Czym jest motywacja i jak jej szukać? A może da się działać bez motywacyjnego kopa!

Czym jest motywacja i jak jej szukać? A może da się działać bez motywacyjnego kopa!

      Ostatnimi czasy ciężko u mnie o jakąkolwiek motywację do czegokolwiek. Dosyć trudna sytuacja w domu, kiepskie samopoczucie i nawał pracy dają mi się ostro we znaki. To wszystko sprawia, że człowiekowi się najnormalniej w świecie nie chce i kropka! Tylko co wtedy? Położyć się i czekać na objawienie? No tak dobrze to nie ma. Więc co robić?

      Czasy, kiedy fascynowałam się szeroko pojętym coachingiem, mam już daawno za sobą. W pewnym momencie mojego życia, uznałam go za prawdę objawioną, ale bardzo szybko mi przeszło. Dziś uważam to za jedną wielką ściemę. Namnożyło się też wszelkiej maści "kołczów" od motywowania gawiedzi. I doją kasę czy to na spotkaniach firmowych, czy indywidualnych spotkaniach. Uczestniczyłam w kilku i wiecie co... takiego nawijania makaronu na uszy to próżno szukać gdzie indziej. Jasne, jak się trafi "kołcz" psycholog, który opiera swoje słowa na wiedzy/badaniach, dopasowuje je do określonych osób, to jest inna rozmowa. Ale "kołcze" którzy motywują z "powołania"? Ojjj...

jak działac bez motywacji

      Dlatego powstaje pytanie... czy motywacja.. czy wewnętrzny impuls jest konieczny do działania? Czy koniecznie trzeba być zmotywowanym, żeby coś zrobić, coś osiągnąć?

Czy bez motywacji da się działać?

      Jasne! Łatwiej jest, kiedy jestem na fali i idzie łatwo. Jak robię coś, co lubię, to niesie samo! Tylko zastanawiam się, z czego bierze się motywacja do takiego działania? Z tego, że czuję się zmotywowana.. czy może  z tego, że lubię to co robię i widzę wymierne efekty. Osobiście obstawiam to drugie. Więc jak to jest? Motywacja, a potem działanie? Czy może jednak motywacja by coś zrobić, bierze się z tego, że coś zrobiłam i widzę efekty.

Motywacja jest tym, co pozwala zacząć, ale to nawyk pozwala w postanowieniu wytrwać. Czy na pewno? 

      Z perspektywy czasu wiem jedno. Da się działać, kiedy nie czujemy efektu WOW. Da się działać, kiedy najchętniej nie wychodzilibyśmy z łózka. Wreszcie da się działać, kiedy zwyczajnie czujemy odruch wymiotny, na samą myśl o zrobieniu czegoś. Bo bardzo czesto jest tak, że jeśli zmusimy się do zrobienia jednego malutkiego kroczku, to potem  żal nam wysiłku i robimy kolejny. Potem kolejne i kolejne.. A kiedy widzimy, ze nasze działanie przynosi wymierne efekty, to pojawiają się zadowolenie i chęć, by robić coś dalej.
      Oczywiście generalizuję tu i upraszczam. Bo, nie oszukujmy się, są takie rzeczy, których robić nie lubimy i nie będziemy lubić nigdy. Ale czy nie jest tak, że nawet te nielubiane przez nas czynności mogą motywować? Zwyczajnie.. nienawidzę ćwiczyć (serio nienawidzę), nienawidzę być spocona (najgorsze!).. ale jeśli widzę, że to przynosi efekty, to jest motywacja, żeby zacisnąć zęby i ćwiczyć (BLEAH, FUJA).

Metoda małych kroków jest równie dobra co pełen motywacji kop!

      Mam nadzieję, ze rozumiecie o co mi chodzi. Nie warto czekać, aż spłynie na nas natchnienie. Nie warto marnować czasu, na czekanie. Bo jeszcze nie teraz.. Bo za tydzień.. Bo poczekam aż wróci wena.. Bo... coś tam! Zwyczajnie szkoda życia na czekanie.
      Jeśli przeraża mnie pot spływający po tyłku po 40 minutach ćwiczeń z Ewcią Chodakowską, to zaczynam od 10 minut. Baaa... mogę zacząć od 5! Po tygodniu mogę dołożyć kolejne 5! Jeśli mierzi mnie nauka języka obcych, to wyznaczam sobie 10 minut dziennie i kuję słowka! Jak zobaczę, że dobrze mi idzie to dołożę jeszcze 5 minut! Tak wyrabia sobie człowiek nawyk i potem jest łatwiej!
      Ostatnio mój szef zrzucił na mnie całe zlecenie dla bardzo dużego klienta. Zawsze robił to sam, a tym razem oznajmił, że już najwyższa pora i... wyjechał do Japonii! Chryste Panie jaki to był stres! Ale podeszłam do tego metodycznie.. Najpierw plan.. potem po malutku, powolutku. Strach mnie ogarnia za każdym razem, jak dzwonię to super ważnej pani.. co to jest moim kontaktem ale co zrobić? Swoją drogą.. ta kobieta sprawy mi nie ułatwia.. ojj nie! Ale to już jest sprawa na osobny wpis!

      Rozpisałam się! Pora na podsumowanie!

