Dlaczego kocham jesień.. czyli lubię kiedy #2

Dlaczego kocham jesień.. czyli lubię kiedy #2

      Jestem jesiennym dzieckiem, nigdy tego nie ukrywałam. Lubię chłodne poranki i długie wieczory z książką. Organicznie wręcz nienawidzę upałów. Każdy dzień z temperaturą powyżej 30 stopni to dla mnie droga przez mękę. Ja nie wiem.. może powinnam się gdzieś na wyspach urodzić? Tam mają praktycznie cały rok wiosnojesień. Tylko że.. nigdzie nie ma tak pięknej jesieni jaka jest w Polsce. Oczywiście jestem nieobiektywna, bo kocham mój kraj ponad wszystko, no ale mimo wszystko! Dlaczego kocham jesień? Ano dlatego bo....


#1 jesienne dzieci kochają jesień!

      Urodziłam się pewnego pięknego październikowego poranka. Podobno mamę wymęczyłam aż miło. Podobno niby chciałam wyjść na świat, ale tak naprawdę to mi się nigdzie nie spieszyło i tak przez kilkadziesiąt godzin.. Co tu ukrywać, dałam mamie popalić już na samym początku naszej wspólnej drogi. Taka dygresja... do tematu ! Jako jesienne dziecko kocham jesień. Jako mamy szczyl uwielbiałam biegać po lesie i szukać skarbów, z których można budować różne ludziki. Kochałam, i nadal kocham wspaniałe kolory, jakie jesień wyczarowuje na drzewach.

#2 chłodne poranki

       Jako jesienne dziecko organicznie wręcz nienawidzę upałów! Serdecznie i już mi się to nie zmieni. Kiedy temperatura osiąga 30 stopni, ja zmieniam się w marudę, którą ukąsiła w piętę osa. Kiedy w takiej temperaturze mam coś zrobić, albo gdzieś jechać.. to zamieniam się w wiedźmę! Letnie noce to też udręka.. zwłaszcza na mojej wsi! Dlaczego? Bo mam sąsiada, który (z braku innego zajęcia/czystej złośliwości), regularnie puszcza chmury dymu z komina. Rzekomo grzeje na wodę.. ale czy woda potrzebna mu o 2 w nocy? A jak dodacie do tego, ze w piecu pali szyszkami/liśćmi/korzeniami, które dostaje za darmo w sadach .. a czasem śmieci to sobie wyobraź: Noc.. w mieszkaniu temp blisko 28 st (sypialnię mam od zachodu).. a Ty nie możesz otworzyć okna, bo dym taki, że aż łzawią oczy. Jak przychodzi lato to... no dopiszcie sobie, czego temu staremu trepowi życzę (np.  a żebyś przez tydzień z kibelka nie wyszedł :D)

#3 długie wieczory

      Jestem książkoholikiem. Może tu na blogu tego nie widać, ale czytam bardzo dużo. Moi znajomi (Ci nieczytający oczywiście) śmieją się, ze wyrabiam roczną normę za kilkanaście osób. A co za tym idzie, uważam, że nie ma nic lepszego nic lepszego, niż wieczór z książką. Jesienne (i zimowe) wieczory nadają się do tego wyśmienicie! Latem wolę posiedzieć w ogrodzie, poszaleć z Bell. Ale kiedy zapada zmrok, znacznie lepiej czuję się pod kocykiem i z książką w ręku. No powiedz, czy to nie przyjemne? Zakopać się pod mięciutki kocyk i zanurzyć w świat literatury.. Człowiek odcina się od świata realnego, od problemów i płynie razem z autorem. A jaka to stymulacja dla mózgu? Jeśli nie czytasz, to zacznij! Mam wrażenie, ze to dlatego, ze ludzie nie czytają mamy to co mamy na świecie! Czyli coraz głupszą populację. Całe masy głupich ludzi, którymi bardzo łatwo sterować. Cyborgów wręcz, których nie obchodzi nic, poza tym, żeby mieć pełną michę i od czasu do czasu wczasy pod gruszą. Pomyślisz, ze gardzę ludźmi.. To nieprawda, pogardzam głupotą i brakiem zdolności logicznego myślenia.

