Czy łatwo zaakceptować to,  że nie wszyscy nas lubią .. czyli odwaga do bycia nielubianym.

Czy łatwo zaakceptować to, że nie wszyscy nas lubią .. czyli odwaga do bycia nielubianym.

      Nie wiem jak Ty drogi czytelniku...ale ja z przerażeniem obserwuję u części moich znajomych absurdalny wręcz pęd do bycia cool. Ludzie za wszelką cenę chcą być lubiani, chcą być akceptowani bez zastrzeżeń.. A kiedy spotykają się z jakimś krytycznym zdaniem, zamykają się w sobie. Czasem wręcz obrażają. Skąd to się bierze? Skąd się bierze przekonanie, że wszyscy muszą nas lubić? 

      Moja droga do bycia wolną, od potrzeby bycia lubianą przez wszystkich, zaczęła się już dobrych kilka lat temu. Kiedy porzuciłam korpo i znalazłam pracę w firmie, w której obecnie pracuję. Byłam wtedy w nienajlepszej kondycji psychicznej i generalnie w nosie miałam, jak mnie będą postrzegać współpracownicy. To czy mnie polubią było sprawą drugorzędną.. chciałam tylko, żeby wiedzieli że zawodowo będę bez zarzutu. Z reszta na wejściu powiedziałam, że mam za sobą ciężkie przejścia i nie mam ochoty na gierki. To początkowo ucięło sprawę... Początkowo! Okazało sie bowiem, że dziewczyny myślały, że to z mojej strony gra... tiaaaa. Cóż, ich sprawa. Ja już byłam na takim etapie, że nie zabiegałam o sympatię, a o szacunek dla moich zawodowych umiejętności. Więcej czasu zajęło mi odcięcie się od towarzystwa, które wpływało na mnie destrukcyjnie. Które bardzo hermetyczne.. nie dawało szansy na rozwój.To zajęło mi kolejne kilka lat, ale wreszcie się udało. Z resztą post o tym, że nie wszyscy muszą mnie lubić pojawił się już na blogu.. dziś napisze ciut o odwadze i wolności, jaką taka postawa przynosi.


kobieco

Co jest ważniejsze... poczucie wolności, czy akceptacja tłumu?

      Co jest ważniejsze... sympatia czy szacunek? Czy można kogoś lubić i jednocześnie nie szanować jego poglądów, jego zachowania, tego kim dana osoba jest? A może jedno z drugiego wynika? Co jest ważniejsze.. bezwarunkowe dostosowanie się do tłumu, czy własny komfort i szacunek do siebie? Wolność, czy poczucie zniewolenia?  Bo co z tego, że mam akceptację otoczenia, skoro wiem, że nie mogę swobodnie wyrażać siebie? Co z tego, że wszyscy mnie lubią, jeśli sama siebie nie lubię? Co z tego, że znajomi klepią mnie po plecach, stawiają za wzór, jeśli sama czuję się zniewolona przez maskę, którą muszę nosić? Co z tego, że na zewnątrz jestem tryskającym optymizmem i zaangażowaniem pracownikiem, kiedy w środku dygocze ze strachu przed zdemaskowaniem moich rzeczywistych poglądów i pragnień?

Czas powiedzieć DOŚĆ!

      Pamiętaj! Nie jesteś tabliczką czekolady i nie wszyscy muszą Cię lubić! Jak to zrobić? Nie mówię, że to łatwe! Żadne wyjście ze strefy komfortu nie jest łatwe. Zapewniam jednak, że jeśli znajdzie się w sobie odwagę do stanięcia w prawdzie i powiedzenia dość, to człowieka dosłownie zwala z nóg! Poczucie wolności, jakie poczułam, kiedy nauczyłam się, że nie wszyscy musza mnie lubić było oszałamiające! Dotarło do mojego steranego umysłu.. że ja przecież nie muszę być lubiana przez innych! Ja mam lubić siebie! Ja mam siebie akceptować! Bo kiedy polubiłam siebie, zaczęłam konsekwentnie bronić swoich przekonań i głośno artykułować swoje pragnienia to świat stanął przede mną otworem! Osoba, która przez ładnych kilka lat była sama, znalazła miłość swojego życia. Wystarczyło, że machnęłam ręką na konwenanse, odrzuciłam to, co mnie wiązało, odcięłam się od towarzystwa, które mnie tłamsiło i.. poleciałam! Możecie mi wierzyć, ale jak już poczułam się wolna to przyszły miłość i szczęście! Niedawno minęło 6 lat, a ja wciąż latam. Pogodzona ze sobą, wolna i szczęśliwa... Rany brzmię jak jakiś cholerny kaznodzieja z bożej łaski, albo nawiedzony kołcz-motywator. Ale tak było! Odrzuciłam to co mnie wiązało przy ziemi i fruuu!

Nie jestem tabliczką czekolady, nie wszyscy musza mnie lubić.

      Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule... nie jest prosto zaakceptować fakt, że ze względu na to kim jesteśmy i co robimy, nie wszyscy nas lubią. Mnie było trudno, wymagało to ode mnie mnóstwo pracy, zwłaszcza jeśli chodzi o osoby, które w moim życiu były "od zawsze". Cóż.. nikt nie powiedział, ze będzie łatwo prawda?.
      Już tak na koniec... chciałam powtórzyć dwa cytaty, które idealnie tu pasują. One już są na blogu, ale to nic! Mądre rzeczy warto powtarzać:

"Nie ufaj temu, kto zbyt nisko się kłania. Bo jest albo głupi, albo złośliwy.
Człowiek godny okazuje szacunek innym bez poniżania siebie."

"Szanuj swój wysiłek. Szacunek do samego siebie prowadzi do panowania nad sobą. Jeśli osiągniesz jedno i drugie otrzymasz moc ostateczną."


Jak jest z Wami? Co jest dla Was ważniejsze? Wolność, czy uwielbienie tłumu? Autentyczność, czy strach przed wyrażaniem swoich poglądów? Chcecie być za wszelką cenę lubiani, więc sie nie wychylacie... czy jednak nie boicie się iść pod prąd? Strach czy odwaga!
Z utęsknieniem czekam na Wasze komentarze.





Jak zwiększyć produktywność? Mam kilka zasad.. dokładnie 7.

Jak zwiększyć produktywność? Mam kilka zasad.. dokładnie 7.

      Jestem dziwną osobą. Lubię i jednocześnie nienawidzę rutyny! Lubię rutynę w rzeczach prostych, niewymagających zbytniego zaangażowania. Lubię rutynę, kiedy pomaga mi zapanować nad słabościami. Jednocześnie nienawidze rutyny.. bo zabija we mnie wszelką kreatywność... zabija moją ciekawość świata i jest totalnie bezwzględna dla mojego wewnętrznego dziecka. Dlatego staram się jakoś wypośrodkować życie między rutyna a spontanicznością. Między spontanicznym tworzeniem, a mrówczą pracą. Między silnymi motywacyjnymi kopniakami... a zmuszaniem się do działania. Co robię? Przeczytaj!

      O nawykach i rutynie pisałam na blogu już kilka razy. Pisałam o moich nawykach, a także o tym, że przyzwyczajenia zabijają ciekawość świata. Dziś napiszę Wam.. jak wspomagam mój umysł w trudach codziennego tworzenia. Moich zasadach.. które wprowadziłam już jakiś czas temu i które doskonale się sprawdzają. Pomagają mi w uspokajaniu czasem totalnie rozedrganego umysłu. Zwłaszcza dziś.. kiedy stoję w rozkroku między śmiertelną chorobą bliskiej mi osoby, totalną rozpierduchą w domu i gigantycznym nawałem pracy. W takich chwilach muszę dbać o umysł.. z reszta zawsze trzeba dbać o umysł.. inaczej produktywność leży i kwiczy!

6 nawyków zwiększających efektywność

Bez tych działań moja produktywność leży i kwiczy

      Wiem, że to co przeczytasz poniżej, nie jest żadną wiedzą objawioną. Ale czasem trzeba coś napisać, przeczytać, żeby do nas dotarło. Bo wiesz.. oczywiste oczywistości na ogół nie są takie oczywiste. A te najprostsze rzeczy najtrudniej wprowadzać. Zwłaszcza, kiedy wpada się w popłoch, bo życie wali się na głowę, a czas przecieka przez palce.

1. Opróżnianie głowy.

      O opróżnianiu głowy szerzej pisałam już na blogu... dziś dodam tylko, że od kiedy kładę się spać ze spokojną głową.. rano wstaję wypoczęta i pełna energii. To już moja taka wielomiesięczna rutyna, w którą wciągnęłam też Pana M. Co wieczór omawiamy sobie cały dzień. Gadamy, a ja czasem zapisuję w zeszycie pojedyncze zdania, myśli by o nich nie zapomnieć. Wyrzucam wszystko.. i to co było dobre i to co było złe. To pomaga ukoić mózg i wspomaga dobry, spokojny sen.

2. Podejmuję decyzje.

      Nie ma nic gorszego dla mojego samopoczucia niż niezdecydowane osoby. Niecierpię i unikam ludzi, którzy w nieskończoność roztrząsają wszystkie za i przeciw.. nawet jeśli sytuacja dotyczy kupna majtek. Sama z podejmowaniem decyzji nie mam problemów. Wiem co lubię i czego nie lubię. Płytki i armature do dwóch łazienek wybrałam w dwie godziny! Jasne zrobiłam wcześniej krótki rekonesans, ale to tez nie trwało godzinami! Może jestem dziwna.. ale tak mam. Podobnie jest w życiu zawodowym. Szybko podejmuję decyzje i zaczynam działać. Czy to kwestia odpowiednio ustalonej hierarchii wartości? Pewności siebie? Poznania siebie? Pewnie wszystko po trochu... Szkoda mi życia na pierdoły!

