Kulturalni ulubieńcy odc. 2 - LIPIEC

Kulturalni ulubieńcy odc. 2 - LIPIEC

    
     Pora na ulubieńców lipca. Miałam z nimi niemały problem, bo i urlop wiec mnóstwo stron przeczytanych, mnóstwo muzyki przesłuchanej, i zaległości filmowe tez nadrobione.. Muzyka i lekka rozrywkowa i tak poważniejsza.. klasyczna, filmowa. I Beyonce, i Adele, i Michael Buble, i Justin Timberlake, i wielu wielu innych. Muzyka poważniejsza.. ambitniejsza.. Marek Dyjak, Stanisława Celińska MĘSKIE GRANIE, i kolejne morze muzyki filmowej... Seriale.. wróciłam do mojego ulubionego babskiego. Filmy i te śmieszne i te poważne, choć tych poważnych było zdecydowanie mniej. ;) Książki? Przeczytałam ulubione części Jeżycjady.. to jakiś mój fetysz, ze wracam do niej co najmniej raz w roku (macie książki, do których chętnie wracacie?).... Wybór był duży.. ale dałam radę! ZAPRASZAM!!




1. Piosenka miesiąca lekko



    Miałam z nią duży problem w tym miesiącu. Bo sporo muzyki przewinęło się przez moje uszy. Wybór ogromny.. padło na chodzący za mną cały miesiąc staroć. Oto one.. dwie wspaniałe i świetnie śpiewające: Gaga i Beyonce:


Dlaczego?
Lekko, łatwo, tanecznie, odmóżdżająco.. czasem potrzeba mi takiej prostej, popowej muzyki, która nie wymaga ode mnie niczego poza poruszaniem do rytmu częściami (w oryginalnej wersji było członkami, ale.. ) ciała mego. ;)




2. Piosenka miesiąca ambitniej


    Tym razem poszło tak prosto, że aż sama sobie się dziwię. Ale cóż. wybór mógł być tylko jeden. Odkryta na nowo, chyba najlepsza piosenka otwierająca Męskie Granie w historii tego projektu...
Boski duet autorów: Nosowska/Smolik
Świetni Wokaliści: Brodka/Podsiadło
Genialni muzycy: Deriglasoff/ Sobolewski/ EMADE 

Oto: ELEKTRYCZNY!!!



Przyznam się Wam, że słucham tego "wkoło macieju". Po kilkanaście razy dziennie.. wchłaniam uszami jak narkoman. Boskie to jest! Posłuchajcie.. zakochajcie się!



3. Książka miesiąca



    Szwaja, Musierowicz, Erikson, Gadowski, Sumliński, Tolkien.. co wybrać? Co poruszyło mnie najbardziej? Co rozśmieszyło?
    Cóż.. wybór padł na jednego z moich ulubionych (jeśli nie ulubionego) dziennikarzy śledczych Witolda Gadowskiego i jego "Lokal dla Awanturnych". To książka, zawierająca zbiór felietonów napisanych przez tego bezkompromisowego dziennikarza. Napisanych językiem ostrym i męskim. Żadnego political fiction tam nie znajdziecie. Część felietonów znałam, część czytałam po raz pierwszy. jest to moim zdaniem lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą zrozumieć otaczający nas świat i powiązania które nim rządzą. Dla tych, którzy nie zadowalają się pustą papką bijącą z gazet, radia i telewizji. Gadowski nie upiększa.. podaje rzeczywistość taką, jaka ona jest. Człowiek czyta jednocześnie kochając i nienawidząc.. kocha bo autor świetnie pisze i nienawidzi bo rzeczywistość opisana przez niego jest tak (przepraszam za zwrot) popieprzona...


źródło grafiki: empik.com



4. Serial miesiąca



    Tu tez nie miałam większych problemów. Tak jak z Musierowicz.. co jakiś czas wracam do Carrie Bradshaw i jej perypetii. Tak dokładnie.. chodzi mi o kultowy serial Sex w wielkim mieście! Nie wiem czemu mnie naszło, ale oglądałam nawet kilka odcinków dziennie. Serial pokazujący życie singielek w Nowym Jorku bił rekordy oglądalności. Może nie takie jak Przyjaciele ale jednak... 


