Asertywność.. czyli zachowania stadne i jak się przed nimi bronić.

Asertywność.. czyli zachowania stadne i jak się przed nimi bronić.

      Jakiś czas temu poznałam w sieci pewną dziewczynę! Nie! Nie dziewczynę! Młodą kobietę! Sporo rozmawiamy. Co tu dużo gadać, widzę w niej siebie sprzed lat! I gdybym miała kiedykolwiek mieć siostrę, to chciałabym, żeby była właśnie taka! Nie to, że bym jej czasem uszu nie natarła, ale serducho wyczuwam dobre. I to najważniejsze. I to właśnie ona zapytała mnie, jak sobie radzić z szarżującym stadem przeciwników. Przeciwników, których do szewskiej pasji doprowadza fakt, że potrafisz się wyłamać. Że potrafisz wybrać coś innego niż oni! Ten wpis jest dla niej. Ale nie tylko, żeby była jasność!

czyli jak sobie radzić z atakującym stadem przeciwników.


Na początek historia!

      "Dzisiaj mamy zakładową integrację i ja na nią nie poszłam w wielu względów. Głównie po prostu nie chciałam. Gdyby to jeszcze było w naszym skromnym gronie z działu to okej, bym poszła. Ale nie chciałam iść gdy wiedziałam, że inni idą tylko żeby popatrzeć i z innych pośmiać.
      Drugim powodem jest to, że ja nie piję. Nie piję alkoholu w sensie. No i wiem, że na pewno byłyby nieprzyjemne dla mnie sytuacje znowu, że jak ja mogę nie pić. I by mi co niektórzy nalewali i siłą zmuszali do paru głębszych, jak to już się zdarzyło.
      Wolałam sobie tego oszczędzić, a sobotę wykorzystać produktywnie, a nie zmęczona znowu być. Musze się uczyć, a nikt tego nie rozumie. Ciągle słyszę że "jak ja byłam w twoim wieku to z imprez o 5 wracałam i jechałam na egzaminy". Okej nic mi do tego, ale ja mam inne priorytety. Tym bardziej, ze ostatnio mi zdrowie szwankuje.
      Np. dziś byłam pobierać badania i nie chcę się przemęczać dodatkowo. I nie rozumiem właśnie, dlaczego każdy mnie musi pytać dlaczego nie idę na integrację i wysłuchiwać czyichś opinii co powinnam a co nie. Tak tez wybrałam bezpieczną dla siebie opcję, tak jak napisałaś. Odmówiłam przybycia tak, żeby nikogo nie urazić. Mimo to prawie wszyscy nie rozumieli, dlaczego nie chce się  z nimi bawić... I weź tu bądź asertywna! Zjedzą Cię! A jak jeszcze zobaczą, że nic sobie z ich tekstów nie robisz to już całkiem będą próbowali podciąć ci skrzydła. 
      Każdy musiał komentować, ze jestem młoda i powinnam iść. Nikt nie rozumie, że nie mam ochoty i mam inne priorytety. Lepiej mi wmawiać, że coś ze mną nie tak."

Zachowanie stada, jak wyczują ofiarę to nie popuszczą, choćby nie wiem co.

      Kiedyś bałam się być poza stadem. Bałam się, że znajomi uznają mnie ta dziwadło. Za indywiduum, z którym nie warto się zadawać. Więc nie wyrażałam własnego zdania i płynęłam z prądem. Czasem mi to wychodziło na dobre, ale zdecydowanie częściej było zupełnie odwrotnie. U mnie moment przebudzenia był brutalny, o czym wiedzą stali czytelnicy bloga. Ale co ma zrobić osoba, która walczy o siebie, a stado atakuje? Odpowiedź w sumie jest prosta, ale jej wdrożenie w życie wymaga... twardego dupska niestety!
      Bo co wynika z opisanej wyżej historii.. jednostka odmawia, próbuje być sobą, wyznacza granice.. a stado atakuje. Stado nie lubi, kiedy jednostka się wyłamuje. Stado walczy, żeby przywrócić ład.

Bo czym tak naprawdę są zachowania stadne?

      Osobiście najlepiej to zjawisko znam od strony ekonomii. Zachodzi wtedy, kiedy konsumenci kupują jakąś rzecz, bo inni mają. Nie patrzą wtedy na ceną, użyteczność.. na nic. Muszą mieć i tyle. Ulegają zbiorowej histerii. Bardzo dobrze widać to na przykładzie dzieci (zbieramy lalki/samochody.. bo koledzy zbierają), czy też... np. wszelkich gadżetomaniaków. Taki głupi owczy pęd, byleby mieć, byleby należeć do określonej grupy. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest wiele.. np.:

  • moda - bo ta paletka od Jefree Star jest taka piękna.. idealnie dopracowana.. i nie jest ważne, że są paletki o podobnej jakości za ułamek ceny.
  • naśladownictwo - bo ta celebrytka używa tylko tej marki, a ona jest taka fajna i chcę być taka jak ona!
  • groźba kary, lub perspektywa nagrody - jak nie będę mieć tej lalki LOL to koleżanki w przedszkolu nie będą się ze mną bawić mamo!! I odwrotnie: Mamusi, jak mi kupisz ten zestaw lalek LOL to będzie super, bo będę miałam najwięcej w przedszkolu"
  • przyjęcie nowego systemu wartości - trzeba być postępowym, trzeba akceptować wszystko, żeby być nowoczesnym!
      Teraz przenieśmy to na grunt społeczny. Czy nie panują na nim takie same mechanizmy? Podążanie za modą, naśladownictwo, chęć bycia w jakiejś grupie.. bo to daje korzyści. Niechęć do pewnych zachowań, bo są ona krytykowane... mechanizm ten sam. Techniki manipulacji (o nich tez napiszę!) podobne. Pytanie: jak się przed tym bronić?