      Nie szukaj motywacji gdzieś w obłokach. Nie szukaj jej w innych ludziach. Działaj, a ona przyjdzie! Działaj, a kiedy poczujesz efekty, przyjdzie też satysfakcja i chęć to dalszego działania. I żeby była jasność! Kiedy czujesz, ze ewidentnie robisz coś wbrew sobie, kiedy wiesz, że nie przyniesie Ci to efektów to... Machnij ręką i pójdź w drugą stronę. No! To by było na tyle!

      Dajcie znać, jak to jest u Was?
      Czekacie na prawdę objawioną.. czy zakasujecie rękawy i do roboty!


Pozytywnego tygodnia!!!

Trudne relacje w pracy.. czyli co zrobić, żeby nie zwariować?

Trudne relacje w pracy.. czyli co zrobić, żeby nie zwariować?

      Opowiem Ci dziś kolejną historię.. historię młodej kobiety, która ze swoją wrażliwością i uległym charakterem jest idealnym kandydatem na kozła ofiarnego. Którą wykorzystują kolejni współpracownicy, bo za nic mają jej czas i jej uczucia. Trudne relacje? Czy trudni ludzie? A może problem tkwi w mojej bohaterce? A może powód leży gdzieś po środku? Trudne relacje w pracy... Temat trudny...

co zrobić, by nie zwariować.

Na początek moja historia! Trudne relacje w korpo!

      Nie zawsze byłam asertywna. Nie zawsze umiałam powiedzieć "spierdalaj", kiedy czuję, że ktoś próbuje mnie wykorzystać. Krótko mówiąc.. byłam zahukaną niemotą! Ale do czasu! Swoją przemianą zawdzięczam jej! Gosi! Opisywałam naszą relację tu na blogu. Dlatego tylko zacytuję:

      Spotkałam na swojej drodze osobę, która wybitnie mnie nie lubiła.. To była moja współpracowniczka z korpo. Ta kobieta upodobała sobie mnie i jeszcze jedną dziewczynę i nie szczędziła nam kąśliwych uwag. A to nie takie ubranie, nie takie włosy, nie takie jedzenie na talerzu... to była taka fitterrorystka. Sama wyglądała jak spod igły.. wymuskana, "wycacany ideał" co to życie dzieli między pracę a siłownię. Gośka (imię prawdziwe) doprowadziła mnie do takiego stanu, że miałam mdłości na samą myśl o spotkaniu z nią (pisałam już, że byłam zakompleksioną niemotą?).. docisnęła mnie do granicy, ale to dobrze, bo w moim znękanym mózgu pojawił się bunt. Pojawiło się zdrowe myślenie.. że w imię czego ta głupia baba wciąż mnie obraża, wciąż czepia się akurat mnie, dlaczego pozwalam temu żywiącemu się negatywną energią wampirowi na żerowanie akurat na mnie. Dociśnięta do ściany znalazłam w sobie antidotum. Zaczęłam ją ignorować.. dosłownie. Nie istniała dla mnie. Współpracę prowadziłam drogą emailową, wszelkie osobiste wycieczki ignorowałam. To doprowadzało ją do białej gorączki. Im ona była bardziej wściekła tym ja spokojniejsza. W myśl zasady.. im więcej dawek szczepionki tym większa odporność. Na koniec to jej nawet podziękowałam. Serio.. kupiłam belgijskie czekoladki i jej je dałam. Jej mina była bezcenna..


A teraz opowiem Ci o trudnych relacjach w pracy mojej bohaterki!

      Ona.. młoda, nieopierzona znajduje pracę w gminie. Starzy wyjadacze w ekipy szybko zauważają, że młoda, niedoświadczona. Do tego uległa. Można wykorzystać bez mydła! Pierwszy jest kolega... zwala na nią sporo roboty, wykorzystuje. Druga jest koleżanka.. sytuacja się powtarza. Do tego koleżanka daje sobie prawo do ingerowania w życie naszej bohaterki. jest na tyle bezczelna, że idzie do szefa, żeby przełożył naszej bohaterce urlop! Bo jej nie pasuje z zastępstwami. Oczywiście wszystko za plecami.. (swoją drogą co to za szef??). O wysługiwaniu się, zwalaniu roboty nie wspominam. Milusio nie? Co robi nasza bohaterka? Co ona może zrobić, jeśli nie ma siły przebicia. Co może zrobić, jeśli nawet szef ją zlewa?

Trudne relacje w pracy: typy toksycznych współpracowników.


1. MARUDA

      On jest wiecznie na "nie". Wiecznie rozsiewa złe emocje. Wiecznie podkopuje zdawałoby się ustalone plany. Z zasady staje w opozycji. Jak się z nim za długo przebywa, to nawet najbardziej optymistyczny człowiek chce sobie w łeb strzelić!
      Jak uniknąć jego wpływu? Minimalizować obcowanie i... jakkolwiek to zabrzmi: nie pozwolić, żeby maruda się rozkręcił! Bo wtedy to juz pozamiatane. Dobrym wyjściem jest szybka zmiana tematu! Jeśli się nie da? Zawsze można na chwilę wyjść! Ostatecznie... słuchawki w uszach to też dobra opcja!

