Mam dość Warszawy... ja! tu urodzona i wychowana!

Od początku tego roku kursuję między Warszawą a Lipskiem (tym mazowieckim) a właściwie to wsią Babilon. Dwa tygodnie w stolicy, trzy tygodnie na na wsi i znów tydzień w Warszawie i tak wkoło. Dlaczego tak? Troszkę pozmieniało mi się w pracy. Teraz nie jestem już przyspawana na 9h do mojego korpobiurka. Pisząc projekty mogę to robić w domu.. a dokładniej na wsi. Potrzebny mi tylko internet.


Jakie są moje odczucia??
Czuję się, jakbym żyła w dwóch równoległych światach. Tym warszawskim: pełnym ludzi i świateł, głośnym, szybkim i bezwzględnym. I tym wiejskim: gdzie nocą widać gwiazdy, gdzie przez podwórze biegają bażanty, gdzie jest cicho i spokojnie, a czas zdaje się płynąć 10 razy wolniej.
Szczerze??
Sto razy lepiej pracuje mi się na wsi. Projekty powstają szybciej, mają mniej błędów. Moje kreatywność osiąga szczyty! Warszawa ostatnio jest dla mnie za głośna. Nie sądziłam, że dożyję takiego momentu. Ja urodzona i wychowana w wielkiej hałaśliwej stolicy lepiej czuję się na wsi. Świat się kończy czy co??
Dość długo zastanawiałam się nad tym faktem.. moje wnioski nie są zbyt pocieszające.

Moja (mam nadzieję chwilowa) awersja do Warszawy ma tylko jeden powód: LUDZIE .. i ci rdzenni, nacjonaliści nienawidzący obcych i słoiki.. co to przyjeżdżają tu pracować, narzekają na wszystko i wszystkich, a w piątek rano jada do mamy "po weki". Nie zrozumcie mnie źle.. znam reguły gry. W Warszawie jest miejsce dla wszystkich. Ale mi przestało to odpowiadać. Ten wyścig szczurów.. i wbrew pozorom w wielu przypadkach nierówny start. Przykład? Słoik, któremu rodzice za sprzedaną część gospodarstwa kupili mieszkanie na Tarchominie (i przesyłają co miesiąc gotówkę), wyśmiewa chłopaka z Pragi co to wynajmuje małą kawalerkę i żyje "od pierwszego do pierwszego" bo cienko z kasą, a rodzice nie są wstanie pomóc. I odwrotnie dziewczyna, której rodzice są wysoko postawionymi urzędnikami w jednym z ministerstw, która mieszka w odziedziczonym po babci wielkim mieszkaniu na Starym Żoliborzu, obśmiewa koleżanki, które na spółkę wynajmują mieszkanie.. bo to wieśniaczki co to sobie w życiu poradzić nie umieją.
Takich przykładów jest mnóstwo. Oczywiście nie zamierzam generalizować, ale jak na to patrzę, to przestaje mi się chcieć być w tym korposzambie. Jak jest poza korpo? Zagonieni wiecznie wkurzeni ludzie biegną przed siebie z nosami w telefonach.. kierowcy stoją wkurzeni w korkach, piesi irytują się na przystankach.. W niedzielę zamiast na spacer do Łazienek idzie się całą rodziną do Galerii Handlowej odpocząć i zrobić przy okazji zakupy na cały następny tydzień. Wszędzie pieniądz, kariera i pogoń za sukcesem.
Uff.. ale obsmarowałam to moje ukochane miasto .. ale wiecie, ono dla mnie w dni powszednie jest niemal nie do zniesienia! Kiedyś dało się odetchnąć w weekend, a teraz co chwila manifestacja, potem kontrmanifestacja, a to KOD, a to PIS, a to frankowicze..
Moja ucieczka na wieś to chyba instynkt samozachowawczy, a może mam taki czas antymiejski? Nie wiem.. ale na razie nie widzę szans na zmianę. A przecież kocham Warszawę.. to moje ukochane miejsce na ziemi. Czuję, ze ją trochę zdradzam, ale komfort psychiczny jest ważniejszy.

Też tak macie?
Chcecie uciec z miasta na wieś, lub odwrotnie?
Może też szukacie odtrutki na korposzambo?
Jak sobie radzicie z życiem w mieście?


2 komentarze:

  1. Mieszkam na wsi. Sąsiaduję z niewielkim miastem, a 20 kilometrów w drugą stronę mam już dość spore miasto. Takie położenie odpowiada mi znakomicie. Mam blisko do miasta gdzie życie nocne tętni życiem, a każdego dnia żyję w miejscu bardziej spokojnym.
    Troszkę ruszyło mnie zdanie, że na wsi widać gwiazdy... A w mieście właśnie nie. Tego brakowało by mi najbardziej. A bażanta to mam nawet własnego, bo codziennie przychodzi do mnie do sadu po coś dobrego. ;)
    CROWDED DREAMS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwiazdy w mieście to luksus. Jak jestem na wsi i w nocy patrzę w niebo.. to jest magia, człowiek się wtedy czuje taki mały i nic nieznaczący.
      Mnie bażanty przyprawiają o zawał serca.. jak mi spod nóg wylatują niemal.. i zadziwjają niesamowicie, ze mogą mieszkać w sąsiedztwie lisiej nory! ;)

      Usuń

** Wszystkie komentarze są dla mnie na wagę złota, każdy czytam i na większość odpowiadam. **

** Staram się odwiedzać moich gości, czasem mam opóźnienia, ale nadrabiam je**

**Nie działam na zasadzie obs za obs, komć za komć, uwierz mi nie ma dróg na skróty, tylko pracą można osiągnąć sukces**

** Przesyłam moc dobrej energii! **