Jak się bronić przed zachowaniami stadnymi? Jak pozostać sobą?

      Na to pytanie nie ma dobrej i jednoznacznej odpowiedzi. Bo tak naprawdę zasad jest kilka:
  • miej swoją wizję i cel - i trzymaj się tego choćby skały srały. Jeśli jesteś pewien, że chcesz to i to osiągnąć to idź do przodu i nie oglądaj się co gadają inni. To ułatwia znoszenie krytyki.. a ta jest nieunikniona niestety.
  • to, że odmawiasz komuś, niemal zawsze otwiera drogę do nowych możliwości! - Nie masz ochoty przebalować połowy wypłaty w knajpie? Super.. te kilka stówek w kieszeni przybliżą Cię do upragnionego wyjazdu na Lazurowe wybrzeże! Taka perspektywa ułatwia znoszenie przytyków prawda?
  • zasady! - jeśli mam kodeks postępowania, to się go trzymam. Cały czas. Każde odstępstwo od reguły to woda na młyn dla stada! Bo ostatnio to jednak z nami piłeś.. a teraz co? Nie pasujemy Ci już? 
  • odmawiaj grzecznie - Nie pójdę z wami do knajpy, bo zbieram na wyjazd do Barcelony. 
  • nie bój się być nielubianym! - będę to powtarzać do znudzenia! Nie jesteś tabliczką czekolady i nie wszyscy muszą Cię lubić! Ci co lubią naprawdę, będą z Tobą. Cała reszta... oni są nieważni. Ludzie nieprzychylni są nieważni... a przynajmniej dla Ciebie tacy powinni być!
  • otaczaj się osobami, które w Ciebie wierzą. Które w razie czego podadzą chusteczkę.. albo kieliszek wina. Przy których możesz się rozsypać, a one wysłuchają, a potem dadzą otrzeźwiającego kopa w tyłek!
  • i ostatnie najważniejsze!! - NIE TŁUMACZ SIĘ i NIE PRZEPRASZAJ ZA BYCIE SOBĄ! - znasz to powiedzenie: tylko winny się tłumaczy? No więc, tu ta zasada jest chyba naczelną! Im więcej tłumaczenia, tym dłuższa dyskusja.. tym więcej nieprzyjemności. Ze stadem się nie dyskutuje, tak jak nie tapla się ze świnią w błocie. 

Nie będę udawać, że walka ze stadem jest łatwa!

      Nie będę udawać, ze walka ze stadem jest łatwa, wiesz dlaczego? Bo to tak naprawdę nie jest walka ze stadem, tylko z samym sobą! Ze swoimi słabościami, strachem. Dlatego niestety nie da się uodpornić z dnia na dzień. Nie będę tu odkrywcza..Od momentu startu, do momentu, kiedy otoczenie przestanie urabiać Cię na swoją modlę, to będzie momentami droga przez mękę. Trzeba mieć skórę prehistorycznego jaszczura i dupsko ze stali. Trzeba się trzymać swoich przekonań i się nie poddawać. Po każdym upadku wstawać, otrzepywać kurz i iść dalej. Cholera brzmię jak jakiś cholerny mówca z dupy.. znaczy motywacyjny. Tylko czy da się inaczej?


Uhh.. napisałam! Mam nadzieję, że coś pomogę. A może Ty drogi czytelniku masz jakieś rady? Jak pozostać sobą w starciu z nieprzyjemnościami? Będę wdzięczna za każdy okruch doświadczeń. Więc do dzieła! Komentujecie!!


Self love .. czyli kochaj siebie i nie bój się zdrowego egoizmu.

Self love .. czyli kochaj siebie i nie bój się zdrowego egoizmu.

      Minimalizm i prostota... ostatnio odkryłam, że powinnam dołączyć do tej dwójki jeszcze jedno hasło. Popularne ostatnio SELF CARE! Tak dokładnie tak! Bo można być minimalistą.. można cenić proste życie, ale robić to ze względu na kogoś lub na coś! Bo to modne, bo partner tak żyje. Bo sytuacja finansowa niejako wymusza zwolnienie, a to trzeba jakoś zgrabnie opakować, żeby nie było siary w środowisku. Ale nie tylko... bo SELF CARE nie musi przecież łączyć się z minimalizmem i prostotą. SELF CARE to przede wszystkim dbanie o siebie. Dobra.. do rzeczy!

nie musisz wciąż więcej, mocniej, wyżej

SELF CARE .. zwolnij, świat się nie zawali, jak odpuścisz.