Charlotte, Carrie, Samanta, Miranda
źródło: stopklatka.pl



5. Film miesiąca

    W tym przypadku nie potrafiłam się zdecydować. Więc będą dwa filmy. Oba rozrywkowe, oba lekkie, łatwe, przyjemne. Jeden dorosły, drugi całkowicie nie.

    Iluzja - film z 2013 r
    Zaskakujący, wciągający, nieoczywisty. To pierwsze przymiotniki jakie przyszły mi do głowy kiedy skończyłam oglądać.

    Agenci FBI i Interpolu śledzą grupę magików, starając się udowodnić im kradzieże, jakich Ci dokonują jakby w trakcie przedstawień. Ten film świetnie się ogląda, nie ma tam miejsca na przestój, cały czas coś się dzieje. Kiedy dodamy do tego świetną obsadę: Woody Harrelson (ten gość chyba nie ma na swoim koncie złych ról), Morgan Freeman, Michael Caine, Isla Fisher .. mamy świetny koktajl dla zmysłów. Polecam tym, którzy jeszcze nie widzieli. A ja wybieram się na część druga.. oby mnie nie zawiodła.. jak to zwykle bywa.




   Drugi film (tylko się nie śmiejcie!!) to Angry Birds! Serio! Poszłam na to do kina z dzieciorami kuzynki.. i bawiłam się setnie, nie wiem, czy nie bardziej niż one. Ale tak to w dzisiejszych czasach bywa....





5. Cytat miesiąca

   

Na koniec muzyka, która brzmi w moich uszach w chwili kończenia tej kulturalnej notki... Oto ona boska, przewspaniała Lara Fabian i jedno z bardziej wzruszających wystąpień jakie oglądałam. Ten koncert był nagrywany w bardzo trudnym momencie dla artystki.. mianowicie po śmierci bardzo bliskiej jej osoby. Nie chciała śpiewać, mówiła, że nie ma dla kogo żyć, że nie da rady, jej klawiszowiec niemal ją zmusił. Kiedy przyszła kolej na Je T'aime nie wytrzymała... ale to co zrobiła publika, ta niesamowita miłość, wsparcie... mam łzy w oczach za każdym razem jak to oglądam. :) Enjoy!





Na ile można pozwolić dzieciom na wakacjach. Obserwacje Ciotki Klotki

Na ile można pozwolić dzieciom na wakacjach. Obserwacje Ciotki Klotki

      

    Przyszło lato (już jakiś czas temu ale co tam) dzieciaki wypuszczono z przedszkoli, żłobków i szkół w szeroki świat rodzicom na głowę. No bo co zrobić z pięciolatką, kiedy przedszkole zamknięte? Pełen energii siedmiolatek też sam w domu zostać nie może. Jedyny sposób szukanie opiekunów! Czasem pada na ciotkę, czasem na wujka.. a czasem na dziadków. Dlaczego o tym piszę? Mam właśnie okazję obserwować "na żywo" trójkę wspaniałych, szalonych, żywych dzieciaków i ich babcię. Chłopiec i dwie dziewczynki. Krzyki, piski, śmiech.. i nerwy babci. Mówi się, że babcie mają więcej cierpliwości do wnuków niż miały do własnych dzieci. Że czasem bardziej te wnuki kochają i rozpieszczają.. ale czy zawsze tak jest?