#4 mgły

      MGŁY!! Cholibka.. jak ja kocham mgły! Może niekoniecznie, jak się wraca po nocy samochodem.. ale w każdym innym wypadku tak! Już nie moge się doczekać mgieł listopadowych. Na polach robi się magicznie! Idziesz jak w mleko i nie wiesz co Cię czeka. Wyobraźnia szaleje, bo mózg dopatruje się w mgielnych formach coraz to innych kształtów. No uwielbiam to! W zeszłym roku na spacerze z Bell.. pamiętam to  jak dziś. To było rano.. coś koło 8.. mgła taka, że uhhh. Poszłyśmy na spacer w pola, widoczność może na 50 m. I nagle wyskoczyło na nas stado saren. Pojawiły się ZNIKĄD i rozpłynęły się w mgłach!! Serce mi prawie stanęło.. niesamowite to było. Kocham mgły!!

#5 niesamowite kolory

      Nawet lato nie potrafi wyczarować tak pięknych kolorów jak nasza Złota Polska Jesień. A już w tym roku to przechodzi samą siebie! Nie sposób się nie zachwycić! Człowiek wstaje.. spogląda przez okno i się uśmiecha! No nie da się inaczej!

       Tak się zastanawiam.. ilu czytelników to #teamjesień a ilu wręcz przeciwnie. Jestem bardzo ciekawa! Lubisz jesień? Czy wręcz przeciwnie? Uskrzydla Cię czy dołuje?





Fakt vs opinia .. czyli podstawowy błąd w komunikacji

Fakt vs opinia .. czyli podstawowy błąd w komunikacji

      Też masz ten problem, że czasem w dyskusji popłyniesz? Kiedy Twoje zdanie, Twój punkt widzenia, wreszcie Twoje widzimisię przesłaniają Ci trzeźwy osąd i fakty? Kiedy musisz krzyknąć na siebie "PRRR STÓJ GDZIE"! Przedstawiasz swoje opinie jako niezbite fakty? Nie martw nie jesteś sam, każdy tak ma. Ważne, żeby o tym wiedzieć i... nie manipulować nieświadomymi rozmówcami. Bo to tylko powoduje niepotrzebne problemy. Dlatego tez mam taki problem z mediami... tam niewiele jest faktów, jest za to masa stronniczych opinii. Na które osoby nieznające realnych wydarzeń w całości łapią się jak muchy na lep.

jak uniknąć nieporozumień

       Nie wiem na ile interesujesz się dzisiejszym światem. Czy interesują Cię polityką, gospodarką? Czy widzisz jak współczesne media manipulują informacjami, by uzyskać określony obraz? Jeśli Cie to nie interesuje, to proponuję się zainteresować dlaczego? Bo to że Ty się nie interesujesz polityką, nie znaczy wcale, że polityka (politycy, lobbyści, media) nie interesują się Tobą. Mówiąc wprost, nie ma dnia, kiedy to jakaś informacja w trzech różnych źródłach przedstawiana jest na trzy różne sposoby. Przy czym żadna z tych interpretacji nie jest w 100% prawdziwa, bo wszystko zależy od tego, kto jaki ma światopogląd.. lub jaka jest linia redakcji.
       Opinie przedstawiane jako fakty, to chyba jedna z większych bolączek naszych czasów. A najgorsze jest to, że tak samo jest w relacjach człowiek człowiek. Pal sześć dyskusje na argumenty. Ale jak zaczynam rozmowę z kimś, kto jako fakty przedstawia zasłyszane gdzieś opinie to mnie trafia. Do takich osób najczęściej nie dociera, że jest różnica. Nawet jak pokażesz im oryginalne źródło, puścisz całe nagranie, a nie tylko wycinek. Takie osoby nie widza różnic. Ręce mi wtedy opadają. Jak odróżnić fakty od opinii? Sprawdzać, szukać pierwotnych źródeł. Nie ufać opiniom ludzi, którzy mienią się specami od wszystkiego i którzy nie ukrywają niechęci do tych, którzy się z nimi nie zgadzają.