      Znacie takie osoby, które muszą wszystko same? Które uważają, że jak do czegoś ręki nie przyłożą, to będzie źle? Które pchają się nieproszone z pomocą (czytaj, chcą wszystko zrobić tak jak one uważają), same jednocześnie alergicznie reagują na wszelkie próby pomocy w swoim kierunku. Bo one muszą same? Ja znam. Życie, obcowanie i współpraca z nimi to koszmar dla każdego. To oczywiście skrajny przypadek, są też inne.
      Wiele osób jest tak zafiksowanych na rozwój, na zdobywanie wciąż nowych i nowych umiejętności, że same się zapędzają w kozi róg. Gonią wciąż za nowym, wmawiając sobie, ze tak trzeba. Że robią to dla siebie. Pewnie tak jest... tylko czy te osoby mają czas ucieszyć się z nowych umiejętności? Czy może tylko odhaczają listy "to do". Może pędzą za czymś.. tylko nie wiedzą za czym? Może boją się tu i teraz.. boją sie zatrzymać i dostrzec, że ich życie tak naprawdę nie ma celu?
     Mam dwójkę przyjaciół. Oboje szalenie ambitni. Ot młodzi ludzie na dorobku. Rozwijają własne biznesy. Wiecznie gonią, wiecznie zarobieni. Wiecznie w drodze. Spotkać sie? Oni nie mają czasu porozmawiać przez telefon! Ostatnio zapytałam: co wy macie z tego, ze tak gonicie? Odpowiedź była typowa: pracuję teraz, żeby na starość mieć. Cóż można i tak. Ale mnie taka perspektywa przeraża. Bo życie w ciągłym stresie to droga do trumny, a nie do szczęśliwej starości. Brutalne? Nie. Prawdziwe. Stres to morderca.
     Dlatego... zwolnij! Zadbaj o siebie tu i teraz. Nie odkładaj odpoczynku. Ładuj akumulatory, Ciesz się z małych rzeczy... codziennie. I nie odkładaj szczęścia na potem!

SELF CARE .. pamiętaj o zdrowym egoizmie i nie bój się mówić "nie"

      Zdrowy egoizm nie jest zły! To, że stawiasz swoje potrzeby nad potrzebami innych nie jest złe. Znacie pięć zasad zdrowego egoizmu? Oto one:

1. Naucz się mówić "nie"tak, żeby nie wywoływało to u ciebie wyrzutów sumienia. Nie wszyscy muszą Cię lubić... Ci którzy cię kochają i akceptują zrozumieją. Reszta może się wypchać.
2. Bezwzględna szczerość - uniknięcie dysonansu miedzy tym co się myśli i co się mówi, bardzo poprawia komfort psychiczny.
3. Nie trzeba się tłumaczyć ze wszystkich działań! To że twoje koleżanki nie rozumieją Twojej awersji do świąt, nie znaczy, ze masz im się ze swoich decyzji tłumaczyć.
4. Jesteś ważną i wartościową osobą! Powtarzaj to sobie tak długo, aż uwierzysz! Szacunek do siebie do podstawa zdrowia psychicznego!
5. Presja to zły doradca! Lepiej zrobić krok w tył, spojrzeć na sprawę z dystansu i dopiero podjąć decyzję.

SELF CARE .. zadbaj o siebie, porozpieszczaj siebie

      Az się kusi, żeby znów wrócić do przykładu moich przyjaciół. W ten weekend jade do Warszawy. I zaproponowałam spotkanie. Żeby była jasność.. propozycja wyszła ode mnie jakieś dwa tygodnie temu. Zacytuję informację zwrotną: "Kochana pierwszy wolny weekend mamy we wrześniu. A tak to szkolenia, delegacje. Na budynkach wciąż coś, lokatorzy dzwonią.."  No ja nie mam pytań. Uprzedzając .. odmowa nie jest osobista. Bo tak wygląda sytuacja ze wszystkimi naszymi wspólnymi znajomymi. Czy to pracoholizm? Tak. Czy to zdrowe? Maciek ma problemy z sercem, z resztą Gosia też. Czy się leczą? Nie! Co jakiś czas dostaję tylko rozpaczliwy telefon, że znów arytmia.  A na pytanie czy sie leczysz? Czy byłaś u lekarza? Słyszę jedną odpowiedź. A co ja mogę? Stresu nie wyeliminuję. Ostatnio jak to usłyszałam to nie wytrzymałam i powiedziałam: "Wiesz co? Ja zacznę zbierać pieniądze na piękny wieniec pogrzebowy dla waszej dwójki." Myślicie że przesadziłam? Przecież to logiczny wniosek. Permanentny stres+kłopoty z sercem+brak leczenia=trumna. Czy znajomi coś zmienili? A skąd! Dalej pęd.. bo są na dorobku. Ręce opadają!
      DLATEGO!
      Zadbaj o siebie! Zrób coś dla siebie! Marzysz o pięknej kiecce? Kup ją! Zasłużyłaś! Chciałabyś skoczyć na bungee? Dlaczego nie? A bardziej prozaicznie... marzysz o spokojnym wieczorze z książką? No to już! Wyłącz telefon, odetnij wirtualny świat, zrób sobie pyszną lemoniadę i zanurz się w świat literatury. Niezmyte gary poczekają! I nade wszystko ciesz się z tego co już masz! Co osiągnęłaś/osiągnąłeś! Życie jest za krótkie na to, żeby szczęście odkładać na później.

