Kulturalni ulubieńcy odc. 1 - CZERWIEC

Kulturalni ulubieńcy odc. 1 - CZERWIEC

   



    Wpadłam na ten pomysł (pewnie nie odkrywczy) przeglądając blogi w poszukiwaniu inspiracji na trzeci stały cykl. Nie ukrywam, że inspiracją są blogi kosmetyczne i cykle "kosmetycznych ulubieńców miesiąca". Pomyślałam sobie, że będę podrzucać moich ulubieńców, ale nie kosmetycznych, tylko kulturalnych. Może być ciekawie i inspirująco. Lista pozycji nie będzie długa.. choć podejrzewam, że czasem będą się pojawiały "pozycje poza cyklem" (np. wydarzenia kulturalne) Na razie mam 5 propozycji.

  1. piosenka miesiąca lekko
  2. piosenka miesiąca ambitniej
  3. książka miesiąca
  4. serial miesiąca
  5. film miesiąca
  6. cytat miesiąca


ZACZYNAMY!!


1. Piosenka miesiąca lekko


    Dla nikogo kto mnie zna nie byłoby to zaskoczeniem, ale dla czytelniczek .. kto wie. Oto On Justin Timberlake i piosenka z Trolli:





    Dlaczego?? Uwielbiam Justina Timberlaka (psychofanka to ja :D )! Za głos, za aranże muzyczne i giga profesjonalizm. Za to, że na żywo brzmi równie świetnie (o ile nie lepiej) jak "z płyty". Nie oszukujmy się, niewielu artystów popowych to potrafi. A kawałek "Can't stop the feeling"? To idealna propozycja na lato. Lekka, łatwa, odmóżdżająca.. świetnie się przy tym tańczy. Za tym utworem przemawia jeszcze jedna rzecz.. słuchałam go na okrągło w maju i w czerwcu i jeszcze mi się nie znudził...


2. Piosenka miesiąca ambitniej

    
    Tu miałam problem, bo i Męskie Granie i pani Stanisława Celińska, wreszcie Janusz Radek czy Piotr Rogucki. Ale decyzja zapadła. Końcówka Miesiąca ZDECYDOWANIE należała do "Watahy" (następny miesiąc pewnie tez będzie do niej należał.. ale kto wie, moze pojawi się coś lepszego) więc to ten utwór wygrywa w pierwszym zestawieniu dlaczego? odsyłam tu: KLIK





3. Książka miesiąca


    Czytam dużo, czytam niemal wszystko co wpadnie mi w łapki (choć nie zawsze do końca). Najbardziej jednak lubię fantastykę, historię i politykę. W tym miesiącu moim numerem jeden jest:



źródło: dzienniknarodowy.pl

    W swojej książce Wojciech Sumliński (najbardziej inwigilowany i prześladowany dziennikarz w Polsce - był nawet na leczeniu psychiatrycznym) opisuje świat służb specjalnych, opowiada o niewyjaśnionych samobójstwach, dziwnych zdarzeniach na polskiej scenie politycznej, przestępstwach i spiskach na szczytach władzy. Obnaża rzeczywistość w jakiej żyjemy.
    Książkę czyta się jak thriller z elementami si-fi. Polecam tym, którzy lubią literaturę faktu. Choć nie ukrywam, że nie jest to książka dla każdego.. nie jest łatwa ani przyjemna...




4. Serial miesiąca


Tu problemów w wyborem nie miałam żadnych. Bezapelacyjnie i w cuglach wygrywa uwielbiana, ubóstwiana wręcz przeze mnie GRA O TRON!


źródło: hbo.pl
Uzasadnienie? Jeśli połączy się świetny materiał literacki, gigantyczne pieniądze, świetnych reżyserów i aktorów to nie może powstać gniot. To jest fizycznie niemożliwe. A Gra o Tron to mistrzostwo świata... teraz jestem w żałobie bo własnie skończył się kolejny sezon, a George R.R. Martin nie pali się z pisaniem.. Wichry Zimy jeszcze nie skończone (chyba, że coś mi umknęło...).



5. Film miesiąca


    W tym przypadku tez było łatwo. Oto on WARCRAFT Początek!