Fakt jest niepodważalny: spadł deszcz

      Z faktami się nie dyskutuje. Można je w zależności od podejścia różnie oceniać. Jak spadnie deszcz, to to jest fakt. Nie ma co dyskutować, spadł i już. Wystarczy spojrzeć przez okno na mokrą ulicę i samochody rozbryzgujące wodę z kałuż. Piszę bloga, to fakt. To czy Ci się podoba mniej lub bardziej to już Twoja opinia. To jak go odbierasz, to już kwestia Twoich osobistych preferencji.

Fakt jest niezmienny: pies szczeka

      Fakty nie zmieniają się w zależności od czyjegoś widzi mi się. Psy szczekają. Nie zaczną miauczeć, beczeć lub ćwierkać, bo ktoś tak chce. Walka z faktami, to jak zawracanie rzeki kijem. Nie da się. Można fakty zmanipulować i przedstawić je w krzywym zwierciadle swojej opinii, ale to już nie będą fakty.
      W rozmowach ze znajomymi bardzo często prostuję wypowiedzi polityków, zwłaszcza tych nielubianych przez media. Kiedy ktoś rzuca jakimś wyrwanym z kontekstu cytatem, pytam, czy zna całą wypowiedź, czy tylko bazuje na cudzej opinii. Na ogół ludzie nie znają całej wypowiedzi. To co usłyszeli od "rzetelnego" dziennikarza przedstawiają jako fakt. Głupie? Tak. Ale też mega niebezpieczne!

Prawdziwość faktu można sprawdzić: na dębie rosną żołędzie.. idę sprawdzam.. są!

      Każdy fakt (nawet fake news) ma pierwotne źródło. Można do niego dotrzeć, wymaga to czasem sporo czasu i skazuje na przedzieranie się przez szambo różnych zmanipulowanych opinii. jednak dla chcącego nie ma rzeczy niemożliwych.

Opinia jest zawsze subiektywna

      Nie ma czegoś takiego jak obiektywna opinia. Opinie są zawsze subiektywne. Jak nie ma ludzi całkowicie neutralnych światopoglądowo (każdy ma jakieś poglądy/przekonania), tak nie ma obiektywnych opinii. Dlaczego? Na to co myślimy o danym wydarzeniu, zawsze wpływ mają nasze przekonania. Możemy z tym walczyć, możemy zmieniać poglądy, ale to nie zmieni sedna sprawy. Możemy nie opowiadać się jednoznacznie po żadnej ze stron sporu/sprawy, ale oceniając zawsze bierzemy pod uwagę nasze przekonania. Opiniując, zawsze przedstawiamy swój punkt widzenia. Powtarzając czyjąś opinię jako własną, również nie jesteśmy obiektywni.

Opinia często przedstawiana jako fakt jest czystą manipulacją. Jeśli nie znasz faktów jesteś podatny na manipulację.

      W czystych manipulacjach lubują się dziennikarze, celebryci i wszelkiej maści pseudoautorytety. Zwłaszcza ostatnio widać to doskonale. Byle tylko napieprzać w tych po drugiej stronie barykady. Tak samo w życiu szaraczków. Mieszkam ponad 150 km od domu rodzinnego i nawet tu dopadają mnie dziwne informacje o moich znajomych, o moim mieście. Podobnie jest, kiedy znajomi bardzo zaangażowani po jednej ze stron sporu światopoglądowego podsuwają mi różne informacje... oczywiście odpowiednio przygotowane. Widzisz.. ja wszystko sprawdzam. Zdarza mi się poświęcić nawet kilkadziesiąt minut by sprawdzić o co chodzi w kolejnej politycznej/gospodarczej/światopoglądowej dramie. Lubię wiedzieć! Lubię być świadoma tego, co dzieje się dookoła mnie, nie lubię, jak się mnie próbuje zrobić w konia.
      Izraelscy snajperzy regularnie zabijają palestyńskie dzieci, oraz personel medyczny.. to fakt. Od tego kto go przedstawia zależy przekaz, czy to dobre czy złe... prawda? Wczoraj (czyli 9 października), Turcja rozpoczęła regularny atak na pozycje kurdyjskie (USA po wykorzystaniu Kurdów do walki z ISIS, zostawiło ich na pastwę Turków.. brzmi znajomo?). To fakt.. jaką będziemy mieli opinię zależy od nas i od tego, któremu przekazowi uwierzymy... tureckiemu, czy kurdyjskiemu.