    Z moich osobistych obserwacji wynika, że trójka kilkulatków to jednak chyba za dużo na jedną starsza osobą. Szczególnie kiedy dzieciaki są rozbrykane i niekoniecznie zawsze posłuszne. Wiadomo dzieci jak to dzieci.. tego nie zjem, to chcę, a mama to mi robi to czy tamto. Babci nie zawsze się to spodoba...
    Babcia kwoka( co to boi się, że coś się stanie, że któreś zachoruje, złamie nogę lub rozbije nos) będzie trzymała dzieciaki krótko i ... cierpiała podwójnie, bo dzieci, które rozrywa energia stają się zwyczajnie nieznośne. Nerwica gwarantowana...
    Babcia "kapral" (co to przyzwyczajona jest do rygoru) będzie krzyczeć, straszyć i się denerwować.
    Babcia "luzaczka" (co ma dużą odporność i gigantyczną cierpliwość) pewnie przebrnie przez pobyt wnuczków najmniej boleśnie.
    Babcia którą obserwuję to skrzyżowanie babci kwoki i babci kaprala. Kocha wnuczki nad życie.. ale brak jej już sił i cierpliwości, by ogarnąć trójkę rozbrykanych wnuczków. Aż przykro patrzeć, jak się denerwuje, jak zgrzyta zębami by na nich nie wrzasnąć.. a czasem bardziej niż na to zasługują...

tonuje, rozładowuje nastroje, szaleje z dzieciorami

    Ciotka Klotka może w takiej sytuacji tylko jedno. Jak już we względnym spokoju odfajkuje swoje 8h przed komputerem (w między czasie tysiąc razy odpowiadając na pytanie: kiedy skończysz? ile to jeszcze minut? a ile minęło od kiedy ostatnio pytałam?) musi zagarnąć potwory do siebie, przetrwać atak i tak je zmęczyć, by padły jak muchy wieczorem. Nie sądziłam że potrafię, ale w kilka dni przypomniałam sobie wszystkie zabawy z dzieciństwa i przejrzałam dziesiątki stron internetowych w poszukiwaniu inspiracji na nowe (Malowanie rysunków do kolorowania bo:  "Takie drukowane nie mogą być ciociu.. bo te Twoje są fajniejsze. Namaluj namaluj" to już standard.) Pół biedy jak można wypuścić towarzystwo na podwórko, rzucić im piłkę i zmęczyć tak, że padną jak muchy (ciotka razem z nimi, ale jak wiadomo ruch to zdrowie, więc nie narzekam... ). Gorzej jak pada. Nie jestem zwolenniczką sadzania dzieci przed telewizorem, czy też dawania tableta i "niech się sobą zajmie".. trzeba wysilić mózgownicę oj trzeba.
    Kocham dzieci, uwielbiam ich radosny entuzjazm i bezwarunkowe zaufanie. Są najlepszymi nauczycielami cierpliwości i wytrwałości, a także uczą co to małe radości. Czasem jak na nie patrzę, to coś ściska, że nie moje. Na szczęście wszystko przede mną. Ale wracając..


    
    Dziś kiedy dziecko decyduje, co chce zjeść.. i czego jeść nie będzie, ciężko jest babci (przyzwyczajonej często do cięższych czasów) zdobyć się na tolerancję jeśli chodzi np. o jedzenie.. i wiecie co jest najgorsze? Bycie między młotem a kowadłem! Bo co zrobić.. kiedy dzieci przybiegają co chwila by się przytulić.. i może uciec na chwilę od babci. Kiedy chowają się za ciotką jak za tarczą? Mówię Wam.. trzeba się czasem wznieść na szczyty zdolności dyplomatycznych. I wcale nie chodzi o to, by "nie podpaść żadnej ze stron" .. ale o to, by łagodzić emocje skierować negatywną energię gdzieś obok.

Czy na wakacjach dzieciakom można pozwolić na więcej?
Czy można poluzować?
Czy dać im się wyszaleć na całego?
Czy w dzisiejszych czasach to możliwe jest jeszcze "większe poluzowanie"?

    Z moich obserwacji wynika, że lepiej nie luzować "za bardzo" ... bo jakby tak tym małym wspaniałym kochanym potworom dać wolną rękę, to by się pozabijali chyba.. a już na bank skończyłoby się to szpitalem i oddziałem dziecięcym dla nich i oddziałem dla psychicznie chorych dla opiekunów.

Na zakończenie muzyka, która gra mi w uchu w czasie pisania. Boska Adele... Miłego słuchania!!!



Zderzenie z rzeczywistością boli. Dlaczego życie podrzuca nam buble??