3. Pozbywam się zbędnych rzeczy... zbędnych ludzi już się pozbyłam.

      Jestem minimalistką. Nienawidzę przeładowanych, zagraconych pomieszczeń. Dlatego sukcesywnie pozbywam się rzeczy, których nie używam. Które mi są zbędne. Obojętnie czy to dekoracje, ubrania czy buty. Ostatnio znów odchudziłam swoją garderobę i wyniosłam worek ubrań. Moja teściowa za każdym razem wyrzucam rzeczy to pyta.. ale dlaczego.. przecież to dobre. To nie ma znaczenia. Nie jest mi potrzebne puszczam dalej! O moim wybiórczym minimalizmie pisałam już na blogu. Więc jeśli zainteresowanych serdecznie zapraszam!

4. Jak coś zaczynam to kończę!

      Nie wiem jak Ty drogi czytelniku... ale ja nienawidzę wręcz niedokończonych spraw. Takie sytuacje są dla mnie jak uprzykrzający spacer kamyk w bucie! I to wcale nie chodzi o to, że jak coś zaczynam to choćby (za przeproszeniem) skały srały to skończę. Nie! Dla mnie świadoma rezygnacja z jakiegoś projektu (z jakiegokolwiek powodu) to zakończenie sprawy. Takie postępowanie bardzo ułatwia mi życie. Zwłaszcza że ostatnimi czasy działam w systemie dalekim od multitaskingu. Zaczynam i nie zaczynam nic nowego dopóki nie skończę.

5. Myślę perspektywicznie.

      Tego podejścia nauczyłam się jeszcze na studiach. Kiedy znajomi ze studiów balowali, a ja siedziałam i pisałam notatki i uczyłam się na bieżąco. Wiedziałam, że jak nie nauczę się teraz, to jak przyjdzie sesja to polegnę. Podobnie było w pracy.. zawsze robiłam wszystko na czas, bo nie wyobrażałam sobie w dłuższej perspektywie nadrabiać zaległości. Podobnie jest z planowanie dni.. tygodni .. miesięcy. Zawsze staram się do pewnego stopnie przewidzieć jak określone działania wpłyną na mnie w dłuższej perspektywie. Ot... tak mam!

6. Wdzięczność!

      Nie będę w tym punkcie odkrywcza! Wdzięczność to coś, czego wciąż się uczę. To nie chodzi nawet o to, że nie potrafię powiedzieć "dziękuję". Nie! Chodzi o dziękowanie za małe rzeczy. Za uśmiech. Za kolejny bezproblemowy spacer z Bell. Za to, ze mimo rozproszeń moja sunia wreszcie wraca na komendę. Czy choćby za to, że muszę się przenieść z praca na kanapę, bo bystre słońce nie pozwala mi siedzieć przy biurku. Praktykowanie wdzięczności za najdrobniejsze rzeczy pomaga mi być szczęśliwą! A to w dzisiejszych czasach.. kiedy ludzie gonią nie wiadomo za czym.. wielka sztuka!

7. Wysypiam się.

      Brutalna prawda jest taka, że jak się człowiek nie wyśpi to ma siano zamiast mózgu. Można sobie wmawiać, że długi sen nie jest potrzebny, że wystarczy kawa, albo inny wspomagacz. Że zamiast snu energii dostarczy aktywność fizyczna. To wszystko o kant tyłka potłuc! Na dłuższą metę brak snu jest wyniszczający. Jasne każdy z nas jest inny. Jednemu potrzeba 8h, a innemu 7. Osobiście potrzebuję 8h snu, żeby funkcjonować cały dzień na pełnych obrotach. Jasne mam swoją krzywą efektywności dobowej. Wiem jak układać dzień. Kiedy jestem wyspana nie potrzebuję wspomagaczy. Nie potrzebuje kawy, żeby się rano rozbudzić, nie potrzebuję jej, żeby w ciągu dnia utrzymać aktywność. Wystarczy mi dobry sen w nocy. Także ten.. chcecie być produktywni? Wysypiajcie się.. 

      Takie to moich 7 zasad. I powiem szczerze.. jeśli się ich trzymam. Jeśli działam w zgodzie z nimi, to zdecydowanie łatwiej mi się żyje i działa. Ze swojej strony serdecznie polecam takie działanie. Jednocześnie jestem mega ciekawa Waszych drodzy czytelnicy sposobów. Macie jakieś? Czy może idziecie na żywioł...






Jak działać efektywnie i nie dać sie rozpraszać? Odpowiedź jest jedna: POMODORO!

Jak działać efektywnie i nie dać sie rozpraszać? Odpowiedź jest jedna: POMODORO!

      Ostatnio nawarstwiło się u mnie sporo dużych projektów. Jednocześnie sporo rzeczy mnie rozprasza. I pisząc to, nie mam na myśli powiadomień na messengerze, czy pokus by przescrolować instagrama.. to mam już opanowane i kompletnie mnie w czasie pracy nie interesuje. To inne rzeczy, o których pisać nie chcę. Duża ilość pracy spowodowała, ze musiałam poszukać nieco innej formuły zarządzania czasem. Zdecydowałam się na pomodoro... z czym to się je i czy to działa? Sprawdźmy!