      Fakty a opinie.. jak się ustrzec przed manipulacja? Sprawdzać źródła. A jeśli raz złapiemy kogoś na manipulowaniu faktami... to lepiej mu więcej nie ufać.

Co o tym sądzisz?
Wierzysz w doniesienia prasowe?
Wierzysz dziennikarzom.. celebrytom, kiedy wypowiadają się na często kontrowersyjne tematy?
Wierzysz ludziom na słowo?.. Czy może jednak samodzielnie próbujesz dociec jak było naprawdę?

Jestem bardzo ciekawa...







pees. Swoją drogą.. byłeś na wyborach?
UCIESZYŁO ZACHWYCIŁO - WRZESIEŃ 2019

UCIESZYŁO ZACHWYCIŁO - WRZESIEŃ 2019

       Wrzesień.. nareszcie jesień! Moja ukochana pora roku. Nareszcie można oddychać, działać, myśleć, kreować bez obawy o udar cieplny! I działamy! Wrzesień był straszliwy jeśli chodzi o ilość pracy! Dzień w dzień po 10h przed komputerem.. jak już go wyłączałam, to średnio mi się chciało robić cokolwiek innego iż pójście na powietrze i zabawa z Bell. Może dlatego postów na blogu mało, moja aktywność w sm mała.. a moja obecność na ulubionych blogach co najmniej średnia! Ale nic to! Opędziłam się ciut! Wszystko powinno wrócić no normy. A na razie WRZESIEŃ! I jego całkowite podsumowanie! Zaczynajmy!


ZACHWYCIŁO .. MUZYKA I KSIĄŻKI

      Czytelnictwo moje leży i kwiczy.. jakoś tak, noo.. średnio mam natchnienie. Mam kilka nowych książek do przeczytania i .. no wolę iść pobawić się z Bell. Ale coś tam przeczytałam! W łapki wpadła mi "Jaga" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Swego rodzaju prequel historii zawartej w cyklu "Kwiat paproci". Bo kim była Jaga zanim została Babą Jagą? To pytanie wracało do mnie jak bumerang! W "Kwiecie paproci" brakowało mi rozwinięcia jej wątku! Jak została szeptuchą, jaka była jej droga? W "Jadze" część zagadek się rozwiewa, ale nie wszystkie! Mamy opisany tylko sam początek "szeptuchowania" ... który tylko pobudził mój apetyt na więcej. Coś tak czuję, ze powstanie jeszcze choć jedna ksiażka o perypetiach Jarogniewy!
      Dość powiedzieć, że przeczytałam tą książkę w jeden dzień, w trakcie 8h siedzenia na szpitalnym oddziale w warszawskim MSWiA. To taka miła, niewymagająca lektura. Nie spodziewajcie się fajerwerków, to się nie zawiedziecie. Ot.. taki fantastyczny (z elementami słowiańskimi) odpowiednik dobrej jakości romansowej obyczajówki dla bab. Ja takie książki lubię.