Zderzenie z rzeczywistością boli. Dlaczego życie podrzuca nam buble??

   
    
    Czy Was tak jak i mnie wkurzają buble? Czy to kosmetyczne, czy żywieniowe, ubraniowe czy ludzkie... tak ludzkie buble też się zdarzają! Dlaczego tak się dzieje, że za każdym razem zaskakuje nas to tak samo? Czy Wy też tak macie.. że rozczarowań w waszym życiu jest coraz więcej? Może to nasza wina? Może nakręceni przez media, net, samych siebie nie stawiamy zbyt wysokich wymagań? Może nasze oczekiwania są tak wysokie.. że ciężko im sprostać?

Moda i uroda...

W internecie zachwalali a tu takie rozczarowanie...
    Naczytamy się biedne w internecie entuzjastycznych recenzji nowego super wypasionego podkładu, co to na pewno zrobi z nas aniołka Victoria Secret. Jutuberki i blogerki na swoich profilach zachwalają jego działania, więc skuszone kupujemy i co? I LIPA! Zderzenie z rzeczywistością boli.. może jesteśmy wyjątkiem potwierdzającym regułę, może nasza cera zwyczajnie się z kosmetykiem nie lubi.. ale czy to ma w takim wypadku jakieś znaczenie? Bubel pozostanie bublem.. a my jesteśmy zawiedzione. (świetną notkę opisująca podobną sytuację napisała Aga z Kosmetyczny Fronesis KLIK ).
    Podobnie jest z ubraniami, naoglądamy się w "gazetach dla bab" stylizacji na modelkach, aktorkach i wszelkiej maści celebrytkach.. napalone idziemy do sklepu mierzymy i... KOSZMAR. Sama mam tak czasami. Szczególnie jak mi się spodoba jakaś kiecka.. mierzę i AŁA!
    A tak reklamowana przez "ekspertów od zdrowego żywienia" żywność ekologiczna? Ostatnio napaliłam się na eco marchew! Ta z maminego ogrodu wyszła, wiec ruszyłam na poszukiwania. Trafiłam na jeden z eco targów.. no piękne marchewki, błyszczące, pomarańczowe.. myślę sobie będzie pycha ciasto z nich! Nabyłam przyniosłam do domu trę.. i coś mi śmierdzi krowim łajnem. Pomyślałam, że może w coś wdepnęłam raźno maszerując przez park, patrzę na buty czyste.. wącham marchew FUJJJJ! Totalny BUBEL... śmierdząca gnojówką ecomarchew.

A czy w życiu i w związkach nie jest podobnie...?


Niby wszystko okej.. ale jakoś tak bez iskrzenia? Czy on/ona to bubel?
    Czy nie jest tak, że począwszy od pierwszej randki nasze oczekiwania z każda chwilą rosną? Kiedy podczas pierwszego spotkania niesieni endorfinami gadamy.. gadamy.. gadamy i przestać nie możemy? Kiedy podczas drugiej i trzeciej żarty wciąż sypią się jak z rękawa? Kiedy wydaje się, ze lubimy te same rzeczy? Czy poprzeczka nie idzie wciąż w górę? Pierwsze pocałunki, pierwsze pieszczoty.. jest super. I nagle pojawia się jakaś sfera w której nie go końca wszystko jest ok.. może to sex, a może jego/jej przywiązanie do mamusi, a może problem z exfiles (zakazany teren byłej/byłego, zwrot podłapany z kultowego serialu "Sex w wielkim mieście" nie wiem jak Wy, ale ja go uwielbiałam wręcz)? Piramida oczekiwań urosła i nagle BUM! posypało się jak wieża z klocków kopnięta przez szczęśliwego trzylatka. Myślimy sobie co za wtopa! No tragedia ten facet/ta dziewczyna. Jak mogłam być tak ślepa i nie zauważyć oczywistych symptomów.

Czasem przydałoby się takie szybkie wywietrzenie mózgu..