SELF CARE .. i ja

      Po ostatnich bardzo intensywnych tygodniach odpuściłam nieco. Jasne zdarzają mi się jeszcze dni zapierdzielone pod korek, ale już nie codziennie! Teraz staram się pracować max 6h na dobę. Żeby nie było, to bardzo intensywne pracowanie.. bez SM, gdzie w telefonie mam przeważnie tryb samolotowy. Ale warto.. reszta dnia jest wolna. Ja jestem wolna! A że może mniej pieniędzy? Mam ich wystarczająco, nie potrzebuję więcej. Mam za to czas cieczyś się owocami mojej pracy. Mam czas żeby dopieszczać ogród, mam czas przytulić się do ukochanego mężczyzny i bez pośpiechu wypić lemoniadę. Sielanka co? To jak zadbasz o siebie?





Ucieszyło, Zachwyciło - MAJ 2019

Ucieszyło, Zachwyciło - MAJ 2019

      Maj, miesiąc kiedy wszystko wybucha, zaczyna kwitnąć, a soczysta zieleń aż bije po oczach. To nic, ze czasem pada deszcz. To nic że zaczynają się burze i czasami są przymrozki, które zabijają niektóre kwiaty (baj baj.. hortensjo, już w tym roku nie zakwitniesz). Maj jest miesiącem tak pełnym życia,  że aż trudno się nie uśmiechać. A jaki był mój maj? PRA CO WI TY! Ale po kolei!

kultura, książki i prywata

ZACHWYCIŁO .. MUZYKA I KSIĄŻKI

      Wstyd się przyznać, ale nadal mam zastój czytelniczy. Praktycznie nie robię nic poza pracą, ogarnianiem Belli  i spaniem. Niemniej coś tam przeczytałam. Były to dwie ksiażki, które już czytałam i do nich wróciłam. Na szczególną uwagę zasługują Dzieci Hurina J. R. R. Tolkiena. Historia dzieje się na dłuuugo przed wydarzeniami z Władcy Pierścieni. Akcja rozgrywa się 6500 lat wcześniej. W czasach grozy, kiedy to najwięksi wśród ludzi i elfów zginęli, a świat pogrąża się w ciemności. To wtedy na arenie pojawia się Turin.. śmiertelnie niebezpieczny, banita, który z grupą podobnych sobie przeciwstawia się złu. Polecam z całego serca zwłaszcza, jeśli jesteście fanami tolkienowskiego świata!
      Muzycznie właściwie nie pojawiło się u mnie nic nowego, choć jest coś, czego nie można pominąć! Cóż to takiego? Ano Męskie Granie AD 2019! Co prawda piosenka miała premierę 30 maja ALE... skasowała wszystko, co było wcześniej! Organek... Zalewski... Nosowska... oto SOBIE WAM!
Słowa: Kasia Nosowska
Muzyka: Marcina Masuk i Kasia Nosowska



BELLA

      Maj to WRESZCIE zabieg sterylizacji u mojej ukochanej suni! Ja wiem, że część społeczeństwa puknie się w tej chwili w głowę.. bo po co, suczka powinna miec szczeniaki i takie tam. Odpowiem Wam... DOŚĆ bezdomności wśród zwierzaków! Za dużo jej jest a ja nie mam zamiaru dokładać! Jasne.. Bell jest śliczna i szczeniaczki też pewnie byłby by śliczne... ale te szczeniaczki trzebaby odchować, zaszczepić i znaleźć im dobre odpowiedzialne domy! Bo byle gdzie to się dzieci nie wydaje... to raz! Dwa w fundacjach i schroniskach jest mnóstwo czworonogów.. wystarczy tam iść i jakiegoś pokochać. A po trzecie... sterylizacja to uchronienie pupilki przed wieloma chorobami. Bo jak ja znam nasze szczęście .. to na bank przypałętało by się jakieś ropomacicze albo inny rak sutka! A tak? Sunia wysterylizowana, bezpieczna i zdrowa. Co do samego zabiegu.. to chyba cieżej przeszłam to ja. Bo już na dwa dni przed po nocach nie spałam i panikowałam, jakbym to ja miała mieć operację. Cóż.. jak to mi napisała Aneczka: jak się kocha to się przeżywa. I to niech będzie całym opisem mojego stanu. Co do Bell... całość poszła szybko i bez żadnych komplikacji. Zawiozłam sunię na 8 do kliniki a o 11 już wybudzoną odebrałam. Powiem Wam.. że najgorsza była noc po zabiegu. Bo mała oka nie zmrużyła ( a ja z nią).. bolało ją, nie mogła sobie miejsca znaleźć i ciągle się kręciła. Jak rano dostała proszek przeciwbólowy to dopiero zasnęła. Dziś.. tj. po dwóch tygodniach została nam tylko blizna na brzuszku. A Bell jest znów radosnym (i cholernie rozrabiającym) psiakiem! Także ten... JEST DOBRZE!

Na blogu

     Na blogu nadal słabiutko... wciąż jest coś ważniejszego. Cóż... nic na siłę. Wciąż żyję nadzieją, że uda mi sie pokończyć wpisy, które mam pozaczynane.. Trzymajcie kciuki! Puki co zapraszam Was na mojego NOWEGO INSTAGRAMA .. zaczęłam się nim bawić tak bardziej na serio i wreszcie publikuję tam w miarę regularnie! Dość powiedzieć, że w maju wrzuciłam więcej zdjęć i filmików niż przez pozostałe miesiące tego roku! 