DIETA

      Odwrotnie niż cała reszta świata, ja diety zaczynam zawsze jesienią. To na bank kwestia mojego nastawienia do tej pory roku, a co za tym idzie ogromnego skoku energii, chęci i motywacji. Dość powiedzieć, ze mam za sobą cztery tygodnie diety i.. 4 km mniej na wadze, oraz 10 cm mniej w obwodach (razem oczywiście). Powiem Wam, ze nawet się specjalnie nie katuję, ot odstawiłam cukier  (coca cola.. baj baj maszkaro!) i białe pieczywo, a także pilnuję pór posiłków. Cała reszta pozostała totalnie bez zmian. Chudnę zdrowo, czuję się doskonale. Zobaczymy gdzie mnie ta dieta zaprowadzi! Może na wiosnę będę super hiper fit lachonem? Żarty oczywiście! Nie ma co sobie wymyślać. Cel jest, a ja odhaczam kolejne małe kroki! Ola Budzyńska byłaby ze mnie dumna hahahahahah.



      Taki był mój wrzesień.. za krótki, za szybko mi uciekł.. przede mną październik! Zapowiada się równie intensywnie.. uhh.. ani się obejrzymy i będzie Boże Narodzenie!
Jakie cechy cenię u innych blogerów.. czyli lubię kiedy #1!

Jakie cechy cenię u innych blogerów.. czyli lubię kiedy #1!

      Ostatnio więcej czasu spędzam na poszukiwaniu ciekawych, rozwojowych treści w sieci. Nie wiem z czego to wynika, ale zaobserwowałam u siebie pewien trend. Jaki? Mija lato, a ja ruszam z kopyta! Więcej czytam, więcej się ruszam, więcej poszukuję! Zwyczajnie chcę więcej! Tak myślę, że to wynik spadku temperatur, zwiększonego komfortu spania.. i zwyczajnie miłości do jesieni! Dlatego szukam, przeglądam blogi.. i postanowiłam napisać takie moje pięć cech, które przyciągają mnie do blogera.. i co ważniejsze sprawiają, ze z nim zostaję! Zaczynajmy!



Lubię kiedy.. bloger ma swoje zdanie i umie go bronić

       Podstawa podstaw i oczywista oczywistość. Ten kto mnie już choć trochę poznał wie.. że nie jestem typem, co to chętnie napisze milusi komentarz o niczym. Niezwykle rzadko mi się to zdarza. Jeśli temat wpisu średnio mnie porwał, znajdę coś, do czego mogłabym nawiązać. Kiedy się z czymś totalnie nie zgadzam (moje prawo) piszę o tym mniej lub bardziej wprost. Cóż kocham polemikę! Kocham dyskusje. Więc kiedy napiszę mniej lub bardziej polemiczny komentarz a autor odpisując potrafi bronić swoich tez, to jestem w siódmym niebie! Jeśli ktoś na starcie przyjmuję postawę urażonego i niezrozumianego artysty.. cóż.. nie dogadamy się, a ja znikam i więcej zwyczajnie nie wracam. Tez tak macie?

Lubię kiedy.. bloger jest kreatywny

      Sama ostatnio mam ciągłe zadyszki jeśli chodzi o kreatywność. Może to wynik pewnej rutyny, której sprzyja niewątpliwie życie na wsi. Ale no jakoś tak się dzieje. Na prowincji nie ma muzeów, teatrów, kin, knajpek czy czego tam.. A nam się zwyczajnie po pracy nie chce nigdzie ruszać.. zwłaszcza, że trzeba by przejechać kilkadziesiąt kilometrów. Dlatego tych kreatywnych impulsów szukam w sieci! Jak widzę nowe rzeczy to aż mi się pyszczek cieszy! Bo to daje niesamowitego kopniaka w cztery litery!

Lubię kiedy.. bloger się rozwija i zmienia

      Ktoś mądry powiedział kiedyś: jedyną stałą w życiu jest zmiana. To jedno z tych zdań, które dawno temu zmieniły moje podejście do życia. Kiedy to przestałam bać się zmian.. ba, kiedy sama te zmiany zaczęłam wprowadzać, a przez to niesamowicie się rozwijać. Dlatego tak cenię taką postawę u innych. Moja nauczycielka śpiewu na jednej z pierwszych lekcji powiedziała mi: w muzyce jest tak, jak przestajesz ćwiczyć, jak przestajesz się rozwijać to zaczynasz się cofać. Myślę, ze w życiu jest tak samo. Nasz mózg pozbawiony bodźców traci połączenia neuronowe. A my się cofamy. Dlatego lubię, kiedy widzę u blogera postępy! Kiedy zauważam subtelne zmiany.