2. PLOTKARZ

      Plotkarze są wszędzie! Rozstawiają sieci, lubują się w zamęcie i oczernianiu innych. Kochają gierki i "fejm", jaki one im przynoszą! Bywają nieszkodliwi.. ale zdarzają się tez perfidne jednostki... perfidne i bardzo niebezpieczne!
      Co zrobić z plotkarzem? Postawić jasną granicę! To chyba jedyny sposób! Postawić granicę i nie dać się wciągnąć w żadne gierki. Lepiej nie być kojarzonym z plotkarzem prawda? A co, jeśli plotkarz bierze nas na cel? Kiedy już weźmie.. to zostaje przeczekać. Im bardziej będziemy walczyć, tym więcej radochy dla plotkarza. Cóż., ważne jest co i komu się mówi. Ostatecznie warto sobie powtarzać jedną rzecz: sukces mierzony jest miarą wrogów!

3. LEŃ

      Gdyby każdy sumiennie wykonywał swoje obowiązki... Gdyby każdy dotrzymywał terminów ... Gdyby każdy serio traktował powierzone mu zadania... Gdyby... Niestety to nierealne! W każdym miejscu znajda się osoby idące po najmniejszej linii oporu! Takie, które bardzo chętnie podrzucą swoją robotę jak kukułka swoje jaja. Lenie...
      Tych trzeba się wystrzegać jak ognia! Nie pozwalać, żeby wyczuły w nas ofiarę! Żeby wyczuły, ze z poczucia obowiązku zrobimy za nich robotę! Kiedy zrobimy to raz... to będziemy to robić już zawsze! A przynajmniej do punktu, w którym postawimy ścianę i nie ugniemy się, choćby skały srały!

4. Lizus - Cwaniak

      Znacie ten typ? Niby milusi, niby po palcu do tyłka. Tu pochwali, tam rzuci komplement. Gdzie indziej pozornie wesprze. A potem zmanipuluje tak, że odwalamy za niego robotę, a on zbiera laury, lub co gorsza gratyfikacje finansowe. Co zrobić z takim typem? Uhh... jak już go rozpoznamy to sposób jest chyba tylko jeden: taktyka zdartej płyty! Znacie? Ogólna zasada jest mega prosta.. odmawiacie.. konsekwentnie i do bólu. Nie dajecie się wciągać w żadne gierki, powtarzacie wciąż to samo.. jak zdarta płyta:

Cwaniak: Pomożesz mi, nie ogarniam już
Ty: Nie mam w tej chwili czasu
Cwaniak: Ale jak to, nie bądź taka
Ty: Nie mam w tej chwili czasu, robię rzeczy dla mnie ważne
Cwaniak: Nie bądź taka nieużyta
Ty: Przykro mi że tak myślisz, ale nie mogę teraz.
Cwaniak: Pójdę do kierownika
Ty: Trudno, mam teraz ważne rzeczy do zrobienia
Cwaniak: A później
Ty: Mam zaplanowany cały tydzień, nie mam czasu. Przykro mi.

I tak wkoło. To trudne i momentami irytujące. Ale jeśli człowiek jest wystarczająco konsekwentny, to powinno się udać!


      To tyle i aż tyle. Polecę teraz kolokwializmem, ale: życie to nie bajka. Niestety wszędzie są ludzie, którzy z chęcią nas wykorzystają i jeszcze zrzucą na nas winę za własne niepowodzenia i niekompetencję. Czy istnieje złota zasada radzenia sobie z takimi typami? Nie ma. Tak jak nie ma dwojga takich samych ludzi. Pocieszające jest tylko to, ze z wiekiem, wraz z przypływem doświadczenia jest coraz łatwiej, o ile wyciągamy wnioski.
      Dajcie znać, czy macie jakieś sposoby na radzenie sobie z trudnymi ludźmi. A może sami jesteście trudni we współpracy? Jestem BARDZO ciekawa!




Ucieszyło, zachwyciło - lipiec 2019

Ucieszyło, zachwyciło - lipiec 2019

      Lipiec za nami! Jaki był? Szalony? Katastrofalny? Dobry? Zły? Jaki? Mówiąc wprost: WRESZCIE ODPOCZĘŁAM! Dwutygodniowy urlop był mi bardzo potrzebny. Przewietrzyłam mózgownicę i znów mam mnóstwo energii do działania! Wiecie... to był dobry miesiąc!!


Zachwyciło .. muzyka i książki

      Kolejny miesiąc i cztery książki! Czyżby pojawiła się reguła? Pożyjemy zobaczymy. Postapokaliptyczny thriller "Obrońca" zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie. Dość powiedzieć, że opowieść o Pielgrzymie i Lacey.. ponad 500 stronnicową kobyłkę pochłonęłam w dwa dni. "Obrońca" to opowieść o ludziach w czasie zagłady. O ich zachowaniach, o potwornościach, jakich muszą (chcą?) się dopuszczać by przeżyć. Jeśli lubicie te klimaty, to koniecznie przeczytajcie!
      Muzycznie u mnie bez zmian.. a właściwie to wciąż sentymentalnie w latach 90-tych. A właściwie to... nowości od wykonawców z lat 90-tych. Wiecie.. ten cały cukierkowy pop.. boysbandy, girlsbandy... Tak tego też się słuchało! Nie śmiać mi się. ;)


Remont na ukończeniu!