Taki to był mój maj... jaki był Twój??




Trzy typy osobowości w komunikacji i nie tylko! Którym Ty jesteś?

Trzy typy osobowości w komunikacji i nie tylko! Którym Ty jesteś?

      Ostatnio sporo osób pytało mnie o moją asertywność. O to, czy się nie boję mówić co myślę. Czy nie boję się wyrażać swoich opinii. Odpowiedź brzmi NIE! Nie boję się, bo i czego? Ktoś, kto będzie się chciał do mnie dopieprzyć i tak się dopieprzy. Ktoś, kto się boi.. będzie się bał. Ktoś kto jest przewrażliwiony na punkcie tego, co inni mówią i tak pomyśli co będzie chciał, dokładając sobie milion rzeczy, których nie powiedziałam. A typ asertywny powie co myśli, pogadamy, pośmiejemy się, przybijemy sobie piąteczkę i się rozejdziemy w zgodzie! Pytania o moją asertywność skłoniły mnie natomiast do podumania o trzech podstawowych  postawach w komunikacji.. i chyba ogólnie w życiu. Cos ostatnio sporo filozofuje...

      Trzy podstawowe typy osobowości w komunikacji: postawa agresywna, postawa uległa i postawa asertywna. Trzy postawy, każda inna. W dyskusjach bardzo łatwo wyłapać, kto jak się komunikuje. A co za tym idzie, mniej więcej wiadomo JAK z określonymi typami rozmawiać... ogólnie jak się z nimi obchodzić. Nie mówię tu oczywiście o skrajnościach bo... NIENAWIDZĘ skrajności z zasady. Szkoda że nie można ich pomijać co nie? No nic! KOMUNIKACJA.. zanim zacznę filozofować!

Agresor, uległy i asertywny


Trzy typy osobowości w komunikacji: Postawa agresywna

      Ja, JA, JA! Słowo "JA", chyba najbardziej charakteryzuje postawę agresywną. Typ agresywny w dyskusji uważa, że tylko on ma rację, a inni to gówno wiedzą (nie mylić z racjonalnym bronieniem własnego zdania). Będzie uważał, ze jego potrzeby są najważniejsze i będzie szanował tylko siebie. Taki typ nie panuje nad emocjami.. łatwo się denerwuje, lubi sobie pokrzyczeć.
      Co kryje się za taką postawą? Według mnie główne powody są dwa: albo skrajna niepewność przykryta butą. Lub wręcz odwrotnie: totalna bezczelność i brak empatii. Jeśli o mnie chodzi, częściej spotykam się z tą pierwszą opcją. Dlaczego? Znacie takie powiedzenie: pies, który dużo szczeka, nie gryzie? Tak jest na ogół z "mocnymi w gębie". Dużo gadania, trochę krzyku i mnóstwo niepewności przykrytej hałaśliwą postawą. Ta postawa ma jeden plus.. typy agresywne na ogół mówią co myślę wprost!
      Jak sobie radzę z agresywnymi typami? Mówię co myślę i nie wdaję się w zbytnie dyskusje. Osoby agresywne w dyskusji bardzo często (jeśli nie zawsze), sięgają po argumenty personalne. Ja tego bardzo nie lubię i przy pierwszym takim na ogół kończę dyskusję.. zapasy w błocie ze świnią zawsze kończą się tak samo.. brudem wszędzie!

Trzy typy osobowości w komunikacji: Postawa uległa

      On, ona.. oni zawsze mają rację. Wszyscy poza mną mają rację. Najkrótsza charakterystyka typu uległego. On raczej nie ma własnego zdania. A nawet ja je ma, to uważa, ze jest mało warte i nawet nie próbuje przedstawiać swoich argumentów. Ponad to szanuje zdanie każdego poza swoim własnym uważając, że gówno (za przeproszeniem) wie. Typ uległy nie będzie emocjonalny, będzie tłumił emocje. Co najwyżej po dyskusji wypłacze/wykrzyczy/ponarzeka w kącie. Ma poczucie niższości.
      Jak dla mnie to typ o niebo bardziej niebezpieczny niż typ agresywny. Dlaczego? Uległy potrafi się z interlokutorem zgodzić, ale jak spodka kogoś, z kim mu bardziej po drodze to ma w d... poprzednie ustalenia. No niestety takie mam doświadczenia. Jasne są jednostki słabe, które nie mają w sobie genu zdrady. Ale są też jednostki słabe, które zdradzają na potęgę. Bo płyną tam, gdzie są większe profity. Potrafią też latami chować urazę.
      Jak sobie radzę z typem uległym? No właśnie sobie nie radzę. Typ uległy mnie wkurwia! A ponad to zawsze mam gdzieś z tyłu głowy, ze taka "cicha woda", bywa niebezpieczniejsza niż atakująca wprost żmija. Oczywiście nie chcę generalizować ale...