      Czym jest Pomodoro? Cóż, to chyba najprostsza metoda zarządzania czasem. Nie znam prostszej i takiej, która jeśli się ją konsekwentnie stosuje, daje tak wymierne wyniki. Co ważniejsze, nie potrzeba do niej nie wiadomo czego! Żadnych wypasionych apek, żadnego oprogramowania. Można pracować (tak jak ja) kompletnie analogowo! Wystarczy cokolwiek, co odmierzy czas i da znać.. kiedy dany blok się kończy!

jak działać efektywniej


Jak działa pomodoro? Jakie są zasady?


      Tak prosto, że prościej się nie da! W Pomodoro działamy w blokach: 25 minut przerwa ok 5 minut i kolejny blok 25 minut i tak cztery bloki. Po czwartym bloku robimy sobie 15-20 minut przerwy. Takich bloków po cztery "pomodoro" robimy dziennie trzy max cztery. Brzmi prosto prawda? I takie jest.. jest tylko jeden haczyk. Trzeba konsekwentnie trzymać się czasu. W tej technice nie ma miejsca na kombinowanie! Tu zrobię 40 minut tam 15. Koncentrujemy się na 25 minut i przerwa. Wstajemy od komputera, robimy kilka przysiadów, wyglądamy przez okno, kilka skłonów i po 5 minutach wracamy do pracy. Tylko ważne! Nie sięgamy po telefon, nie sprawdzamy fejsa. nic z tych rzeczy! To jest kluczowe. Jak sięgniesz po telefon "na minutkę" to koncentracja Ci ucieknie.. nie mówiąc już o tym że "na minutkę" to najczęściej jest duuuużo dłuzej. Jeśli działamy według schematu to pomodoro pomaga zmaksymalizować naszą produktywność. Koncentrujemy się na zadaniach, a nie na rozpraszaczach. Nasz mózg pozbawiony dodatkowych bodźców całą uwagę koncentruje na zadaniu.

Co dało mi Pomodoro?


      Cóż.. powiem Wam wprost. Nigdy nie miałam jakoś wielkich problemów z koncentracją. Pojawiły się one pierwszy raz w czasie choroby mojej mamy. To było naturalne, że moje myśli cały czas krążyły. Dziś sytuacja się powtarza. Znów śmiertelna choroba atakuje bliską mi osobą. A ja myślę o wszystkim, tylko nie o pracy. Dlatego wdrożyłam Pomodoro. Zakładam słuchawki na uszy, odpalam moje ukochane radio RMF Classic i piszę. Czasem to trudne, ale piszę! Jedno zdanie, drugie.. Z każdą chwilą jest łatwiej. Przychodzi koncentracja, a mój mózg wchodzi na odpowiednie tory.
      Żeby była jasność.. początki nie były łatwe! Wciąż coś mnie od pracy odciągało, nawet muzykę musiałam usunąć.. Doszło do tego, że usunęłam z głowy wszystkie dźwięki. Jak? Pan M. ma takie słuchawki, co je zakłada jak idzie z kosą spalinową wycinać chaszcze, albo w lesie wypatrzy jakieś suche drzewo i idzie je pociąć na szczapki. No więc buchnęłam mu je i ... CISZA (nawet młot pneumatyczny w łazience nie przeszkadza)! Potem już tylko działanie... działanie. Pisanie.. jedno zdanie, kolejne i kolejne i poszło! Bo wiecie... motywacja bierze się z działania!

czyli pomodoro w akcji


      Pomodoro... mój sposób kiedy mi się nie chce. Mój sposób by kontrolować czas spędzany na pracy. Mój sposób na produktywne działanie. Znasz? Praktykujesz? Bardzo chciałabym poznać Twoje zdanie na temat tej metody!






Smaczek ze świata polityki #2

Wiedzieliście, że w budżecie obcięto 7 miliardów  (miało być 105 miliardów) na służbę zdrowia, ale znalazło sie 1,2 miliarda na TVP i Polskie Radio? Propaganda przede wszystkim! ;) Mówię Wam. Wyłączcie TV (czy to rządową, czy anty rządową) a włączcie myślenie!
Z małych gestów zbuduję wielkie rzeczy! .. czyli słów kilka o pomaganiu

Z małych gestów zbuduję wielkie rzeczy! .. czyli słów kilka o pomaganiu

      W ostatnim czasie jestem w życiu prywatnym kosmicznie monotematyczna. Psy.. psy i jeszcze raz psy! Dlaczego? Otóż poruszyła mnie sprawa bestialskiego potraktowania na psiej rodziny. To moje okolice. Mieszkam ok. 30 km od miejsca kaźni. Miejsca, gdzie psychopata ... a z resztą posłuchajcie!