Dlaczego?
    Kocham wszystko co fantastyczne. Kocham świat jaki malują w swoich książkach Tolkien, Martin czy Sapkowski. Kocham też filmy które opisują fantastyczny świat.. przepełnione magią, pełne nieziemskich istot rodem z baśni. Takie filmy na ogół (mimo że często przepełnione przemocą), niosą pozytywne przesłanie: bądź dobrym i trzymaj się przyjaciół, a osiągniesz sukces. Taki jest też Warcraft  (mimo że powstał na podstawie gry) .. bajkowy, momentami straszny (raczej nie dla dzieci) .. ale z pozytywnym przesłaniem i.. przerwany w istotnym momencie. Cóż trzeba czekać na drugą część.
    By nie spojlerować napiszę tylko, że w Warcrafcie znajdziemy się w centrum inwazji Orków na świat ludzi, elfów i krasnoludów (natychmiastowe skojarzenie z Władcą Pierścieni niemal konieczne.. ;), tu nie ma pierścieni.. i nie wszystkie Orki są na wskroś głupie, okrutne i złe). Orków skażonych czarną (a właściwie to zieloną :D ) magią zwaną "spaczeniem".. naprzeciw nich stają honorowi i na wskroś dobrzy (z małymi wyjątkami) ludzie...
    Polecam z czystym sumieniem. :D



5. Cytat miesiąca


    Dość długo zastanawiałam się, w jakiej formie podawać cytaty miesiąca. Czy opatrywać je komentarzem, czy może jednak nie. W końcu zdecydowałam się na formę graficzną bez komentarza (zostawiam takowy czytelnikom). W tym miesiącu na tapecie wolność...
...

Co myślicie o takim cyklu??
Podzielcie się ze mną swoimi kulturalnymi ulubieńcami.. Może za jakiś czas zrobimy wspólną kulturalna listę? Kto wie!?


Pozdrawiam Was ciepło i słonecznie i zostawiam z muzyką, która właśnie brzmi w moich słuchawkach (pomyślałam sobie, że skoro blog nazywa się: miłość pasja i muzyka .. to każdą notkę będę kończyć tym, co mi gra w słuchawkach w momencie pisania zakończenia) .. To lekkie, optymistyczne i skłaniające do uśmiechu Sound'n'Grace:








Muzyka odc. 5 - dziś rockowo i z polskiego podwórka.

Muzyka odc. 5 - dziś rockowo i z polskiego podwórka.

    Dziś nie będzie klasycznie, grzecznie, niebiańsko i słodko dla ucha.. Dziś udamy się w nieco ostrzejsze rejony moich zainteresowań muzycznych. Dziś będzie rockowo.. zdecydowanie z polskiego podwórka i żadnej klasyki.



    Na otwarcie najnowsze Męskie Granie. Singiel "Wataha" .. uważam, że kawałek jest przeboski! Tekst i aranż, część wokalna i część rapowana.. wszystko idealnie dopracowane. Dawida Podsiadło nie trzeba przedstawiać chyba nikomu, tak samo O.S.T.R jest znany w kręgach muzycznych. Odkryciem jest tu dla dla mnie Tomasz Organek. Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten kawałek, pomyślałam sobie: kim do diabła jest ten Organek i skąd oni go wytrzasnęli (milusia jestem nie ma co! ;) )? Udałam się więc szybciutko zapytać wujka google i co on mi na to? Tomasz Organek jest jednym ze współzałożycieli Sofy! (mój ulubiony chyba ich kawałek: SOFA - Affairz ) No gratulacje dla mnie, za ogarnięcie polskiego rynku muzycznego. :( Człowiek uczy się całe życie, a jak o czymś zapomni to uczy się tego samego od nowa...