Trzy typy osobowości w komunikacji: Postawa asertywna

      Równość wszystkich dookoła. Ja jestem OK i moi rozmówcy są OK. Możemy się nie zgadzać, możemy sie ścierać na argumenty do bólu. Ale to zawsze będzie kulturalne i w dyskusji nie pojawią się argumenty personalne. Szacunek to całkowita podstawa komunikacji w postawie asertywnej. Szacunek i otwarte opisywanie emocji. "To mi się nie podoba.. bo tak i tak" "To wydaje mi się ciut infantylne bo to i to". "Boli mnie to co myślisz bo to i to."
     Jak postępować z osobą asertywną? Przede wszystkim nie doszukiwać się drugiego dna w tym co mówi! Typ asertywny to typowa "kawa na ławę" .. sama będąc takim typem wiem jak trudno jest owijać w bawełnę, kiedy chce się powiedzieć coś wprost! Kiedy odpowiadając na pytanie wprost czujesz, że drugiej osobie może sie to nie spodobać. Ale cóż. W asertywności nie ma strachu przed tym, co pomyślą inni prawda?


      Ot i wsio! To sa trzy podstawowe typy osobowości w komunikacji. Jak myślicie, którym jesteście? Co myślicie o poszczególnych typach? Który według Was jest najtrudniejszy w obsłudze?
Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze!





Dziesięć przykazań logika.. czyli mój kodeks postępowania.

Dziesięć przykazań logika.. czyli mój kodeks postępowania.

      Wena .. rzecz/stan, który pojawia się i znika. Motywacja.. coś, co można w sobie wzbudzić mrówczą pracą, która przynosi wymierne wyniki. Wszystko prawda. Tylko co, kiedy jakaś rzecz spada na liście priorytetów? Robić coś na siłę? Czy odpuścić na chwilę? Poczekać i sprawdzić czy się zatęskni.. ja tak mam z blogiem! Właściwie od kilku miesięcy. Pojawiam się i znikam.. i wiecie? Zaczęłam tęsknić! Nawet pomysły na nowe wpisy zaczęły mi po głowie chodzić. Dlatego powolutku chyba wrócę! Dziś z moim dekalogiem logika. Dekalogiem, który zdarza mi się łamać. Zwłaszcza jak mnie ktoś w dyskusji wpieni.. tak zdarzają się takie osobniki. Jesteście ciekawi? No to lecimy!

dziesięć przykazań logika


1. Zawsze krytykuj tezę, a nie człowieka, który ją głosi!


      To jest klucz każdej kulturalnej dyskusji. Nigdy, ale to nigdy nie wysuwa się argumentów ad personam! Obalamy/udowadniamy tezy. Krytykujemy konkretne zachowania.. ale NIGDY osoby personalnie. Gdyby każdy stosował się do tej zasady, ze przestrzeni publicznej zniknąłby cały hejt. 

2. Nie wyolbrzymiaj i przeinaczaj tezy przeciwnika w dyskusji, żeby ułatwić sobie
 zadanie.

      Czasem emocje ponoszą to fakt. To jednak nie uprawnia na naginania faktów do swojego widzi mi się. Jasne wtedy jest łatwiej.. ale z uczciwością i logiką ma to niewiele wspólnego.

3. Nie wyciągaj wniosków, jeśli masz za mało danych.

      Kolejna mega ważna rzecz. Mam wrażenie, że wielu złych rzeczy na świecie dałoby się uniknąć, gdyby ludzie za szybko nie wyciągali wniosków, a co za tym idzie nie wydawali wyroków.

4. Nie jest dowodem coś, co ma być dopiero udowodnione.

      Teza/twierdzenie nie jest dowodem na jej/jego słuszność. To że coś sobie w przypływie natchnienia wymyśliłam nie znaczy, że jestem jakimś geniuszem i to co twierdze, to jakaś cholerna prawda objawiona, która jest nie do podważenia.

5. Nie wyciąga się wniosków przyczynowo skutkowych ze zwykłego ciągu dwóch zdarzeń.

      Nie wyciąga się wniosków na podstawie przypadkowych zdarzeń. Tak samo, jeśli nie wiem jak zdarzenia są powiązane, również nie zakładamy, ze jedno wynika z drugiego. Sztandarowym przykładem na wyjaśnienie tego "przykazania" jest burza. A dokładniej piorun i grom. Standardowo, najpierw pojawia się błyskawica a dopiero potem grzmi prawda? Czy to znaczy, ze grzmot jest wynikiem błyskawicy? No NIE! One mają wspólną przyczynę!

6. Skrajności nie są całością zjawisk.

      Jasne jak słońce prawda? Pomiędzy bielą i czernią jest jeszcze milion innych odcieni i każdy logicznie myślący człowiek powinien o tym pamiętać.

7. W dyskusji nie wykorzystuje się niewiedzy innych osób.

      Jedno z większych świństw, jakie często robią sobie dyskutanci. Zwłaszcza Ci, którzy chcą komuś dowalić. To mega wiąże się z punktem pierwszym.

8. Ciężar dowodu spoczywa na osobie stawiającej tezę w równym stopniu jak na tej, która próbuje tezę obalić.

      Nie może być tak, że kogoś oskarżam o cokolwiek i oczekuję, że on udowodni, że nie jest wielbłądem prawda? Tak samo w każdej innej dyskusji. ciężar dowodu, spoczywa także na mnie.. osobie stawiającej tezę. 

9. Nie twierdzi się, ze coś wynika z czegoś.. jeśli taki związek nie zachodzi.

      Człowiek nie muł! Nie można upierać się przy jakimś twierdzeniu, jeśli widać, że jest ono błędne!