      Jak byłam w ostatni weekend na działeczce to posadzka wreszcie wyschła.. Wiecie.. jak się robi w domu posadzkę od nowa, czytaj: beton chudy => styropian => wylewka .. to trzeba odczekać minimum 3 tygodnie aż to wyschnie. Jasne, można szybciej, tylko potem mamy kwiatuszki w postaci odpadających płytek, czy gnijących paneli.. także ten! Posadzka wyschła! Kupiłam płytki i panele i panowie mają w kolejny weekend kłaść! Jaram się jak kotka w rui normalnie!

Urlop



      Lipiec to dla mnie przede wszystkim urlop! Co prawda nie zaplanowaliśmy żadnego dłuższego wyjazdu w "ciepłe kraje", bo zwyczajnie nie bardzo możemy się na dłużej oddalać z domu. Ale za to mieliśmy gości!! I nadal ich mamy! Zjechały dzieciaki na wakacje! Uhh... ciężko jest, ale i wesoło! Byłam wesoła jak świnka w deszcz, kiedy zjechał mój chrześniak! Powiem wam jedno: Ignaś wymiata! Spacyfikował nawet Bell... Kolo ma dwa lata z małym hakiem i jako pierwsze (i jedyne jak na razie) dziecko ugłaskał Bell. Inne dzieci wywołują u niej niechęć.. a ten mały skubaniec? Co szedł, to wyciągał ręke mówiąc "Bela cicho" i ta nic! :D Zaklinacz psów normalnie.


      Urlop to też wycieczka (za krótka) do Zamościa! Uhh.. żyję na tym świecie już tak długo i jeszcze tam nie byłam. Powiem Wam krótko: to jest perła renesansu z mega historią w tle! Jeśli jeszcze tam nie byliście... to koniecznie trzeba to nadrobić! Piękna starówka, wały.. a i ceny nie zwalają z nóg. Jedźcie!!!



Na blogu

      Na blogu.. cóż, chyba już zostanie tak, że posty będą się pojawiały raz w tygodniu. Chyba tak mi najwygodniej.

1. Jestem zmęczona czy leniwa? Post o zmęczeniu materiału ludzkiego... kiedy to człowiek kładzie się zmęczony i zmęczony wstaje. Kiedy to mimo regularnego i dość higienicznego trybu życia nie ma się ochoty na nic poza snem...

2. Kwiaty w domu, czyli im więcej tym lepiej! Uwaga.. zdradzam co zielonego hoduję!!

3. "Nie miałam czasu" .. Naczelna wymówka kłamców. Zdarza Ci się usłyszeć, ze ktoś nie miał czasu odpisać na wiadomość/mejla, oddzwonić czy też zwyczajnie zapytać co się stało. Otóż melduję Ci uprzejmie.. że to na ogół wymówka. Dlaczego.. o tym jest post!

      Taki był mój lipiec! szalony, pełen pozytywnych emocji i ... minął za szybko! ZA SZYBKO! Jak było u Was? Już po urlopie.. czy jeszcze przed? Piszcie piszcie!!








pees. Jutro 75 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego! Wspomnijcie bohaterów proszę!!
"Nie miałam czasu.." .. naczelna wymówka kłamców.

"Nie miałam czasu.." .. naczelna wymówka kłamców.

      Dzisiejszy wpis, to niejako kontynuacja tego o  SELF LOVE. Bo pomyślałam, że zwyczajnie warto ten temat pociągnąć. Z resztą ostatnio odbyłam na ten temat kilka rozmów. To do rzeczy! "Przepraszam, że nie oddzwoniłam. Nie miałam czasu." "Przepraszam, że nie odpisałem na wiadomość, nie miałem czasu." ... Znacie to z autopsji? Ja znam!

czyli słów kilka o weryfikowaniu znajomości


      Nie jestem typem wrażliwca. Ale ten tekst chyba dla wrażliwców będzie bardziej... przydatny? Bo czy zdarzyło Ci się, że próbowałaś się skontaktować z kimś dla Ciebie ważnym, a ten nie dość, ze telefonu nie odebrał (zdarza się, nie zawsze możemy to zrobić!).. to jeszcze nie dał znać, nie zapytał co się stało! I co wtedy? Bo w Twojej głowie pewnie rodzi się tysiąc pytań...

Czy ja się narzucam?
Czy ja zrobiłem coś złego?
Może ie powinnam się narzucać?
Itepe itede...

      I kiedy tak masz taki armagedon w głowie.. baaa, kiedy już sobie trochę poukładasz w głowie.. i w sumie sam sobie poradzisz, to ta osoba odzywa się ni z gruchy i piertruchy tłumacząc się: przepraszam, że nie odezwałam się przez (dzień, tydzień, miesiąc .. nieodpowiednie wykreśl). No więc: BULSHIT!

"Nie miałam czasu" Ona nie ma 10 sekund, żeby napisać info, że skontaktuje się jutro/wieczorem, bo kończy ważny projekt? BULSHIT!