    Co do samego Męskiego Grania.. to jest zdecydowanie to, co tygryski lubią bardzo bardzo! Dlaczego? Bo w jednym miejscu mamy wszystko co najlepsze na polskim rynku muzycznym. Mamy Wojtka Waglewskiego z synami, Brodkę, Kasię Nosowską, Dawida Podsiadło, Macieja Maleńczuka (muzycznie go lubię, ale miałam okazję mieć z nim styczność zawodową.. i nie chcę jej powtarzać nigdy więcej), Leszek Możdżer, Andrzej Smolik, Marek Dyjak, O.S.T.R, czy Abradab. Koncerty są jeszcze lepsze niż nagrania studyjne, co jest idealnym potwierdzeniem wartości artystów, którzy współtworzą projekt.
    Jeśli ktoś jeszcze nie zna cyklu Męskie Granie to polecam serdecznie!

    Kolejny mój faworyt to Piotr Rogucki! Myślę, że nikomu nie trzeba go przedstawiać. Lider Comy to jeden(według mnie) z najlepszych rockowych głosów w Polsce.


    

    Piotra Roguckiego mogę słuchać godzinami. Mądre teksty, świetne aranże i to coś w głosie, co powoduje u mnie (nie bójmy się tego słowa) podniecenie. ;) (podobnie działa na mnie przepity i przepalony głos Marka Dyjaka: Marek Dyjak - Człowiek Ryba ) .. chodzi chyba o tą męską szorstkość. Myślicie, że jestem dziwna? :D w ogóle muzyka rockowa, a w szczególności ostre męskie głosy mnie pobudzają.

A Wy lubicie polskiego rocka?
Słuchacie naszych rodzimych kapel?
Czy wybierając muzykę "do słuchania" zwracanie uwagę na tekst.. czy tylko na "bit"?

    Zauważyłam że wiekiem mam coraz większe wymagania, jeśli chodzi o teksty. Bardzo zwracam na nie uwagę. Mniejszą może, jeśli chodzi o typową imprezową rozrywkę.. kiedy potrzebny dobry rytm do wywijania na parkiecie. Ale kiedy słucham muzyki dla przyjemności i relaksu, w samotności i przy pracy, bardzo zwracam na słowa..

    Zostawię Was z utworem, który towarzyszy mi w chwili pisania zakończenia tej notki, nie jest rockowy, nie jest ostry .. jest przejmujący, ciepły i ściska w dołku .. dwie wielkie osobowości, dwie wielkie postaci polskiej sceny .. dwa wielkie nazwiska .. Dyjak .. Celińska

Posłuchajcie i zakochajcie się od pierwszego posłuchania:





Kompleksy.. szczepić się czy nie?

Kompleksy.. szczepić się czy nie?



źródło: bezlitosne.pl
    Grafika, którą umieściłam na początku tego postu, wpadła mi w łapki juz jakiś czas temu. Wtedy pomyślałam sobie, że niby to, co w niej jest, to oczywiste oczywistości (ha! teraz jestem taka mądra), ale potem przyszła refleksja...

Muzyka odc. 4 - muzyka klasyczna i youtube

Muzyka odc. 4 - muzyka klasyczna i youtube




    Niesamowicie przydatna sprawa ten "jutub"!

    Muzyka.. dzięki youtube nie jesteśmy skazani na to, co proponują nam panowie z radia (właśnie.. jak nazywa się osoba, która decyduje co w radiu będą grać? dyrektor programowy?) czy telewizji.. którym firmy fonograficzne odpowiednio zapłacą za promocję konkretnych piosenek. Youtube to nieograniczone źródło każdego rodzaju muzyki.

1. Można tam znaleźć zaskakujące/niesamowite/wciskające w fotel aranżacje:


Za każdym razem kiedy to oglądam mam w oczach łzy, a na łapkach ciary!
Niesamowite wykonanie!



Uwielbiam Eda Sheerana, ale to wykonanie ma w sobie magię.


Urocza zakonnica.. 