    Nie wiem jak jest z Wami.. ale ja z wiekiem jestem coraz mniej tolerancyjna i skłonna do kompromisów. Szczególnie jeśli chodzi o sferę mnie bezpośrednio dotyczącą. Usuwam z mojego życia wszystko, co mnie uwiera. Kosmetyki i ubrania wyrzucam bez żalu.. choć wkurzona ze zawiodły moje oczekiwania. Ludzi jest trudniej się pozbyć (czy to współpracowników, czy rodzinki), trudno wszystkich wkurzających stawiać przed plutonem egzekucyjnym prawda?? Ale zawsze można ograniczyć kontakty. Da się nie mówcie, że się nie da.. ;)

A Wy co zrobicie w sytuacji odkrycia bubla?
Czy idziecie na kompromis, licząc, że może wszystko się jakoś ułoży?
Może uważacie bycie tolerancyjnym to wymóg naszych czasów?
Jak sobie radzicie z takimi nieprzyjemnymi zderzeniami z rzeczywistością?
Jak myślicie.. to wina naszych wygórowanych oczekiwań, czy może jednak czegoś innego, może błędnych podyktowanych modą wyborów?



Jak nakazuje nowa świecka tradycja.. zostawiam Was z nomen omem Bublem i przewspaniałą Laurą Pausini! Bo to oni króluje dziś w moich słuchawkach!


Diagnoza .. szok .. przerażenie ... czyli o chorobie w rodzinie.

Diagnoza .. szok .. przerażenie ... czyli o chorobie w rodzinie.

   
    Brutalne ale prawdziwe: choroba w rodzinie prędzej czy później dotknie każdego z nas. Jak sobie z tym poradzić? Jak pomóc bliskiemu, który cierpi? Jak poradzić sobie z bólem, strachem, niepewnością i nie oszaleć? Czy życie z dnia na dzień to dobry wybór? Czy może jednak lepiej "wziąć byka za rogi" i walczyć? Jak uporać się z emocjami.. z nieuniknioną huśtawką nastrojów? Ten post nie będzie lekki i przyjemny.. ale dajcie mu szansę. Zapraszam!


    Długo się zastanawiałam, czy o tym pisać. To w końcu blog lifestylowy, bo w sumie do tej pory było tylko lekko i łatwo. Doszłam jednak do wniosku że warto. Może komuś pomogę? Może ktoś zaczerpnie z moich słów potrzebnej mu siły? Jeśli będzie to choć jedna osoba.. to warto!




   

    Najpierw pojawił się szok.. wybuchowa mieszanka niedowierzania i nadziei, że może jednak diagnoza jest błędna. Potem rozpacz, wtedy łzy popłynęły nieprzerwanym strumieniem godzinami.. dniami.. nocami. Zawsze w ukryciu, by chory nie widział, by nie dokładać mu na barki własnej rozpaczy. A potem? A potem na pomoc przyszła złość. Człowiek pomstował na wszystko co święte i nieświęte też. Wzywał Pana Boga (czy jest się wierzącym czy nie, Bóg pojawia się niemal zawsze) to na pomoc, to go przeklinał. Później (przynajmniej u mnie) pojawiła się siła, zaciśnięte zęby i wciąż powtarzana mantra: "damy radę, pokonamy choróbsko i zdobędziemy laur zwycięzcy".

    
    Kiedy minie pierwszy moment, kiedy minie przerażenie i to irracjonalne poczucie straty (bo przecież chory żyje, leczy się, walczy) pora zadbać o siebie. Jeśli masz dać wsparcie choremu, podzielić się z nim swoimi siłami... to MUSISZ JE MIEĆ! Zarówno siłę fizyczną jak i tą drugą, a niebo ważniejszą psychiczną! Dlatego:

Punkt 1 Emocje

    Nie uciekaj od emocji, bo cię zjedzą od środka, potem przetrawią i wyplują jak odpad kompostowy. Każdy z nas ma kogoś bliskiego.. przytul się, wypłacz, wykrzycz. Może poszukaj grupy wsparcia? Życzliwi ludzie sprawią, że poczujesz się bezpiecznie. Choroba w rodzinie to dramat.. przyjaciele pomagają.. uwierzcie mi.