      Nie jestem ideałem. Nie zawsze odbieram telefon.. baaa! Na ogół nie odbieram, bo jak pracuję, to telefon wyłączam..  a jak wychodzę, to najczęściej nie biorę telefonu! ALE!! Zawsze telefon sprawdzam i kontaktuję się ze wszystkimi! I tak powinno być do jasnej anielki! Nie ma że zapomniałam! Nie ma! Jak "zapominam" .. to świadomie. Brutalnie rzecz ujmując: nie mam ochoty na kontakt z danym delikwentem. Wszyscy, którzy mnie znają to o tym wiedzą. Czy to zdrowe podejście? Nie wiem.. na pewno w porządku do innych.
      Nikt nigdy nie usłyszał ode mnie: "przepraszam nie miałam czasu oddzwonić". Uważam coś takiego, ze przejaw zwyczajnego braku kultury. Bo jak to, nie masz 10 sekund, żeby kliknąć gotowca w stylu: "nie mogę teraz rozmawiać, zadzwonię wieczorem jeśli sprawa możne poczekać."? Jeśli używasz wymówki w stylu: przepraszam nie miałam czasu" to jesteś dla mnie zwyczajnym kłamcą! Tak dokładnie. KŁAMCĄ! Do szefa też nie masz czasu oddzwonić? Albo do narzeczonego/męża/dziecka/kochanki/ojca/matki? I olewasz temat, zajmując się swoim życiem. Masz prawo! Ale nie tłumacz się potem brakiem czasu. Powiedz wprost: "NIE JESTEŚ WYSOKO NA LIŚCIE MOICH PRIORYTETÓW i zwyczajnie cię zignorowałam." Boisz się i wymawiasz zabieganiem? KŁAMIESZ! Oszukujesz siebie i innych... co zawsze odbija się czkawką, bo kiedy Ty będziesz potrzebować kontaktu to... dopisz sobie!

"Nie miałam czasu.." czy warto się przejmować?

      I teraz wracam do osób wrażliwych.. To chyba Wy macie największe problemy, kiedy ktoś, na kim Wam zależy nie odzywa się, kiedy podejmujecie próbę kontaktu. Mam kilka koleżanek, które jeszcze kilka miesięcy później potrafią rozkminiać "dlaczego ona się nie odezwała". Mnie to niesamowicie wkurwia. Dla mnie sprawa jest prosta.. nie miała ochoty. Koniec tematu. Ale one nie potrafią.. są tak skonstruowane, że muszą myśleć. Trybiki w ich mózgach raz wprawione w ruch, nie zatrzymują się. Scenariusze usprawiedliwiające delikwenta pojawiają się szybciej, niż strzela Negev (izraelski karabin maszynowy .. w teorii strzela nawet od 1000 pocisków na minutę). No więc.. mówię: nie warto! Bo widzisz.. Gdy komuś zależy, gdy ktoś traktuje nas poważnie, to się odezwie. Nie zapomni! Nie wymówi się brakiem czasu! Co najwyżej poprosi o chwilę .. by skończyć to co robi aktualnie. 

"Nie miałam czasu".. to naczelna wymówka tych, którzy nas olewają.

      Pisałam już o wymówkach na blogu. O tym, ze czasem dzieci są wymówką dla matek, o tym, że często sobie i innym wciskamy kity, a także o ogólnym zniechęceniu. Dziś dodam ten tekst. O kłamcach, którzy chcą się w naszych oczach wybielić. Bo brak czasu, to naczelna wymówka tych, którzy nas olewają! Trzeba o tym pamiętać! I trzeba to sobie powtarzać, gdy ogarnia nas zniechęcenie. To nie w nas jest problem (o ile nie mamy problemów psychicznych)! Problem jest w NICH! Nie chcą naszego towarzystwa? Ich strata. tego kwiatu to pół światu!







pees: Sylwia .. dziękuję za inspirację to pisania!
Kwiaty w domu  .. czyli im więcej tym lepiej!

Kwiaty w domu .. czyli im więcej tym lepiej!

      To będzie taki inny wpis. Wpis o moich ukochanych roślinach w doniczkach. Kocham je od dawna. Tą miłość zaszczepiła u mnie jeszcze mama. W moim rodzinnym domu kwiaty był wszędzie! W sypialni rodziców scindapsus rósł na linkach poprzeciąganych po suficie. Juki, fikusy stały w wielkich doniczkach na ziemi, a parapety okupowały aloes, drzewko szczęścia, fiołki alpejskie i mnóstwo innych roślin. Jedynym miejscem gdzie kwiatów nie było była łazienka.. cóż nie było okna. Tradycję zielonego domu przeniosłam i tu, gdzie teraz mieszkam! Na końcu napiszę DLACZEGO mam tyle kwiatów.. więc czytajcie do końca!



      Mój obecny dom jest .. cóż duży! I mam pole do popisu. Na razie koncentruję się na miejscach po remoncie. Czyli samej górze. Salony czekają na swoją kolejkę, więc tam roślinek na razie nie instaluję... choć to nie oznacza, że wcale ich tam nie ma! Ciekawi jakież roślinki zamieszkują mój dom? Zaczynajmy!

Wężownica


1. Sanseweria, popularnie zwana wężownicą.

      Mój najnowszy nabytek. Mam ją w dwóch odmianach. Według mnie to kwiat idealny! Nie wymaga nie wiadomo jakiej pielęgnacji, jedynie źle znosi przelanie. A tak urośnie nawet w fabryce! Lubi słońce, ale w zacienionych miejscach też daje radę! I co najważniejsze oczyszcza powietrze! U mnie stoi na parapecie od zachodu. 