      Jest 19 grudnia. Leżymy z Panem M. na kanapie. Oglądamy film... zapikał tablet, wiedziałam że to ważny email, więc sięgnęłam. Przeczytałam, odpisałam i odruchowo zajrzałam na facebook'a. A tam... post z Fundacji Judyta:

"Jak wygląda bożonarodzeniowe miłosierdzie? Właśnie jadą do nas dwa skatowane psy. Wczoraj około godziny 12 przy drodze pożarowej Trębowiec Krupów\Seredzice (gmina Iłża) Pan Paweł natknął się na szokujące znalezisko. Nieżyjący już, umęczony, do połowy zakopany w ziemi szczeniak. Na jego pyszczku zawiązana była pętla. Drugi, ledwie 3 miesięczny malec – zmasakrowany, nieprzytomny, oblepiony zaschniętą krwią. I przerażona mama, która na widok człowieka uciekła w panice. Na szczęście udało się ją odłowić.Oba psy mają rany kłute i szarpane. Suni jakiś zwyrodnialec ponacinał powieki! Nie ma wątpliwości, że ktoś długo i konsekwentnie znęcał się nad tymi zwierzętami. Mama (co już teraz wiadomo) cierpi na tymczasową ślepotę.
Wczoraj gminny lekarz weterynarii wyciągał odłamki kości z czaszki szczeniaka. Dziś Maluch z matką są pod naszą opieką. Matka jest przerażona i agresywna. Człowiek kojarzy jej się tak źle, że aby jej pomóc lekarze muszą podawać jej środki uspokajające. Co musiała przejść?! Bita, maltretowana, katowana, widziała jak ktoś łopatą zabił jej dziecko, a o życie drugiego – mimo strachu i cierpienia - walczyła z determinacją, jaką daje matczyna miłość. Przeżył tylko dlatego, że ogrzewała go własnym ciałem. Szczeniak jest w stanie ciężkim, ale na chwilę odzyskuje świadomość. Dziś maleńka sunia będzie miała rezonans głowy. Jeśli jej stan na to pozwoli - przejdzie kolejne operacje."


pomaganie jest fajne!


      Tekst i drastyczne zdjęcia, po których zwyczajnie nie mogłam się uspokoić przez dłuższy czas. Ale to nie wszystko! Okazało się, że to weterynarz mojej Bell był pierwszy na miejscu kaźni! I kiedy byłam po kropelki na pchełki i tabletki na robale to się na ten temat zgadaliśmy. Pokazał mi zdjęcia które zrobił. Powiem wprost.. mało nie zwymiotowałam! Maleńkie psie dziecko i obok kości wyciągnięte z jej czaszki. Koszmar! Oprawcę złapano dość szybko. Okazało się, że to znany w okolicy przestępca, który siedział za gwałt. Grozi mu 5 lat... dla mnie powinien być na stałe odizolowany od normalnych ludzi, żeby nie mógł już nikogo skrzywdzić. Może na jakiejś wyspie z ołowianą kulą u nogi? Gdzie dzień w dzień tłukłby kamienie, a do jedzenia dostawałby chleb i wodę?

      Maleńka sunia nie przeżyła, podjęto decyzję by ją uśpić, bo nie było szansy na cud. Bohaterska mama, która była kompletnie nieobsługiwalna (trzeba ją było uspokajać farmakologicznie, żeby zrobić badania czy podać leki) pod opieką Aniołów z Fundacji Judyta zaufała ludziom i ma nowy kochający dom! Niech się jej wiedzie jak najlepiej.

Z małych okruchów dobra powstają wielkie rzeczy!


      Do czego zmierzam! Nie chcę, żeby ten post miał tak koszmarnie pesymistyczny wydźwięk! Nie! Chcę napisać o pomaganiu! Nas ludzi dobrych jest więcej! Nie zawsze możemy wysłać jakieś gigantyczne sumy.. Ale możemy puszczać informacje w świat! Możemy dać kilka złotówek. Bo wiecie... z małych okruchów dobra powstają wielkie rzeczy! Nie chodzi o to, żeby z miejsca samemu zbawić świat, ale o to.. żeby każdy dał coś od siebie. Zła nie zlikwidujemy, ale nie musimy się na nie godzić!



     Teraz jest czas rozliczeń PIT ... można przekazać 1%. Proszę zróbcie to! Wybierzcie jakąś fundacje i przekażcie jej pieniądze. Mój 1% idzie na Fundację Judyta. Wy możecie przekazać pieniażki w inne miejsce. Ale ważne by o tym pamiętać!

      Dziś na facebooku oglądałam relację z interwencji. Kilka szczyli i dwie sunie. Jedna sunia chodziła luzem.. druga całe życie na łańcuchu. Tą z łańcucha sunię Fundacja zdecydowała się zabrać od razu.. wyobraźcie sobie ta druga sama wskoczyła do klatki. Gdyby było im dobrze to by tak chętnie poszły do obcych?
      Kocham psy.. i jak oglądam relacje z interwencji to wyję jak głupia. Ludzie to ... ehhh Pamiętajcie proszę o zwierzakach!





