Moja Warszawa .. czyli codzienna porcja ruchu!

Moja Warszawa .. czyli codzienna porcja ruchu!

Ze skrajności w skrajność.. przecież to takie kobiece prawda??

Znów polubiłam moje miasto!
Wystarczyło, że tu wróciłam na dłużej, że wsiąkłam w atmosferę i ... KOCHAM!

Jako że zrobiło się znośnie ciepło a słoneczko przyjemnie świeci przesiadłam się z komunikacji Miejskiej na rower. Codziennie dojeżdżam te kilkanaście kilometrów do centrum. Spod Domu do pracy mam (w zależności od tego, którą drogą jadę) od 13 do 19 km.
To w sumie mój sposób na ruch, na zadbanie o sprawność fizyczną i wagę.
Z powodu kłopotów z kręgosłupem (pisałam o nich tu: KLIK ) , nie jestem wstanie ćwiczyć z Ewą Chodakowską. Jestem ułomna genetycznie (hmm.. chyba bardziej umysłowo.. ale w sumie to wsio rawno) i wręcz niezdolna wykonywać poprawnie ćwiczenia, nie nadwyrężając przy tym odcinka lędźwiowego kręgosłupa. No już tak mam.. taki ze mnie dziwak! Dlatego zostaje rower. Droga jest przyjemna, praktycznie przez całą drogę ścieżka rowerowa.. więc nie jest źle! Dłuższa trasa (ta przez Bródno i Most Gdański) jest spokojniejsza, mniej na niej pieszych, którzy wchodzą prosto pod koła. Dlatego zwykle jadę nią rano, jest jeszcze chłodno, rześko, więc kilometry same uciekają spod kół. Tarasa krótsza przez Most Śląsko-Dąbrowski wymaga więcej cierpliwości, szczególnie w czasie przejazdu przez Dworzec Wileński.. ale też nie jest źle, ważne, by się nie rozpędzać, bo jednak piesi są nieprzewidywalni jednak (szczególnie Ci co idą z nosami w telefonach i nie wiedzą na jakim świecie żyją.. no CI to stanowią zagrozenie sami dla siebie.. na koniec napisze kilka anegdotek ku przestrodze).

Jedno z bardziej fotogenicznych miejsc w Stolicy: Most gdański
Ogrodowisko odc. 1 - zapraszam do mojego raju!

Ogrodowisko odc. 1 - zapraszam do mojego raju!

KOCHAM POLSKĄ WIEŚ! Serio!

Jakiś czas temu pisałam tu: KLIK że ostatnimi czasy mam dość miejskiego zgiełku. Warszawa przestała być moim miastem, wciąż kocham to miasto nieprzytomnie wręcz.. ale nie czuję się tu u siebie. Stolica zrobiła się taka głośna, tłoczna, chaotyczna, duszna.. szczególnie w centrum nie ma czym oddychać!
Dlatego dziś zabiorę Was tam, gdzie najlepiej odpoczywam. 60 km na północ od Warszawy, na Skarpie Wiślanej mam moje ukochane miejsce na ziemi.
Tam nie ma stałego łącza, więc szybko zapominam o internecie.
Tam nie zaglądam do komputera.
Tam nie zaglądam co chwila na telefon.
Tam nie interesuje mnie nic, poza naturą, grzebaniem w ziemi i długimi spacerami nad Wisłę, najchętniej do stadniny by choć przez chwilę poobcować z końmi.

Wahadło.. w którą stronę pójść z blogiem?

Wahadło.. w którą stronę pójść z blogiem?

Od jakiegoś czasu mam problem z blogiem. Nie do końca wiem, w którą stronę pójść. Czy oprzeć się na tekstach motywacyjnych, opartych na moich doświadczeniach. Czy też skręcić w stronę lifestyle, przy czym ten lifestyle koncentrowałby się na trzech aspektach: muzyce, kulturze i.. pracy w ogrodzie. Moc tematów.. i zastanawiam się, czy nie będzie tego za dużo. Musiałabym na początek zrobić lekki remont na blogu (co się już dzieje, ale końca nie widać).
Moja biedna głowa biedzi sie i biedzi a wniosków brak.. W pewnym momencie chciałam ten blog porzucić. Mam drugi, kompletnie różny.
I tak waham się jak wahadło: w prawo, w lewo, w lewo w prawo..