2. Koncerty ukochanych artystów


Phil Collins


Eric Clapton


Beyonce

3. I wreszcie prawdziwe perełki, których na próżno szukać w mediach.


Too Many Zoo


Indios Bravos

    To co pisze to niby oczywista oczywistość. Ale czy aby na pewno? Zdarza Wam się włączyć na youtubie autoodtwarzanie i ruszyć w nieznane? To bywa fascynujące. Przykład? Kiedys rozpoczynając od Erica Claptona skończyłam na Davidzie Guetta! Nawet dziś.. zaczęłam od Arii Królowej Nocy z Zaczarowanego Fleta KLIK, by po godzinie wylądować na Debyssym KLIK . Niesamowita podróż przez wszystkie odcienie muzyki klasycznej od Mocarta, przez Bacha, Chopina, Czajkowskiego .. wspaniały koktajl pobudzający najwrażliwsze struny mojej wrażliwości. Co prawda nie często mi się zdarza aż tak wsiąknąć w muzykę klasyczną, ale od czasu do czasu.. Polecam to każdemu, by odrzucić uprzedzenia, otworzyć serducho i słuchać. To trudne na początku .. ja osobiście niemal się poddałam, ale udało mi się.



A Wy jakiej muzyki słuchacie?
Lubicie muzykę klasyczną.. czy wręcz nie możecie jej znieść (jak ja metalu)?
Podeślijcie linki swoich ulubionych utworów, ja zawsze chciwie poszerzam swoją muzyczną wiedzę! Może powstanie z tego jakaś fajna playlista..

Rzecz o korpo i gromadzeniu... czy warto??

Rzecz o korpo i gromadzeniu... czy warto??

Więcej i więcej, wciąż nowe i nowe...

Na początek historia.. myślę, że każda/każdy z Was trafił na nią kiedyś w sieci..


Pewien niezwykle bogaty biznesmen jeżdżąc co rano do pracy swoją wypasiona limuzyną, codziennie mijał mostek na niewielkiej rzeczce i tam, każdego dnia widział skromnie ubranego starszego już Indianina. Pewnego dnia nie wytrzymał, zatrzymał samochód, wysiadł i podszedł do starca.
- Dlaczego męczysz się z wędką? Mógłbyś pożyczyć sieć - powiedział
- Ale po co? - odparł spokojnie Indianin
- Bo wtedy nałowiłbyś więcej ryb i część mógłbyś sprzedać.
- Ale po co? - dopytywał się Indianin.
- Bo za zarobione pieniądze mógłbyś kupić własne trzy sieci!
- Aha - wędkarz pokiwał głową i dodał - Ale po co?
- Jakbyś miał trzy sieci, mógłbyś zacząć łowić na morzu - tłumaczył biznesmen.
- Ale po co?
- W morzu jest wiele ryb, I gdybyś ciężko pracował, to po jakimś czasie mógłbyś kupić własny kuter! A potem zanimbyś się obejrzał, byłbyś właścicielem całej floty!
- Ale po co?
- Dzięki pieniądzom mógłbyś założyć ban, wybudować hotel, albo pole golfowe - biznesmen był w swoim żywiole
- Wszystko pięknie - odparł spokojnie Starzec - Ale po co?
- Bo wtedy miałbyś już tyle kasy, że mógłbyś robić to co chcesz!
Na te słowa Indianin leniwie oderwał wzrok od spławika i spokojnie powiedział:
-Ale ja właśnie w tej chwili robię dokładnie to, co chcę....

    Dlaczego o tym piszę?

    Ostatnio złapałam się na tym, że znów wpadam w pułapkę konsumpcjonizmu i pogoni za sukcesem zawodowym.. bo większa kasa, większy prestiż.. Tylko po co?
Za premię kupię nowy telewizor?
Nowy wypasiony sprzęt grający?
Kolejna sukienka "do założenia na raz"?
Jeszcze więcej butów, torebek?
Po co mi kolejna para butów. I tak chodzę w czterech parach na zmianę. Reszta stoi i "wygląda". 

Czy nie jest tak, że w pogoni za sukcesem, za zdobyciem kolejnych modnych, superwypaśonych gadżetów nie gubimy z oczu celu naszego istnienia?
Czy życie, w którym koncentrujemy się na rzeczach materialnych nie jest puste?