Lubię kiedy.. bloger jest interesujący

      Dokładnie tak BLOGER.. a dopiero potem blog. Najlepszy przykład blogi kosmetyczne... no tematyka leżąca jak najdalej od moich zainteresowań, a śledzę kilka blogów. Ze względu na ich autorów! Bo to autorów polubiłam, bo to autorzy mnie interesują! Ot taki paradoks.. a może nie?

Lubię kiedy.. bloger się ceni i jednocześnie ma do siebie dystans

      Sytuacja idealna ... Kiedy spotykam kogoś, kto jest pewny siebie, zna swoją wartość, ceni swoją wiedzę i czas, i jednocześnie ma do siebie dystans. Wiecie.. zna swoją wartość, a jednocześnie nie jest wiecznie napuszonym bufonem, co to się obraża przy byle okazji. Takich ludzi w sieci szukam, tacy mnie inspirują. Nawet jeśli się z nimi w części spraw nie zgadzam. Najlepszym na to przykładem jest Ola Budzyńska. Jej feminizm czasem sprawia, że włosy mi na głowie stają. Ostatnio miała problem z tym, ze w książce do szkoły do chłopca przyszedł superbohater... no bo jak to. Do dziewczynek to nie przychodzą? Dziewczynki nie mogą być superbohaterami... Noż kurrr... serio? I mimo tego (a może pomimo to), bardzo ją cenię. Własnie za pewność siebie i dystans. Oraz gigantyczną więc łatwość dzielenia się wiedzą. Podobnie mam z Elizą Wydrych-Strzelecką znaną szerzej jako Fahionelka.. Jak ona czasem popłynie w tych swoich rozwojowych/duchowych rozważaniach to ja odpadam, mam ochotę wziąć coś ciężkiego i rzucić o ścianę. Ale to nie przeszkadza mi jej cenić! Podobnie jest z Tomkiem Tomczykiem.


      Lubię kiedy... no własnie, to moje subiektywne zestawienie. Może Wy coś dorzucicie? Co Was przyciąga do bloga? Ładna szata graficzna? Odpicowane zdjęcia? Czy może treści, albo sami blogerzy? Zastanawiam się, co jest najważniejsze...






pees. "Lubię kiedy".. to nowa cykliczna seria postów, którą sobie wymyśliłam. Mam kilka pomysłów na kolejne posty, ale może Wy coś podrzucicie?
Problem śmieciowy.. czyli ekologia w praktyce.

Problem śmieciowy.. czyli ekologia w praktyce.

      Jak wiecie (lub nie), w tym roku zalało mi dom na działce. Krótko mówiąc przez dom przelało się prawie trzydzieści metrów sześciennych wody, zanim ktokolwiek się zorientował, że jest awaria. Puścił główny zawór.. nie moja wina, ale szkody były. Na szczęście nie stało się nic mega poważnego, fundamenty stałe.. ściany całe.. wystarczył remont. A po tym remoncie? Po remoncie została góra śmieci...


Ekologia: Jak remont to i odpady budowlane.

      Jak się robi remont, to nie da się uniknąć odpadów budowlanych prawda? Zostaje styropian, zostają worki po cemencie, kleju, gipsie. Zostają kawałki płytek i płyt gipsowych. No niestety, nie da się zrobić remontu w duchu zero weste, chyba ze się mieszka w ziemiance i dziury zalepia krowim gównem. To tak tytułem wstępu dla wszystkich wojujących ekologów. Bo i takie rzeczy czytałam. Osobiście uważam, że żadne skrajności nie są dobre. Śmieci nie da się uniknąć.. można tylko zminimalizować ich produkcję. Ale do meritum!