2. Figowiec sprężysty "Robusta"

      Od zawsze w moim domu rodzinnym. Mama sadzonki przywiozła jeszcze ze swojego rodzinnego domu. Czyli w mojej rodzinie jest od kilkudziesięciu (jak nie lepiej) lat! I to w nieprzerwanym ciągu pokoleń! Babcia dostała go jeszcze od prababci! Potem była moja mama i ja mam go też! Kolejny kwiat bezobsługowy! Podlać, od czasu do czasu zasilić, zapewnić jasne miejsce i będzie rósł jak szalony!

Fikusy: Robusta i Beniamina

3. Figowiec Beniamina

      Kolejny kwiat bezobsługowy, o ile się o podlewaniu nie zapomina. Lubi słońce. U mnie rósł na południowym parapecie.. teraz już wylądował na podłodze, bo ciut za duży jest. Muszę moim beniaminkom jakieś kwietniki zmajstrować! Pamiętam, ze zostawiłam jakieś w domu! Fikusy też oczyszczają powietrze!

4. Zamioculcas zamiifolia 'Zenzi'

      Tego gagatka kojarzy każdy! Rośnie dosłownie wszędzie! W biurach, galeriach handlowych, szpitalach, bankach i urzędach. Dlaczego? odpowiedź jest banalnie prosta! Bo jest bezobsługowy! Trzeba się bardzo postarać, żeby go załatwić. Czytaj: za często podlać. Wtedy zgnije. Kwiat idealny dla tych, co to pamiętają żeby kwiaty podlać raz w miesiącu. Lubi cień!

aloes

5. Aloes

      Pojawił się w moim domu w moich czasach szczenięcych! Kiedy to przy "pomocy" lekarzy dermatologów zwanych konowałami bezowocnie zmagałam się z trądzikiem młodzieńczym! Czego ja nie próbowałam.. maści, tabletki.. cuda wianki! Wreszcie poszłyśmy z mamą do baby zielnej! Dała zioła do picia (obrzydliwe) i zaszczepkę aloesu! Czy muszę mówić że trądzik został wyleczony? OD tamtej pory jestem psychofanką aloesu! Miąsz działa na wszystko! Na oparzenia słoneczne, na ukąszenia robali, na wypryski. Jako maseczka nawilżająca! Uhh... to jest MUST HAVE każdej kobiety! I rośnie sam! Bez problemu, trzeba tylko podlać od czasu do czasu! U mnie stoi na południowym parapecie i ma się bardzo dobrze!

Monstera, nowy Robustek i obok Zenzi!

6. Monstera

      Moje marzenie od zawsze! Piękne, majestatyczne ogromne liście. Rośnie piekielnie wolno, ale mi jakoś to nie przeszkadza. Kupiłam młodziutką sadzonkę niemal dwa lata temu. Roślina wciąż wygląda na młodą, ale sporo urosła i jest dla mnie źródłem nieustannej radości. Monstera jest bardzo prosta w uprawie... wymaga tylko podlewania i nawożenia raz na dwa tygodnie. Nie choruje, nie atakują jej robale. czego chcieć więcej?

Dracena

7. Dracena

       To moje drugie podejście do draceny. Poprzednią zalałam. Nie wiem jak to zrobiłam, ale korzenie zaatakowała zgnilizna i.. cóż, pożegnałyśmy się. Zobaczymy jak będzie teraz. W teorii również roślina prosta w uprawie.. Zobaczymy jak sobie z nią poradzę tym razem!

Juka domowa

8. Juka domowa

      Przywieziona z domu rodzinnego. Jak widać rośnie pięknie. Kolejna roślina, która nie wymaga specjalnego traktowania. Ot podlać i zasilić. Odwdzięcza się pięknie jak widać! Kolejny kwiat, który kojarzy mi się z mamą.. ehh sentymenty!

Areca

9. Palma Areca

      Kolejne marzenie! W domu rodzinnym nie mogłam miec, bo za mało miejsca. Teraz miejsca mam dość. W teorii kupiłam ją do łazienki. Ale tam mimo że wyglądała obłędnie, to zaatakował ją grzybek.. nie wiem, za mokro miała czy co? Nadal miejscówka w łazience na nią czeka... na bank zrobimy drugie podejście, bo tak duży kwiat w łazience wygląda bombowo!!!

paproć

10. Paproć

      Ileż podejść do paproci robiłyśmy z mamą to ja nie wiem! No nie chciały rosnąć nam w domu. Kilka dni temu kupiłam małą paprotkę z myślą o łazience. Piękna jest.. zobaczymy czy jej się spodobają warunki! W teorii powinna rosnąć jak szalona.. bo i ciemno i mokro.

Scindapsus

11. Scindapsus złoty

      Kupiony do łazienki. Na razie jest maleńki.. ale dajmy mu trochę czasu i będzie miał piękne pędy. To pnącze w moim domu rodzinnym rosło jak szalone! Cięłyśmy je z mamą, robiłyśmy nowe roślinki a ono rosło i rosło! Kolejny sentyment... cóż, wyłazi ze mnie to czasem nooo.

Kaktus

12. Kaktusy

      Kupione w Biedronce za grosze.. WŁAŚNIE! Mariusz ostatnio mi zagroził, ze będę miała zakaz chodzenia do biedronki, bo co pójdę to jakiegoś chwasta przynoszę. Cóż... Ale on na szczęście tylko tak gada. Co do kaktusów. Kaktus jaki jest każdy widzi. Rosną.. cieszą oko i kują! Ale lubię je!