    Powiecie (i słusznie pewnie), że łatwo mi gadać, skoro nie mam problemów finansowych, nie muszę walczyć o każdy kolejny dzień. No nie muszę.. to, ze jestem w takim a nie innym punkcie jest sumą wypadkową moich osobistych wyborów. Ale żeby nie było tak lekko.. zapłaciłam za to zdrowiem i szczęściem osobistym.
Co Wy byście wybrali? Sukces finansowy, czy jednak zdrowie i szczęście osobiste? Ja z perspektywy czasu powiem Wam.. nie poświęcajcie wszystkiego dla kasy. Korporacje to wykańczalnia ludzi. Jeśli chcesz tam osiągnąć poziom wyższy niż średni musisz poświęcić wszystko. Jasne, będzie Cię stać na najładniejsze buty i torebki, a także od czasu do czasu na kieckę od projektanta.. ale będziecie SAMI! Zwyczajnie nie będzie czasu na kontakty towarzyskie.
    Wiecie jak wyglądało jeszcze parę lat temu moje życie? Od poniedziałku do piątku po naście godzin w korponorze.. w weekend ostre balowanie, żeby się zresetować i tak wkoło. Zero czasu by zbudować głębokie relacje, zero czasu dla przyjaciół, zero czasu dla rodziny.. a skończyło się to paraliżem! To już za mną.. tamta trauma była jak olśnienie. Zwolniłam, znalazłam w życiu równowagę i cel.. zwyczajny najzwyklejszy .. bycie szczęśliwą sama ze sobą...

...

 
    O tym własnie jest ten post. To moja przestroga przed "wyścigiem szczurów", przed dążeniem do zdobywania kolejnych rzeczy, które za chwilę nie będą już użyteczne bo zapragniemy nowych, lepszych, modniejszych, tych, które teraz reklamują w mediach. Najnowsze telefony, laptopy, aparaty fotograficzne, stosy kosmetyków, które trzeba wyrzucać, bo kupiło się nowe, a stare już nie są potrzebne, albo wręcz zwietrzały/zepsuły się/straciły ważność.


czyż nie tak?

    Powiecie: kobieta nigdy nie ma za dużo torebek, butów i ubrań.. ale czy to jest prawda? Czy nie jest przypadkiem tak, że im mamy więcej tym więcej chcemy? Szafa pęka w szwach, sukienek jest 15 a Ty stajesz i mówisz: nie mam się w co ubrać! Otwierasz szafkę z butami.. masz 20 par i krzywisz się, bo żadne nie pasują do kiecki.. Czy takie podejście, nie jest przypadkiem samonakręcającym się perpetum mobile? Jesteśmy ze wszystkich stron bombardowane setkami, jeśli nie tysiącami reklam krzyczącymi: kup mnie kup mnie! Łatwo się przed tym obronić? Raczej nie. Presja środowiska też robi swoje prawda?
   Dyskutowałam o tym ostatnio z koleżanką z pracy. Kiedy zapytałam ją, po co jej setna para butów syknęła na mnie, że pracuje zarabia, stać ją to kupuje. Po co? - zapytałam.. Żeby mieć padła odpowiedź. Ona żyje, pracuje żeby mieć.. nie ma męża, dzieci, nie ma partnera, .. ma sto par butów i pewnie drugie tyle torebek.. tylko czasem, jak ją najdzie chwila słabości to ze łzami w oczach mówi.. "chciałabym wyluzować tak jak Ty i nie gonić za nie wiadomo za czym". Smutne to...
    
    Żeby nie było.. nie jestem przeciwnikiem robienia zakupów. Ale jeśli stają się one jedynym sposobem na poprawę humoru, zastępują radość z bycia z kimś, kiedy nowe rzeczy zapełniają pustkę emocjonalną, to chyba jest coś nie tak.


EDYCJA:
Szkic notki dałam do przeczytania mojej przyjaciółce. Roześmiała się i powiedziała:
"Ty wariatko, 90% kobiet Cię wyśmieje, bo to co opisujesz, to ich marzenia, marzenia o tym, by mieć tyle butów, torebek, ubrań, żeby nie mieściły się w szafach, i żeby stosy kosmetyków wysypywały się z toaletki, czy szafki w łazience. Taka to już nasza kobieca mentalność. Ja Cię znam więc wiem co chciałaś przekazać. I napisz moje słowa czytelniczkom."
Więc napiszę:
"Nie skupiajcie się na zewnętrznej skorupie drogie Panie."

Jak Ona mnie zna..