Punkt 2 Nie izoluj chorego od zwykłego życia

    Jeśli chory jest sprawny, spróbujcie żyć normalnie. Z mojego doświadczenia wynika, ze obchodzenie się z chorym "jak z jajkiem" przynosi odwrotny skutek. Spędzajcie razem czas. Idźcie na spacer, do kina, może do cichej knajpki na pyszny obiad.. lub lody? Może lubicie razem gotować, albo pracować w ogrodzie? Te wszystkie zwyczajne czynności odciągają uwagę od choroby.. łagodzą nieuniknione (nie ukrywajmy tego) stany depresyjne.

Punkt 3 Zarządzanie czasem i energia to podstawa

    Warto wyznaczyć sobie priorytety, zadania najważniejsze, mniej ważne (te wrzućcie do szuflady pt "nie ucieknie jeśli zrobię to później") i te bez znaczenia (te niech jak najszybciej lądują w koszu). OSZCZĘDZAJ SIŁY! Jeśli spalisz się na początku drogi, sił może zabraknąć na najtrudniejszy odcinek.. później zawsze może być gorzej..

Punkt 4 Warto wiedzieć...

    Podczas wizyt u lekarza trzeba pytać, pytać i jeszcze raz pytać (jeśli nie chcemy, by chory wiedział wszystko, zawsze można go wyprosić delikatnie z gabinetu. Lęk przed nieznanym jest sto razy gorszy niż świadomość, z czym mamy do czynienia i "z czym to jeść". Na początku łatwo jest żyć w nieświadomości, ale w dłuższej perspektywie nie warto.. trzeba brać pod uwagę, że może (choć nie musi) nastąpić zderzenie z bolesną i twardą rzeczywistością.

    

    A sposoby na radzenie sobie ze stresem? Niestety w moim przypadku czekolada i wino nie działały (ku mojej rozpaczy, bo zawsze działały!). W przypadku choroby w rodzinie, to było zdecydowanie za mało. Stany depresyjne chorego, powracające lęk i ból zmusiły mnie do szukania technik łagodzenia stresu.

Technika 1 Uśmiech

    Moja babcia zawsze powtarzała: "Wnusiu uśmiech jest potężnym narzędziem, uśmiechaj się do siebie i do ludzi. Uśmiechaj się kiedy jest dobrze, a jeszcze częściej, kiedy jest źle". Jej rada doskonale sprawdziła się w czarnym okresie. Moja rada? Uśmiechajcie się do siebie.. np. w trakcie pielęgnacji twarzy! Patrzcie na siebie i się uśmiechajcie! (Jakiś czas temu czytałam o tej technice na jednym z blogów, ale nie zapisałam sobie i teraz już nie znajde niestety.. a szkoda).

Technika 2 Oddech

    Czy to ze sceny, czy z życia korposzczura (a może korpogęsi? .. znacie korpogęś? Nie? Koniecznie musicie nadrobić! Linku tu: KLIK ) wiem, że nic tak nie uspokaja jak spokojny równomierny oddech.
Jak to zrobić?
Serdecznym palcem prawej ręki uciśnij lewe nozdrze, a prawym powoli nabierz powietrza.. powinno to trwać kilka sekund.. przytrzymaj kilka sekund, odetknij lewe nozdrze jednocześnie uciskając prawe i wypuść powietrze, również spokojnie, powoli. Powtórz tylko odwrotnie. Wykonaj kilka serii. Działanie gwarantowane.

Technika 3 Napinanie i rozluźnianie mięśni

    Usiądź sobie wygodnie na fotelu, lub kanapie, poprzyj się o oparcie i:
  • zaciśnij i otwórz powieki
  • przyciśnij kark do oparcia
  • zrób dziubek po czym rozciągnij usta w szerokim uśmiechu
  • zaciśnij i rozluźnij dłonie
  • ściśnij oparcie
  • wyciągnij ręce maksymalnie do góry
  • napnij i rozluźnij brzuch
  • zepnij i rozluźnij pośladki
  • ściśnij kolana
  • przyciśnij stopy do podłogi
  • ziewaj
  • unieś do góry palce stóp
Każdą czynność wykonuj powoli.. przytrzymuj napięcie kilka sekund, po czym powoli rozluźniaj mięśnie. Pomaga, uspokaja, relaksuje.