Ucieszyło, zachwyciło - Styczeń 2019

Ucieszyło, zachwyciło - Styczeń 2019

      Nowy Rok, nowe rozdanie? Jak już pisałam zdecydowanie nie. Ale też warto nowe kosmetyczne zmiany wprowadzać. Dlatego też w tym roku ulubieńcy przyjmą inną formę. Bo do kultury dojdą też ciekawe odkrycia.. Nie wiem, czy w każdym miesiącu coś nowego uderzy mnie na tyle mocno.. ale postaram się! Ulubieńcy przyjmą formę podsumowania miesiąca. To chyba będzie ciekawsze! Zaczynamy?


      Styczeń był dla mnie ciężkim miesiącem. Kompletnie pozbawionym motywacji do czegokolwiek. Wszystko robiłam po łebkach i byle jak. Wiecie, że miałam zaplanowane posty na cały styczeń po dwa w tygodniu? Baaaa... mam je napisane i co? Opublikowałam 4 zamiast 9... to tyle byłoby z szumnych zapowiedzi! Nic! Nie ma co marudzić. Najgorsze co można zrobić, to narzekać i jojczyć! Co to, to nie! Lepiej koncentrować się na rzeczach dobrych! Dlatego ULUBIEŃCY!

ksiażki, muzyka i nie tylko


1. Muzyka


      O tak.. styczeń zdecydowanie był miesiącem muzycznym. Słuchałam mnóstwo przeróżnej muzyki.. Rok rozpoczęłam tradycyjnie z filharmonikami z Wiednia, a potem już poleciało! Jesli miałabym wybrać jakiś motyw przewodni to byłoby mi trudno. Dlatego napiszę Wam o kimś, kto zniknął na jakiś czas z mojego muzycznego radaru, a który wrócił do mnie jakoś w połowie stycznia. Piotr Gutek Gutkowski! Piotra znam z czasów PFK kiedy to dośpiewywał chłopakom refreny.. potem było Indios Bravos... a dziś.. dziś ze zdumieniem odkryłam, że Gutek WRESZCIE wydał solowy album! I wiecie.. podoba mi się! To nie jest komercyjna szmira, która zalewa mnie ze wszystkich stron! To jest stary dobry Gutek.. autentyczny i niepodrabialny. Znacie? Lubicie? A może polubicie?




2. Książki


      Styczeń upłynął mi pod znakiem Trylogii Więzień Labiryntu. Czytałam już to pare lat temu.. ale ponieważ na początku stycznia w moje łapki wpadł prequel do tej serii no to przeczytałam całość. Jak to mam w zwyczaju! Całości dopełnia Ogniste oczyszczenie książka autorstwa pani Haig. Pierwszy tom większej całości. Jak mi wpadnie w ręce reszta to przeczytam z przyjemnością. Krótkie informacje o książkach znajdziecie na mojej liście przeczytane 2019.

3. Rozwój


      Jeśli chodzi o tą nową kategorię.. to mam zamiar wrzucać to ciekawe rzeczy, które zobaczyłam, usłyszałam lub .. no wiecie! ktoś mi podrzucił! To kategoria w której będę Was szturchać i namawiać to odkrycia czegoś nowego.. do ruszenia mózgownicą! Bo wiecie.. nieużywane organy zanikają! Tak samo jest z mózgiem! Tak więc!

      Styczeń upłynął mi pod znakiem enegii i inspiracji płynących szerokim strumieniem od Oli Budzyńskiej czyli Pani Swojego Czasu. Styczeń rozpoczęłam wyzwaniem "wymiatam z psc!" no genialna porcja inspiracji! Niech żałuje każdy, kto nie był, nie widział, nie zna! A zakończyłam też z Olą i webinarem "Motywacja, energia i zapał. Jak je znaleźć i nie stracić". To jest sztos! Po poprzednich webinarach Oli wiedziałam że będzie bomba.. i nie zawiodłam się. No nie zawiodłam! Teraz nic, tylko ruszyć z miejsca... bo styczeń dla mnie to czas ... szukania energii. Normalni ludzie w styczniu mają siłę i moc do działania. Wiecie nowy rok.. nowe wyzwania. U mnie było zupełnie odwrotnie! Najchętniej zawinęłabym się w koc i poszła spać na kilka tygodni! Uhh... Nic. Oby luty przyniósł zmiany!

4. Myśl miesiąca!

myśl przewodnia miesiąca
inspirująca myśl stycznia


      Taki był mój styczeń! Wypełniony walką o przetrwanie... Nawet się zastanawiałam, czy tarczyca mi nie szaleje.. zrobiłam kompleksowe badania i jest ok... zaczęłam łykać Wit. D! Wiedzieliście że jej niedobory objawiają się właśnie takim... zmęczeniem i wiecznym "nicmisięniechce"? Cóż... ja przeciwnik suplementacji, z racji tego, że nie lubię ryb.. zaczęłam łykać! Zobaczymy czy to nie jakaś nowa moda...