13. Bluszcz

      I najnowszy nabytek Bluszcz! Docelowo do łazienki! Powinien tam rosnąć jak szalony! Zobaczymy!

Bluszcz


      To by było na tyle, jeśli chodzi o moje roślinki! W domu jest sporo więcej.. ale te są tylko moje moje! Dlaczego je mam? Dlaczego tak się nimi obstawiam? Najprostsza odpowiedź bo lubię.. ale to nie byłaby cała prawda. Prawda jest taka.. że niektóre z tych kwiatów dają mi takie dziwne wrażenie, że mama jest obok! Możecie się śmiać, ale tak jest. Tak jest najbardziej z Robuskiem. Stoi w kącie dumny zielony, patrze na niego i widzę jak sadzimy go z mamą śmiejąc się przy tym do nieprzytomności. I grożąc mu żartobliwie, że jak nie będzie chciał rosnąć, to się go pozbędziemy! Teraz pisząc ten wpis patrzę na niego i .. no i się poryczałam! To ja już skończę pisać, bo się rozkleję zupełnie. Bo widzicie.. dom bez kwiatów, to nie dom!

     Macie kwiaty ?




Jestem zmęczona, czy leniwa?

Jestem zmęczona, czy leniwa?

      Od kilku .. może dwóch trzech .. tygodni, mimo regularnego snu, mimo regularnych posiłków wstaję taka ... rozpieprzona. Sen nie daje mi regeneracji. Śnią mi się dziwne rzeczy, przez co wstaję niewyspana i nic mi się nie chce. Nigdy mi się to nie zdarzało. Ja jestem z tych, co wstają przed budzikiem! Tych, co wskakują w ciuchy i koło 6 biegną bawić się z psem! A tu zonk! Co się ze mną dzieje do jasnej anielki? Zmęczenie.. czy zrobiłam się leniwą bułą?!



Na moim przykładzie.. zmęczenie czy lenistwo?

      Codziennie śpię po 8h. Chodzę spać o stałych porach i wstaję też przeważnie codziennie tak samo. TAK nawet w weekendy! Jak ktoś ma psa, to wie w czym rzecz! W tygodniu jem tak regularnie, że według burczenia w moim brzuchu można zegarki ustawiać! W weekendy w sumie odpoczywam.. znaczy zapieprzam w ogrodzie, ale to taki reset dla mózgu więc niech będzie, że odpoczywam! I CO? I GÓWNO! Idę spać zmęczona i wstaję zmęczona. W dzień jestem zmęczona.. i generalnie to robię tylko to, co muszę i niewiele ponad to! To z kolei powoduje rozdrażnienie, bo czas przez palce przecieka.. bo wkurwia mnie moje własne nicnierobienie! Tymczasem okazuje się że...

Nawet ten, co prowadzi higieniczny tryb życia w pewnym momencie poczuje zmęczenie!

      Okazuje się, że nawet prowadząc higieniczny tryb życia, w pewnym momencie poczujemy zmęczenie! Znów na moim przykładzie: 8h dzień w dzień przed komputerem.. i to nie jest pitu pitu, tylko zapieprz na najwyższych obrotach. Cały czas w najwyższym skupieniu. Każdy deadline to stres. Mimo harmonogramu, mimo szczegółowego planu człowiek się denerwuje, czy wszystko da się spiąć na czas. Czy czynnik ludzki (ja czy współpracownicy) nie da ciała? Czy klient nie odrzuci gotowego projektu, bo mu się coś odwidzi! Przecież takie rzeczy się zdarzają! I tak stres się kumuluje! Nawet u mnie. Na tej mojej wsi.. gdzie można na porannym spacerze pogadać z sarnami, i być okrzyczanym przez polujące jastrzębie. Podobno to znak naszych czasów. Tryliardy bodźców, sekstyliony informacji i Bóg wie co jeszcze, codziennie wpływają na nasz organizm. Myślicie, że można to ignorować? Do pewnego stopnia tak, jeśli się żyje świadomie. Tylko umówmy się.. kto z nas kontroluje się cały czas? No? Reka w górę! NO WIĘC!

Mój organizm zapalił żółte światło i woła o reset!

      Kiedy przeszukiwałam internet w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: czy jestem zmęczona, czy tylko leniwa. W oczy rzuciły mi się dwa symptomy, po których rozpoznaje się zmęczenie:

1. Mimo dobrze przespanej nocy, człowiek wstaje rozpieprzony! 

2. Żołądek mimo higienicznego prowadzenia się.. jest wciąż ciężki i wzdęty! Do tego człowiek nie panuje nad apetytem.. albo się jest mega głodnym, albo nie chce się wcale jeść!