Technika 4 Joga

    Joga została mi "przepisana" przez rehabilitanta na moje dolegliwości z kręgosłupem, ale doskonale sprawdziła się również jako "lek na stres", bo ćwiczenia wyciszają i koją. Co prawda odrzucam całą życiową filozofię, jaka wiąże się z jogą... ale ćwiczenia są wspaniałe.


Podsumowując

    Staram się żyć normalnie. Szukam szczęście wszędzie gdzie się da. Wyzwania "100 happy days" o którym pisałam tu: KLIK nie ukończyłam w 100%, ale mimo wszystko w jakiś sposób udało mi się wyrobić w sobie nawyk szukania "małych szczęść". Moja ucieczka od cywilizacji też była takim sposobem na  na walkę ze stresem. (ktoś nie czytał.. to zapraszam: KLIK ). Nabrałam sił, wyciszyłam emocje i znów mogę mierzyć się z wrogiem. Wiecie co jeszcze odkryłam i co wciąż odkrywam na nowo? Mam najwspanialszego faceta na świecie! Zawsze wiedziałam, że jest jakby dla mnie uszyty, ale teraz... Przy nim płączę, przy nim krzyczę, pomstuję.. On wie... pozwala mi na bycie "nieporadną". Nie ocenia.. pozwala zrzucić z siebie złe emocje, a potem stawia do pionu.. Jestem szczęściarą mimo wszystko.. mimo nieszczęścia.. mam skąd brać siłę.

    

    Kochani.. ten tekst nie powstał po to, by wzbudzić litość, czy współczucie. To raczej kolejna próba podzielenia się doświadczeniami.. tym razem tymi trudnymi. Próba dodania sił.. dziś wiem, że człowiek przetrzyma wszystko, o ile nie pozwoli by zdominowały go złe emocje.

Tydzień poza cywilizacją...

Tydzień poza cywilizacją...

   
    
    Tak się szczęśliwie (lub nie) złożyło, że w tym roku początek mojego urlopu zdecydowałam się spędzić z dala od cywilizacji. Bez facebooka, instagrama, pinteresta i twittera... bez laptopa internetu. Za to na łonie natury z książką. Miałam zamiar przewietrzyć umysł, zresetować się.. odpocząć.. wyciszyć emocje. Czy mi się udało?? Zapraszam do czytania!

    Pojechałam w głuszę, w sumie niedaleko Warszawy, na mazowiecką wieś w moje odludne miejsce pisałam o nim tu: KLIK . Nie mam tam stałego łącza, jedynie internet mobilny ale... tym razem zostawiłam smartfona w domu. Zrobiłam to z premedytacją, zupełnie świadomie. Ponieważ (tak wiem nie zaczyna się zdanie od ponieważ, ale proszę wybaczcie mi ten błąd! ;) )już od jakiegoś czasu łapię się na tym, że wciąż coś nerwowo sprawdzam w sieci. Non stop podpatruję fejsa i insta.. a nuż znajdę tam coś ciekawego? W moim znękanym milionami informacji umyśle zapaliła się żółta lampka.. pora na przewietrzenie mózgu.

    Kiedy decyzja zapadła nie było już miejsca na wątpliwości. Radośnie zapakowałam ciuchy (gorszego sortu.. bo przecież nie będę się stroić na "zabitej dechami wsi") do torby, kosmetyki (te jak zwykle najlepszego sortu) do drugiej torby i radośnie ruszyłam na wieś! Kiedy opuściłam stolicę odrazu głębiej odetchnęłam.. ale tez pojawił się niepokój. Odruchowo sięgnęłam po telefon by sprawdzić co na świecie.. a tu zonk, zwykła stara nokia do dzwonienia i smsowania! Pomyślałam sobie.. to się urządziłam! Nic, postanowiłam byc twarda. Nie ukrywam, pierwsze godziny były ciężkie... ale kiedy nastał ranek pierwszego dnia urlopu, kiedy obudziły mnie kłócące się pod oknem wróble i szpaki niepokój zniknął.. a ja z głupim przyklejonym do facjaty zeszłam na dół pichcić śniadanko!