10. Nie każda powszechnie przyjęta teza jest prawdziwa.

     I na koniec chyba podstawowe prawo świata. Prawo, które nasz świat popycha do przodu. Choć może nie zawsze w takich kierunkach, jakie nam się podobają. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze gdyby nie obalanie starych przyzwyczajeń.. wciąż siedzielibyśmy w jaskiniach. A może się mylę?


      Oto dekalog logika. Dekalog, zgodnie z którym staram się postępować. I jak każdy dekalog, czasem łapię się na tym, że próbuję "przykazania" obchodzić i dostosowywać do swoich celów. Choć staram się! A Wy? Macie swoje zasady postępowania? "Przykazania" zgodnie z którymi postępujecie w dyskusjach. Dyskutujecie? Czy może jak te muły upieracie się przy swoim. I choćby skały sr..ły zdania nie zmieniacie.





Ucieszyło, zachwyciło - KWIECIEŃ 2019

Ucieszyło, zachwyciło - KWIECIEŃ 2019

      To jaki był mój kwiecień doskonale obrazuje stan postów na blogu... pojawiły się dwa. Pierwszego kwietnia i tan.. ostatniego. Zapytacie dlaczego.. Bo ja czuję, jakby kwietnia nie było! Zapieprzałam cały miesiąc jak mały samochodzik. Jedyne wolne dni to święta. A tak świątek, piątek.. od rana do nocy. Już dawno tak nie było. Niestety sytuacja czasem zmusza człowieka do ... No właśnie do czego.. cóż, mówiąc wprost: do pogoni za pieniądzem! Zwłaszcza, kiedy ten pieniądz jest na gwałt potrzebny. Taki był mój kwiecień.. jedna wielka pogoń za mamoną.. KOSZMAR! Na szczęście coś tam jednak mnie cieszyło, inaczej bym chyba oszalała. I na tych okruchach się skoncentrujmy.. cała reszta.. niech znika!



Zachwyciło .. muzyka i książki

WSTYD.. WSTYD.. WSTYD.. i sytuacja niespotykana od wielu miesięcy. Niestety.. kwiecień to jedna książka na kącie. Powinno się mnie za to wybatożyć. ale co zrobić. Złapałam MEGA zadyszkę. Za to muzycznie.. cóż NOWY Piotr Cugowski na tapecie.. do tego NOWY Marcin Sójka... czego chcieć więcej? Jeśli nie znacie.. to polecam serdecznie!






Pieniądze szczęścia nie dają.. ale są potrzebne jak cholera!

      Praktycznie cały kwiecień u mnie, to poszukiwania dodatkowych środków na remont. jasne mogłabym ruszyć żelazne rezerwy, ale dopóki sytuacja mnie do tego nie zmusi to tego nie zrobię. Zwyczajnie sporo bym na tym straciła. Wiec tyrałam cały kwiecień jak mały samochodzik, żeby zarobić więcej i więcej. O rany.. nienawidzę tego! Nienawidzę tego zapieprzania po kilkanaście godzin na dobę. Nie chcę tego na dłuższą metę. Nic. Najważniejsze, ze się udało i w maju będzie można ruszać z remontem mojego azylu... Ehhh... serce boli jak o tym myślę, muszę to ogarnąć jak najszybciej!

Bell

      Oczywiście nie obyło się bez psich nieszczęść. No bo jak to.. tylko jeden problem ma mieć pańcia na głowie? A skąd! Futrzak zadba, zeby nudno nie było! Najpierw zatrucie. Ot Bella postanowiła zabawić się po raz kolejny w ogrodnika i przycięła pędy winogrona.. czy muszę mówić, ze dla psów winogrono jest silnie toksyczne? Na szczęście skończyło się tylko na kilkudniowej sraczce! Ale żeby tego było mało.. to zaatakował nas taki mały skur...yn zwany potocznie kleszczem. I zaraził babeszją... Na szczęście moja szybka reakcja zapobiegła dużemu rozwojowi choroby. I skończył się tylko na pobieraniu krwi i dwóch bolesnych zastrzykach.. Nie mam już sił czasami wiecie? Kundelki latają wszędzie, po krzakach, w lesie i nic im nie jest. A mi Bell pobiegła do lasu RAZ! I od razu babeszja... ręce opadają!

Na blogu...

Wstyd i hańba! Niestety... jak mam wybierać blogowanie i bolosfera, albo ratowanie ważnego dla mnie miejsca.. to wybiorę to drugie. Spadł licznik odwiedzin na blogu? Trudno. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Myśle, ze od maja powinnam już zacząć coś tworzyć.. a czy mi się to uda? Jak zwykle pokaże to czas! Tymczasem uciekam na pracowitą majówkę.. Może uda się coś podziałać w ogrodzie i odstresować stare kości. Trzymajcie się ciepło!!





Asertywność.. fakty i mity!

Asertywność.. fakty i mity!

      Asertywność.. według wikipedii: "w psychologii termin oznaczający posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie emocji i postaw w granicach nienaruszających praw i psychicznego terytorium innych osób oraz własnych, bez zachowań agresywnych, a także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych." Niby jasne prawda? Ale jak wiele narosło złych stereotypów? Jak często mylona jest z chamstwem, buractwem i zwykłymi kłopotami w relacjach? Można by napisać elaborat na ten temat. Sama jednak postaram się napisać o moich perypetiach z ludźmi nieasertywnymi. O ich zarzutach wobec mnie. To jak ciekawi?