      A z rzeczy ważnych! Od poniedziałku wchodzi ekipa do łazienek... RATUNKUUUUU!





Zróbmy burze mózgów.. czyli szukam wartościowych blogów!

Zróbmy burze mózgów.. czyli szukam wartościowych blogów!

     Ostatnio odkryłam, że potrzebuję nowych źródeł wartościowych treści! Nie zamykam się na żadne. Blogi mogą być kosmetyczne, mogą być kulinarne, mogą być o planowaniu, o rozwoju, o organizacji pracy i o książkach! Mogą być to blogi podróżnicze i blogi o zarabianiu, blogi o minimalizmie i blogi o prostocie. Może nie do końca interesuje mnie parenting.. ale o tym kiedy indziej, kiedy ten ciężki (dla mnie) temat dojrzeje. Weganizm też do mnie nie przemawia.


      Potrzebuję nowych, wartościowych treści jak kania dżdżu! I dlatego zwrócę się do Was, moich czytelników i w znakomitej większości blogerów. Żeby była jasność.. nie szukam słupów reklamowych! Nie szukam blogów na których co trzeci dzień pojawia się reklama nowego kremu... dla mnie to niemal zerowa wiarygodność jednak (Wyjątek stanowi chyba tylko Aneczka i kategoria peelingi. Ta blogerka o ilu by nie napisała peelingach to ja jej uwierzę.)! Jeśli po oczach bije na mnie milion przeróżnych reklam to mówię pas! Szukam treści! Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko współpracy, ale niech to będzie z głową a nie: dziś reklamuję produkt X, a trzy dni później promuję konkurencyjny do niego produkt Y. Nikomu nie zabraniam tak pracować, ale też i nikt mnie nie zmusi do zaglądania w takie miejsca. Może jestem też wymierającym gatunkiem, ale pismo obrazkowe do mnie nie przemawia. Chcę się rozwijać, poszerzać wiedzę, dlatego odrzucam bylejakość i miałkość. Uhh... niezłe wymagania co? Ale czy to zabronione? NIE!



Mam też swoje ukochane blogi z kilku kategorii.


1. Pani Swojego Czasu czyli Ola Budzyńska! 


Myślę że Oli nie trzeba nikomu przedstawiać. Osobiście uwielbiam jej energię i jej spojrzenie na świat. Nie do końca zgadzam się z nią we wszystkich sprawach, ale to mi w niczym nie przeszkadza. Ola uczy kobiety (mężczyzn też) jak się ogarnąć. Wali prosto w oczy, mówi rzeczy często niewygodne i nie owija gówna w papierek. Jeśli jakimś cudem jeszcze jej nie znacie, to warto nadrobić.

2. Alina Szklarska .. czyli Design your life  


Alina to tematyka w sumie podobna do Oli, ale podana w inny, bardziej stonowany sposób. Ale to też ocean motywacji i inspiracji do działania, do wzięcia się garść. Do prowadzenia fajnego kreatywnego życia. Możecie powiedzieć.. jak to wszystko wiem, po co mi to.. cóż, czasem warto spojrzeć jak działa osoba o innym spojrzeniu. Alina jest też nieziemsko wręcz sympatyczna w odbiorze. I tak jak Olę albo się kocha albo nienawidzi. Przynajmniej jak ją tak odbieram), o tyle Aliny nie sposób nie lubić!

3. Jacek Kłosiński .. mój guru jeśli chodzi o kreatywność  


Jacka śledzę od dwóch.. może trzech lat. Kiedy mam problem z kreatywnością, zawsze uciekam do jego tekstów. To moja skarbnica wiedzy. To u niego w pierwszej kolejności szukam potwierdzenia kiedy znajduję coś nowego (dla mnie) jeśli chodzi o prace kreatywną. Jacek jest też bardzo łatwy w odbiorze. Pisze (i mówi, bo ma tez kanał na youtube) w sposób bardzo zrozumiały. Szczerze polecam.

4. Tomek Tomczyk czyli Jason Hunt   


Myślę że Tomka nie trzeba nikomu przedstawiać, bo to jeden z najbardziej opiniotwórczych blogerów na naszym blogowym rynku. O matko, jak ja uwielbiam tego faceta! Za poczucie humoru, za dystans DYSTANS do siebie i do świata. Jego wiedza i zdolność do wyłapywania trendów fascynuje mnie od dawna. Jego webinary to kopalnia wiedzy! Gdyby nie Pan M. to chyba bym się w Tomku zakochała.. w jego głosie i poczuciu humoru. ;)

5. Ania Ulanicka .. fotograf z duszą!   


Anię poznałam osobiście, kiedy szukałam fotografa na ślub. Ślubu nie było, ale ja o Ani nie zapomniałam, bo i się o niej zapomnieć nie da. Niesamowicie otwarta, naturalna, szczera! Kiedy się poznałyśmy rozkręcała swój biznes. Dziś... dziś wymiata! Motywuje, inspiruje i robi przepiękne, naturalne zdjęcia! Jeśli szukacie miejsca, gdzie poczujecie się... dobrze. To blog (i instagram) Ani jest do tego miejscem idealnym.