pixabay
    Potem długi spacer nad Wisłę.. odwiedziny w hotelu dla koni, "żerowanie" w ogrodzie (maliny, porzeczki, agrest, wiśnie, czereśnie.. one najlepiej smakują zerwane prosto z krzaka prawda??). Pogoda nie ukrywam była średnia.. ale jakoś mi to specjalnie nie przeszkadzało. Owijałam się pledem i na tarasie czytałam, obserwowałam skaczące po orzechu wiewiórki (skubane chyba sprawdzają juz potencjalne spiżarnie... bo przybywały codziennie) i rozmyślałam...

    Dotarło do mnie, że istnieje świat poza internetem, poza cywilizacją (przez trzy dni nie było prądu.. nie obejrzałam meczów półfinałowych na EURO, nie oglądałam wiadomości, seriali, filmów). To niby oczywista oczywistość.. ale uderzyło mnie, jak wiele ma się czasu, kiedy nie ma dostępu do mediów i internetu (tak wieeem.. net to tez medium.. ale jakoś tak wypada podkreślić jego odrębność) doba niesamowicie się wydłuża. Człowiek ma czas na wszystko.. nawet na pogaduszki ze starszą sąsiadką (co jak człowieka dorwie to dwie godziny nie wyjęte, bo babcia musi opowiedzieć o wnuczkach prawnuczkach, kocie, psie i kurach ;) ), ma czas iść na trzygodzinny spacer nad Wisłę.. siedzieć godzinami i gapić się w płynącą spokojnie wodę, nazbierać kolorowych kamyków i jeszcze zostanie pół dnia!

pixabay
    Pół dnia na kolejną książkę, oraz ogromną porcję "nicnierobienia" (podłapałam ten zwrot z jednej z książek Wojciecha Cejrowskiego). Jak takie odcięcie czyści umysł, jak go przewietrza.. jak cudownie koi emocje.. nie umiem wam tego opisać! Polecam z czystym sumieniem każdemu! Urlop nie musi oznaczać siedzenia z nosem w smartfonie.. wrzucania na insta dziesiątek zdjęć opisujących to, jak nam jest super.. a potem obserwowania czy przybywa lajków! Życie to nie lajki na portalach społecznościowych.. ale żywy kontakt z ludźmi. Cudowne przewietrzenie mózgu działa niezwykle odżywczo, a odcięcie się pod cywilizacji bardzo w tym pomaga.

jedzcie maliny! są przewspaniałe!


    A ja?
A ja wróciłam do cywilizacji wczoraj.. wciąż z uśmiechem nadrabiam blogowe zaległości (okazało się też, że zostałam gadułą miesiąca u Kosmetyczny Fronesis DZIĘKI DZIĘKI!! Gadułą byłam zawsze.. ;) ), ale wewnętrznie kipię pozytywnymi emocjami.. jestem w szale twórczym, wciąż się uśmiecham i... nie ciągnie mnie non stop do komputera (tratatatata zobaczymy jak długo... ). Przede mną druga połowa urlopu.. zapowiada się spokojnie, zmieniłam miejsce pobytu na bardziej cywilizowane.. jednocześnie to świetna baza wypadowa do wycieczek jednodniowych. Rzut beretem w Góry Świętokrzyskie, do Kazimierza Dolnego, Sandomierza czy Lublina ... zapowiada się wspaniały czas!


A Wy jak spędzacie urlop?
Siedzicie z nosami w smartfonach i wrzucacie setki zdjęć do podziwiania dla znajomych?

Może robiliście takie resety jak mój?


Na koniec jak to mam w zwyczaju od kilku postów dostawiam Was z muzyką, która aktualnie gra mi w uszach. Dziś to Brodka...