      Jak na pewno wiecie (lub o zgrozo nie), asertywność to nie jest żadna cecha charakteru! Jej posiadanie lub brak, to nie jest kwestia genów czy wychowania. Asertywność jest umiejętnością, którą można nabyć, jeśli oczywiście chcemy! Ostatnio ze znajomymi, zainspirowani webinarem Oli Budzyńskiej, dyskutowaliśmy o asertywności tudzież jej braku. Cóż nam z tego wyszło? Ano niezbędność tej umiejętności w dzisiejszych czasach. Dlaczego? Bo tych, co nie potrafią, którzy nie szanują siebie obecny świat zjada! Jeśli nie szanujesz siebie, swojego czasu, swoich umiejętności, wreszcie swojego zdrowia to zostaniesz wycieraczką dla innych. To konkluzja z naszej niemal całonocnej dyskusji. Ale po kolei! Czas na mity!

czyli co myślimy o postawie asertywnej


MIT nr 1: Asertywność to wieczne "NIE"

      Według mnie najbardziej krzywdzący. Bo osoby, które nie są asertywne, które mają problem z jasno wytyczonymi granicami, zarzucają tym asertywnym, że nie mają za grosz empatii i współczucia dla problemów innych. GÓWNO PRAWDA że tak powiem wprost! Jeśli mam czas i możliwość to nie odmawiam pomocy! Jednocześnie, kiedy tych możliwości nie mam (obojętnie fizycznie czy emocjonalnie), to zwyczajnie odmawiam. Nie kreuję się na Matkę Teresę.. już nie. Takie jest moje prawo, a odmawianie mi go, jest ingerencją w moją wolność osobistą. Zadziwiającym jest, że największy problem z taką postawą mają osoby, które zwyczajnie nie są samodzielne. Przyzwyczajone do pomocy, nie dorastają do przyjęcia odmowy. Więc zapamiętaj: kiedy prosisz o pomoc MUSISZ się liczyć z odmową. Tak wygląda życie... i asertywność nijak się ma do tego.

MIT nr 2: Asertywność to chamstwo

      Kolejny bullshit. Asertywność to szacunek do siebie, swojego czasu, swoich emocji. Jednocześnie też, szacunek do drugiego człowieka, bez względu na to jaki ma status społeczny i materialny. Nie wiem skąd się bierze przeświadczenie, że osoby asertywne uznawane są za chamskie.. Mogę tylko podejrzewać, że wynika to z negatywnego kojarzenia odmowy. No bo jak to.. odmawiasz i jeszcze masz odwagę powiedzieć to wprost! To lepiej bułkę przez bibułkę? Zgodzić się, a potem zwodzić? To jest dopiero chamstwo.

MIT nr 3: Osoby asertywne nie są przyjacielskie i dążą po trupach do celu

      I znów.. wynika to z faktu, ze jak ktoś potrafi odmówić, to automatycznie kojarzony jest negatywnie. Analogicznie w dyskusjach.. jeśli ktoś się z nami nie zgadza i o zgrozo broni swojego zdania, to uważamy go za niemiłego. Kolejny bulshit. To jest mój problem, że nie chcę/nie potrafię pogodzić się z tym, ze ktoś ma inne zdanie i potrafi je jasno komunikować! Mój nie tej drugiej osoby. To kwestia dojrzałości. Przynajmniej ja tak uważam. Więc bycie/nie bycie miłym nijak się do tego ma.
      Czy ja dążę po trupach do celu? Nigdy. Znam swoją wartość, znam swoje umiejętności i zwyczajnie jasno o tym mówię. Osobiście uważam, ze fałszywą skromność jest jedną z większych wad, jakie możemy posiadać. Jak coś umiem, to o tym mówię. I analogicznie, jak czegoś nie potrafię to również to jasno komunikuję.

MIT nr 4: Ludzie nie lubią osób asertywnych

      Szczerze? Jakoś nie zauważyłam ostracyzmu w towarzystwie. A znajomych mam różnych i tych co opanowali asertywność do perfekcji, jak i tych wrażliwców, którzy mają problem z obsługą takich jak ja. Więc o kant tyłka ten mit. Nawet nasza ostatnia dyskusja to potwierdziła, ścieraliśmy się ze sobą mega mocno i co? I wszyscy byliśmy po tym wysiłku intelektualnym mega szczęśliwi.. i dalej się lubimy i już planujemy kolejne takie dysputy!
      Jednocześnie nie zależy mi też na sympatii osób, które swoje lubienie mnie (lub nie) uzależniają od tego, jak bardzo im pomagam. Bo to nie są kandydaci na przyjaciół tylko zwyczajne pasożyty. A takich osób to się lepiej ze swojego życia pozbywać.


      Ot.. to moje mity na temat asertywności. Może Ty znasz jakieś inne? Może się z czymś nie zgadzasz? Może wreszcie widzisz osoby asertywne przez pryzmat opisanych przeze mnie mitów. Jestem bardzo ciekawa co na ten temat myślisz! Pisz śmiało!