6. Eliza Wydrych .. czyli fashionelka  


Elizę śledziłam w początkach jej blogowej kariery. Potem przestałam i wróciłam niedawno dzięki instagramowi. Lubię ją. Tak zwyczajnie ją lubię. Eliza w swoich socjal mediach przemyca sporo wartościowych treści, sporo tipów dotyczących instagrama. Warto wiedzieć, że taki ktoś jak ona istnieje!

7. Joanna Banaszewska .. czyli istna petarda  


O matko.. uwielbiam ją! Za humor, za akceptację siebie, za ogrom motywacji i ... cóż. Aśka jest sympatyczna! Jeśli Szukasz sposobów na rozkręcenie instagrama? U Aśki znajdziesz wszystko co trzeba wiedzieć! Tak wiem, mój instagram leży i kwiczy.. ale to nie jest wina kiepskich rad od Asi, tylko mojego lenistwa! Także ten... Jak Instagram to biegiem do Asi! W ogóle bieg do Asi bo to jest osoba, której wstyd nie znać! Jestem 100% hetero.. ale ją wielbię.. jest przepiękną kobietą!


      I tak mogłabym jeszcze pisac i pisać... ale chciałabym Was prosić o pomoc. Jakich blogerów czytacie? Chodzi mi o blogi wartościowe, a nie (jak napisałam wyżej) słupy reklamowe. Liczę na Was bardzo bardzo bardzo!






Dawaj to, co sam chciałbyś otrzymywać.. z cyklu mamine mądrości!

Dawaj to, co sam chciałbyś otrzymywać.. z cyklu mamine mądrości!

      Miałam bardzo mądrą mamę. Im dłużej jej nie ma, tym bardziej mi jej brak, ale też doceniam wszystko to, co mi przekazała. Jedną z jej złotych rad było: dawaj to, co sam chciałbyś otrzymać. Chciałbyś by ludzie krzywo na Ciebie patrzyli? No nie! Więc sam tego nie rób. Chciałbyś być odbierany pozytywnie? Uśmiechnij się! Ludzie na początku patrzą nieufnie, ale po chwili też się uśmiechają.. Dlaczego? Bo to zaraźliwe!


      Mama zawsze powtarzała... nie odpłacaj złem za zło! Nie mścij się, nie odgrywaj na tych, którzy Cie skrzywdzili. Na pytanie dlaczego miała jedna odpowiedź: "córeńko, takie działania będą niszczyć też ciebie. Zło niszczy. To może w tych czasach niepopularny pogląd ale tak jest." Czy miała rację? Z biegiem czasu przekonałam się że tak. Nie zrozumcie mnie źle! To nie chodzi o to, żeby być naiwną ciotą, popychadłem.. ofiara losu! Nie! Chodzi o to, by nie pozwolić złym emocjom zdominować swojego działania. To zawsze kończy się źle!

mama


Dobro zawsze wraca.. ale zło też, jeszcze szybciej


      Nigdy nie miałam zaufania do ludzi, którzy nie potrafili odpuścić. Którzy pamiętali innym nawet najdrobniejsze potknięcia, pamiętali latami. Baaa... potrafili je wytknąć w najmniej oczekiwanym momencie. Nieważne że przeprosiłeś, nieważne że zadośćuczyniłeś. Taki typ będzie pamiętał.. będzie rozdrapywał wciąż na nowo i rozkoszował się swoją wyższością. Tylko co normalnego jest w rozkoszowaniu się czymś złym. Co taka osoba z siebie daje? Ona myśli, że nic złego nie robi. A tak naprawdę sieje zło. Sieje złe emocje.




      Mi ostatnio zostało wypomniane, że przewróciłam nogą butelkę i wylało się trochę płynu i ta osoba MUSIAŁA dywan suszyć. Od zdarzenia minął rok. Powiedzcie mi, co miało to na celu? Ta osoba chciała mi wbić szpilę? Chciała mi przypomnieć, że swoim nieostrożnym ruchem coś rozlałam? Nie zareagowałam, bo to starsza osoba. Osoba z ogromnymi problemami w komunikacji z innymi. Osoba, która nie potrafi powiedzieć "proszę" "przepraszam" "dziękuję", nie przyznaje się do błędów i żąda. Do tego ma pamięć jak słoń... zwłaszcza, jeśli chodzi o przewinienia innych (swoich nie pamięta, inni też nie pamiętają.. ktoś kto nic nie robi, nie popełnia też błędów prawda?). Ja taka być nie chcę. Co innego realizm.. a co innego pesymizm i momentami defetyzm prawda?


      Jak myślicie.. czy starotestamentale "oko za oko" to dobra postawa? Może stawiacie jednak na nowotestamentowe "nadstaw drugi policzek". A może jednak jesteście tak jak ja gdzieś po środku... Jestem ciekawa, jak postrzegacie siebie i swoje działania w tym kontekście.