Ekologia: My nie odbieramy śmieci.. proszę do gminy. Gmina.. my nie odbieramy, proszę dzwonić tam i tak w koło.

      Zostało nam kilka wielkich worów śmieci. Więc jak to porządna obywatelka ruszyłam do gminy z zapytaniem, czy mogłaby podstawić jakiś śmieciowóz, żeby odpady budowlane zabrać. Co usłyszałam? Oni nie ZABIERAJĄ! Proszę dzwonić pod ten numer. Dzwonię.. oni nie zabierają z tej gminy, proszę dzwonić do powiatu. Dzwonię.. oni nie zabierają śmieci z tej gminy. No Bareja! Urzędas przerzuca odpowiedzialność na drugiego urzędasa.. a Ty się człowieku bujaj od jednego do drugiego. Finał tej przepychanki jest taki.. ze śmieci leżą w worach na mojej działce... bo przecież nie wywiozę tego do lasu, nie wrzucę do rzeki i nie spalę w piecu!!!
      Przecież ja nie chcę, żeby oni to zabrali za darmo do jasnej cholery! Nie mieszkam na stałe w tej gminie, nie płace za śmieci co miesiąc. To co wyprodukuję zabieram ze sobą do domu. Więc naturalnym jest, ze chciałam zapłacić normalnie komercyjnie! Ale nie... żaden urzędas nie ruszy dupska i.... Wiecie co powinnam zrobić? Zwieść te śmieci wójtowi na podwórko niech podziwia owoc swojej niekompetencji.

Ekologia: Bo na wsi to nie dbają o środowisko i palą śmieciami.

      Bo wsiury to nie dbają o środowisko i palą śmieci w piecach.. Nie przeczę sama co jakiś czas wymieniam nieprzyjemne zdania z moim sąsiadem. Nic nie działa, policja ma w dupie. Dopiero jak się zapaliła sadza w kominie i było ryzyko pożaru, to przestał wrzucać zużyte pieluchy wnuczka do pieca. Taki stary dzban, którego już nic nie zreformuje. Ale to jednostkowy przypadek. Znakomita większość segreguje śmieci i wystawia do zabrania. Tylko co zrobić w przypadku, kiedy gmina nie zabiera śmieci? Kiedyś sytuacja była prosta. Dzwoniło się do firmy wywożącej śmieci, przyjeżdżali, zabierali i zostawiali rachunek do zapłacenia. A dziś? A dziś to sobie człowieku radź sam! Najlepiej nie zawracaj urzędasowi głowy.. bo on musi przełożyć kilka papierków, wypić kawusię i zjeść pączusia plotkując z psiapsiułą  siedzącą przy drugim biurku.
      Powiedzcie.. co ma zrobić taki ktoś jak ja? Jestem za uczciwa, żeby wywieść odpady komuś na pole, albo do lasu. Więc co? A ilu jest takich, co chcieliby żeby za opłatą zabrano śmieci i jak nie zabierają to wywożą do lasu? To jest jakaś granda, za przeproszeniem! I niech mi jedna ekolożka z drugą powie co w takiej sytuacji zrobić? Bardzo chętnie poczytam porady.
       Z resztą.. co tam taka mała gmina wiejska.. Warszawa (rządzona przez kilkanaście lat jedną frakcję polityczną) nie daje rady ze śmieciami, a ścieki zrzuca do Wisły. Mimo wybudowania najdroższej chyba oczyszczali ścieków. Ale to już temat dla prokuratora. Mówię Wam.. czasem myślę, że urzędnicy powinni są swoją niekompetencję odpowiadać własnymi majątkami.. i to nie tylko szeregowi.. tylko cała drabinka. A w skrajnych przypadkach stryczek i szubienica. Wtedy by się zastanowił jeden z drugim. I jak już by się na stołki pchali, to mieliby z tyłu głowy ten stryczek...
      Wkurzona jestem no...