mówię!

Autorka na stronie pisze, że do ciasta można wykorzystać również owoce mrożone. Ważne by ich nie rozmrażać, tylko obtoczone w mące wyłożyć/wysypać na ciasto. Nie próbowałam.. ale może Wy spróbujecie?



dobroci w piekarniku ;)


dobroci znikające ;)


    Wyszło fajne ciasto, TYM RAZEM się udało HA! .. trochę z nim babrania mimo wszystko, szybciej robi się ciasto biszkoptowe w opcji z olejem (tak je sobie nazywam w moim prywatnym spisie ciast).. w smaku wychodzi bardzo podobne.. a nie trzeba się cackać ze sprawdzaniem czy masło i jajka przypadkiem się nie pokłócą i nie skończą w konsystencji jajecznicy! Wybaczcie, ale albo ja jestem jakaś ułomna, albo nie wiem.. no często mi się to zdarza noo...! ;)


    Jest jeszcze jeden plus tego mojego wczorajszego pieczenia! Nie musiałam patrzeć, jak moja brzydsza połowa skrobie nożem piankę montażową z palców. No czasem mężczyźni bywają genialni! Korzystając z faktu, że dom mamy obstawiony rusztowaniami (zmieniamy dach) postanowił pozalepiać podzięciołowe dziury w elewacji (już parę lat temu jakiś pomylony Dzięcioł przyleciał i sobie wykuł dziuple z trzech stron domu .. potem pchały się do nich ptaki, ale takie wiszące plastikowe kruki je odstraszały) .. nabył w tym celu cały potrzebny osprzęt i zadowolony wdrapał się na rusztowanie (doprowadzając mnie przy okazji do stanu przedzawałowego, ale to inna opowieść ;) ). Jako że jest równie niecierpliwy jak ja, za szybko postanowił poprzycinać to, co wystawało... a jak zaczęło mu wyciekać to zatykał palcem, żeby nie ubabrać ściany. Wspominałam, że OCZYWIŚCIE polazł bez rękawiczek? Finał był taki, że mu się zrobiły rękawiczki z pianki... no geniuszem jest! Potem przed dwie godziny to skrobał. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć, ale się zwyczajnie do niego nie zbliżałam, bo miałam ciary od samego patrzenia jak przesuwa nożem po skórze i odrywa kawałki pianki.


Na koniec podrzucam Wam najnowszego Bubla! Gdyby mój osobisty facet śpiewał tak jak ten pan.. byłby wyśnionym idealnym ideałem! ;)



"Nicmisięniechcewięcolewamwszystko" - czyli kilka słów o totalnym rozleniwieniu, jakie mnie dopadło w ostatnim czasie.

"Nicmisięniechcewięcolewamwszystko" - czyli kilka słów o totalnym rozleniwieniu, jakie mnie dopadło w ostatnim czasie.

...

    Zjadłam mega zdrowy fit lunch w stylu: Ewa Chodakowska byłaby ze mnie tak dumna, że przypięłaby mi plakietkę „wzorowy wyznawca zdrowego stylu życia” i umieściła na okładce swojego ELOmagazynu, Mariola Bojarska Ferenc zabrałaby mnie na Florydę by pokazać jako przykład na jednym z sympozjów, a Ania Lewandowska w nagrodę zaprosiła na mecz Bayern Monachium - Real Madryt do loży dla VIP-ów. Tak sobie siedzę najedzona i zadowolona z siebie, i dumam...
Dopadł mnie kryzys wieku średniego czy co? A może wczesna menopauza? Drażliwość, złe emocje, czepliwość.. nigdy tak nie miałam aż do teraz. 

Myślę sobie po co mi jeszcze to blogowanie!?
Mam się zmuszać?
Mam na siłę składać zdania w zgrabne formy, najlepiej jeszcze dowcipne, żeby się spodobało? Przecież nie muszę prawda?

    Ostatnio zmagam się ze zniechęceniem.. serio. Nie chce mi się dosłownie nic. Najchętniej leżałabym, pachniała.. i jadła. Szczerze powiedziawszy nie pamiętam, żeby mnie ogarnął aż taki leń. Jasne zjazdy energetyczne zdarzają się każdemu.. ale żeby aż tak? Generalnie wszystko u mnie leży. Projekty leżą i kwiczą, ogród zarośnięty, stosy prania, prasowania.. a mi się zwyczajnie nie chce. Nawet blogowania mi się odechciało.. więc blog świeci pustkami i woła jak spragniona deszczu ziemia, jak wyschnięty krzak, jak.. (wymyślcie sobie co jeszcze, to podobno dobre ćwiczenie na kreatywność).
    To skłania mnie do refleksji.. czy blogowanie coś mi daje? Czy poza stratą czasu na pisanie, wybieranie zdjęć, przeglądaniem stron w poszukiwaniu inspiracji mam z tego coś namacalnego? Nie chodzi mi o kasę, bo tą potrafię zdobyć w inny sposób.. bardziej chodzi mi o samozadowolenie, spełnienie się w pisaniu. Jestem umysłem ścisłym w sumie, zawsze ciężko przychodziło mi składanie zdań, a już pisanie dłuższych form to była jakaś masakra. Teraz jest nieco inaczej, wyrobiłam się. Ale nadal potrzebuję natchnienia by pisać! Musze mieć określony temat, by się w nim zanurzyć no i MUSI MI SIĘ CHCIEĆ. 

z cyklu: Mądrosci Ciotki Klotki!
    
    Ostatnio dużo czytam o blogowaniu. Jak pisać, co pisać, jak uatrakcyjnić bloga. Nie chcę, by to miejsce było nudne i szablonowe, chaotyczne czy niespójne. Dlatego też sierpień potraktowałam jako czas na przemyślenia co dalej. Bo utknęłam. Zapędziłam sama siebie w ślepą uliczkę. Pisanie wciąż o motywacji, zmianach, kobiecych problemach jest fajne, ale ILE MOŻNA! Muszę wrzucić tu coś jeszcze. Zapowiadane posty o kulturze, filmie czy moim ogrodzie leżą i kwiczą kilka mam nawet zaczętych i nie skończonych (kolejne wołające o pomstę do nieba wyrzuty na mym i tak już brudnym sumieniu...;) ).
    
Jak poradzić sobie z letnią chandrą?
Gdzie znaleźć inspirację, radość życia i uśmiech?
Czy zarzucić pisanie? To chyba nie jest dobry pomysł, skoro wciąż myślę o blogu, o tym co by napisać i jak? Skoro dzielnie szukam co by zmieniać, jak budować by było lepiej?
Miliony pytań.. setki rozterek.. jakie to kobiece prawda?

    Ciężki ten sierpień dla mnie. Na szczęście widzę światełko w tunelu.. może wreszcie uda mi się ruszyć z miejsca.. dlaczego? Bo wracam na wieś! Tam, gdzie jest niewysychające źródło mojej kreatywności. Może kilka dni z dala od warszawskiego zgiełku da mi kopa? Konie czekają! Trzymajcie kciukasy!

Na koniec zamiast nut słowa, które od dłuższego czasu powtarzam każdemu.... 

z cyklu: mądrości Ciotki Klotki. ;)

PS. Plan na dziś: Upiec ciasto ze śliwkami! Chodzi za mną już od czasu jakiegoś, a ponieważ moja osobista ukochana nade wszystko i najwspanialsza na świecie Mama przywiozła mi prawdziwie wsiowe absolutnie nie trącana żadnym świństwem chemicznym śliwki, wymówki już nie mam. Po pracy ruszam do ciastowego boju!