      OCZYWIŚCIE zakładamy, że jesteśmy zdrowi, żeby była jasność! Bo przewlekłe zmęczenie, czy zaburzenia łaknienia, to objawy wielu chorób! Ale umówmy się! NIE JESTEM lekarzem/dietetykiem/psychologiem i piszę O SOBIE .. jednostce ZDROWEJ! Dlatego doszłam do jednego wniosku.. jestem zmęczona! Mój umysł zapalił żółte światło.. moje ciało dołączyło do niego natychmiast. Oboje wołają o wolne. O brak stresu, o brak goniących terminów, o brak telefonów i ciągłego życia w napięciu.  Co ni mniej ni więcej czynię! Idę na urlop! Laptop chowam do szafki, na mejlu ustawiona odpowiednia zwrotka. Współpracownicy wysłani do.. wiecie gdzie. Szef ma dwutygodniowy zakaz klikania w mój numer, a klientom kazałam spadać na drzewo na najbliższe dwa tygodnie. Wszystko może poczekać! IDE NA URLOP!

Nie jestem leniwa! Jestem zwyczajnie przemęczona! Czyli co..?

Tak krótko w punktach!

1. ZERO PRACY

2. ZERO KONTAKTU Z LUDŹMI Z FIRMY

3. WYCIECZKI

4. ZABAWA Z PSEM

5. KSIĄŻKI

6. SEX!

7.  i sen.. dużo snu! Najlepiej na hamaczku!


BAJ!




UCIESZYŁO, ZACHWYCIŁO - CZERWIEC 2019

UCIESZYŁO, ZACHWYCIŁO - CZERWIEC 2019

      Czerwiec... on się już skończył, a ja wciąż jestem w szoku że tak szybko! Ja nie wiem, co się dzieje. Mam wrażenie, ze czas coraz szybciej przecieka mi między palcami. Zaczyna mnie to trochę przerażać.. Nawet wczoraj, jak umierałam z gorąca, to tak sobie pomyślałam.. kurde. Mogłabym coś zrobić, przeczytać, podziałać. Cokolwiek.. coś konstruktywnego, kreatywnego.. może posta na bloga napisać! Tylko mi się nie chce! Myślicie, że pora na psychoterapię?



      Brutalna prawda jest taka, że jestem przemęczona. Tak nawet na wsi, gdzie życie płynie wolniej można się zmęczyć! Można być przemęczonym. Przecież ja normalnie pracuję.. siedzę całymi godzinami z nosem w komputerze. Uhhh... najwyższa pora na urlop i zmianę miejsca pobytu choć na chwilę! Nic.. nie będę marudzić! Pora na te dobre czerwcowe rzeczy!!

ZACHWYCIŁO .. MUZYKA I KSIĄŻKI

      W tym miesiącu coś się ruszyło, jeśli chodzi o książki. Mam ich na kącie 4! Co jest dobrym wynikiem! Jaką chciałam wyróżnić? Ano finał Szklanego tronu Sarah J. Mass! "Królestwo popiołów" to zakończenie całej sagi. Aelin, Dorian, Rowan i reszta sojuszników zmierzają do ostatecznej walki. Czy im się udało.. pfff jasne, jak mogłoby być inaczej. Ale co i jak dokładnie, to musicie sami przeczytać KONIECZNIE!
      A muzycznie? Muzycznie.. a muzycznie króluje w moich uszach pop z lat 90-tych .. wiecie boysbandy, girlsbandy.. i cały ten cukierkowy świat młodości! Tak mi to pasuje do temperatur na zewnątrz! Mam też jedną polecajkę.. jedyną współczesną (no dobra z 2017 r.), która jakoś mi tam zawróciła w uszach to Rota Ora.. lubię ją!



RUSZYŁ REMONT!

      Doczekałam się! Panowie weszli do domku i dzielnie działają. Podłogi zerwane, ścianki porozbierane. Gruz szybko wywieziony. teraz czekamy na miksokreta, co by zrobić równiutką wylewkę! Z rzeczy dobrych! Woda nie podmyła fundamentów, komin też cały. Więc jest BARDZO DOBRZE. Z rzeczy gorszych... brodzik do wymiany, tak jak szafki kuchenne niestety... No trudno! Mogłoby być gorzej prawda? Na 15 lipca szef ekipy zapowiedział finisz prac! Trzymajcie kciuki!

NA BLOGU

      Na blogu znów niewiele sie dzieje, tylko wiecie? Ja już sobie odpuściłam i nie postanowiłam, ze nie będę pisać nic na siłę. To się mija z celem. Niemniej jednak napisałam dwa (według mnie) dobre teksty.

1. Self love .. czyli kochaj siebie i nie bój się zdrowego egoizmu - tekst o tym, że trzeba siebie kochać, bez tego nie ma szczęścia. Zadbaj o siebie, o swoje potrzeba, a to przyniesie Ci siłę by dbac o innych, by się rozwijać i dzielić pasją! Ja tak mam... a Ty?

2. Asertywność.. czyli zachowania stadne i jak się przed nimi bronić - to jest mój najlepszy tekst w tym roku. Powstał z potrzeby serducha... Zachowania stadne.. co może zrobić jednostka, kiedy próbuje o siebie zawalczyć? Jak sobie radzić ze stadem? O tym jest ten tekst!


      Taki to był mój czerwiec. Przelał mi się trochę przez palce.. czy to dobrze,.. czy źle? jeszcze nie wiem! Za chwilę urlop... mam zamiar zminimalizować przebywanie w wirtualnym świecie do niemal zera. Detoks głowy mocno mi się przyda! Dajcie znać jaki był Wasz czerwiec! Szalony, leniwy.. czy tak jakby go nie było?